poniedziałek, 14 października 2013

Odcinek 21

O jejku.. przepraszam, że tak późno... zapomniałam, że dziś poniedziałek. :c

Warunek Lucifera cz. 4

Lucifer wyprowadził mnie ze schowka, uważając, żebym się o nic nie potknęła. Liczyłam na to, że puści moją dłoń, jak wyjdziemy na korytarz, ale on wciąż ją trzymał. Zaprowadził mnie przed moją szafkę.

-Ubieraj się, zmywamy się stąd.

-Ale..

-Za chwilę wrócę -powiedział i pocałował mnie w policzek.

Chwiałam go zatrzymać, ale nie mogłam krzyczeć. Na korytarzu była idealna cisza, a ja się bałam, że ktoś mnie znajdzie. Szybko założyłam płaszcz. Diabeł przyszedł z powrotem, kiedy zakładałam czapkę. Uśmiechnął się do mnie. Spojrzał na moje buty i zaśmiał się krótko. Wyciągnął rękę w moją stronę, bez zastanowienia złapałam ją. Pobiegliśmy w stronę wyjścia. Chyba mieliśmy szczęście, bo jedyną osobą, którą minęliśmy, była woźna.

Samochód Lucifera był zaparkowany tuż przy drzwiach. Chłopak podszedł do niego i otworzył przede mną drzwi. Po chwili oboje siedzieliśmy w środku, patrząc na siebie nawzajem. Miałam ochotę wyciągnąć rękę w jego stronę, przyciągnąć go i pocałować, ale chłopak nacisnął na gaz, ruszając z piskiem opon. Kiedyś pewnie zganiłabym go za tak jawne zwracanie na nas uwagi, ale teraz nie obchodziło mnie to. Ważny był tylko on i jego brat. Przez tą całą szopkę z chowaniem się w schowku na miotły zapomniałam o Michaelu. Ciekawe, co on teraz robi.

Głupio się czułam, myśląc ciągle o jednym z braci Gray, będąc z drugim. Najlepiej było mieć ich obu w zasięgu wzroku, ale wtedy ich obecność stawała się przytłaczająca. Gdyby tylko Lucifer był przy swoim bracie taki sam jak wtedy, gdy jesteśmy sami. Teraz był zapatrzony w drogę przed sobą, ale kiedy zauważył, że na niego patrzę, odwrócił się w moją stronę i uśmiechnął. Nie wiem, czemu znów pomyślałam o swoim śnie. Cholerny motocykl. Jakby czytając w moich myślach, chłopak poprosił, bym opowiedziała mu swój sen.

-Śniło mi się, że trafiłam do nieba.

Diabeł zaśmiał się i spojrzał na mnie, sądząc chyba, że żartuję. Po chwili zrozumiał, jak bardzo się pomylił. Jego wzrok wrócił na drogę. Skręciliśmy w pierwszy zakręt. Ulica była jednokierunkowa z powodu parkingu, który zajmował cały drugi pas. Chłopak zaparkował na pierwszym wolnym miejscu.

-Przejdziemy się -oświadczył Lucifer.

Wyjął kluczyk ze stacyjki i wsunął do kieszeni kurtki. Wysiadł z samochodu i szybko go okrążył, by otworzyć mi drzwi. Jego dżentelmeńskie zachowanie zaczynało mnie powoli denerwować, ale starałam się tego nie okazywać. Rozumiem otworzyć mi raz drzwi, albo dwa, ale bez przesady. Skinęłam głową w podziękowaniu.

Diabeł zabrał mnie na spacer nad Tamizę. Nie rozmawialiśmy. Moje myśli uciekały do Michaela, więc nawet jeśli mój towarzysz mnie o coś pytał, to pewnie czuł się, jakby rozmawiał ze ścianą. Poczułam jego uścisk na ramieniu. Spojrzałam w jego stronę. Miał zawiedziony wzrok.

-Nie słuchałaś mnie, prawda?

-Prawda -przyznałam i zrobiło mi się głupio.

Przyciągnął mnie do sobie, obejmując w talii. Było naprawdę zimno, nie ma co się dziwić: był w końcu środek lata. Lata, które było w Australii. Niestety w Londynie na dobre rozgościła się zima. Gdy był tak blisko, nie mogłam się na niczym skupić. Czułam zapach jego wody kolońskiej. Poczułam jego wargi na policzku i wyrwałam mu się.

-Co tak właściwie jest między nami?

-Jesteśmy znajomymi, którzy na jeden dzień bawią się w pana i służącą, a jak zabawa im się spodoba, to będą razem mieszkać.

Spojrzałam na niego z wyrzutem, a on tylko wzruszył ramionami. Odwróciłam wzrok zawiedziona. Staliśmy dokładnie naprzeciwko London Eye. Wyglądało trochę śmiesznie na tle oprószonych śniegiem budynków. Wiatr zawiał lekko, a ja znów poczułam zapach jego wody kolońskiej. Położyłam dłonie na barierce, strzepując z niej białe płatki. Zakładanie szpilek w taki mróz to był z pewnością zły pomysł. Odwróciłam się przodem do chłopaka, zostawiając diabelski młyn za plecami.

-Wracajmy -poprosiłam.

Lucifer nie odpowiedział od razu. Zdawał się błądzić gdzieś myślami. Jego wzrok utkwiony był to na moich butach, to gdzieś za moimi plecami. Oparłam się plecami o barierkę. Lucifer popatrzył mi w oczy. Miał przerażający wzrok. Nigdy nie wiedziałam, czego mogę się po nim spodziewać.

-Trafiłaś do nieba, tak?

Jego pytanie zaskoczyło mnie tak bardzo, że z początku nie wiedziałam nawet, o co pyta. Kiedy przypomniałam sobie powód, który spowodował naszą wysiadkę z ogrzewanego samochodu, pokiwałam głową twierdząco.

-A mówiłaś, że śniło ci się, że już nigdy nie zobaczysz się z osobą, w której się zakochałaś?

Nie chciałam mu odpowiadać, ale wolałam mu się nie podkładać. Znów za odpowiedź musiał mu wystarczyć delikatny ruch głową i bardziej wymruczane niż wypowiedziane "mhm".

-Wy, ludzie, przecież wszyscy kiedyś trafią do nieba -powiedział tonem, który wskazywał, jakby ta rozmowa powoli zaczynała go nudzić.

-Ty nie -wyszeptałam. -Prawda?

Spojrzał na mnie pustym wzrokiem. Pokręcił głową z dezaprobatą. Mimo tego wziął mnie delikatnie pod ramię i zaprowadził z powrotem do samochodu. Kiedy wsiadałam podał mi botki z futerkiem w środku. Podczas drogi zmieniłam buty i odechciało mi się wracać do domu. Tęskno wyglądałam za okno, kiedy mijaliśmy kolejne przecznice. Okazało się jednak, że Lucifer nie zamierza wracać do domu. Naszym celem okazał się być parking podziemny, umiejscowiony pod jakimś wysokim budynkiem. Po zatrzymaniu samochodu chłopak spojrzał na mnie z dotąd nieznanym mi uśmiechem. Pociągnęłam za klamkę i pierwszy raz, podróżując z braćmi Gray, udało mi się wysiąść samej.

-Chcę cię zabrać w jeszcze jedno miejsce przed baletem -powiedział zamyślony, jedną ręką opierając się o samochód.

-Lucifer, czy istnieje sposób, byś wrócił do nieba?

-Tak, ale już prędzej zdecydowałbym się na zatrzymanie ciebie tutaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz