Poza tym mam jeszcze jedną sprawę. Na wzór dziewczyny, dzięki której zaczęłam pisać tego bloga, będę dodawać jednego posta tygodniowo i tak, aż skończę sezon. Wczoraj zrobiłam ankietę i od dziś macie dwa tygodnie na wybranie dnia tygodnia, który wam najbardziej pasuje.
xoxo
Rose
Dancehall i stary młody znajomy
Siedziałam na ziemi po porannym treningu. Patrzyłam w lustro zmęczonym wzrokiem. Dziewczyny naprawdę się dziś nie obijały. Moje brązowe włosy wyglądały na wyjątkowo nieułożenie. Rozpuściłam je i na nowo związałam w kucyka. Szkoda, że blond ombre, które miałam jeszcze tydzień temu, teraz stało się prawie niewidoczne. Pasowało mi. Będę musiała pomyśleć nad ponownym pójściem do fryzjera, ale najpierw przydałoby się zarobić na czynsz. Coś się wymyśli. Wzruszyłam ramionami i to samo zrobiło moje odbicie w lustrze. Mój oddech już dawno się wyrównał, ale serce wciąż biło trochę za szybko. Położyłam się na ziemi, żeby dosięgnąć do odtwarzacza i puściłam sobie muzykę. Głośne reggae nigdy mi nie przeszkadzało. Gdybym tylko miała więcej siły, pewnie wstałabym i zaczęła tańczyć, ale nie miałam na to energii. Dawno nie byłam tak zmęczona. Najbardziej przerażające było to, że za piętnaście minut zaczynają się kolejne zajęcia, ale za to po nich już koniec. Dobrze, że to grupa początkująca, bo te dziewczyny to się po dziesięciu minutach zmęczą. Roześmiałam się cicho i zmusiłam do wstania.
Podeszłam do swojej torby, która leżała przy odtwarzaczu. Wyjęłam z niej butelkę wody i wzięłam łyka. Kiedy ją odkładałam, mój telefon zaczął dzwonić. Westchnęłam i zaczęłam go szukać. Zaśmiałam się, widząc kto dzwoni. Tyle czasu już nie rozmawialiśmy... Odebrałam.
-No, w końcu -odezwał się znajomy głos w słuchawce.
-No cześć -odpowiedziałam. -Co u ciebie? Dawno cię tu nie widziałam, już nie lubisz widoku trzęsących się tyłeczków?
-Dalej uczysz -zapytał, ignorując moje wcześniejsze pytania.
-Tak, bo co?
-Masz czas za godzinę albo półtorej?
-Raczej za półtorej.
-Mam taką nietypową prośbę.
-Chcesz, żebym się z tobą przespała -zapytałam pół żartem.
-Fajne masz o mnie zdanie.
-Sam do tego doprowadziłeś, chyba jeszcze nie zapomniałeś, co?
-Widzę, że oboje trochę się zmieniliśmy.
-Najwyraźniej. No, więc co to za prośba?
Przez kolejne dwie minuty opowiadał mi o swojej cudownej znajomej, której posypało się życie. Odniosłam wrażenie, że połowę z tego sobie wymyślił. To było wręcz śmieszne, a jego uwagi do tego, gdzie ma się odbyć ta lekcja, wręcz przekomiczne. Mimo tego zgodziłam się na prywatną lekcję dla tej dziewczyny. Cóż, jego pieniądze nie były gorsze od innych. Nasza rozmowa, nie wliczając jego opowieści o tej dziewczynie idealnej, była raczej krótka co w sumie mnie ucieszyło.
Wróciłam do słuchania muzyki i picia wody, a po dwóch piosenkach przyszły dziewczyny na zajęcia. Nie bardzo miałam ochotę prowadzić tę lekcję, to była głupota zgadzać się na prowadzenie dwóch godzin pod rząd. Będę musiała to jakoś odkręcić.
Na początku zajęć nie mogłam skupić się na tańcu, ale na szczęście układ był prosty i dobrze mi znany. Cały czas wspominałam chwile spędzone z tym chłopakiem. To było tak dawno... Jeszcze chodziłam do liceum, a on był o rok starszy. Kręcił wtedy z jakąś małolatą. Ciekawe, ile ona teraz ma lat. Pewnie jakoś z siedemnaście. Czyli jest w wieku tej, o której tyle paplał. Wciąż woli dużo młodsze. Ciekawe, ile jeszcze będzie przez niego płakało. Co jak co, ale do związków to on sie raczej nie nadaje. Biedna dziewczyna.
Przez kolejne pół godziny starałam się skupić na swojej pracy. Jednak błędów w krokach dziewczyn było tyle, że nie miałam nawet siły ich wszystkich poprawiać. Mówić jak do ściany, że w tej choreografii Skip To My Lou [Rose szpani się, że zna jeden dancehallowy krok ;)] zaczynamy z lewej nogi, a kończymy na prawej, żeby wyszła ósemka, a nie dziewiątka.
-Jeszcze raz -powiedziałam, puszczając piosenkę od nowa. -Pięć, sześć, siedem, osiem i ... nie! Lisa, zła noga.
Chwila, ona chyba nie jest Lisa... a zresztą, czy to ma jakieś znaczenie? Zaśmiałam się w myślach, by przypadkiem nie obrazić żadnej z obecnych dziś dziesięciu nastolatek. Och, oby ta koleżanka mojego starego znajomego była pilniejszą uczennicą, bo chyba nie wytrzymam kolejnej godziny z kimś, kto tak bardzo nie łapie. Coś za szybko się irytuję. Chyba naprawdę powinnam przełożyć tę godzinę na kiedy indziej, na przykład przed grupą zaawansowaną? To w sumie jest jakiś plan. Pokiwałam głową zadowolona ze swojego pomysłu, a dziewczyna, której przed chwilą zwróciłam uwagę, uśmiechnęła się lekko. Dancehall jest przecież po to, żeby się nim bawić, a nie być przeze mnie opierniczanym, prawda? Och, to nie ich wina przecież, że nie odróżniają prawej nogi od lewej.
-Chwila przerwy, a potem dam wam okazję do przećwiczenia Skip To My Lou w tjunie, którego nauczyłyście się w zeszłym tygodniu. Kogo nie było, niech udaje, że zna kroki.
Zaśmiałam się do dziewczyn, a one odwzajemniły mój śmiech. Poczekałam chwilę, aż napiją się wody i na nowo ustawią w szachownicę, po czym włączyłam piosenkę zespołu RDX, której tytuł był identyczny jak nazwa kroku - Skip To My Lou. Miło było patrzeć na roześmiane buzie, słuchać reggae i nic nie robić. Nawet jeśli czasem miałam dość tej pracy i nieźle dawała mi w kość, nawet jeśli nie miałam przez nią ochoty wstać z łóżka, nawet jeśli wciąż musiałam się martwić o pieniądze na czynsz to i tak w głębi serca kochałam ją nad wszystko inne. Może czasem wydawało mi się, że żałuję swojego wyboru, ale koniec końców nie zmieniłabym go. Dla mnie to właśnie jest miłość. Miłość do muzyki, tańca i kultury. Na ziemi istnieje chyba tylko jedna rzecz, którą kocham bardziej od Jamajki i na moje nieszczęście jest to nutella, ale przecież serce nie sługa. Och, dobrze, że wchodzę jeszcze w te legginsy, bo naprawdę je lubię.
Kiedy piosenka się skończyła, wywaliłam dziewczyny z sali i znów położyłam się na podłodze. Jeszcze tylko godzina z nową laseczką starego kumpla. Jak jej tam było? Jessica? Tak, chyba tak, a może jednak coś pokręciłam? Najwyżej. Zaśmiałam się do siebie. Zamknęłam oczy, a kiedy je otworzyłam, stał nade mną mój stary znajomy. Zamrugałam kilka razy. Nie mogę uwierzyć w to, co widzę! Minęło już przecież sześć lat! Jakim cudem można wciąż wyglądać tak samo? A może to jego młodszy brat? Co ja wymyślam! On nie miał brata, oprócz tego cichego chłopaka, który wiecznie był gdzieś w pobliżu.
-Boże, to naprawdę ty?
-Boże, to naprawdę ty -powtórzył piskliwym głosem.
-Dureń -skwitowałam.
Chyba mój stary młody znajomy nie był w dobrym humorze. Podniosłam się z ziemi. Podeszłam do ściany i oparłam się o nią. Poprawiłam włosy. Westchnęłam.
-Przypomnisz mi, jak ona miała na imię?
-Jessamine -odpowiedział ponuro.
Podeszłam do swojej torby, która leżała przy odtwarzaczu. Wyjęłam z niej butelkę wody i wzięłam łyka. Kiedy ją odkładałam, mój telefon zaczął dzwonić. Westchnęłam i zaczęłam go szukać. Zaśmiałam się, widząc kto dzwoni. Tyle czasu już nie rozmawialiśmy... Odebrałam.
-No, w końcu -odezwał się znajomy głos w słuchawce.
-No cześć -odpowiedziałam. -Co u ciebie? Dawno cię tu nie widziałam, już nie lubisz widoku trzęsących się tyłeczków?
-Dalej uczysz -zapytał, ignorując moje wcześniejsze pytania.
-Tak, bo co?
-Masz czas za godzinę albo półtorej?
-Raczej za półtorej.
-Mam taką nietypową prośbę.
-Chcesz, żebym się z tobą przespała -zapytałam pół żartem.
-Fajne masz o mnie zdanie.
-Sam do tego doprowadziłeś, chyba jeszcze nie zapomniałeś, co?
-Widzę, że oboje trochę się zmieniliśmy.
-Najwyraźniej. No, więc co to za prośba?
Przez kolejne dwie minuty opowiadał mi o swojej cudownej znajomej, której posypało się życie. Odniosłam wrażenie, że połowę z tego sobie wymyślił. To było wręcz śmieszne, a jego uwagi do tego, gdzie ma się odbyć ta lekcja, wręcz przekomiczne. Mimo tego zgodziłam się na prywatną lekcję dla tej dziewczyny. Cóż, jego pieniądze nie były gorsze od innych. Nasza rozmowa, nie wliczając jego opowieści o tej dziewczynie idealnej, była raczej krótka co w sumie mnie ucieszyło.
Wróciłam do słuchania muzyki i picia wody, a po dwóch piosenkach przyszły dziewczyny na zajęcia. Nie bardzo miałam ochotę prowadzić tę lekcję, to była głupota zgadzać się na prowadzenie dwóch godzin pod rząd. Będę musiała to jakoś odkręcić.
Na początku zajęć nie mogłam skupić się na tańcu, ale na szczęście układ był prosty i dobrze mi znany. Cały czas wspominałam chwile spędzone z tym chłopakiem. To było tak dawno... Jeszcze chodziłam do liceum, a on był o rok starszy. Kręcił wtedy z jakąś małolatą. Ciekawe, ile ona teraz ma lat. Pewnie jakoś z siedemnaście. Czyli jest w wieku tej, o której tyle paplał. Wciąż woli dużo młodsze. Ciekawe, ile jeszcze będzie przez niego płakało. Co jak co, ale do związków to on sie raczej nie nadaje. Biedna dziewczyna.
Przez kolejne pół godziny starałam się skupić na swojej pracy. Jednak błędów w krokach dziewczyn było tyle, że nie miałam nawet siły ich wszystkich poprawiać. Mówić jak do ściany, że w tej choreografii Skip To My Lou [Rose szpani się, że zna jeden dancehallowy krok ;)] zaczynamy z lewej nogi, a kończymy na prawej, żeby wyszła ósemka, a nie dziewiątka.
-Jeszcze raz -powiedziałam, puszczając piosenkę od nowa. -Pięć, sześć, siedem, osiem i ... nie! Lisa, zła noga.
Chwila, ona chyba nie jest Lisa... a zresztą, czy to ma jakieś znaczenie? Zaśmiałam się w myślach, by przypadkiem nie obrazić żadnej z obecnych dziś dziesięciu nastolatek. Och, oby ta koleżanka mojego starego znajomego była pilniejszą uczennicą, bo chyba nie wytrzymam kolejnej godziny z kimś, kto tak bardzo nie łapie. Coś za szybko się irytuję. Chyba naprawdę powinnam przełożyć tę godzinę na kiedy indziej, na przykład przed grupą zaawansowaną? To w sumie jest jakiś plan. Pokiwałam głową zadowolona ze swojego pomysłu, a dziewczyna, której przed chwilą zwróciłam uwagę, uśmiechnęła się lekko. Dancehall jest przecież po to, żeby się nim bawić, a nie być przeze mnie opierniczanym, prawda? Och, to nie ich wina przecież, że nie odróżniają prawej nogi od lewej.
-Chwila przerwy, a potem dam wam okazję do przećwiczenia Skip To My Lou w tjunie, którego nauczyłyście się w zeszłym tygodniu. Kogo nie było, niech udaje, że zna kroki.
Zaśmiałam się do dziewczyn, a one odwzajemniły mój śmiech. Poczekałam chwilę, aż napiją się wody i na nowo ustawią w szachownicę, po czym włączyłam piosenkę zespołu RDX, której tytuł był identyczny jak nazwa kroku - Skip To My Lou. Miło było patrzeć na roześmiane buzie, słuchać reggae i nic nie robić. Nawet jeśli czasem miałam dość tej pracy i nieźle dawała mi w kość, nawet jeśli nie miałam przez nią ochoty wstać z łóżka, nawet jeśli wciąż musiałam się martwić o pieniądze na czynsz to i tak w głębi serca kochałam ją nad wszystko inne. Może czasem wydawało mi się, że żałuję swojego wyboru, ale koniec końców nie zmieniłabym go. Dla mnie to właśnie jest miłość. Miłość do muzyki, tańca i kultury. Na ziemi istnieje chyba tylko jedna rzecz, którą kocham bardziej od Jamajki i na moje nieszczęście jest to nutella, ale przecież serce nie sługa. Och, dobrze, że wchodzę jeszcze w te legginsy, bo naprawdę je lubię.
Kiedy piosenka się skończyła, wywaliłam dziewczyny z sali i znów położyłam się na podłodze. Jeszcze tylko godzina z nową laseczką starego kumpla. Jak jej tam było? Jessica? Tak, chyba tak, a może jednak coś pokręciłam? Najwyżej. Zaśmiałam się do siebie. Zamknęłam oczy, a kiedy je otworzyłam, stał nade mną mój stary znajomy. Zamrugałam kilka razy. Nie mogę uwierzyć w to, co widzę! Minęło już przecież sześć lat! Jakim cudem można wciąż wyglądać tak samo? A może to jego młodszy brat? Co ja wymyślam! On nie miał brata, oprócz tego cichego chłopaka, który wiecznie był gdzieś w pobliżu.
-Boże, to naprawdę ty?
-Boże, to naprawdę ty -powtórzył piskliwym głosem.
-Dureń -skwitowałam.
Chyba mój stary młody znajomy nie był w dobrym humorze. Podniosłam się z ziemi. Podeszłam do ściany i oparłam się o nią. Poprawiłam włosy. Westchnęłam.
-Przypomnisz mi, jak ona miała na imię?
-Jessamine -odpowiedział ponuro.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz