poniedziałek, 21 października 2013

Odcinek 22

Warunek Lucifera cz. 5

-Można tu zostać na zawsze -zapytałam zdziwiona.

-Tak -odpowiedział krótko, a ton jego wypowiedzi jasno dawał do zrozumienia, że nie ma ochoty drążyć tematu.

Postanowiłam spełnić jego niemą prośbę i nie wypytywać bardziej natarczywie. Skoro nie chciał o tym mówić, to pewnie miał ku temu jakiś powód. Zanim odeszliśmy, wyjął z samochodu szpilki, które nosiłam przez resztę dnia. Windą dojechaliśmy do przestronnego holu. Przez duże szklane drzwi widziałam ludzi spacerujących ulicą. Diabeł podszedł do recepcji. Pani siedząca za ladą chyba go znała, bo uśmiechnęła się na jego widok. Na ścianie za kobietą widniało duże logo jakiejś szkoły tańca nowoczesnego. Zapatrzyłam się w szklane drzwi, przez co znów nie słuchałam chłopaka. Ulicą przechodziła matka z dzieckiem na rękach, którą próbowała dogonić znacznie młodsza kobieta pchająca wózek. Przechodziło też kilku starszych mężczyzn w garniturach. Rozmawiali o czymś zawzięcie. Do środka weszła grupka dziewczyn, pewnie w moim wieku. Jedną z nich nawet kojarzyłam ze szkoły, ale tylko z twarzy. Zupełnie nie wiedziałam, jak może mieć na imię. Rzuciła zwykłe "cześć" w stronę Lucifera, ale on ją zignorował. Odpowiedziałam jej, by nie wyszła głupio przed koleżankami. Uśmiechnęły się do mnie delikatnie. Kiedy zniknęły w windzie, mój wzrok wrócił do świata za szklanymi drzwiami. Jakiś student uprawiał jogging, albo może uciekał przed dziewczyną, która biegła tuż za nim. Fajnie byłoby kiedyś tak po prostu biec przed siebie. Póki mieszkałam ze swoim rodzeństwem, nie miałam na to czasu. Chociaż to raczej była wina baletu.

Z zamyślenia wyrwał mnie uścisk Lucifera, który, chwytając mnie za łokieć, pociągnął mnie do windy. Po guziku, który wcisnął, domyśliłam się, że będziemy chwilkę jechać. Na czerwono podświetliła się "6".

-Co robimy w szkole tańca?

-Chcę cię przekonać do porzucenia baletu -oświadczył.

-Mam iść na lekcje tańca nowoczesnego -zapytałam zdziwiona.

-Właśnie tak.

Przewróciłam oczami. Dobrze, że przynajmniej nie każe mi porzucić baletu. Ciekawe, jaki gatunek dla mnie wybrał. Zanim zdążyłam zapytać, dojechaliśmy na szóste piętro. Drzwi otworzyły się, a na ścianie widniały nazwy dwóch podobnych do siebie gatunków. "jazz, modern jazz", głosił napis na białym tle. Zaśmiałam się. Nie chciałam wysiadać z windy, ale chłopak i tak mnie z niej wyciągnął.

-Nie mam stroju -oświadczyłam.

-Masz -powiedział, wskazując na moją torbę z rzeczami na balet, która była przewieszona przez jego ramię.

Wepchnął mi ją do ręki, a potem wyjął z kieszeni dwie plastikowe karty. Jedną dla uczestnika zajęć i drugą dla obserwatora. Chciałam mu wyrwać tę drugą, ale mi się nie udało. Zaprowadził mnie do damskiej przebieralni i uśmiechnął się triumfalnie.

-Widzimy się za piętnaście minut na sali -już chciał odejść, ale nagle jakby sobie o czymś przypomniał. -Nie martw się, mam kamerę, żebyś miała jakąś pamiątkę.

Westchnęłam i schowałam się w szatni. Obiecałam mu to wszystko, więc obietnicy dotrzymam. Przebrałam się. Dla dobra mojego baletu powinnam przyjść na trening, który zaczyna się za dwie godziny, wypoczęta. Z drugiej strony coś w środku mówiło mi, ze nawet jeśli obiecam sobie, że trochę odpuszczę, nie dotrzymam tej obietnicy. Lucifer miał na mnie dziwny wpływ. Do tej pory prawdopodobnie nawet gdybym w nocy nie przystała na jego warunek i tak spełniłabym jego dzisiejsze życzenia. No może oprócz tego z wyjściem w środku zimy w szpilkach. Swoją drogą ciekawe, po co on je tu przyniósł. Spojrzałam na swoje stopy, na których teraz były baletki.

Przebrana wyszłam z szatni. Musiałam pomylić drzwi, bo znalazłam się w długim korytarzu, z którego było kilka wyjść, podpisanych kolejnymi literami alfabetu. Rozejrzałam się wokoło, ale chyba byłam tu sama. Przeszłam się kawałek w prawą stronę i powoli zaczęłam wątpić, że powinnam się znaleźć właśnie tu. Odwróciłam się w stronę, z której przyszłam i zdałam sobie sprawę, że już nawet nie wiem, którędy tu weszłam. Nagle usłyszałam za swoimi plecami głos Lucifera. Spojrzałam w tamtą stronę.

-Już myślałem, że się rozmyśliłaś.

-A ja myślałam, że mamy umowę.

Podszedł do mnie i chciał mnie przytulić, ale ja go wyminęłam. W głowie miałam jego zapewnienie, że wciąż jesteśmy tylko przyjaciółmi. Postanowiłam pokazać mu, na co mnie stać. Weszłam w pierwsze otwarte drzwi. Sala była całkiem duża. Jedna ściana pokryta była w całości lustrem. O jedną z pomalowanych na beżowo ścian opierała się młoda kobieta, patrząc na mnie ciekawskim wzrokiem. Miała brązowe, związane z tyłu głowy, długie włosy i oczy tego samego koloru. Ubrana była w czarne legginsy do kostek, trampki i luźny szary top.

-Jesteś Jessamine, prawda?

-Tak, ale może pani mówić na mnie Jess.

-Och, jaka tam pani. Wystarczy Lena.

-Dobrze -powiedziałam nieco speszona.

Lucifer spróbował objąć mnie od tyłu, ale znów mu uciekłam, podchodząc do lustra. Rozpuściłam koka i szybko zamieniłam go w warkocz.

-Naprawdę kazałeś mi się przenieść na to piętro tylko z powodu imienia Jess -zapytała tancerka.

-Nie, chyba nie tylko dlatego -odpowiedział Lucifer, śmiejąc się cicho.

-To pani nie uczy jazzu?

-Znowu pani -zapytała, przewracając oczami. -A co do twojego pytania to nie uczę jazzu.

-Luc -powiedziałam z wyrzutem, posyłając mu mordercze spojrzenie.

-Słodko wyglądasz, jak się złościsz, skarbie.

Czułam, jak moje policzki robią się czerwone, ale nie umiałam nad tym zapanować. Czułam się taka dziwnie szczęśliwa, a jednocześnie coś kuło mnie w sercu.
Nie powinien tak do mnie mówić.
Nie potrafiłam mu o tym powiedzieć.
Bałam się, że już więcej się tak do mnie nie zwróci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz