Rano obudził mnie męski głos.
-Jess, wstawaj już, bo się spóźnimy.
Kiedy otworzyłam oczy stał nade mną Lucifer. Popatrzyłam na niego lekko zdziwiona. Przetarłam oczy i kiedy wyszłam z łóżka, zdałam sobie sprawę, że wciąż jestem ubrana w to, co nosiłam cały poprzedni dzień. Dziwne, że w nocy mi to nie przeszkadzało. Jak przez mgłę pamiętałam całą naszą rozmowę. Jednak gdy zobaczyłam trzymane przez Diabła rzeczy, przypomniałam sobie wszystko.
-Chcesz, żebym to założyła -upewniłam się.
-Właśnie tak -powiedział, podając mi ubrania. -Masz jeszcze jakieś pytania?
-Właściwie to tak. Czy mogę dziś iść na lekcję baletu?
-Ale pójdę tam z tobą. A, i jeszcze jedno. Robienie wszystkiego, o co proszę, oznacza również odpowiadanie na wszystkie moje pytania -oświadczył i wyszedł.
Położyłam złożone ubranie na łóżku i podeszłam do jednej ze swoich walizek. Szybko odszukałam w niej kosmetyczkę. Na brzegu łóżka leżał ręcznik, pewnie Michael go tu przyniósł. Wzięłam wszystkie rzeczy i poszłam do mniejszej łazienki. Słyszałam głosy braci z dołu. Zamknęłam drzwi i wskoczyłam pod prysznic, po drodze rzucając wszystkie swoje rzeczy na podłogę. Wzięłam szybki prysznic, podczas którego udało mi się ochlapać pół łazienki, zapominając wcześniej wyjąć mydło z kosmetyczki. Owinęłam się w ręcznik i stanęłam przed lustrem. Włosy, które teraz miały lekko mokre końcówki, upięłam w luźny kok, zostawiając z przodu dwa pasemka. Spojrzałam na leżące na ziemi ubranie. Cóż, w końcu i tak będę musiała je założyć. Podniosłam je z ziemi i zanim zdążyłam przyjrzeć się sukience, mój wzrok utkwił na białych koronkowych stringach z błękitnymi kokardkami po bokach. On naprawdę chce, żebym to założyła? Przewróciłam oczami, cóż zrobić - umowa to umowa. Ubrałam je, a potem i stanik do kompletu. Swoją drogą ciekawe, skąd znał mój rozmiar. Spojrzałam na siebie, po czym uświadomiłam sobie, że to przecież oczywiste. Zdziwiłam się jednak, że leżał aż tak dobrze. Podniosłam z ziemi sukienkę. Była błękitna. Może nieco zbyt zwiewana i za mało poważna do szkoły, ale z pewnością bardzo ładna. Nie miała ramiączek, a w talii była przewiązana dużą kremową wstążką z kokardą z przodu. Kończyła się kawałek nad kolanami. Kiedy się obróciłam zafalowała delikatnie. Ciekawe, skąd ją ma. Schyliłam się do kosmetyczki i szybko nałożyłam podkład, a na niego puder i trochę różu. Rzęsy pokryłam czarną maskarą, a usta bladoróżowym błyszczykiem. Poskładałam wszystkie rzeczy i wróciłam do pokoju. Idąc korytarzem, słyszałam głosy braci dochodzące z dołu, ale tym razem rozmawiali znacznie ciszej.
Będąc już u siebie, a raczej w swoim tymczasowym pokoju wzięłam torbę i wrzuciłam do niej wszystkie rzeczy potrzebne do szkoły i na lekcję baletu. Właśnie chowałam puenty, kiedy do pokoju wszedł Lucifer.
-Chyba sobie żartujesz, że pójdziesz z tą torbą?
Podszedł do mnie i objął mnie jedną ręką w talii. Zaczęło mi się robić gorąco, a miejsca w których nasze ciała się stykały wręcz parzyły. Na karku czułam jego oddech. Wokół roztaczał się zapach jego wody kolońskiej. Położył przede mną brązową torebkę vintage i mniejszy worek, prawdopodobnie na rzeczy do baletu, do kompletu, beżowe szpilki i sweterek tego samego koloru.
-Chcesz, żebym skręciła sobie kostkę tydzień przed castingiem -zapytałam cicho.
-Oczywiście, że nie chcę, żebyś zrobiła sobie jakąkolwiek krzywdę -wyszeptał mi prosto do ucha. -Czekam na ciebie na dole.
Odsunął się powoli i wyszedł. Przez chwilę jeszcze stałam jak sparaliżowana. Zamrugałam kilka razy i spróbowałam się uspokoić. Kiedy w końcu mi się to udało, szybko przepakowałam swoje rzeczy. Ubrałam sweterek i szpilki. Postanowiłam zanieść swoje rzeczy na dół. Schodząc po schodach, zobaczyłam zamykającego za sobą drzwi wyjściowe Michaela. Czyli zostałam sama z Diabłem. Położyłam torby na ostatnim schodku. Poszłam do kuchni i zobaczyłam Lucifera wyjmującego na blat czysty bandaż. Odwrócił się i uśmiechnął się do mnie.
-Pięknie wyglądasz -powiedział.
-Dziękuję -wyszeptałam nieprzyzwyczajona do komplementów.
-Chodź tu, zobaczymy, jak tam się ma twoja ręka.
Podeszłam do chłopaka, który delikatnie złapał mój nadgarstek. Powoli zaczął odwiązywać bandaż, pod którym była gaza. Zaczął ją powoli odrywać. Bolało, czyli musiała przykleić się do rany. Kiedy skończył, zobaczyłam skaleczenie, które było mniejsze niż mi się wydawało. Nie miało nawet dwóch centymetrów. Podniósł ze stołu wacik, który był czymś nasączony.
-Co robisz?
-Chyba przydałoby się, żeby ktoś ci to przemył.
Nie lubiłam tej części. Spróbowałam wyrwać mu rękę, ale tylko złapał ją mocniej. Spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem, a on odłożył wacik. Palcami wolnej ręki delikatnie pogładził mnie po policzku.
-Obiecuję, że będę delikatny -wyszeptał.
Na nowo podniósł wacik i delikatnie przyłożył do mojej rany. Zaczęła szczypać. Zamknęłam oczy. Przygryzłam delikatnie wargę. Czułam, ze chłopak cofnął swoją dłoń, ale druga wciąż mocno trzymała mój nadgarstek. Znów poczułam szczypanie, tym razem mocniejsze. Mocniej przygryzłam wargę i poczułam w ustach smak krwi. Diabeł odsunął swoją dłoń i puścił mój nadgarstek. Otworzyłam oczy. Chłopak wycinał kawałek gazy. Potem na nowo wziął moją dłoń, ale teraz znacznie delikatniej. Przyłożył lekko wilgotny kawałek gazy do mojej dłoni i obwiązał bandażem. Na nadgarstku zrobił kokardkę. Dopiero kiedy skończył, spojrzał mi w oczy.
-Jesteś naprawdę ładna, Jess -powiedział i minął mnie, wychodząc z kuchni.
Stałam chwilę, nie wiedząc, co zrobić, kiedy usłyszałam jak woła moje imię, po czym dodaje, że jak zaraz się nie ruszę, to będziemy spóźnieni. Poszłam do holu. Każdy mój krok powodował stukanie szpilek o podłogę, które roznosiło się echem po całym korytarzu. Przy drzwiach czekał na mnie Diabeł z damskim beżowym płaszczem w dłoniach. Na komodzie obok leżały brązowe rękawiczki, szalik i czapka. Pozwoliłam chłopakowi ubrać mnie, a potem zanieść moje rzeczy do samochodu. Wychodząc z domu aniołów, spodziewałam się zastać przed domem czerwony cadillac Michaela, ale nie było go nigdzie na około. Zdezorientowana stanęłam za furtką, czekając na Lucifera, który zamykał drzwi. Zdałam też sobie sprawę, że po raz pierwszy tej zimy jest mi zimno. Po chwili podszedł do mnie Diabeł. Zaśmiał się, widząc moją zdezorientowaną minę. Zaprowadził mnie do czarnego BMW. Otworzył mi drzwi od strony pasażera i gestem dłoni zaprosił do środka.
-Nie sądziłam, że w ten sposób wykorzystasz złożoną przeze mnie obietnicę -powiedziałam, wsiadając.
-To dopiero początek, Jessi - powiedział i zatrzasnął drzwi.
Obserwowałam jak okrąża samochód i wsiada z drugiej strony. Włączył nową płytę Adele, ale od razu przewinął do piosenki "One and only". Nie sądziłam, że słucha takiej muzyki. Muzyka pozwoliła mi zapomnieć o celu naszej podróży. Przejrzałam się w bocznym lusterku. Przez przygryzanie wargi zjadłam połowę błyszczyka.Wyjęłam go z torebki i poprawiłam sobie usta. Po schowaniu go z powrotem wlepiłam swój pusty wzrok w szybę. Zapowiadał się taki ekscytujący dzień, a zaczął się tak banalnie. Ot, niewygodna bielizna. Nie tego się spodziewałam. Chciałam, żeby było tak, tak inaczej. Może to jednak i lepiej, że na razie nie prosił o nic niezwykłego.
-Czemu tak cicho siedzisz -zapytał, stając na czerwonych światłach.
-Czekałam, aż ty się odezwiesz -powiedziałam, odwracając się do niego.
-Co myślisz o sukience -zapytał, kładąc rękę na moim udzie.
Jego dotyk jak zwykle podział na mnie paraliżująco. Był przyjemny i za każdym razem sprawiał, że po moim ciele rozchodziło się przyjemne ciepło. Mimo to zmusiłam się do strzepnięcia jego dłoni. W jego spojrzeniu pojawiło się udawane rozczarowanie. Odwróciłam wzrok, nie mogąc znieść tego spojrzenia. Samochód znów ruszył.
-Podobno twój sen nie był tak ciekawy, jak przypuszczał Michael.
-Możliwe -odpowiedziałam lakonicznie, by nie usłyszał drżenia w moim głosie.
-Czyli to nie w nim się zakochałaś -drążył temat Lucifer. -Szkoda, bo mój brat miał nadzieję, że coś pomiędzy wami zaiskrzy -ostatnie słowo wypowiedział wyjątkowo dokładnie.
-Ale jak to -dopytałam, nie dowierzając.
-Och, Jessi -zaczął, śmiejąc się cicho. -Wiesz, jesteś naprawdę pociągająca. Bądźmy szczerzy, podobasz się aniołom.
-A Diabłu -zapytałam bezmyślnie.
Chłopak spojrzał na mnie ciekawym wzrokiem. Wiedziałam, że ma ochotę zjechać gdzieś na bok, albo chociaż pojechać na około, ale szkoła była już za zakrętem. Chociaż tyle, ze nie palnęłam tego wcześniej.
-Być może -powiedział, parkując przed szkołą.
Będąc już u siebie, a raczej w swoim tymczasowym pokoju wzięłam torbę i wrzuciłam do niej wszystkie rzeczy potrzebne do szkoły i na lekcję baletu. Właśnie chowałam puenty, kiedy do pokoju wszedł Lucifer.
-Chyba sobie żartujesz, że pójdziesz z tą torbą?
Podszedł do mnie i objął mnie jedną ręką w talii. Zaczęło mi się robić gorąco, a miejsca w których nasze ciała się stykały wręcz parzyły. Na karku czułam jego oddech. Wokół roztaczał się zapach jego wody kolońskiej. Położył przede mną brązową torebkę vintage i mniejszy worek, prawdopodobnie na rzeczy do baletu, do kompletu, beżowe szpilki i sweterek tego samego koloru.
-Chcesz, żebym skręciła sobie kostkę tydzień przed castingiem -zapytałam cicho.
-Oczywiście, że nie chcę, żebyś zrobiła sobie jakąkolwiek krzywdę -wyszeptał mi prosto do ucha. -Czekam na ciebie na dole.
Odsunął się powoli i wyszedł. Przez chwilę jeszcze stałam jak sparaliżowana. Zamrugałam kilka razy i spróbowałam się uspokoić. Kiedy w końcu mi się to udało, szybko przepakowałam swoje rzeczy. Ubrałam sweterek i szpilki. Postanowiłam zanieść swoje rzeczy na dół. Schodząc po schodach, zobaczyłam zamykającego za sobą drzwi wyjściowe Michaela. Czyli zostałam sama z Diabłem. Położyłam torby na ostatnim schodku. Poszłam do kuchni i zobaczyłam Lucifera wyjmującego na blat czysty bandaż. Odwrócił się i uśmiechnął się do mnie.
-Pięknie wyglądasz -powiedział.
-Dziękuję -wyszeptałam nieprzyzwyczajona do komplementów.
-Chodź tu, zobaczymy, jak tam się ma twoja ręka.
Podeszłam do chłopaka, który delikatnie złapał mój nadgarstek. Powoli zaczął odwiązywać bandaż, pod którym była gaza. Zaczął ją powoli odrywać. Bolało, czyli musiała przykleić się do rany. Kiedy skończył, zobaczyłam skaleczenie, które było mniejsze niż mi się wydawało. Nie miało nawet dwóch centymetrów. Podniósł ze stołu wacik, który był czymś nasączony.
-Co robisz?
-Chyba przydałoby się, żeby ktoś ci to przemył.
Nie lubiłam tej części. Spróbowałam wyrwać mu rękę, ale tylko złapał ją mocniej. Spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem, a on odłożył wacik. Palcami wolnej ręki delikatnie pogładził mnie po policzku.
-Obiecuję, że będę delikatny -wyszeptał.
Na nowo podniósł wacik i delikatnie przyłożył do mojej rany. Zaczęła szczypać. Zamknęłam oczy. Przygryzłam delikatnie wargę. Czułam, ze chłopak cofnął swoją dłoń, ale druga wciąż mocno trzymała mój nadgarstek. Znów poczułam szczypanie, tym razem mocniejsze. Mocniej przygryzłam wargę i poczułam w ustach smak krwi. Diabeł odsunął swoją dłoń i puścił mój nadgarstek. Otworzyłam oczy. Chłopak wycinał kawałek gazy. Potem na nowo wziął moją dłoń, ale teraz znacznie delikatniej. Przyłożył lekko wilgotny kawałek gazy do mojej dłoni i obwiązał bandażem. Na nadgarstku zrobił kokardkę. Dopiero kiedy skończył, spojrzał mi w oczy.
-Jesteś naprawdę ładna, Jess -powiedział i minął mnie, wychodząc z kuchni.
Stałam chwilę, nie wiedząc, co zrobić, kiedy usłyszałam jak woła moje imię, po czym dodaje, że jak zaraz się nie ruszę, to będziemy spóźnieni. Poszłam do holu. Każdy mój krok powodował stukanie szpilek o podłogę, które roznosiło się echem po całym korytarzu. Przy drzwiach czekał na mnie Diabeł z damskim beżowym płaszczem w dłoniach. Na komodzie obok leżały brązowe rękawiczki, szalik i czapka. Pozwoliłam chłopakowi ubrać mnie, a potem zanieść moje rzeczy do samochodu. Wychodząc z domu aniołów, spodziewałam się zastać przed domem czerwony cadillac Michaela, ale nie było go nigdzie na około. Zdezorientowana stanęłam za furtką, czekając na Lucifera, który zamykał drzwi. Zdałam też sobie sprawę, że po raz pierwszy tej zimy jest mi zimno. Po chwili podszedł do mnie Diabeł. Zaśmiał się, widząc moją zdezorientowaną minę. Zaprowadził mnie do czarnego BMW. Otworzył mi drzwi od strony pasażera i gestem dłoni zaprosił do środka.
-Nie sądziłam, że w ten sposób wykorzystasz złożoną przeze mnie obietnicę -powiedziałam, wsiadając.
-To dopiero początek, Jessi - powiedział i zatrzasnął drzwi.
Obserwowałam jak okrąża samochód i wsiada z drugiej strony. Włączył nową płytę Adele, ale od razu przewinął do piosenki "One and only". Nie sądziłam, że słucha takiej muzyki. Muzyka pozwoliła mi zapomnieć o celu naszej podróży. Przejrzałam się w bocznym lusterku. Przez przygryzanie wargi zjadłam połowę błyszczyka.Wyjęłam go z torebki i poprawiłam sobie usta. Po schowaniu go z powrotem wlepiłam swój pusty wzrok w szybę. Zapowiadał się taki ekscytujący dzień, a zaczął się tak banalnie. Ot, niewygodna bielizna. Nie tego się spodziewałam. Chciałam, żeby było tak, tak inaczej. Może to jednak i lepiej, że na razie nie prosił o nic niezwykłego.
-Czemu tak cicho siedzisz -zapytał, stając na czerwonych światłach.
-Czekałam, aż ty się odezwiesz -powiedziałam, odwracając się do niego.
-Co myślisz o sukience -zapytał, kładąc rękę na moim udzie.
Jego dotyk jak zwykle podział na mnie paraliżująco. Był przyjemny i za każdym razem sprawiał, że po moim ciele rozchodziło się przyjemne ciepło. Mimo to zmusiłam się do strzepnięcia jego dłoni. W jego spojrzeniu pojawiło się udawane rozczarowanie. Odwróciłam wzrok, nie mogąc znieść tego spojrzenia. Samochód znów ruszył.
-Podobno twój sen nie był tak ciekawy, jak przypuszczał Michael.
-Możliwe -odpowiedziałam lakonicznie, by nie usłyszał drżenia w moim głosie.
-Czyli to nie w nim się zakochałaś -drążył temat Lucifer. -Szkoda, bo mój brat miał nadzieję, że coś pomiędzy wami zaiskrzy -ostatnie słowo wypowiedział wyjątkowo dokładnie.
-Ale jak to -dopytałam, nie dowierzając.
-Och, Jessi -zaczął, śmiejąc się cicho. -Wiesz, jesteś naprawdę pociągająca. Bądźmy szczerzy, podobasz się aniołom.
-A Diabłu -zapytałam bezmyślnie.
Chłopak spojrzał na mnie ciekawym wzrokiem. Wiedziałam, że ma ochotę zjechać gdzieś na bok, albo chociaż pojechać na około, ale szkoła była już za zakrętem. Chociaż tyle, ze nie palnęłam tego wcześniej.
-Być może -powiedział, parkując przed szkołą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz