Stanąć na nogi
Chwilę patrzyłam za chłopakiem pustym wzrokiem. Chłopakiem? On jest aniołem! Mieszkam z dwoma aniołami. Moja siostra zmarła, ba, sama omal się nie zabiłam. Nie mam kasy i muszę zrezygnować z mojej jedynej prawdziwej pasji. Gdyby nie Michael byłabym bezdomna. Muszę wreszcie przestać się nad sobą użalać. Może tu gdzieś jest jakaś szkoła baletowa z internatem? Ciekawe, jak ją opłacę. W życiu nie dostanę stypendium. Chyba, że wygrałabym casting do "Dziadka do orzechów". Nie wygram. Jestem osłabiona, po mojej jakże przemyślanej próbie samobójczej numer jeden, a na dodatek ominęłam całe trzy weekendowe dni castingów. Nie mogę zrezygnować z jedynej rzeczy, którą tak kocham. Zrobię to dla Rosemary. Jak Lucifer mógł żądać ode mnie, żebym zrezygnowała z mojej pasji? Nikt nie ma prawa mnie o to prosić. Nawet chłopak, który jest dla mnie tak ważny.
Wytarłam z policzków łzy, które zostały już ostatnią pozostałością po moim koszmarze. Wróciłam do salonu, bracia rozmawiali ze sobą. Michael siedział na kanapie, a Lucifer na fotelu. Kiedy mnie zauważyli, zamilkli. Obaj się uśmiechnęli, ale w zupełnie inny sposób. Uznałam to za pozwolenie, by tu zostać. Usiadłam na wolnym fotelu. Byłam trochę zdenerwowana. Założyłam nogę na nogę i oparłam na nich dłonie.
-Już nie będziesz płakać -zapytał zaczepnie Lucifer.
-Przestań, Luc -wtrącił Michael, zanim zdążyłam coś powiedzieć.
Bracia patrzyli na siebie przez chwilę, ale nie chciałam, by trwała ona za długo. Bałam się, że niedługo nie będę w stanie ich o to poprosić.
-Czy mogę liczyć na waszą pomoc?
-Na jego na pewno -burknął Diabeł.
-Możesz -powiedział Michael i odwrócił się do brata.
-Zamierzasz dalej chodzić na lekcje baletu -zainteresował się Szatan.
-Nie zrezygnuję z jedynej rzeczy, którą kocham.
-A propos miłości to może opowiesz nam ten straszny sen -drążył temat.
-Nie -odpowiedziałam, starając się zachować spokój, ale przez to zabrzmiałam trochę gburowato.
Nie podobało mi się to, że nie potrafię się dogadać z chłopakiem, który uratował mi życie. Z chłopakiem, który mi się podobał. Chociaż może to i lepiej. Nasz związek i tak nie miałby przyszłości. Wzięłam głębszy oddech, żeby się nie rozpłakać. Chyba lepiej będzie, jeśli na razie odstawię miłość na dalszy plan. Powinnam się skupić na mojej pasji i zdobyciu stypendium.
-Trzymasz się, Jess -zapytał Michael wyraźnie zmartwiony.
Spojrzałam po rodzeństwie. Chłopak z czarno-czerwonymi skrzydłami patrzył na mnie triumfalnym wzrokiem, a z jego ust nie schodził łobuzerski uśmiech - dalej chciał się droczyć, a jego brat patrzył na mnie czule swoimi szarozielonymi oczami. Nagle zapragnęłam zobaczyć się z Alexandrem i z nim porozmawiać, ale nie mogłam tam wrócić. Nie miałam po co. Powinnam chociaż spróbować od teraz traktować go jako znajomego, a nie brata.
-Tak -odpowiedziałam niepewnie. -Czy mogę u was zostać, dopóki nie stanę na nogi -zapytałam, patrząc w podłogę.
-Jasne -zgodził się Michael i po chwili poczułam jego dłoń na ramieniu.
Wstałam i chciałam się do niego przytulić, ale powstrzymałam się, patrząc na Lucifera. To w końcu też i jego dom. Michael też na niego spojrzał.
-Możesz tu zostać nawet i na zawsze, ale mam jeden warunek.
Moje serce zaczęło szybciej bić. Co on znowu wymyślił? Zaczęłam się bać, co z pewnością zauważyli obaj bracia. Ten stojący obok mnie ostrożnie objął mnie ramieniem, zupełnie jakby nagle znów zaczął mnie postrzegać jako porcelanową laleczkę. Odsunęłam się od przyjaciela, posyłając mu nieśmiały uśmiech. Lucifer, widząc ten gest, podszedł bliżej mnie i zaczął mi się przypatrywać.
-Skończyła się moja taryfa ulgowa?
Chłopak zaśmiał się i przytaknął. Znów byłam pomiędzy nimi. Jednak teraz nie czułam się przytłoczona. Mój początkowy strach zamienił się w piekące ciepło, które zaczęło powoli rozchodzić się po moim ciele. Spojrzałam na niego wyzywająco. Michaelowi chyba nie bardzo podobało się to dziwne napięcie, które razem z Luciferem zbudowaliśmy, bo pierwszy postanowił się odezwać.
-W takim razie i ja mam jeden warunek.
-Zaczynam się was bać.
Bracia roześmiali się na moje słowa, a Michael objął mnie lekko ramieniem. Oparłam o niego głowę. Spojrzałam pytająco na Lucifera, chcąc poznać jego warunek jako pierwszy.
-Przez jeden dzień będziesz robiła wszystko, czego sobie zażyczę.
-Mam zawrzeć pakt z Diabłem -zapytałam, uśmiechając się delikatnie.
-Mniej więcej.
-Lucifer, daj spokój -wtrącił się Michael. -Nie możesz prosić ją o coś takiego!
-A jaki jest twój warunek, braciszku -zapytał kpiąco.
-Chcę, żebyś opowiedziała mi swój sen -poprosił anioł.
Jeżeli przystanę na oba warunki dowiedzą się, że kocham Lucifera, z którym będę musiała spędzić cały dzień w roli służki, ale po pierwsze to jedyny sposób, abym mogła wciąż robić to, co kocham. Po drugie nie mam gdzie iść. Po trzecie nie mam nic do stracenia.
-Zgadzam się na oba warunki-odezwałam się, zanim Lucifer zdążył odpowiedzieć coś swojemu bratu.
Michael spojrzał na mnie pełen obaw i z ledwo dostrzegalną ciekawością, ale wytrzymałam jego spojrzenie. Mam nadzieję, że nie będę żałowała swojej decyzji.
-Więc od teraz, aż do wieczora robisz, co tylko będę chciał -zaproponował Lucifer.
-Na to wygląda -odpowiedziałam.
Wyciągnął do mnie rękę, a ja ją ścisnęłam. Zaśmiał się, a po nim i Michael. Coś czuję, że ich wewnętrzne żarty będą mnie denerwować przez długi czas.
-Powinniście tu powiesić jakiś zegar, znów nie wiem, która godzina.
-Zbliża się czwarta nad ranem.
-Powinnaś się jeszcze przespać -dodał Lucifer.
Spojrzałam pytająco na Michaela, spodziewając się, że od razu poprosi mnie o opowiedzenie mu, co mi się śniło, ale tylko pokręcił głową.
-Skoro tego chcesz -odwróciłam się, ale po kilku krokach znów zatrzymałam się.
-Pokażę ci pokój gościnny -zaproponował Michael. -Zanieśliśmy tam już twoje rzeczy.
Lucifer odprowadził nas ciekawym wzrokiem. Właśnie ten wzrok dał mi do zrozumienia, że Michael chce mieć moją historię na własność. Poczułam się z tą myślą trochę lepiej. Opowiedzenie mojego snu przyjacielowi będzie z pewnością łatwiejsze niż głównemu bohaterowi moich fantazji.
Znów weszliśmy po tych samych schodach. Anioł pokazywał mi na kolejne drzwi i tłumaczył, co się za nimi kryje. Tym razem wydawało mi się, że jest ich jakby mniej niż poprzednio. Pierwsze drzwi na prawo prowadziły do mniejszego salonu. Drugie do pokoju Michaela, a trzecie do pokoju Lucifera. Na końcu korytarza była duża łazienka, a obok niej pokój gościnny, który od tej pory stał się moim pokojem. Kolejne drzwi prowadziły do biblioteko-gabinetu, a ostatnie do mniejszej łazienki.
Kiedy przekroczyłam próg pokoju, w którym miałam zamieszkać, poczułam się dziwnie znajomo. Na podłodze leżały moje pudła i walizki, a na prostej szafeczce obok łóżka leżała potłuczona ramka ze zdjęciem. Uśmiechnęłam się delikatnie. Rozejrzałam się po pokoju. Kolor ścian był trudny do rozszyfrowania, bo każda wydawała się być inna, od kawy z mlekiem, aż po czekoladę. Umeblowania nie można było nazwać wyszukanym, ale zdecydowanie wyglądało na funkcjonalne. Stała tu szafa z szufladami i regał z kilkoma książkami, których tytułów nie znałam. Pewnie za dnia pokój wyglądał znacznie ładniej, ponieważ teraz duże okno było osłonięte ciężkimi zasłonami, które przypominały mi o starym domu. Spojrzałam na swoją dłoń, która wciąż była owinięta bandażem, po mojej wpadce ze szkłem.
Michael usiadł z brzegu łóżka. Usiadłam obok niego i podciągnęłam nogi na górę. Spojrzałam mu w oczy. Oczywiste było, że chce, bym opowiedziała mu swój sen. Skrzyżowałam nogi. Palce jednej dłoni wbiłam w pościel. Michael, widząc to, wziął mnie delikatnie za rękę. Przez chwilę zastanawiałam się nad wymyśleniem szybko innego snu, ale kłamstwo było bezsensowne. Prędzej czy później i tak się dowie. Opowiedziałam mu dokładnie cały sen. Kiedy przeszłam do części o nim, puścił moją dłoń, a jego wzrok stał się smutny. Kiedy skończyłam, mój głos się trząsł i ledwo powstrzymywałam łzy.
-A więc zakochałaś się w Luciferze -zapytał cicho.
Chciałam coś powiedzieć, ale za bardzo się bałam, że nie będę już w stanie powstrzymywać łez. Pokiwałam tylko głową. Michael wstał i skierował się do drzwi.
-Poproszę Lucifera, żeby rano zmienił ci bandaż. Dobranoc -rzucił, mijając próg.
Było mi głupio, że nie potrafiłam mu nawet odpowiedzieć, ani tym bardziej pocieszyć. Nie potrafiłam zrozumieć jego nagłej zmiany nastroju. Może to miało związek z tym, co Lucifer mówił na dachu?
Przyłożyłam głowę do pachnącej poduszki. Wiedziałam, że Michael wrócił na dół. Nawet piętro wyżej słyszałam, jak się kłócą. Anioł próbował przekonać Diabła, że mój sen nie był tak ciekawy. Byłam mu za to wdzięczna.
Wtedy, zanim zasnęłam, na pewno nie żałowałam swojej decyzji. Nawet gdybym miała inne wyjście, podjęłabym właśnie taką decyzję. Na samą myśl o nadchodzącym dniu stawałam się podekscytowana. Zmieniłam się, to pewne. Jessamine z Glasgow z całą pewnością zrobiłaby wszystko, byleby uniknąć paktu z Diabłem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz