Na koniec jakiś długi dialog wyszedł, ale niech już tak będzie.
Warunek Lucifera cz. 2
Zwinnie zgarnęłam swoje rzeczy i wyskoczyłam z samochodu, zanim Lucifer wyłączył silnik. Pobiegłam w stronę szkoły. Mogłam się nie odzywać. Kretynka.
-Jess, poczekaj -krzyknął za mną, kiedy otwierałam drzwi szkoły.
Wygodniej było udawać, że go nie słyszałam. Chciałam dalej biec, ale w szpilkach było to niemożliwe. Po drodze do szafki zaczęłam zdejmować ubranie wierzchnie. Przy szafce czekała mnie niezbyt miła niespodzianka. Po jednej stronie stała naburmuszona Alice, a po drugiej wydzierający się Alexander. Otworzyłam szafkę, zasłaniając im widok na siebie nawzajem. Nie witając się z nimi, zaczęłam wkładać rzeczy do środka. Zatrzasnęłam szafkę i już chciałam odejść, kiedy oboje złapali mnie za nadgarstki.
-Puśćcie mnie, nie jestem zabawką -wydarłam się.
-Jess, uspokój się -zaczął Alexander tonem starszego brata.
-Ej, chwila, ja pierwsza -odparła wciąż nadąsana Alice.
-Puśćcie mnie i odczepcie się ode mnie.
Wyrwałam im swoje nadgarstki, a oni spojrzeli na mnie nieco zdziwieni. Alice zdziwiła się jeszcze bardziej, kiedy zdała sobie sprawę z tego, w co jestem ubrana. Cofnęłam się o krok w tył i ktoś objął mnie delikatnie ramieniem.
-Cześć, Jessamine -zaczął spokojnym głosem Michael. -Jakoś się minęliśmy dziś rano.
Odwróciłam się w jego stronę i posłałam mu promienny uśmiech.
-Cześć.
Odsunął się ode mnie kawałek, oglądając mój ubiór. Pokręcił głową, jakby nie wierząc w to, co zobaczył. Spojrzałam na niego zaciekawiona.
-Wyglądasz pięknie, ale nie wierzę, że kazał ci ubrać akurat to. Przepraszam, ale muszę z nim pogadać. Zobaczymy się na literaturze.
-Jakie rano i kto kazał ci to założyć -naskoczył na mnie Alexander.
-Daj mi spokój.
Przewróciłam oczami i zaczęłam iść w przeciwnym kierunku. Nie obchodziło mnie, co ma mi do powiedzenia. Może wczoraj, kiedy bałam się, że nie będę miała gdzie spać, pragnęłam jego towarzystwa, ale nie teraz kiedy wiem, że mam na kogo liczyć. Wtedy w domu nie wstawił się za mną, ani nawet nie pomógł wstać. Wpuścił Michaela, ale mi łaska i tak by wszedł. Ktoś znów próbował mnie złapać, ale szybko strząsnęłam dłoń tej osoby. Zaczęłam biec do klasy w nadziei, że jeszcze przed rozpoczęciem lekcji uda mi się porozmawiać z Michaelem, ale niestety nie było go w sali. Za to Alice czekała już na mnie, siedząc na mojej ławce.
-Nie pozwolę ci mnie ignorować -obruszyła się.
-A co się zmieniło od naszej kłótni w szatni?
-Całkiem sporo -powiedziała już spokojnym głosem. -Właściwie to chciałabym cię przeprosić za to, co mówiłam w szatni po balecie. Chciałam też cię zapytać, czy nie chciałabyś, no wiesz...
-Wyjść gdzieś z nami -dokończył za nią Matt.
Uśmiechnęłam się do nich i pokiwałam głową. Matt uściskał mnie przyjaźnie, a do sali wszedł Michael. Oliver, który do tej pory się nie odzywał, postanowił wreszcie coś powiedzieć.
-Boże, znów on.
-Oli, daj spokój -upomniała go Alice i dała mu kuksańca w bok.
-Wiesz, Oliver, nie wyglądasz na takiego, który aż tak ocenia po pozorach -warknęłam, próbując bronić przyjaciela.
-Jess, daj spokój, nie znasz go.
-Znam go lepiej niż ty -warknęłam i wzięłam swoją torbę.
Zaczęłam iść do wyjścia, po drodze mijając się z Michaelem. Przyjaciel próbował mnie zatrzymać, ale nie pozwoliłam mu się złapać. Wychodząc z klasy, omal nie wpadłam na Lucifera. Upuściłam torbę, którą Diabeł złapał, zanim jeszcze do końca upadła. Podał mi ją. Kiedy ją od niego brałam, nasze dłonie na chwilę się musnęły. Moje ciało przeszył przyjemny dreszcz.
-Masz tam wrócić -wyszeptał.
-Lucifer...
-I zostać tam do końca lekcji -dokończył. -Pamiętasz, co mi obiecałaś?
Delikatnie pokiwałam głową. Ktoś ze środka mnie zawołał. Instynktownie obróciłam się w tamtą stronę. Cała klasa patrzyła na nas ciekawskim wzrokiem, tylko Michael siedział przy oknie i tęskno wyglądał na zewnątrz. Jak mogłam być tak ślepa i wcześniej nie zauważyć, że mu się podobam? Gdybym wiedziała, na pewno nie zgodziłabym się u nich mieszkać.
-Jessi?
-Tak?
-Zobaczymy się na następnej przerwie -powiedział i pocałował mnie w policzek. -A, i jeszcze jedno, diabłom też się podobasz.
Odwrócił się i odszedł. Może to i lepiej, bo na moich policzkach pojawiły się rumieńce. Kiedy wróciłam do środka, wszyscy patrzyli na mnie zaskoczeni. Usiadłam obok Michaela. Wyjęłam swoje książki z torby. Chciałam porozmawiać z aniołem, ale Oliver odezwał się do mnie pierwszy.
-Czyżbyś chodziła z Luciferkiem?
-Nie nazywaj go tak -syknęłam.
-Więc nie zaprzeczasz?
Spojrzenie Olivera było potworne, ale gorsze było to, że Michael zgarnął swoje rzeczy i wyszedł. Miałam ochotę wstać i za nim pobiec, ale nie mogłam. Odprowadziłam go wzrokiem aż do drzwi. Miałam nadzieję, że się zatrzyma, że wróci tu i uda, że nic się nie stało. Spojrzałam wściekła na Olivera.
-Nie, nie chodzę z nim.
-Ta, jasne.
-Oli, daj spokój -Alice znów go upomniała.
-Nie jesteś moją matką, żeby mi mówić, kiedy mam odpuścić.
-Co cię ugryzło -wtrącił się Matt. -To nic złego, że z nim rozmawia -dodał, lecz niezbyt przekonująco, widać wciąż miał uraz do Lucifera po ich bójce.
-Matt ma rację, Oli -wtrącił się Jade. -Ostatnio o wszystko się wściekasz. Nawet dziewczyny to zauważyły.
-Chyba trzeba być ślepym, żeby tego nie zauważyć -dodała rudowłosa Gwendoline, siadając na miejscu Michaela.
-Serio? Nie zauważyłem -zripostował Oliver i poprawił swoją brązową grzywkę.
-Na początku roku nic nie miałeś do Lucifera, ani tym bardziej do Michaela, coś się zmieniło -zapytała zaciekawiona Katherine.
-Bardzo dużo. Chyba o czymś zapominasz.
Dziewczyna zaśmiała się krótko i pokręciła głową zrezygnowana. Alice położyła dłoń na jej ramieniu, dając jej znać, że doskonale ją rozumie.
-Wiesz, stary -zaczął Nataniel, -to było oczywiste, że zerwiecie. W gimnazjum też się ciągle kochała w kimś innym -powiedział, nie potrafiąc ukryć uśmiechu.
-Do nich lepiej pasuje -dodał Jade, również się uśmiechając.
-Ale kto -zapytałam, gubiąc wątek.
Wszyscy spojrzeli na mnie, jakby zapomnieli, że wciąż siedzę z nimi.
-No Naomi -wyjaśnił Matt, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-Co właściwie się stało -zapytałam.
Wszyscy spojrzeli po sobie, jakby zastanawiając się, czy mogą mi o tym powiedzieć, ale przed decyzją uratował ich dzwonek. Wszyscy szybko się rozeszli, zostawiając mnie samą w ostatniej ławce pod oknem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz