Warunek Lucifera cz. 3
Lekcja minęła szybko. Spakowałam swoje książki i skierowałam się na korytarz. Chciałam iść pod kolejną klasę, ale ktoś złapał mnie za nadgarstek i pociągnął w przeciwną stronę. Zobaczyłam przed sobą Alice. Szła wyjątkowo szybko. Rozejrzałam się za sobą i dowiedziałam się, czemu idzie tak szybko. Chciała zgubić swoją paczkę. Matt stał przy drzwiach, rozmawiając z Gwendoline i wyraźnie kogoś szukał. Tylko jedna osoba nie stała gdzieś w pobliżu - uciekająca Alice. Ruszyłam za nią szybszym krokiem. Puściła mój nadgarstek, więc przepychając się przez jakąś pierwszą klasę, musiałam porządnie się skupić, żeby nie zgubić z oczu jej kitka. Pokonałyśmy kilka zakrętów, aż w końcu Alice znalazła jakiś w mirę spokojny kąt w tej szkole.
-Chodzisz z Luciferem?
-Nie, już mówiłam.
-Wybacz, musiałam się upewnić. A co do tej historii z Oliverem to było tak, że pod koniec gimnazjum chodził z Naomi, wiesz, tą, co chodzi ze mną na balet. Wtedy się przyjaźniłyśmy. Ale tu się wszystko zmieniło. Ona zakochała się w Luciferze i zerwała z Olim. Słuchaj, Jess, wiem, że bierzesz udział w tym castingu do "Dziadka do orzechów". Musisz ją pokonać. Ona musi dostać za swoje.
-Czy Oliver był kiedyś inny?
-Był, zanim zaczął z nią chodzić.
-Dzięki, że mi to opowiedziałaś.
-Byłam ci to winna.
Spojrzałam na nią zdziwiona, ale ona tylko odwróciła się i odeszła. Chciałam zacząć ją gonić, kiedy Lucifer do mnie podszedł. Jego dłonie znalazły się na moich biodrach. Przyciągnął mnie do siebie. Jego łobuzerski uśmiech dodawał mu uroku. Chciałam mu się wyrwać, ale słuchanie go cały dzień oznacza też nie stawianie mu się. Pamiętaj, Jess, robisz to dla baletu.
-Wyglądasz pięknie.
-Mówiłeś to już.
-Wyglądasz bardzo seksownie -poprawił się, przejeżdżając palcem po konturze mojej twarzy.
Oparłam się plecami o zimną ścianę, by choć trochę się od niego odsunąć, ale to nic nie dało. Jedną ręką oparł się o ścianę i przysunął swoje usta do mojego ucha. Czułam jego ciepły oddech na policzku i uspokajający zapach wody kolońskiej, której używał chyba codziennie, od kiedy się poznaliśmy.
-Czy aby nie przesadzasz -zapytałam najciszej, jak umiałam.
-Nie, dziś jesteś moja i muszę to dobrze wykorzystać -wyszeptał mi prosto do ucha. -A tak właściwie, o której kończysz balet?
-Nie wiem, pewnie o 18, a co?
-Muszę zaplanować nam wieczór.
-Gdzie ty chcesz mnie zabrać -zapytałam drżącym głosem.
-Na randkę.
Ciarki przeszły mi po plecach. Chciałam się odezwać, ale zamiast tego tylko kiwnęłam głową jak potulne zwierzątko. Nie mogłam uwierzyć, że to, o czym marzyłam i jednocześnie to, czego tak się bałam, będzie wynikiem jakiegoś chorego układu. Biedny Michael. Tyle spraw mnie zastanawia. Chciałam o nie zapytać Lucifera, ale nie potrafiłam nic powiedzieć. Czułam się, jakbym w gardle miała wielką kulę tłumiącą cały dźwięk. Zacisnęłam dłoń w pięść i oparłam o tors Diabła. Chłopak pogłaskał mnie po włosach. Po moim ciele rozeszło się przyjemne ciepło. Jego obecność dawała mi poczucie bezpieczeństwa. Nie powinna. Ten chłopak jest tak nieobliczalny. Bardzo się u niego zadłużyłam. Uratował mi życie. Nigdy nie dostanę szansy, żeby mu się odwdzięczyć. Nie chcę takiej szansy. Ciarki mnie przeszły na samą myśl o tym, że coś mogłoby mu się stać. Chciałam się do niego przytulić, upewnić się, że jego serce wciąż bije, ale powstrzymałam się. Zapewne i bez tego wyglądaliśmy dość podejrzanie.
-Wszystko w porządku, Jessi -zapytał, przechylając głowę. -Masz dziwną minę.
Spojrzałam mu w oczy i zamrugałam kilka razy. Czy wszystko jest w porządku? Nie, oczywiście, że nie! Chłopak moich marzeń właśnie zaprosił mnie na randkę! Nie, chwila, on oświadczył, że idziemy na randkę. Cóż, pierwsza wersja chyba była lepsza, ale trudno. Randka to randka, czyż nie? To głupie. On wymaga ode mnie czegoś, co i tak bym chętnie zrobiła.
-Twoja mina jest teraz jeszcze dziwniejsza -stwierdził, odsuwając się ode mnie odrobinę. -Nad czym tak myślisz, Jessi?
-Zastanawiałam się czy randka, na którą trzeba się zgodzić to wciąż randka.
Chłopak zaśmiał się, co przyciągnęło kilka ciekawskich spojrzeń. Wierzchem dłoni pogłaskał mnie po policzku.
-A co, kochanie, chciałabyś grać nieprzystępną -zapytał i zaczął się bawić kosmykiem moich włosów, który wypadł z koka.
-Nie, nie o to mi chodziło -powiedziałam szybko i zaczęłam niekontrolowanie machać rękoma.
Diabeł znów się zaśmiał i złapał mnie za nadgarstki. Pociągnął mnie do siebie. Moje przedramiona opierały się teraz o jego umięśniony tors.
-Pocałuj mnie, moja głupiutka dziewczyno.
-Co?
-Pocałuj mnie.
Patrzyłam na niego szeroko otwartymi oczami. Na korytarzu wciąż kręciło się kilka osób. Panicznie zaczęłam wymyślać jakąkolwiek wymówkę. Moje rozmyślenia przerwał dzwoniący dzwonek. Korytarz w ciągu kilkunastu sekund zrobił się zupełnie pusty. Chłopak wciąż mocno mnie trzymał. Torba zsunęła mi się z ramienia. Diabeł lekko podirytowany wrócił ją na miejsce. Złapał mnie za podbródek.
-Coś czuję, że tego nie zrobisz -wyszeptał.
Schylił się i mnie pocałował. Jego język zaczął pieścić moje wargi. Przeniosłam uwolnione z jego uścisku ręce na jego szyję, a on mocno objął mnie w pasie. Całował natarczywie, ale podobało mi się to. W pewnym momencie nagle przestał. Już chciałam zapytać czemu, ale on zakrył moje rozgrzane usta dłonią. Teraz i ja usłyszałam zbliżające się kroki. Mocno chwycił mnie za łokieć i pociągnął w stronę pierwszych drzwi, które były drzwiami do schowka na miotły. Zamknął je za nami. Lucifer postanowił nie włączać pojedynczej, zwisającej z sufitu żarówki, więc po odcięciu jedynego źródła światła, zrobiło się tu zupełnie ciemno. Mimo tego chłopak orientował się tym niewielkim pomieszczeniu idealnie. Zaprowadził mnie do któregoś kąta i pociągnął w dół. Kucnęłam, opierając się o ścianę. Puścił mój łokieć. Szybko jednak odnalazłam jego dłoń i splotłam nasze palce. Chłopak odnalazł w ciemności moje usta i zaczął mnie całować. Tym razem jeszcze bardziej natarczywie. Jedną ręką położył na moim udzie, a drugą podparł się ściany za moimi plecami. Tym razem nie strząsnęłam jego ręki. Odsunął się ode mnie o kilka centymetrów, kończąc pocałunek, ale nie zabierając ręki. Drzwi otworzyły się i ktoś zapalił niczym nieokrytą żarówkę. Byliśmy schowani za jakąś prowizoryczną półką z jakimiś bzdetami. Światło mocno raziło mnie w oczy, więc przymknęłam powieki. Przykucnięci trwaliśmy w totalnej ciszy, dopóki drzwi na nowo się nie zamknęły. Chłopak szybko znów położył dłoń na moich ustach. Najwyraźniej ze strachu, że zaraz wybuchnę śmiechem. Gdyby nie jego ręka, pewnie bym to zrobiła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz