poniedziałek, 22 lipca 2013

Odcinek 16

To był tylko zły sen

Otworzyłam oczy. Moje serce biło niesamowicie szybko. Obrazy w mojej głowie zmieniały się niemal tak szybko jak w kalejdoskopie. Nieco zbyt energicznie wyskoczyłam w łóżka, bo zrobiło mi się słabo. Podparłam się komody i kilka razy zamrugałam oczami. Rozejrzałam się po pokoju, starając się przypomnieć, gdzie w ogóle jestem i jak się tu znalazłam, kiedy do środka wszedł Lucifer. Moje serce, o ile to było jeszcze możliwe, przyspieszyło. Czułam wręcz jak uderza w żebra. Nie myśląc za dużo, rzuciłam mu się w ramiona. Po chwili zaczęłam płakać. Zdziwiony chłopak objął mnie ramieniem. Nie mogłam przestać płakać. Nie wyobrażałam sobie, że nagle mógłby zniknąć z mojego życia po tym, jak je ocalił. Lucifer zaczął głaskać mnie po włosach, ale i to nie pomogło. Nagle odsunął mnie od siebie i mocno chwycił za nadgarstek, ciągnąc w stronę korytarza. Wszystkie wspomnienia wróciły. Gdyby nie bolesny uścisk chłopaka, pewnie przewróciłabym się. Moje łzy przestały spływać po policzkach w chwili, gdy doszliśmy do salonu. Na fotelu siedział Michael, uśmiechając się, jednak kiedy zobaczył moje potargane włosy i zaczerwienione oczy, mina mu zrzedła.

-Coś ty jej zrobił –zapytał brata.

-Nic. Poszedłem na górę, a ona zaczęła płakać.

Upadły anioł posadził mnie na kanapie, a sam usiadł na drugim fotelu naprzeciwko swojego brata. Obaj patrzyli na mnie pytającym wzrokiem. Wciąż przypominał mi się mój sen. Teraz już jedno wiedziałam na pewno. Wpadłam po uszy. Zakochałam się w Diable. Kiedyś zostaniemy rozdzieleni. Poczułam bolesne ukłucie w sercu. Ich wzrok stał się nieznośny. Schowałam twarz w dłonie i znów zaczęłam płakać. Nagle ktoś usiadł obok mnie. Poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Podniosłam wzrok, napotykając Michaela. Przyciągnął mnie do siebie delikatnie. Oparłam dłonie o jego tors, wtulając się w jego ciało. Lucifer wciąż się we mnie wpatrywał. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, kąciki jego ust drgnęły delikatnie. Zacisnęłam dłoń na koszulce anioła.

-Coś się stało, Jess? Chodzi o twoją rodzinę?

-Ja już nie mam rodziny –odpowiedziałam drżącym głosem, na co chłopak otworzył usta, by coś powiedzieć, więc szybko kontynuowałam. –Ale nie chodzi o nich. Miałam zły sen.

-Chcesz mi go opowiedzieć?

-Chyba nam –poprawił go Lucifer wyraźnie zaciekawiony sprawą.

-Chciałabym, ale nie mogę –powiedziałam smutna, starając się opanować drżący głos.

Chłopcy popatrzyli na mnie rozczarowani. Michael był wyraźnie zawiedziony i chyba nie wiedział co powinien teraz zrobić. Był tak inny od tego dziwnego aniołka z mojego snu.

-Nie martw się tak. To był tylko zły sen –powiedział w końcu i mocniej objął mnie ramieniem.

Rozkoszowałam się jego bliskością. Był tak idealnym przyjacielem. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy, ale Luciferowi chyba się to nie podobało, bo przerwał ją dość szybko.

-A wyspałaś się chociaż?

-Tak, masz bardzo wygodne łóżko –powiedziałam już normalnym głosem.

-No to chociaż tyle.

-A właściwie to która jest godzina?

Rozejrzałam się po pokoju – wszystkie okna były zasłonięte. Nie zobaczyłam żadnego zegarka. Bracia uśmiechnęli się do mnie delikatnie.

-Dochodzi czwarta nad ranem –powiedział w końcu Lucifer.

-Co?! Jest już tak późno?

-Chyba raczej tak wcześnie. Sądziliśmy, że będziesz spała nieco dłużej, ale skoro miałaś zły sen to wszystko jasne. Nie sądziłem, że dziewczyny w twoim wieku mogą się w nocy budzić z płaczem.

-Gdyby ci się śniło, że już nigdy nie zobaczysz osoby, którą kochasz, też byś się obudził –palnęłam i trochę za późno ugryzłam się w język. Powinnam bardziej uważać na słowa.

Michael popatrzył na mnie zdziwiony, a ja wlepiłam wzrok w podłogę. Nie mogę z nimi tyle przebywać. Lucifer nie powinien się dowiedzieć, że mi się podoba. Nagle wstał i usiadł obok mnie. Byłam teraz między dwoma aniołami. Dziwna aura, która zazwyczaj sprawiała, że czułam się przy nich bezpieczna, teraz mnie przytłaczała. No to świetnie. Nie dość, że się wypaplałam i nie wypuszczą mnie bez wyjaśnień, to jeszcze jestem zdana na ich łaskę, bo gdyby nie oni nie miałabym gdzie spać. Muszę szybko się stąd wyprowadzić i znaleźć pracę. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że muszę rzucić balet, bo już mnie na to nie stać. Nigdy nie dam rady tyle zarobić, a nawet jeśli to mi się uda, to już nie będę miała na to czasu. Porzucić pasję? To bolało bardziej niż wszystko inne. Moje oczy zasnuły się łzami.

-Więc kto ci się podoba –zapytał Lucifer zadziornie, ale ja już nie miałam nastroju na żarty.

-A co cię to w ogóle obchodzi –powiedziałam, próbując ukryć łzy.

Czy on nie mógł choć ten jeden raz odpuścić? Oczywiście, że nie! Cały Lucifer… Zerwałam się z kanapy i wybiegłam z pokoju. Dziwnym trafem udało mi się wybiec do ogródka, ale gdy tylko postawiłam nogę na werandzie, ktoś złapał mnie za ramię. Coś za często ostatnio wszyscy mnie zatrzymują. Obróciłam głowę. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Stał przede mną Michael z rozłożonymi skrzydłami. Wyglądały tak dostojnie. Były białe i miały dziwną poświatę. Cofnęłam się, czując się przez nie przytłoczona. Potknęłam się i spadłabym z werandy gdyby nie to, że Michael nagle złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie delikatnie. Odepchnęłam się od niego, łapiąc równowagę. Ich towarzystwo było bardzo męczące.

-Przepraszam, że za tobą poleciałem, ale nie chcę, żebyś o tej porze chodziła po mieście sama.

W jego głosie słyszałam żal. Jemu naprawdę było przykro. Tak bardzo się starał, bym czuła się tu jak u siebie, a jego brat to wszystko niszczył. Nie, to nie wina Lucifera. To ja wszystko niszczyłam. Osunęłam się na ziemię, opierając się barierki. Michael klęknął obok mojej zwiniętej w kłębek postaci. Przygryzłam język, nie chcąc wybuchnąć płaczem. Pokręciłam głową zła na siebie.

-Przepraszam, że zachowuję się jak małe dziecko –wyszeptałam, patrząc mu w oczy.

-Nie zachowujesz się jak małe dziecko, Jess. Dużo przeszłaś, masz prawo tak reagować na naszą natarczywość.

-Nie jesteście natarczywi. Ja… ja jestem ci chyba coś winna. Tak bardzo się o mnie troszczysz.

Chłopak uśmiechnął się tylko. Zwinął skrzydła, krzywiąc się trochę. Byłam coraz bardziej ciekawa jakie to uczucie: latać, mieć skrzydła, czy zwijać je. Chyba jest im ciężko ukrywać je tyle czasu. Zachowują się przecież jak normalni ludzie. Chodzą do szkoły, robią zakupy, gotują… chwila, czy oni na pewno to wszystko robią? Już chciałam zapytać o to Michaela, ale on odwrócił się do mnie tyłem i skierował się do domu.

-Jakbyś czegoś potrzebowała, to śmiało możesz zawołać któregoś z nas –rzucił, znikając za drzwiami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz