piątek, 28 czerwca 2013

Odcinek 10

Po raz setny przepraszam, że tak długo... nie wiem, czemu nie mam weny, a musiałam to skończyć w odpowiednim momencie, co dodatkowo utrudniło mi sprawę... ech. No nic. Kolejną część mam nadzieję opublikować jutro, bo przecież zaczęły się wakacje, a więc teraz każdy kolejny dzień jest sobotą...
Miłego czytania,
xoxo Rose

Próba druga

Lekarz kazał mnie zabrać na płukanie żołądka, a kiedy tylko chciałam się sprzeciwić, poczułam na sobie wzrok Michaela. Następna godzina minęła niezbyt przyjemnie i kolejna również. Rozmawiałam z jakimś psychiatrą, a raczej to on rozmawiał ze mną. Mój znajomy wciąż był gdzieś niedaleko, jakby mnie pilnował. Przyjechała też moja rodzina, ale kiedy kazałam im odejść - odeszli. Później słyszałam tylko kłótnię Michaela z Alexandrem. Mój brat obwiniał go o to, co zrobiłam. Nie potrafiłam dłużej tak wytrzymać. Wyślizgnęłam się z pokoju. Tym razem byłam bardziej zdeterminowana. Nie chciałam, by znów zmuszono mnie do rozmowy z kimkolwiek. Z szafki obok łóżka wyjęłam ciepły sweter i zarzuciłam go sobie na ramiona.

Ze łzami w oczach wbiegłam na dach budynku. Mocno pchnęłam drzwi i zatrzymałam się. Wzięłam głęboki oddech, a potem kolejny i jeszcze jeden. Wytarłam łzy wierzchem dłoni. Chciałam cofnąć czas, ale to przecież niemożliwe. Gdybym tylko była bardziej ostrożna... Powoli podeszłam do krawędzi szpitalnego budynku. W dole widziałam jeżdżące samochody. Dziwne, że wszyscy porównują je do małych mrówek, bo wcale tak nie wyglądają. Mrówki są czarne. Chciałabym, by wszystko teraz stało się czarne. To niemożliwe, by świat bez niej wciąż miał kolory. Łzy znów spłynęły po moich policzkach, ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Teraz już nic nie ma znaczenia. Skoro nie potrafię zatrzymać czasu - zniszczę go. Usiadłam na brzegu i przerzuciłam nogi przez niski murek.

Z dachu było widać zarys Londynu, jednak nie był on dziś tak piękny jak kiedyś. Już nic takie nie było. Ludzie mają takie fajne życia. Jadą sobie rano do pracy, a potem wracają do domu i tak aż do emerytury. Od zawsze marzyłam o patrzeniu, jak Rosemary kolejno spełnia swoje marzenia. Teraz już jej nie ma. Łzy pociekły mi po policzkach. To takie łatwe. Wystarczy się odbić. Nikt nie dałby rady mnie złapać. Zamknęłam oczy. Zacisnęłam dłonie na murku. Ostatni oddech. Zranię tym tyle osób, ale nie mogę postąpić inaczej. Nie wytrzymam już ani chwili. Ten głupi świat powinien już dawno stracić kolory, czas powinien się zatrzymać. Nie zniszczę go całego, ale przynajmniej to, co należy do mnie. Odepchnęłam się od murka, ale zamiast spadać poczułam, jak ktoś łapie mnie w talii i wciąga z powrotem na dach. Posadził mnie, opierając o murek.

-Przez całe swoje życie nie spotkałem kogoś takiego jak ty.

Spojrzałam na chłopaka. Przede mną stał Lucifer ze swoim łobuzerskim uśmieszkiem. Był ubrany w czarne spodnie, czarny t-shirt z logo jakiegoś zespołu, czerwoną kurtkę i trampki również tego koloru.

Zawstydzona schowałam twarz w dłonie. Czemu akurat on musiał tu przyjść? Wzięłam głębszy oddech i wstałam, troszkę się chwiejąc. Cofnęłam się o krok, stając niebezpiecznie blisko krawędzi. Tym razem by mnie nie złapał. Popatrzyłam tęskno w dół. Wszystko wciąż miało kolory.

-Nawet nie próbuj –powiedział łapiąc mnie za łokieć.

Spróbowałam mu się wyrwać, ale nie dałam rady. Przyciągnął mnie bliżej siebie. Schylił się muskając ustami moje ucho. Poczułam zapach jego wody kolońskiej.

-Czemu mi to robisz –zapytał szeptem. –Czemu chcesz to zrobić Michaelowi?

Otworzyłam szerzej oczy. To prawda, że gdyby mnie nie było, zniszczyłabym swój świat, ale nie tylko swój. Michael starał się mi pomóc. Co za różnica, co chciał zrobić? Znamy się zaledwie kilka tygodni, a na dodatek większość tego czasu go nie było. Nie jestem mu nic winna.

-Czemu zniknąłeś –zapytałam nagle.

-Może kiedyś się dowiesz.

Spróbowałam go odepchnąć, ale bezskutecznie. Byłam za słaba. Ścisnął moje ramię mocniej. Skrzywiłam się, a on się zaśmiał. Ten chłopak strasznie mnie denerwował. To wszystko i tak bez różnicy, nie będzie przecież pilnował mnie cały czas. Przewróciłam oczami.

-Jessamine, co się stało?

-Zapytaj swojego brata.

-Chodzi o to, że twoja siostra zginęła –zapytał beztroskim głosem, co wytrąciło mnie z równowagi.

Jak mógł to tak po prostu powiedzieć? Łzy po raz kolejny spłynęły po moich policzkach. Wtedy coś się zmieniło. Lucifer przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Zacisnęłam dłonie na jego bluzce. Poczułam jego palce na włosach.

-Wiesz, mała, ludzie giną, a jak będziesz tak rozpaczać po wszystkich, to zmarnujesz sobie życie.

-Nie wiesz nawet, ile Rosemary dla mnie znaczyła –powiedziałam drżącym głosem.

-Zastanowiłaś się kiedyś, ile ty dla niej znaczysz?

-Tylko mi nie mów, że ona wolałaby, żebym nie płakała.

-Wiesz, myślę, że chciałaby, żebyś płakała, ale popełnienie samobójstwa to już przesada.

-Ja nie chciałam się zabić!

Przytulił mnie mocniej i zaczął głaskać po głowie. Odepchnęłam się od niego delikatnie. Nigdy nie powinnam była nawet pozwolić, by mnie przytulał. Tym razem Lucifer puścił mnie zaskakująco łatwo. Usiadłam na ziemi opierając się o murek. Znów schowałam twarz w dłonie. Chłopak jednak nie zostawił mnie całkowicie. Wciąż czułam na sobie jego wzrok. Nie wiedziałam, czemu aż tak bardzo mu na mnie zależy. Nie powinno.

-Skąd się tu wziąłeś –zapytałam połykając łzy.

-Chciałem mieć pewność, że jesteś cała.

Podniosłam wzrok zdziwiona. Czemu on w ogóle zwrócił na mnie uwagę? Wtedy w szkole, to było takie dziwne… Chłopak podszedł do mnie i kucnął obok.

-Jessamine, rzuć balet.

-Co?!

-Zostaw go, zrezygnuj z zajęć.

-Czemu miałabym to zrobić? Poza tym, skąd ty w ogóle wiesz, że chodzę na balet?

-Cała szkoła o tym wie –widząc moje zdziwione spojrzenie kontynuował. -Alice zrobiła z tego aferę. Tylko Naomi była jak nie ona. Nie wiem, co zrobiłaś Alice, ale chyba nie za bardzo cię lubi. Lepiej skończ z baletem, bo inaczej nie będziesz miała do kogo się odezwać.

Odwróciłam się tyłem do chłopaka. Poczułam jego dłoń na ramieniu, ale strzasnęłam ją. Wstałam i przeszłam kilkanaście kroków wzdłuż murku. Oparłam o niego dłonie. Był przyjemnie chłodny. Po co mam żyć skoro jedna z dwóch osób, na których zdaniu nie wiem czemu mi zależy, chce żebym porzuciła swoją pasję? Balet to przecież jedyna rzecz jaką ze sobą zabieram. Może i on ma rację. To bez sensu. Powinnam się zdecydować. Zmienianie szkoły co roku od zawsze wydawało mi się bez sensu, a teraz jeszcze to. Gdybym tylko mogła uciec do Rosji i zamieszkać gdzieś całkiem sama... Poradziłabym sobie przecież. Teraz nie ma Rosemary, więc nie mam nawet kim się opiekować. Wzięłam głębszy oddech. Usłyszałam odgłos otwieranych drzwi. Spojrzałam w tamtą stronę. Stał w nich Michael z niezbyt wesołą miną. Przygryzłam wargę. Lucifer podszedł do mnie, chyba nie zauważając swojego brata i spróbował mnie przytulić. Nie chciałam, by jego brat dowiedział się o tym wszystkim. Odepchnęłam się od chłopaka nieco zbyt energicznie i wypadłam za murek.

sobota, 22 czerwca 2013

Odcinek 9

Przepraszam, że aż tyle musieliście czekać, ale chyba sami wiecie, co oznacza ostatni tydzień szkoły...

Pierwsza Próba

Płakałam, siedząc skulona na szpitalnej podłodze. Przede mną stali Alexander i Michael, który był nieco zmieszany. Mój brat również nie czuł się za dobrze, stojąc przy chłopaku, którego nie znał. Kiedy udało mi się przełknąć łzy, poprosiłam Michaela, by zostawił nas samych. Pożegnał się, zapewniając że wszystko będzie dobrze. Kiedy tylko zniknął za rogiem, rzuciłam się swojemu bratu na szyję, znów wybuchając płaczem. Alexander był znacznie spokojniejszy, ale też stanowczy. Odepchnął mnie delikatnie i pociągnął za nadgarstek w stronę samochodu. Nie odezwał się do mnie, jedynie pozwolił, bym cały czas siedziała z podwiniętymi nogami i płakała. Kiedy tylko wróciliśmy do domu, poszłam do pokoju. Nie potrafiłam nic zrobić. Czemu ktoś kazał mi to oglądać? Czemu musiałam być świadkiem wypadku?

Słyszałam rozmowę telefoniczną. Padło słowo przeprowadzka. Zaczęłam płakać jeszcze bardziej, choć właściwie bez większego powodu. Zamknęłam oczy i zasnęłam. Kiedy się obudziłam, była już dziesiąta rano. Spałam ponad 15 godzin. Usiadłam na podłodze, opierając się plecami o zimną ścianę. Jak ktoś mógł zabrać kogoś tak niewinnego? Z salonu słyszałam strzępki rozmowy. Rodzice przyjechali. Łzy napłynęły mi do oczu. Schowałam twarz w dłonie. Ktoś otworzył drzwi do mojego pokoju, spojrzałam w tamtą stronę. Moja mama stała tam cała ubrana w czerń.

-Chcę zostać sama –wyszeptałam.

Chciała coś powiedzieć, ale nie wiedziała co. Nie dogadywałyśmy się. Wyszła, nie mówiąc ani słowa. Wieczorem tylko zapukała, ale ja nie byłam w stanie nic powiedzieć. Zostawiła tackę z jedzeniem pod drzwiami. Spędziłam w pokoju cały dzień, nic nie jedząc. Czułam się beznadziejnie. Jakby nagle kawałek mojego życia po prostu zniknął. Było już późno. Podeszłam do szafki przy łóżku i wzięłam do ręki ramkę ze zdjęciem. Zasnęłam, przytulając je do piersi. Rano znów się dowiedziałam, że pod drzwiami czeka na mnie jedzenie i że muszę coś zjeść. Zwlokłam się do drzwi, ale nie miałam odwagi ich otworzyć. Bałam się świata. W jednej chwili go znienawidziłam. Zabrał mi moją malutką siostrzyczkę na dzień przed jej trzynastymi urodzinami. Łzy spłynęły mi po policzkach. Oparłam się o ścianę przy drzwiach i osunęłam się na podłogę.

Moje rozpaczanie przerwał odgłos otwieranych drzwi. Spojrzałam w górę i zobaczyłam stojącego nade mną Michaela. Nie chciałam niczyjego towarzystwa, ale mimo to nie byłam w stanie go wyrzucić za drzwi. Wniósł do środka tackę z jedzeniem. Położył ją na biurku. Zamknął drzwi. W pokoju na nowo zrobiło się ciemno, bo poprzedniego ranka, nie mogąc znieść widoku słońca, zasłoniłam okno. Michael podszedł do niego i odsłonił kilka centymetrów, by mnie lepiej widzieć. Kucnął koło mnie.

-Powinnaś coś zjeść.

Pokręciłam przecząco głową i znów zaczęłam głośniej płakać. Michael podniósł mnie z ziemi i położył na łóżku obok ramki. Wzięłam ją do ręki i zacisnęłam na niej mocno palce. Usłyszałam trzask zamykanych drzwi, oznaczający że moi rodzice właśnie wyszli. Zdenerwowana rzuciłam nią o ziemię. Michael stał nieruchomo, a ja zerwałam się i zaczęłam pospiesznie zbierać z ziemi szkło. Przypadkiem przecięłam sobie dłoń. Patrzyłam, jak krew ścieka na dywan. Poczułam czyjś silny uścisk na ramieniu. Michael pociągnął mnie pospiesznie do kuchni i zaczął szukać apteczki.

-Szafka po prawej –wyszeptałam zawstydzona.

Otworzył ją i zaczął przeglądać zawartość. A może powinnam poszukać Rosemary? Na pewno czuje się zagubiona, tam po drugiej stronie. Tak łatwo byłoby przedawkować. Przecież wystarczy je włożyć do ust i połknąć. Chciałam wstać i tam iść, ale Michael przytrzymał mnie, opatrując mi rękę. Patrzyłam na otwartą szafkę, zastanawiając się, co zadziała najszybciej. Kiedy tylko chłopak skończył bandażować mi dłoń, podeszłam do szafki i wyjęłam pierwsze z brzegu opakowanie. Wysypałam sobie tabletki na rękę i szybko połknęłam, zanim chłopak ostatecznie uświadomił sobie, co zrobiłam.

-Coś ty zrobiła –zapytał krzycząc.

Spojrzałam na niego, ale nie byłam w stanie nic powiedzieć. Wyrwał mi z dłoni pudełko, a ja wzięłam kolejne i znów połknęłam kilka tabletek.

-Przestań –powiedział.

Chciałam sięgnąć po kolejne, ale on złapał mnie za ramię i szybko odciągnął. Obejrzał opakowania.

-Ja nie chcę dalej żyć –krzyknęłam.

Zaczęłam biec, ale potknęłam się i upadłam. Chłopak podniósł mnie. Zamknęłam oczy, przytulając się do niego. Zaczęłam płakać. Jak dobrze byłoby móc zasnąć w jego ramionach i już nigdy się nie obudzić. Czułam, że chłopak gdzieś mnie niesie, jednak nie miałam ochoty wiedzieć gdzie. Kiedy otworzyłam oczy, Michael stał przed windą. Postawił mnie na ziemię i nacisnął przycisk. Drzwi otworzyły się natychmiast. Pociągnął mnie za nadgarstek. Zdziwiła mnie jego delikatność. Czego chłopak by nie zrobił, nigdy nie był przy tym agresywny. Szkoda, że nie wiedział, jak bardzo to doceniałam.

-Co ty wyprawiasz –zapytał ze spokojnym wzrokiem, kiedy drzwi się zamknęły.

-Chcę umrzeć.

-Czemu –odpowiedział zdziwiony.

-Po prostu.

Nie miałam ochoty się zwierzać. Poza tym nawet go nie znałam. Drzwi otworzyły się, a chłopak znów pociągnął mnie za sobą. Znaleźliśmy się na parterze. Okazało się, że przed blokiem stoi zaparkowany jego samochód. Zaprowadził mnie do niego i pomógł wsiąść, a sam zajął miejsce kierowcy.

-Gdzie mnie zabierasz?

-Na pogotowie.

-Co? Czemu?

Mój głos drżał. Spróbowałam otworzyć drzwi, ale chłopak zablokował je. No pięknie. Nie lubiłam lekarzy od dziecka. Nie miałam z nimi ani jednego dobrego wspomnienia. Szpital zawsze kojarzył mi się z bólem i samotnością.

-Jessamine, powinniśmy porozmawiać, ale nie dałaś mi wyboru.

Ruszył gwałtownie, a ja podkuliłam nogi i objęłam je rękoma. Kiedy zatrzymaliśmy się na światłach, poczułam na sobie jego wzrok. Chciałam, by zrobił cokolwiek, ale on nie ruszył się ani o milimetr. Za to samochód nieuchronnie mknął do celu. Zacisnęłam powieki, chcąc by to wszystko się skończyło, ale tak się nie stało.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Odcinek 8

Przepraszam, że w piątek nie napisałam, ale chyba ogólnie zacznę pisać rzadziej i zostanę przy weekendowych przerwach - są one wygodnie i dla mnie, i dla osób, które nie mają czasu tu zaglądać w tygodniu.
Jeśli wam się podoba to polecajcie znajomym, no chyba, że nie chcecie. c:
Miłego czytania,
xoxo Rose

Wypadek

-Cześć -przywitał się, jakby nic się nie stało.

Popatrzyłam na niego przez chwilę i znów odwróciłam wzrok. Wróciłam do pakowania swoich książek, udając że mi obojętne, czy stoi tuż obok mnie, czy na drugiej półkuli.

-Jessamine?

Moje pełne imię brzmiało tak dziwnie, że aż się wzdrygnęłam. Spojrzałam na niego smutnym wzrokiem.

-Coś się stało -zapytał czułym głosem.

-Nie, wszystko w porządku.

-Chciałbym, żebyś po szkole ze mną gdzieś poszła. Masz czas?

-Wiesz, Michael, chętnie bym to zrobiła, ale muszę coś załatwić.

-To zajmie chwilę, a potem pomogę ci to coś załatwić, jeśli tylko chcesz.

-No dobrze.

-To świetnie -powiedział i podniósł torbę z ziemi.

-Idziesz już?

Nie chciałam, by znów zniknął, ale nie chciałam też, by wiedział jak mi na nim zależy. Niby umówił się ze mną, ale przecież mógł mnie wystawić. Ciekawe, czemu ich nie było… A może zwyczajnie gdzieś wyjechali? Poza tym czy to ważne, czemu go nie było? Już nic nie ma znaczenia. Będzie lepiej dla niego, jak przestanie ze mną rozmawiać. Położył mi rękę na ramieniu, to niezbyt dobry początek do zakończenia naszej znajomości. Spojrzałam mu w oczy i zrozumiałam, że sama siebie próbuję oszukać. On był jedyną osobą, która nie miała do mnie o nic pretensji. Chyba, że jednak się mylę...

-A ty nie? Przecież był dzwonek -powiedział, udając, że nie zauważył mojego desperackiego tonu.

Westchnęłam. Szybko zamknęłam szafkę, wzięłam torbę i ruszyłam za chłopakiem. Dzień bardzo mi się dłużył. Byłam coraz bardziej ciekawa, co takiego chce mi pokazać, ale bałam się spytać. Na początku nie spytałam, bo nie chciałam wydać się zbyt ciekawska, a potem z każdą kolejną chwilą nasze milczenie było coraz mniej przyjemne. Gdy zadzwonił ostatni dzwonek, było wręcz nie do zniesienia. Wrócił po ponad trzech tygodniach i zamieniliśmy tylko kilka zdań. Wyszłam z sali, kierując się do szafki. Wpakowałam do niej wszystkie książki. Już chciałam iść szukać Michaela, kiedy ktoś złapał mnie za ramię.

-Cześć -powiedział łobuzerskim tonem.

Odwróciłam się i zobaczyłam Lucifera. Było w tym chłopaku coś, co mnie do niego przyciągało, co sprawiało, że nie mogłam przy nim powiedzieć ani słowa.

-Co tak na mnie patrzysz -zapytał.

Chciałam powiedzieć coś mądrego, jednak nie mogłam. Na szczęście nie musiałam, bo między nas wpakował się Michael.

-O, tu jesteś, Jessamine, wszędzie cię szukałem.

-To chyba normalne, że stoi przy swojej szafce -wtrącił Lucifer.

-O braciszku, nie zauważyłem cię wcześniej.

-A ja wolałbym nie widzieć ciebie.

Wziął rzeczy i oddalił się w stronę drzwi. Michael machnął ręką i uśmiechnął się w moją stronę.

-Rodzinna sprzeczka -wyjaśnił, choć dla mnie od dawna było to już oczywiste. -To co, idziemy?

Pokiwałam głową na znak zgody. Chłopak zaprowadził mnie najpierw na parking dla uczniów, a tam odnalazł odpowiedni samochód. Był to odrestaurowany stary czerwony cadillac. Ciężko będzie nas nie zauważyć, ale z drugiej strony wreszcie ktokolwiek mnie zauważy. Chłopak otworzył mi drzwi od strony pasażera. Na początku jechaliśmy w ciszy, jednak żadne z nas zbyt długo w niej nie wytrwało i odezwaliśmy się jednocześnie. Zaśmialiśmy się.

-Ty pierwsza.

-Chciałam tylko spytać, dokąd mnie zabierasz.

-Chcę cię zabrać na kawę.

-Co –zapytałam zdziwiona. –Znaczy nie mam nic przeciwko, ale…

-Ale miałaś nadzieję na coś lepszego? Przepraszam. Mogłem od razu powiedzieć o co chodzi, ale bałem się, że się nie zgodzisz.

-Zgodziłabym się –powiedziałam z uśmiechem. –Co chciałeś powiedzieć?

-Że pięknie wyglądasz.

-A tak na serio –zapytałam przez śmiech.

-Co tak ważnego musisz dziś zrobić?

-Zakupy.

-Koniecznie dziś?

-Tak, bo moja siostra wymarzyła sobie przyjęcie urodzinowe i zostałam jego organizatorką.

-Powinnaś więcej odpoczywać, bo w końcu masz casting w przyszłym tygodniu.

-Skąd o nim wiesz –chłopak nie wiedział co mi odpowiedzieć, więc dodałam –przecież nawet nie zdążyłam ci powiedzieć, że tańczę.

-Wiem –powiedział po chwili.

Chyba wahał się czy nie wymyślić jakiejś wymówki, więc drążenie tego tematu było całkowicie bezsensowne – pewnie by skłamał. Ludzie kłamią. Dojechaliśmy do jakiejś kawiarni i chłopak zamówił dwa napoje. Okazały się być mrożoną cafe latte z syropem karmelowym. Usiedliśmy przy jednym ze stolików i zaczęliśmy pić nasze kawy, co chwilę uśmiechając się do siebie. Nagle usłyszeliśmy krzyk, a po nim pisk opon. Za szybą mignęła mi twarz Rosemary wpadającej pod rozpędzoną ciężarówkę. Zerwałam się z krzesła, zahaczając ręką o kawę. Dźwięk tłuczonego szkła towarzyszył mi w wybieganiu z kawiarni. Pobiegłam do ulicy, ale zanim zeskoczyłam z krawężnika, ktoś złapał mnie za ramię. Patrzyłam jak osłupiała jak ludzie wybiegają na ulicę. Stojąc tak blisko, byłam już pewna, że ta mała leżąca na asfalcie osóbka to moja siostra. Ktoś zadzwonił po karetkę, a ktoś inny zaczął udzielać jej pierwszej pomocy. Wszystko mi się rozmazywało. Ktoś przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. Zaczęłam płakać w jego pachnące ubranie. Na chwilę puścił mnie, by okryć moje ramiona swoją bluzą. Nie mogłam powstrzymać łez. Usłyszałam dźwięk karetki.

-Proszę, zawieź mnie do szpitala –wyjąkałam łamiącym się głosem.

Michael pogładził mnie po ramieniu. Jeszcze chwilę staliśmy. Twarz miałam wtuloną w jego tors. Pobrudziłam mu koszulkę. Ratownicy położyli moją siostrę na noszach i zabrali do karetki. Kiedy ta ruszyła na sygnale, chłopak wziął mnie na ręce. Nie miałam siły się sprzeciwić. Objęłam jego szyję rękoma i płakałam coraz głośniej.

-Będzie dobrze- wyszeptał, wkładając mnie do samochodu, który był zaparkowany za rogiem.

Skuliłam się na siedzeniu, a on prowadził, jedną ręką wciąż gładząc moje ramię. Po chwili byliśmy przed szpitalem. Wysiadłam o własnych siłach, zanim on zdążył zgasić silnik. Pobiegłam do rejestracji. Kobieta nie miała oporów przed ujawnieniem mi drogi do mojej siostry, a właściwie, o czym miałam dowiedzieć się dopiero godzinę później, jej ciała.

czwartek, 13 czerwca 2013

Odcinek 7

W rekompensacie za wczorajszą przerwę - dzisiejszy odcinek jest troszeczkę dłuższy.

Pupilka

Simon i mój brat wsiedli, a ja, gdy znów popatrzyłam w boczną uliczkę, odnalazłam w niej tylko pustkę. Coś musiało mi się przewidzieć. Spojrzałam na Alice, która wyglądała na raczej niezbyt zadowoloną. Nie było co się jej dziwić, jednak mimo to na początku z bratem próbowaliśmy doprowadzić do względnie miłej rozmowy, ale w końcu mój brat włączył radio i już do końca milczeliśmy. Po kilku minutach Simon wyszedł, rzucając najpierw mi, a potem Alexandrowi zwykłe „cześć”. Po kolejnych kilku minutach byliśmy pod naszym tymczasowym domem. Chciałam iść sama, ale Alice postanowiła przejść się ze mną. Podeszłyśmy do windy.

-Jess, nie podoba mi się to.

-Mówisz o Simonie?

Pokiwała głową w milczeniu i wsiadła do windy, a ja za nią. Wybrałam odpowiedni numer i wjechałyśmy na górę.

-Wiesz, nie mam wpływu na decyzje mojego brata –powiedziałam obojętnie.

-Tak, ale –westchnęła, nie mogąc skończyć.

Nie wiedziałam, o co jej chodzi. Wyjęłam klucz i otworzyłam drzwi. Poszłyśmy do mojego pokoju. Wyjęłam z torby portfel i telefon. Z szafy wyciągnęłam większą torbę sportową. Wrzuciłam do niej wszystkie potrzebne rzeczy. Skoczyłam do kuchni po butelkę wody. Alice dziwnie na mnie patrzyła, ale nie poruszyła już tego tematu. Alexander wyczuł zmianę, więc tym razem nawet nie próbowaliśmy rozmawiać. Dopiero gdy dojechaliśmy, powiedział żebym zadzwoniła, jak będę chciała wrócić.

W recepcji dowiedziałam się, że bez problemu mogę zapisać się do odpowiedniej grupy i zacząć już dziś. Wystarczyło tylko wypełnić krótką ankietę i zapłacić. Od razu dostałam własną szafkę. Zmiany szkoły baletowej zawsze przychodziły mi łatwiej niż zwykłej szkoły. Chyba wynikało to z faktu mojej determinacji, bo przecież taniec wszędzie był moją pasją.

Szatnia była duża, a nasze szafki okazały się być daleko od siebie, co uniemożliwiło nam rozmowę. Przebrałam się więc w milczeniu, nie zwracając uwagi na nikogo. Zajęcia zaczęły się szybko. Gdy chciałam podejść do trenerki, ta tylko machnęła ręką bym ustawiła się z innymi dziewczynami, tak też zrobiłam. Alice była gdzieś na początku, a ja stanęłam na końcu, nie chcąc zbyt rzucać się w oczy. Dziewczyny raczej były zdeterminowane i skupione niż szczęśliwe, a przynajmniej na takie wyglądały. Pewnie gdybym tylko ich słuchała w szatni, wiedziałabym skąd te miny. Do klasy weszły jeszcze dwie dziewczyny, co dziwne, jedną z nich kojarzyłam, była to jedna z koleżanek Debry. Przywitała się i podeszła do mnie, nie zwracając uwagi na dziewczynę, z którą jeszcze przed sekundą rozmawiała.

-Cześć, Jess –powiedziała uśmiechając się złośliwie. –Jestem Naomi, jakbyś jeszcze nie pamiętała.

-Cześć, Naomi –rzuciłam obojętnie.

-Startujesz do Simona –zapytała całkiem zwyczajnym tonem.

-Nie, czemu tak myślisz?

-Po prostu wolałam się upewnić.

Kiwnęłam głową i spojrzałam na nauczycielkę, która w międzyczasie puściła muzykę. Nie patrzyłam już na inne dziewczyny, większość z nich nie zwracała też uwagi na mnie. Może to i dobrze. Mojej karierze jako tancerka baletowa z pewnością nie sprzyjały przeprowadzki. Każda nauczycielka musiała poznawać mnie od nowa. Może powinnam zacząć myśleć o jakiejś szkole baletowej z internatem.

Po rozgrzewce przeszłyśmy do kroków. Padło kilka poleceń, a potem kolejne. W końcu minęła cała godzina. Trenerka poprosiła mnie, żebym została i wtedy coś się zmieniło. Determinacja w spojrzeniach dziewczyn zamieniła się w coś innego. Widać było, że mają do mnie pretensje. Nawet Alice patrzyła na mnie jak na konkurentkę, z którą przegrała. Tylko Naomi miała puste oczy. Zaczęłam się zastanawiać, skąd u niej tak pozbawione uczuć spojrzenie, jednak nie miałam zbyt dużo czasu na moje rozmyślenia.

-A więc, Jessamine –zaczęła nauczycielka głosem, którym mogłaby mi powiedzieć, że wygrałam na loterii. -od tygodnia zastanawiałam się, jakie dwie dziewczyny mam zabrać, żeby reprezentowały moją szkołę na castingu do „Dziadka do orzechów” i myślę, że byłabyś godną reprezentantką. Zgodziłabyś się?

Dyskretnie rozejrzałam się po sali. Została tu tylko Naomi, udając że ćwiczy piruety, najwidoczniej nauczycielka nie zwracała na nią najmniejszej uwagi, bo inaczej musiałaby zacząć ją poprawiać. To ona musi być tą drugą reprezentantką.

-Mogłaby mi pani dać tydzień do namysłu –zapytałam po chwili zastanowienia.

-Ależ oczywiście –powiedziała uśmiechnięta.

Wręczyła mi broszurę z informacjami dotyczącymi castingu i przedstawienia. Ukłoniłam się i tym razem nie zostałam za to wyśmiana. Powoli skierowałam się do szatni. Gdy do niej weszłam, była tam tylko Alice. Z klasy dobiegał cichy głos Naomi, jednak z tej odległości nie dało się zrozumieć słów.

-Jak możesz –zapytała z wyrzutem.

-O co ci znów chodzi?

-Najpierw gadasz z Simonem, potem Naomi, a teraz jeszcze chcesz odebrać mi rolę?

-Nie zdecydowałam, czy ją przyjmę i przestań mi mówić, z kim mogę rozmawiać, a z kim nie!

-Nie zachowuj się jak Naomi!

-Co?

-Zachowujesz się, jakby cały świat był twój.

-Alice, to nieprawda. Nie chcę tej roli –wypaliłam. –Masz, weź to sobie, ale mnie już w to nie mieszaj. –rzuciłam broszurą o podłogę.

Szybko zgarnęłam wszystkie moje rzeczy do torby i zamknęłam szafkę. Pobiegłam w stronę recepcji.

-Rezygnuję –powiedziałam, odkładając kluczyk na blacie.

Zaczęłam biec. Zatrzymałam się dopiero kilka ulic dalej. Moje stopy były całe w błocie, bo z pośpiechu zapomniałam zmienić buty. Szczerze mówiąc, całkowicie się nie przebrałam. Jak Alice mogła to powiedzieć? Jak ja mogłam to powiedzieć? Powinnam była zostać sobą. Nigdy nie powinnam chcieć zmian. To już nie jestem ja. Od początku naszego pobytu tutaj nie byłam sobą. Napisałam do brata, by po mnie przyjechał. Zaczęłam płakać. Oparłam się o ścianę, a potem osunęłam na ziemię. Schowałam twarz w dłonie. Znów jest po staremu. Nie mogłam powstrzymać łez. Znów stałam się taka jak kiedyś. Nigdy nie powinnam była się zmieniać. Siedziałam tak, dopóki ktoś nie położył mi dłoni na ramieniu. Obok mnie stał Alexander. Podniosłam się z ziemi i przytuliłam do niego. Wyszeptał, że wszystko będzie dobrze.

Wróciliśmy do domu. Nie było jeszcze późno, więc znalazłam inną szkołę baletową i zapisałam się do niej. Korzystając z okazji siedzenia przy laptopie, zaczęłam szukać na Facebooku Lucifera, a potem Michaela, ale żadnego z nich nie znalazłam. Odłożyłam laptopa i wzięłam się za lekcje. Alexander kilka razy wchodził do mojego pokoju, ale zbywałam go za każdym razem. W końcu postanowiłam zamknąć drzwi. Kiedy skończyłam odrabiać lekcje, zdjęłam strój do ćwiczeń i w samej bieliźnie położyłam się spać. Długo nie mogłam zasnąć. Wciąż nie mogłam przestać płakać. W końcu jednak zamknęłam oczy.

Następnego dnia w szkole było tak, jakbym nie istniała. Wchodziłam na lekcję, mówiłam, że jestem i na tym się kończyło. Chciałam porozmawiać z Michaelem, ale go nie było. Jedyną osobą, która mi się przyglądała był Nataniel. Oliver musiał dowiedzieć się od Alice o moim zdaniu na temat Lucifera, bo za każdym razem, jak nasze spojrzenia się skrzyżowały, widziałam tylko pogardę. Po tylu latach praktyki byłam już całkiem dobra w odróżnianiu ludzkich uczuć. Po lekcjach poszłam do klubu muzycznego, jednak całą godzinę przesiedziałam pod ścianą. Do domu wróciłam autobusem. Potem na balet do nowej szkoły i znów zostałam pupilką pani. Tym razem już na samym początku wyciągnęła mnie na środek i poprosiła, bym pokazywała reszcie kroki. Kolejne zazdrosne spojrzenia.

Minął tydzień. Michael nie pojawił się w szkole, a nauczyciele przestali wyczytywać jego imię sprawdzając obecność. W szkole byłam tylko cieniem, a na balecie prymuską. W Internecie odnalazłam casting, który zaproponowała mi trenerka Alice i Naomi. Powiedziałam swojej nauczycielce, że natknęłam się na niego przypadkiem, a ta z uśmiechem powiedziała, że dobrym pomysłem byłoby spróbowanie.

Kolejny tydzień minął na udawaniu ducha i intensywnych treningach. Przyjęcie urodzinowe Rosemary zbliżało się wielkimi krokami tak jak i casting. Każdego dnia miałam nadzieję, że wreszcie spotkam Michaela, ale on przyszedł dopiero dzień przed moimi siedemnastymi urodzinami.

wtorek, 11 czerwca 2013

Odcinek 6

Pierwsze zmiany

Każdą przerwę spędziłam u boku Alice i jej paczki. Matta, jak i kilku innych osób nie było. Niestety wśród nieobecnych był też Michael. Chciałam kogoś zapytać o chłopaka, którego spotkałam rano, jednak nie bardzo wiedziałam kogo. Zagadałabym Alice, ale nie mogłam zrobić tego przy innych dziewczynach. Nie potrafiłam się skupić, wciąż rozmyślałam nad znaczeniem jego ostatniego zdania. Czyżby chłopak o imieniu diabła był bratem Michaela? On przecież ma rodzeństwo w równoległej klasie, ale z drugiej strony ten nieznajomy wcale nie musi chodzić do tej szkoły. Wczoraj chyba go nie widziałam.

Na lekcjach również nie potrafiłam się skupić, jednak żaden z nauczycieli tego nie zauważył, no prawie żaden. Na wf-ie grałyśmy w siatkówkę. To jedyna lekcja, która aż tak różniła się od tych w mojej poprzedniej szkole. Klasy były łączone, przez co było nas trochę mniej niż piętnaście, ale należy do tego doliczyć kilka nieobecnych dziewczyn. Sala była jedna, podzielona na dwie połowy. Na jednej z nich miały ćwiczyć dziewczyny, a na drugiej chłopcy. Na początku usiadłam, jednak w końcu musiała nadejść chwila mojego wstania z ławki „rezerwowych”. Stanęłam na środku. Nie przepadałam za siatkówką, zawsze bolały mnie od niej ręce. Jakaś dziewczyna z mojej drużyny serwowała, ale trafiła w siatkę. Ciekawe, w co lubi grać Michael. Pewnie bym to wiedziała, gdybym tylko chciała go wczoraj słuchać. Mam nadzieję, że nowa Jessamine słuchałaby go. Nagle dostałam piłką w głowę. Alice zwinnie przebiegła pod siatką i stanęła przy mnie.

-Nic ci nie jest? Jess, powinnaś bardziej uważać przy serwach Debry.

Podniosłam wzrok i za siatką zobaczyłam dziewczynę z wrednym uśmieszkiem. Przyłożyłam palce do głowy, ale nie wyczułam guza, przynajmniej jeszcze nie.

-Nie, nic mi nie jest. Masz rację, następnym razem będę bardziej uważać –wymamrotałam.

Alice puściła mi przyjazny uśmiech i wróciła na swoją połowę. Spojrzałam na nauczycielkę, która była zdegustowana moją nieostrożnością. Westchnęłam i spojrzałam na Debrę dokładnie wtedy, kiedy kolejną piłkę skierowała prosto na mnie. Uderzyłam w nią ręką, jednak piłka poleciała na stronę chłopców, którzy grali w koszykówkę i uderzyła jednego z nich w głowę. Dopiero to prawdziwie obudziło mnie z transu. Szybko przeskoczyłam prowizoryczne oddzielenie połówek sali i podeszłam do chłopaka, którego uderzyłam. Musiał być z równoległej klasy, bo wcześniej go nie widziałam. On tylko spojrzał na mnie zaciekawiony. Był ode mnie co najmniej o głowę wyższy.

-Strasznie cię przepraszam, jestem dziś jakaś rozkojarzona.

-Widzę –powiedział śmiejąc się. –Nie ma sprawy. Jestem Simon.

-Jessamine –przedstawiłam się.

Podaliśmy sobie dłonie i wróciliśmy do swoich zajęć. Nie miałam ochoty dłużej ćwiczyć, więc wymówiłam się przed panią rozbolałą głową. Ta bez problemu dała mi kluczyk do szatni. Kiedy byłam w połowie drogi, Alice mnie dogoniła. Miała surową minę.

-Jess, Simon to nie najlepszy pomysł.

-Co –zapytałam zdziwiona.

-Wiesz, on chodzi z Debrą albo przynajmniej ona chciałaby, żeby tak było.

Zaśmiałam się. Otworzyłam drzwi szatni. Alice stała przede mną z miną domagającą się wyjaśnienia powodu mojego śmiechu.

-Alice, nie potrzebuję innych przyjaciół. Mam ciebie –dziewczyna uśmiechnęła się na moje słowa.

-A spotkałaś już jakieś ciacho –zapytała, patrząc mi w oczy.

-Lucifer wydaje się być interesujący –powiedziałam, mając nadzieję, że wyciągnę coś od niej.

-Lucifer? Wiesz, Jess –westchnęła. –On nie jest odpowiednim celem –widząc malujące się na mojej twarzy niezrozumienie, kontynuowała. –On jest nieco specyficzny.

-Zauważyłam –powiedziałam z uśmiechem. –On ma brata, prawda?

-No tak, przecież wczoraj na każdej lekcji siedziałaś obok jego brata.

-Michael jest jego bratem?

-Nie wiedziałaś? Och, Jess. Lucifer wczoraj pobił się z Mattem i Oliverem. Powiedz, że chociaż na to już wpadłaś.

Na chwilę zapadła niezręczna cisza. Cieszyłam się, że nie zapytałam o niego przy innych dziewczynach. Podeszłam do swoich rzeczy i zaczęłam się przebierać.

-Dzwoniłaś już do szkoły baletowej?

-Nie miałam jeszcze czasu, przecież wczoraj było późno –westchnęłam.

-A co robisz po lekcjach?

-Nic.

-To chodź ze mną na trening. Zapytamy, czy możesz dołączyć i zobaczymy, co będzie, okej?

-Możemy spróbować.

Nasza dalsza rozmowa była właściwie o niczym, ale i tak miło nam się rozmawiało. Kiedy przyszły inne dziewczyny, nagle znalazłam się w centrum uwagi. Debra obrażona szybko zabrała swoje rzeczy, ale jej koleżankom aż tak się nie spieszyło. Zrozumiałam, chodziło o to, że uderzyłam Simona piłką w głowę, ale powód nie był dla mnie tak ważny. Jedyne, co się teraz liczyło, to dowód na moją zmianę. Uśmiechałam się uprzejmie i rozmawiałam z kilkoma dziewczynami na raz. Wszystko było dla mnie takie nowe i cudowne. Zdziwiłam się, jakie to wszystko jest proste. Po chwili jednak Alice przypomniała mi o przebieraniu się, dając mi lekkiego kuksańca w bok. Szybko wsunęłam spodnie i założyłam bluzkę. Zwinęłam rzeczy i upchnęłam do worka. Kiedy skończyłam, Alice pociągnęła mnie za nadgarstek w stronę drzwi.

-Do jutra –krzyknęłyśmy jednocześnie i zaczęłyśmy się śmiać.

Przed nami było kolejne zadanie – znaleźć szafkę mojego brata. Jak wiadomo, chłopcy przebierają się szybciej, więc pewnie opuścił już szatnię. Pobiegłyśmy do naszych szafek, które okazały się być obok siebie. Alice wyjęła ze swojej sportową torbę, do której w pośpiechu zaczęła upychać książki. Ja nie musiałam ich brać do domu, bo nauczyciele i tak zgodzili się dać mi dwa tygodnie na zorientowanie się, więc nie było potrzeby się uczyć. Zmieniłam buty, założyłam kurtkę, a potem szalik. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do brata. Okazało się, że czeka na mnie na parkingu. Postanowiłam nie wspominać mu na razie o dodatkowej pasażerce. Wybiegłyśmy ze szkoły i popędziłyśmy w jego stronę.

-Cześć, Alex –powiedziałam i dałam mu buziaka w policzek. –Zawieziesz nas do szkoły baletowej, prawda?

-To całkiem niedaleko –dodała Alice.

-Tylko najpierw muszę skoczyć do domu po strój –powiedziałam.

On tylko pokiwał głową, nie chcąc nam przerywać. Obie usiadłyśmy z tyłu. A mój brat wciąż nie wsiadł. Popatrzyłam na niego zdziwiona.

-O co chodzi, Alex?

-Obiecałem Simonowi, że go odwiozę, bo to po drodze.

Alice popatrzyła na mnie zdziwiona, ale ja nic nie powiedziałam. Po chwili chłopak, na którego czekaliśmy, wyszedł ze szkoły. Szkolny mundurek znacznie mniej mu pasował niż strój sportowy, choć i w nim nie wyglądał najgorzej. Prawdopodobnie lepiej nawet niż mój brat.

Nawet nie zauważyłam, kiedy zmienił się mój stosunek do płci przeciwnej. Ominął mnie moment, w którym zaczęłam ich oceniać. Kolejna zmiana, ale chyba na gorsze. Może one wcale nie były dobrym pomysłem. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam kogoś stojącego w jednej z bocznych uliczek. Po chwili zdałam sobie sprawę, że był to Lucifer. Westchnęłam, a Alice odebrała to chyba jako oznakę niepewności dotyczącą lekcji baletu. Ścisnęła moją ręką, a ja automatycznie się uśmiechnęłam. Miałam komu zaufać i na razie to wystarczyło. Musiało wystarczyć.


Ode mnie: Nie wiem czy jutro napiszę, bo trochę się rozchorowałam, ale postaram się to zrobić. ;)

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Odcinek 5

Cześć,

Doszłam do wniosku, że czas już pchnąć akcję do przodu. Chyba już kojarzycie bohaterów, więc pora byście zaczęli poznawać ich historię, a nie plan lekcji. Przepraszam, że pozwoliłam sobie na aż tyle opisów - od zawsze mam problem z ograniczaniem ich ilości. Próbowałam się ograniczać, ale nawet chcąc pchnąć akcję bardziej do przodu, częściej niż dialogów używam opisów. Mogę mieć tylko nadzieję, że Wam to nie przeszkadza.

Miłego czytania,
xoxo Rose


Ładne imię

Chwilę po wyjściu Alice położyłam się do łóżka i zgasiłam lampkę nocną. Cieszyłam się z tak późnej godziny, bo przynajmniej nie było jak zadzwonić do szkoły baletowej, w końcu o tej porze z pewnością nikogo już tam nie było. Miałam ochotę z kimś porozmawiać, ale nie miałam pojęcia z kim. Po chwili do pokoju weszła moja młodsza siostra.

-Śpisz już, Jess?

-Nie, nie. Chodź tu moja mała.

-Wiesz, że nie jestem mała –powiedziała oburzona.

-Tak wiem, Rose, w końcu masz już prawie 13 lat.

-No właśnie –powiedziała dumna. –Jess, kim była ta dziewczyna?

-Moja koleżanka z klasy, przyszła pomóc mi z pracą domową.

Rosemary pokiwała głową zadowolona z mojej odpowiedzi. Usiadła na brzegu mojego łóżka i przyglądała mi się. Po ciemku wyglądała na znacznie starszą. Cienie na jej twarzy sprawiały, ze jej twarzy wydawała się być smuklejsza. Czasem żałowałam, że jesteśmy od siebie tak różne. Teraz jedyną rzeczą, z której byłam zadowolona, były różnice między nami i naszymi rodzicami. Podparłam się na łokciach, by lepiej ją widzieć, ona także mi się przyglądała.

-Jess? Mogłabym urządzić tutaj urodziny?

-Jasne –powiedziałam z uśmiechem.

-Upiekłabyś swoje muffinki?

-Jeśli tylko chcesz.

-Chcę –powiedziała i powoli skierowała się do wyjścia. –Dzięki, Jess.

-Podziękujesz po udanym przyjęciu –powiedziałam i się zaśmiałam, a ze mną i Rosemary.

-Dobranoc, Jess.

-Dobranoc, Rose.

Przyłożyłam głowę do poduszki i od razu usnęłam. Nic mi się nie śniło. To dobrze, bo nie lubię swoich snów. Są zbyt realistyczne. Raz mi się śniło, że dostałam jedynkę z matmy i aż do śniadania naprawdę w to wierzyłam. Dobrze, że jednak dostałam wtedy piątkę. Kiedy rano spojrzałam na zegarek, była za pięć szósta. Powoli wstałam i wyłączyłam budzik w telefonie. Wzięłam z krzesła naszykowane poprzedniego wieczora ubrania, w których skład wchodziły szare jeansy, białe polo z logiem szkoły i czarny sweterek. Wślizgnęłam się do łazienki. Upięłam włosy w luźny kok. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się. Po cichu poszłam do kuchni, by zrobić rodzeństwu śniadanie. Po kilku minutach na stole stał duży talerz pełen kolorowych, od warzyw i ziół, kanapek. Zawołałam rodzeństwo, stawiając obok kanapek dzbanek soku pomarańczowego. Kiedy się wyprostowałam zobaczyłam uśmiechniętą Rosemary, a tuż za nią szedł jeszcze lekko zaspany mój brat. Usiedliśmy, nie odzywając się do siebie. Cisza trwała do końca śniadania, kiedy to przerwała ją moja młodsza siostra.

-Nie wiem, co założyć do mundurka.

Poszłam za nią do jej małego królestwa, a mój brat skoczył do łazienki.  Wybrałam mojej siostrze grube białe rajstopy poprzecinane poziomymi, granatowymi pasami. Pasowały do marynarskiego wyglądu całego mundurka. Oprócz nich wyjęłam z jej szafy granatowy sweterek. Przez chwilę patrzyłam na swoją szyję, w końcu sięgnęłam pod włosy i zdjęłam złoty wisiorek przedstawiający ster. Kiedy założyłam go na szyję mojej siostrze, ta nie mogła w to uwierzyć. Bardzo rzadko go zdejmowałam, często nawet z nim ćwiczyłam, choć nie było to zbyt wygodne. Prawie zawsze schowany był pod ubraniem, ale mimo tego moje rodzeństwo wiedziało, że tam jest.

-Od dziś należy do ciebie –oznajmiłam zadowolona.

Nie byłam zbyt sentymentalna. Ten wisiorek i moje książki były wyjątkami. Wczorajszy wieczór z Alice podobał mi się. Będąc wciąż taka sama, mogę tylko pomarzyć o powtórce. Czas się zmienić, a oddanie wisiorka siostrze to chyba dobry pierwszy krok. Nie mówiąc już nic więcej, zostawiłam Rosemary samą, by mogła w spokoju się spakować. Wyszłam na korytarz i zobaczyłam mojego brata ubranego bardzo podobnie do mnie samej. On również miał szare spodnie i białą koszulkę z logo szkoły. Dobrze, że przynajmniej buty będziemy mieli różne. Zaśmiałam się do siebie. Wróciłam do łazienki i szybko umyłam zęby. Nałożyłam tusz na rzęsy, a usta ozdobiłam lekko świecącym błyszczykiem o wymownej nazwie „Einstein”. Moja mama przysłała mi go z jakiejś konferencji w stolicy Polski albo gdzieś tam indziej. Miałam tak dużo kosmetyków od niej, że ciężko mi było spamiętać. Na komputerze miałam ich listę z przypisem skąd jest, bym w razie czego wiedziała kiedy i o co poprosić mamę. Kiedy wyszłam do przedpokoju, moje rodzeństwo już tam stało. Rosemary szukała czegoś w szufladzie, a Alexander szarpał się z butem. Zwinnie przecisnęłam się między nimi. Oparłam się o ścianę i wsunęłam na stopy czarne botki, ubrałam płaszcz tego samego koloru, a na szyi owinęłam długi szary szalik. Podniosłam z ziemi torbę i worek ze strojem na wf. Po chwili wszyscy w trójkę byliśmy przy samochodzie. Rosemary zajęła miejsce z tyłu, a obok niej znalazły się rzeczy moje i Alexandra. Oboje usiedliśmy z przodu, z przyczyn oczywistych to on prowadził.

-Wiesz, Jess, powinnaś zrobić sobie prawko –zaczął, odpalając auto.

-Wiem, też tak myślę. Muszę zapisać się na jakiś kurs.

Oczy mojego rodzeństwa skierowały się na mnie. Nie takiej spodziewali się odpowiedzi. Pora zmienić wszystko. Uśmiechnęłam się delikatnie w odpowiedzi na ich wielkie jak spodki oczy. W milczeniu dojechaliśmy do szkoły Rosemary, gdzie odezwaliśmy się tylko kilkoma słowami sprowadzającymi się do „miłego dnia”. Po chwili Alexander już nie wytrzymał.

-Zmieniłaś się, Jess –oświadczył coś, co dla mnie było już oczywiste. –Najpierw klub muzyczny, potem zaprosiłaś Alice, śmiałaś się przy kimś innym niż my, rano oddałaś Rose swój wisiorek, a teraz jeszcze to. Co się stało?

-Wiesz, Alex, ja po prostu nie chcę, żeby wszystko było jak dawniej. To mnie męczyło. Chcę mieć przyjaciół. Jeśli nie będę miała ich tu to trudno, pewnie i tak niedługo się przeprowadzimy.

W moich ostatnich słowach było słychać żal, ale Alexander nie skomentował tego, prawdę powiedziawszy, nie skomentował niczego. Spojrzałam w boczne lusterko i poprawiłam włosy. Resztę drogi spędziłam wyglądając tęskno za okno.

Na parkingu dla uczniów stało tylko kilka samochodów. Najwyraźniej byliśmy dużo za wcześnie. Spojrzałam na zegarek, do lekcji było jeszcze 25 minut. Wysiadłam, trochę się ociągając. Zarzuciłam torbę na ramię, a w rękę wzięłam worek z rzeczami na wf. Musieliśmy jeszcze na chwilę wstąpić do sekretariatu po kody do szafek, bo wczoraj zapomnieliśmy o nie poprosić. Szliśmy w milczeniu prawie pustym korytarzem. Nikt nie zwracał na nas uwagi. Alexander zapukał i wszedł, a ja zostałam, opierając się o ścianę. Kiedy wrócił, wręczył mi karteczkę z numerem szafki i kodem. Szybko znalazłam swoją szafkę, a mój brat poszedł dalej szukać swojej, rzucając przez ramię „Miłego dnia, siostro”. Zdjęłam kurtkę i powiesiłam ją na wieszaczku. Do jednego z jej rękawów włożyłam szalik. Z torby wyjęłam czarne Conversy i przebrałam buty. Książki poukładałam równo w szafce i uśmiechnęłam się, zamykając ją. Przestraszyłam się, widząc że ktoś stoi obok. Chłopak popatrzył na mnie rozbawiony.

-Cześć, Jess –przywitał się.

-Cześć, nieznajomy –odpowiedziałam.

-Jestem Lucifer –przedstawił się.

Przekrzywiłam lekko głowę, zastanawiając się, czy sobie żartuje, jednak jego twarz pozostała całkiem poważna. Popatrzyłam mu w oczy, które były niezwykle głębokie. Chłopak uśmiechnął się do mnie, wyraźnie czekając, aż coś powiem.

-Ładne imię.

-Twoje też –odpowiedział szybko.

Dygnęłam delikatnie, chcąc podziękować, a on tylko się zaśmiał. Cóż, przyzwyczajenie z baletu. Puściłam mu pytające spojrzenie.

-Trochę dziwny sposób dziękowania, ale mój brat miał rację mówiąc, że jesteś całkiem urocza.

Chłopak podniósł z ziemi rzeczy i odszedł, nie mówiąc nic więcej.

czwartek, 6 czerwca 2013

Przerwa

Cześć,

Miałam plan zrobić przerwę dopiero na weekend, ale nie dałam rady dziś napisać ani słowa. Obiecuję wrócić w poniedziałek z lepszym humorem. ;)

xoxo Rose

środa, 5 czerwca 2013

Odcinek 4

Balet

Kiedy mój brat wyszedł, wzięłam torbę i poszłam do swojej sypialni. Położyłam ją obok biurka i zaczęłam przeglądać swoje nowe książki. Tylko kilka było tego samego wydawnictwa, z którego korzystałam poprzednio. Rodzeństwo wiedziało, że to ja najwięcej czytam, więc dostałam pokój z największym regałem, który zajmował pół ściany. Na najniższej półce postawiłam dwa kartonowe pudła pełne książek z gatunku teen romance. Lubiłam je tak bardzo chyba tylko i wyłącznie dlatego że nigdy jeszcze nie byłam tak naprawdę zakochana. W szkole nie rozglądałam się za chłopcami, po prostu mnie nie interesowali. Na kolejnej półce były książki o balecie i jego historii, a obok kilkanaście płyt z muzyką klasyczną. Jeszcze wyżej moje szkolne książki i przeróżne słowniki. Na samej górze była pusta półka na książki, które dopiero kupię. Nie lubiłam korzystać z biblioteki, a rodzicom nie przeszkadzało, że wciąż kupowałam nowe książki. Pewnie by zaczęło, gdybym trzymała je na widoku, ale póki były schowane, w moim pokoju wszystko było w porządku. Oprócz książek nie miałam zbyt wielu swoich rzeczy. Wielka szafa wyglądała na bardzo pustą, nawet po wyłożeniu w niej wszystkich moich ubrań. Nigdy nie byłam zbytnią strojnisią. Prawdę powiedziawszy połowę mojej garderoby stanowiły stroje baletowe. W Glasgow większość czasu spędzałam na treningach. Moje biurko było również prawie puste. Przed wyjęciem rzeczy z torby były na nim tylko dwie rzeczy: laptop i jedyna w tym pokoju rzecz, która sprawiała, że był on mój – ramka ze zdjęciem przedstawiającym mnie, mojego brata i moją siostrę bawiących się razem w ogrodzie pełnym bzów. Do dziś go pamiętam. Obok stał jedyny dom, w którym mieszkaliśmy dłużej niż dwa lata, właściwie mieszkaliśmy w nim całe moje dzieciństwo zakończone odebraniem świadectwa szóstej klasy szkoły podstawowej. Potem przeprowadzaliśmy się co roku. Podeszłam do zdjęcia i przytuliłam je do siebie. Tak strasznie chciałabym cofnąć czas.

Usiadłam na łóżku i wzięłam na kolana laptopa. Kiedy weszłam na Facebooka, zobaczyłam nieco ponad 20 nowych zaproszeń do znajomych. Na szczęście większość z tych osób miała zdjęcia profilowe, dzięki czemu mogłam bez trudu określić, czy faktycznie ich kojarzę. Zawsze fascynował mnie fenomen tak łatwego odnajdywania mnie. Ja nigdy nie potrafiłam nikogo znaleźć. Może to przez moją słabą pamięć do imion. Odłożyłam laptopa na bok, a z torby wyjęłam plan lekcji. Podeszłam do półki i zdejmowałam po kolei książki do literatury angielskiej, ekonomii i fizyki. Oprócz tych trzech przedmiotów miałam jeszcze dwie lekcje: informatykę i wf. Położyłam wszystkie podręczniki na łóżko. Wzięłam niewielki worek i podeszłam z nim do szafy. Szybko włożyłam do niego czarne szorty i biały top, zawsze ćwiczyłam w takim komplecie. Przeszłam jeszcze kilka kroków i zdjęłam z półki białe czyściutkie adidasy, które po chwili były już wepchnięte do worka. Położyłam go obok szkolnej torby. Wróciłam na łóżko i znów położyłam sobie na kolana laptopa. Weszłam na stronę szkoły i zaczęłam szukać jakiejś informacji o klubach. Szybko dowiedziałam się, że muzyczny spotyka się w każdą środę i czwartek, a sportowy w poniedziałki i wtorki. Usłyszałam nieprzyjemny odgłos nowej wiadomości na Facebooku, którego zapomniałam zamknąć. Przełączyłam zakładkę i okazało się, że to Alice. Spojrzałam na zegarek. Była 12:40, czyli właśnie skończył się ich, to znaczy nasz, wf.

„Oliver powiedział mi, że nie chciałaś iść z nami na pizzę. :<
Mam nadzieję, że zbytnio Cię nie wystraszyliśmy.”

„Nie, nie. A mogłabym mieć do Ciebie prośbę?”

„Jasne, Jess, mogę jakoś pomóc?”

„Tak, bo nawet nie wiem, co jest zadane na jutro, ani na jakich tematach jesteście… miałabyś czas do mnie wpaść mi pomóc?”

„Jasne, tylko że raczej pod wieczór, bo na razie jesteśmy w knajpie, a za godzinę mam zajęcia.”

„Nie ma sprawy. Będę czekać.”

Podałam jej jeszcze swój adres, a ona napisała grzecznościową formułkę, że żałuje mojej nieobecności w knajpie. Ciekawe co Alice trenuje, a może to po prostu korki? Będę miała okazję zapytać. Odłożyłam laptopa. Wzięłam kolorowe długopisy i zaczęłam kreślić po planie szkoły trasę na każdy dzień tygodnia, uwzględniając zajęcia klubu muzycznego. Po skończeniu wepchnęłam go do torebki. Dzień nie był szczególnie męczący, ale mi i tak chciało się spać. Położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy. Nagle poczułam czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Gwałtownie wstałam. Mój brat uśmiechał się do mnie. Zgromiłam go wzrokiem, a on tylko się zaśmiał. Musiałam przysnąć na co najmniej dwadzieścia minut.

-Jadę po Rosemary –oznajmił. –Obiecałaś obiad, pamiętasz?

Nie czekając na odpowiedź wyszedł. Pokiwałam głową do powietrza. Wstałam powoli, tak by nie zakręciło mi się w głowie. Poszłam do kuchni, by zrobić obiad dla rodzeństwa. Zdecydowałam się na spaghetti, bo moja młodsza siostra bardzo je lubiła. Kiedy przyszli, właśnie skończył się gotować makaron. Po przytuleniu na powitanie usiedliśmy przy stole i zjedliśmy w ciszy. Uprzedziłam rodzeństwo, że zaprosiłam koleżankę, by pomogła mi z lekcjami. Oni przyjęli to z uśmiechem. Wróciłam do siebie. Chwilę patrzyłam w otwartą szafę, po czym zdecydowałam się poćwiczyć obroty, by nie wyjść z wprawy. Przebrałam się w obcisłe body z doszytą spódniczką, legginsy i baletki. Poszłam szukać odpowiedniego miejsca, ale niestety takiego nie znalazłam, bo albo na ziemi były kafelki, albo nie było lustra. Potwornie denerwujące. Nie chciałam jednak nic nie robić. Balet był moją największą i jedyną pasją, był moim życiem. Oprócz niego i mojego rodzeństwa nie liczyło się nic. Zaczęłam się rozciągać. Skłoniłam się do podłogi, bez problemu kładąc na ziemi całe dłonie. Wstałam powoli. Chciałam rozciągać się dalej, ale zadzwonił dzwonek. Nie zwracając uwagi na strój, pobiegłam otworzyć. W drzwiach stała Alice z dużą sportową torbą. Przytuliła mnie na powitanie, a potem przyjrzała mi się dokładnie, kiedy ja zamykałam za nią drzwi.

-Co tańczysz –zapytała.

-Balet –odpowiedziałam dumnie.

-Do jakiej szkoły się zapisałaś?

-Na razie żadnej. Czemu pytasz?

-Może pójdziemy do ciebie, bo twój brat odrobinę mnie krępuje –powiedziała i się zaśmiała.

Obróciłam się i zauważyłam mojego brata patrzącego na nas. Zarumieniłam się. Pokazałam mu ręką, by podszedł. Miał lekko nonszalancki chód.

-Alice to Alexander, mój brat –przedstawiłam go. –Możemy iść do mnie.

Dziewczyna uśmiechnęła się i ruszyła za mną. Całą drogę podziwiała przestronne wnętrze. Kiedy doszłyśmy do mojego pokoju bardzo się zdziwiła. Dobrze wiedziałam czemu. Pokoje nastolatek były pełne różnych rzeczy, a mój był pusty. Nie miałam prawie nic, a jednocześnie miałam wszystko co było mi potrzebne. Alice położyła swoją torbę na ziemi. Usiadłyśmy obok siebie na moim łóżku, które stało na samym środku pokoju.

-Jess, to twoje wszystkie rzeczy?

-Tak.

-Ale jak?

-Wiesz, często się przeprowadzamy i ciągłe pakowanie wszystkiego było niewygodne –powiedziałam rysując palcem koła na pościeli.

-Och, zapomnij, że pytałam –powiedziała lekko zdezorientowana.

Nagle wstała i podeszła do swojej torby. Podniosła ją z ziemi i z powrotem usiadła obok mnie. Odsunęła jeden suwak i włożyła do środka rękę, szukając czegoś. Po chwili przestała ruszać ręką, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak bardzo jest ładna.

-Zastanawiałaś się, czemu pytałam o szkołę baletową –zaczęła i wyciągnęła rękę z torby, w dłoni trzymała puentę.

Moje oczy zrobiły się większe. Uśmiechnęłam się. Tak dawno nie uśmiechałam się szczerze, a teraz miałam ku temu prawdziwy powód. Dziewczyna, która w ciągu godziny czy dwóch stała się moją przyjaciółką dzieli też moją pasję.

-To jak Jess, podać ci numer?

wtorek, 4 czerwca 2013

Odcinek 3

Wybieram klub muzyczny

Weszłyśmy do sali po dzwonku. Martwiły mnie dwie rzeczy. Pierwsza, nigdzie nie było Michaela, jedynej osoba, która nic ode mnie nie chciała. On nie kazał mi wybierać. Może powinnam dodać "jeszcze"? Oby nie. Druga, czułam się tu bardzo nieswojo. Pracownia chemiczna była laboratorium, a nie klasą jak każda inna jak w mojej starej szkole w Glasgow. Na środku równolegle do siebie stały dwa długie marmurowe stoły, po dziewięć stołków przy każdym. Alice szybko zajęła swoje miejsce i z ulgą odkryłam, że obok niej, na końcu jednego ze stołów, są jeszcze dwa wolne miejsca. Oznaczało to, że jedno z nich jest zazwyczaj zajęte przez Michaela, czyli i na tej lekcji będę mogła koło niego siedzieć. Z nieznanych mi powodów ten fakt przyniósł mi ulgę. Chciałam podejść do nauczycielki, ale ta machnęła ręką bym usiadła. Kiedy Alice otworzyła podręcznik, odkryłam, że już przerobiłam ten dział. Wyjęłam zeszyt i wzięłam do ręki długopis. Postanowiłam się nie odzywać. Przynajmniej dostanę dobrą ocenę na sam początek. Uśmiechnęłam się do siebie.

Resztę lekcji udawałam, że notuję. Alice cały czas patrzyła na Matta, a on na nią. Między nimi z całą pewnością było coś więcej niż tylko przyjaźń. Inne osoby z mojej ławki nie robiły nic niezwykłego. Zaskoczyło mnie zachowanie Debry, bo było zupełnym przeciwieństwem tego, które miałam okazję zobaczyć na historii.

Na przerwie dowiedziałam się, że kolejna lekcja to wf, a jako że nie miałam stroju, pożegnałam się z nowymi znajomymi i zaczęłam szukać swojego brata. Właściwie to miałam nadzieję na spotkanie z Michaelem, ale nigdzie go nie było. No tak, przecież ludzie mają swoje sprawy. Po chwili znalazłam Alexandra, a właściwie to on znalazł mnie. Byłam tak zamyślona, że go minęłam, na szczęście on złapał mnie za łokieć.

-Och Alexander, wreszcie cię znalazłam –wypaliłam.

-Wiesz, nie wyglądało jakbyś mnie szukała, ale jak chcesz.

-Kiedy kończysz?

-Właściwie to za godzinę, ale nie mam po co iść na wf bez stroju.

-To my mamy wf razem?

-Najwyraźniej –powiedział i wzruszył ramionami. –To jak, do sekretariatu i do domu?

Zadowolona pokiwałam głową. Już nie opierałam się tak bardzo przed pójściem tam. Alexander nie był tym zdziwiony, w końcu odstawiałam takie cyrki za każdym razem, czyli mniej więcej co roku. Chyba powinnam na poważnie rozważyć oduczenie się tego, muszę go strasznie męczyć. Zapukałam i tym razem to ja weszłam pierwsza, a on pewnym krokiem za mną.

-Witam ponownie –powiedziała i od razu położyła przed nami jakąś kartkę. –Przejrzyjcie listę i dołączcie do jakiegoś klubu.

Moje oczy zrobiły się większe. Lekko trzęsącą się ręką podniosłam kartkę, a mój brat spoglądał mi przez ramię.

Szkolne kluby:
Aktorski
Literacki
Muzyczny
Myśli politycznej
Przyrodniczy
Roboklub
Sportowy
Wolontariat”

-Ja zdecyduję się na klub sportowy –powiedział mój brat zdecydowanie.

-Żeby dołączyć do klubu muzycznego trzeba umieć na czymś grać?

-Można śpiewać lub po prostu pomagać im w organizacji –wyjaśniła sekretarka.

-To ja wybieram klub muzyczny.

Teraz to oczy mojego brata zrobiły się jakby większe. Jak tylko wyszliśmy powiedział, że nie spodziewałby się tego po mnie, ale ja nic nie odpowiedziałam. To jedyny klub, z którego łatwo będzie się zwalniać, bo przecież z zachrypniętym gardłem śpiewać nie będę mogła, a pani za pewne nawet nie będzie chciała mnie słuchać. Szybkim krokiem podeszliśmy najpierw do szatni po kurtki, a potem prosto do samochodu mojego brata, który został zaparkowany przed szkołą. Mój brat miał prawo jazdy już prawie rok, rodzice starali się namówić i mnie, ale im się nie udało. Teraz trochę tego żałowałam. Powinnam je sobie zrobić, w końcu nie mogę wciąż prosić brata, by mnie wszędzie woził.

-I jak, Jess, znalazłaś już sobie szkołę baletową –zapytał mój brat przerywając przyjemną ciszę.

-Jeszcze nie, popytam jutro znajomych.

-Och, to ty masz znajomych?

Zaśmiałam się, a potem i on. Chyba cieszył się z tego faktu nawet bardziej niż ja. Droga zajęła nam nieco ponad dwadzieścia minut. Alexander wjechał na podziemny parking i zostawił samochód na miejscu o numerze 12, właściwie na jednym z dwóch miejsc o tym numerze. Wynikało to z faktu, że do każdego mieszkania należy dwa miejsca. Podeszliśmy do windy i wjechaliśmy na jedenaste piętro. Weszliśmy do środka mieszkania z tym samym numerem, co miejsce parkingowe. Rodzice wynajęli dla nas ośmiopokojowy apartament. Niestety nie był za grosz przytulny. Wolałabym małe mieszkanko, w którym czułabym się jak u siebie, a nie wielki apartament przypominający hotel. Jednak miał on kilka ważnych plusów. Po pierwsze był on pełen światła. W salonie cała ściana była przeszklona i siedząc na fotelu można było podziwiać panoramę Londynu co było drugim plusem. Trzecim była możliwość przenocowania kogoś znajomego, bo jedna z czterech sypialni siłą rzeczy pozostała wolna. Nie było w niej nawet rzeczy naszych rodziców, chodź podobno tu mieszkali. Czwartym bardzo nowoczesny sprzęt, a piątym dwa miejsca parkingowe. Rzuciłam torbę na ziemię, a chwilę później obok niej znalazł się plecak mojego brata. Zdjęliśmy kurtki i buty. Alexander przeszedł się po domu, a potem wykręcił jakiś numer. Dzwonił do naszej młodszej siostry, która najwyraźniej jeszcze nie wróciła. Zawsze to robił po przeprowadzce. Bał się, że się zgubi i do nas nie zadzwoni. Chyba zapomniał, że nie jest już ośmioletnią dziewczynką. Czasem zachowywała się poważniej niż ja, choć ciężko w to uwierzyć - bądź co bądź między nami są aż cztery lata różnicy. Skierowałam się do kuchni, która właściwie była częścią salonu i wstawiłam wodę na makaron. Mogliśmy coś zamówić, ale postanowiliśmy, że lepiej będzie jak od samego początku podzielimy się tym obowiązkiem i nie będziemy pokazywać Rosemary, jak można ułatwiać sobie życie zamawiając jedzenie. Ustaliliśmy zmieniać się co tydzień. Pierwszy losowo wypadł na mnie. Po chwili mój brat wszedł do salonu.

-Jess, czemu klub muzyczny?

-Bo lubię śpiewać.

-Tak, to wiem, w końcu co wieczór, kiedy jesteś pod prysznicem, z Rosemary mamy darmowy koncert. Wiesz, może to nie taki zły wybór. A co do Rosemary to pojadę po nią. Kończy zajęcia za niecałą godzinę.

-Och to nawet lepiej –powiedziałam wyłączając wodę. –Obiad będzie na was czekał.

-Dzięki, siostro –powiedział i puścił mi oczko. –Wiesz, cieszę się, że masz jakiś znajomych.

-Tak, ja też –odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Odcinek 2

Więcej ludzi

Przerwa szybko się skończyła, a Matt i Oliver nie wrócili. Michael nie był zbyt zadowolony z tego powodu. Postanowiłam choć na chwilę odciągnąć jego myśli od tej dwójki, więc zaczęłam pytać po kolei o imiona całej klasy, a on cierpliwie mi wszystkich wymieniał. Katherine nie była zbyt zadowolona z faktu, że mój, to znaczy nasz, kolega z ławki rozmawia tylko ze mną. Nie przeszkadzało mi to – przyzwyczaiłam się do niezbyt przychylnych spojrzeń, choć za każdym razem gdy zmieniałam szkołę, miałam nadzieję, że wszystko się zmieni. Niestety pozostawało takie samo. To nie chodziło o nich, a o mnie. Powinnam zmienić swoje nastawienie, jeżeli chcę, by coś się zmieniło, jednak nie potrafię. Chciałabym, żeby to wszystko było łatwiejsze.

Nagle drzwi do klasy się otworzyły. Oliver wszedł sam. Po chwili zauważyłam, że ma siniaka pod okiem. Nie spojrzał ani na mnie, ani na Michaela - jego wzrok wbił się w Alice. Coś było nie tak, a może wcale nie? Nikt nie wyglądał na zdziwionego. Dziwnie się czuję wśród tylu nowych ludzi. Michael wyglądał na skupionego, więc postanowiłam się nie odzywać. Chyba słuchał tego, co Oliver mówił do Alice. Zaczęłam bazgrać coś w zeszycie. Nie podobało mi się to, gdzie byłam. Wolałam starą szkołę. Chociaż może wcale nie... Przynajmniej byłam w niej jedną z trzydziestu, szarą myszką siedzącą z tyłu klasy z przeciętnymi ocenami. Nikt nigdy mnie o nic nie prosił i to mi się podobało. Przychodziłam do szkoły i z niej wychodziłam, nie zamieniając z nikim ani słowa, nawet nauczyciele przestali wołać mnie do tablicy, może dlatego, że im nie przeszkadzałam, a może dlatego, że i tak znałam odpowiedzi. Lubiłam tamto życie, było ciągle takie samo. Początki w nowym miejscu zawsze są trudne, ale te są wyjątkowo dziwne. Nigdy nie widziałam tak podzielonej klasy, a na dodatek już udało mi się wplątać w jedną z tych grupek. Chciałabym się wycofać, ale już chyba za późno.

Nie, nie jest za późno, nigdy nie jest za późno. Gdybym tylko naprawdę chciała. Wtedy czułam się samotna, a teraz chciałabym cofnąć czas. Ludzie boję się nieznanego. Chyba powinnam być odważniejsza. Alice podniosła się tak nagle, a aż podskoczyłam wystraszona. Nie ma to jak dobry początek bycia odważniejszą. Dziewczyna podeszła do nauczycielki, coś jej powiedziała i opuściła salę. Oliver przesunął się na miejsce Matta i odwrócił się do mnie przodem.

-Wyglądasz na przestraszoną –zaczął. –Wiesz, powinnaś się przyzwyczaić i mu za to podziękować –powiedział wskazując na Michaela. –W końcu to jego brat zaczął bójkę –dodał oskarżycielskim tonem. –Nie wiem, po co Alice go zaprosiła, jeżeli …

-Nie pójdę, o to się nie martw, doskonale wiem, co o mnie myślisz –przerwał mu mój kolega z ławki.

Oliver uśmiechnął się delikatnie i już miał wrócić na swoje miejsce, ale zatrzymał się w połowie ruchu jakby nagle sobie o czymś bardzo ważnym przypomniał.

-Ale wiesz, Jess, ty zawsze będziesz mile widziana –po raz pierwszy ktoś skrócił moje imię.

-Nie mogę przyjść. Nie dzisiaj, dopiero się przeprowadziliśmy i mam jeszcze parę spraw do załatwienia –skłamałam.

Bałam się dołączać do którejkolwiek z grupek. Przynajmniej nie na razie. Pójście z nimi na pizzę właśnie to by oznaczało, stałabym się jedną z nich, a przecież nawet ich nie znałam. Spojrzałam na tablicę i zaczęłam notować. Zdziwiony Oliver wrócił na swoje miejsce, a Michael odrobinę posmutniał, ale po chwili zagadała go Katherine. Dzwonek zadzwonił niespodziewanie szybko. Spakowałam swoje rzeczy, a kiedy chciałam zapytać Michaela, gdzie mamy następną lekcję, jego już nie było. Westchnęłam i rozejrzałam się wokoło. Wszyscy już wyszli. Podeszłam do nauczycielki i poprosiłam o pomoc w odnalezieniu odpowiedniej sali. Po drodze minęłam się z bratem, który, tak jak myślałam, znalazł już sobie przyjaciół. Uśmiechnęłam się delikatnie i wtedy podeszła do mnie Debra.

-Podoba ci się –zapytała z chytrym uśmieszkiem.

-Nie, to mój brat –wyjaśniłam.

-Przecież wiem, tylko żartowałam –zaśmiała się uroczo. -jestem Debra, a to Suzanne, Crystal i Naomi –wymieniła, wskazując dziewczyny stojące za nią, tylko jedną kojarzyłam z lekcji historii.

-Jestem Jessamine –przedstawiłam się po raz kolejny.

-Jakbyś chciała nam pomóc zaprzyjaźnić się z twoim bratem to śmiało, bo wiesz, Crystal jest bardzo nieśmiała.

Debra szturchnęła lekko dziewczynę z kolczykiem w nosie. Wszystkie zaczęły się śmiać, więc i ja się zaśmiałam. Dziewczyny spoglądały na siebie porozumiewawczo, po czym odezwała się Suzanne, dziewczyna, która na historii siedziała obok Debry.

-Wiesz, fajna jesteś, jakbyś chciała kiedyś poplotkować to śmiało wpadaj.

Wzięła moją rękę i długopisem nabazgrała mi na nadgarstku jakiś adres. Spojrzała na zegarek, a potem wszystkie odeszły w nieznanym mi kierunku. Odwróciłam się z powrotem w kierunku odpowiedniej sali. Kiedy doszłam na miejsce, Alice siedziała obok Matta, który trzymał ją za rękę. Miał lekko opuchnięty nos. Pewnie dlatego nie wrócił na lekcję. Kiedy mnie zobaczyła, poderwała się i podbiegła do mnie. Przez chwilę myślałam, że mnie stratuje, ale kiedy zobaczyła napis na ręce, od razu się zatrzymała.

-Debra –zapytała, a ja tylko pokiwałam głową. –Chodź –powiedziała stanowczo.

Rzuciłam torbę na ziemię i szybko się rozejrzałam. Nigdzie nie było Michaela. Poszłam za Alice. Okazało się, że chciała mi pokazać łazienkę. Stanęła przed szerokim lustrem, a ja obok niej, lekko zdziwiona brakiem obskurnego zapachu szkolnej toalety.

-Jesteś z nami albo z nimi. Nie możesz być obojętna. Decyduj.

Zdziwił mnie jej głos. Nie miała rozkazującego tonu, nie żądała też nic ode mnie. Po prostu to oświadczyła. Równie dobrze mogłaby powiedzieć, że wczoraj kupiła sobie nowe buty. Odruchowo spojrzałam w dół. Zasłoniłam usta, nie chcąc w takim momencie wybuchnąć śmiechem, ale okazało się to bezskuteczne. Alice zgromiła mnie wzrokiem.

-Co cię tak śmieszy?

-Mamy takie same trampki.

Dziewczyna spojrzała w dół i również zaczęła się śmiać. To był niezaprzeczalny fakt. Obie miałyśmy identyczne całkowicie czarne Conversy przed kostkę. Spojrzała na mnie i pociągnęła moją rękę w stronę zlewu.

-Jesteś z nami czy z nimi?

-Z wami –powiedziałam.

Zaczęłam zmywać długopisowy tatuaż. Czułam, że właśnie zyskałam nową przyjaciółkę. No cóż, Crystal będzie musiała sama poznać mojego brata. Swoją drogą ciekawe, o co im chodziło.


Nie chciałam wybierać, bo nie byłam na to gotowa, ale los zrobił to za mnie. Czasem chyba warto kierować się tymi małymi znakami. W końcu to wszystko i tak jest tymczasowe. Za rok, może półtorej, pewnie znów się przeprowadzimy. Muszę nauczyć się akceptować zmiany i podejmować decyzje. W końcu czasu nie da się poprosić o przerwę na myślenie.

niedziela, 2 czerwca 2013

Odcinek 1

Nowi ludzie


Zachwiałam się i przewróciłam na kolana. Nie powinnam była tak stać na środku korytarza. Podniosłam głowę i zobaczyłam wyciągniętą w moją stronę dłoń. Po chwili wahania skorzystałam z pomocy. Chłopak, który na mnie wpadł, był całkiem przystojny i miał słodki dołek na brodzie.

-Przepraszam, nie powinnam tak stać na środku.

Chłopak lekko się zdziwił. Otrzepałam spodnie i znów na niego spojrzałam, najwyraźniej uznał to za zachętę, bo zaczął mówić.

-To ja przepraszam, powinienem patrzeć dokąd biegnę –przyjrzał mi się, po czym dodał –nie widziałem cię tu nigdy…

-Jestem nowa –powiedziałam szybko.

Kiwnął lekko głową. Spojrzałam na swój plan, by nie przyglądać mu się zbyt natarczywie, a potem na plan szkoły. Znów musiał mnie źle zrozumieć, bo zaoferował pomoc. Podałam mu swój plan, a on uśmiechnął się delikatnie i szybko mi go oddał.

-Chodzimy razem do klasy –wyjaśnił i zrobił minę, jakby nagle sobie o czymś przypomniał. –Jestem Michael.

-Jessamine.

Uśmiechnął się urzekająco i ruszyliśmy korytarzem. Chłopak wyraźnie miał ochotę pogadać, ale ja wolałam milczeć. To pierwszy raz, kiedy nie jestem w klasie z moim bratem, a na dodatek to środek pierwszej klasy. Starałam się udawać zafascynowaną oglądaniem korytarzy, jednak tak naprawdę nie bardzo mnie to interesowało. W każdej szkole są prawie takie same, podczas lekcji puste, a na przerwach zatłoczone. Rozglądałam się więc naokoło, wciąż czując na sobie jego spojrzenie.

-Masz jakieś rodzeństwo –zapytał kiedy doszliśmy do schodów.

-Młodszą siostrę i brata bliźniaka –odpowiedziałam automatycznie.

-Też mam bliźniaka –odpowiedział przyjaznym głosem. –Chodzi do równoległej klasy –dodał.

-To tak jak mój.

-Skąd jesteście?

-Z Glasgow.

Mój ton był chyba nieco zbyt nie uprzejmy, bo chłopak przestał zadawać pytania. Nie byłam przyzwyczajona do rozmów z kimkolwiek poza moim rodzeństwem. Nikt nie chciał ze mną rozmawiać. Co innego z moim bratem, on zawsze był tym popularnym, za którym wciąż ganiają dziewczyny. Nie było osoby, która nie zaprosiłaby go na imprezę. Mnie nie zapraszał nikt. Nie przeszkadzało mi to, przywykłam. W domu zazwyczaj spędzałam czas z siostrą, od kiedy mama dołączyła do ojca i zaczęła pracować za granicą, to ja musiałam pilnować, by Rosemary odrobiła lekcje czy powtórzyła do jakiejś klasówki. To prawda, że mogliśmy mieć wszystko, ale szczerze mówiąc, zamiast gosposi, drogiego samochodu, czy gadżetów wolałabym, żeby rodzice z nami mieszkali.

Nagle chłopak się zatrzymał i omal na niego nie wpadłam. Uśmiechnął się przyjaźnie, otwierając drzwi. W klasie siedziało równo piętnaście osób, pięć stolików po trzy osoby przy każdym i jeszcze jeden całkiem pusty z tyłu klasy. Michael przeprosił za spóźnienie i usiadł przy nim. Ja podeszłam do nauczycielki i dałam jej swoje wyniki nauczania. Ta podziękowała, kazała mi usiąść na wolnym miejscu. Niezdarnie wepchnęła papiery do dziennika i wróciła do tematu lekcji. Zgrabnie przedostałam się na swoje miejsce i usiadłam obok jedynego znanego mi chłopaka. Położyłam przed sobą plan i patrzyłam się na niego pusto. Po chwili Michael pokazał mi jeden z kwadracików, w którym widniał napis "historia". Spojrzałam na tablicę, jednak ta była pusta. Kiwnęłam głową i wyjęłam z torby pusty zeszyt. Kiedy znów uniosłam wzrok, patrzył na mnie chłopak z wcześniejszej ławki.

-Jestem Matt –powiedział jak gdyby nauczycielki nie było w sali.

-Jessamine –przedstawiłam się.

-Miło mi cię poznać, jakbyś …

-Jakbyś potrzebowała kiedyś pomocy to on się poleca –dokończyła dziewczyna siedząca obok niego, wciąż pisząc coś w zeszycie, kiedy skończyła odwróciła się do mnie. –Jestem Alice.

Nauczycielka spojrzała w naszą stronę, ale nic nie powiedziała. Wróciła do swojego biurka i odpaliła laptopa.

-Ona tak zawsze, już nie zwraca uwagi na to, co robimy –powiedziała Alice prawie szeptem.

-Debra ją już do tego przyzwyczaiła –dodał Matt.

Oboje odwrócili się do przodu, a po chwili nauczycielka zgasiła światło, by pokazać nam kilka slajdów. Po chwili Michael szturchnął mnie delikatnie. Spojrzałam na niego, a on pokazał na dziewczynę, która siedziała po drugiej stronie sali pod oknem. Rozmawiała nawet nie zwracając uwagi na nauczycielkę. Zrozumiałam, że to właśnie ona musi być tą Debrą. Miała podobne do mnie blond włosy. Nagle Matt znów odwrócił się do mnie, puszczając mi oczko zostawił na mojej ławce liścik i wrócił do patrzenia na slajdy nauczycielki. Powoli rozwinęłam karteczkę.

Do Jessamine i Michaela,
Po lekcjach idziemy na pizze i może do kina, chcecie iść z nami?

Podałam liścik koledze z ławki. Dziwne, że wcześniej go nie zaprosili, a może dopiero teraz to wymyślili. Michael napisał coś na liściku i podał go Alice, a ona chłopakowi, którego imienia jeszcze nie znałam. Nie mógł być zbyt zadowolony, bo rzucił Alice pełne wyrzutów spojrzenie. Wydawało mi się, że ona nie zareagowała, ale jednak musiała coś zmienić, bo chłopak wziął się za pisanie. Kiedy oddawał nam liścik przyglądał mi się oceniająco, mimo tego miał ładne oczy. Odwróciłam wzrok. Spojrzałam na plan, a potem na zegarek. Do dzwonka zostało 5 minut. Mój wzrok wrócił na kartkę. Następna była matematyka. Ciekawe, z kim będę na niej siedzieć. Westchnęłam, mój strach znów powrócił. Nie wiedziałam, czy mam ochotę poznawać jeszcze kogoś nowego. Wolałabym siedzieć z Michaelem na każdej lekcji, ale to pewnie nie będzie możliwe. Siedziałam tak patrząc w kartkę, aż do dzwonka. Kiedy chciałam zacząć się pakować, Michael mnie powstrzymał.

-Nie ma pani od matmy, mamy zastępstwo z nią –wskazał na nauczycielkę od historii.

Alice dokończyła coś pisać i odwróciła się do mnie. Na jej twarzy widniał łobuzerski uśmieszek.

-Ciekawe, ile imion jesteś w stanie zapamiętać –zastanowiła się na głos. –To jest Oliver, Jade, Nataniel, Gwendoline i Katherine.

Wskazywała kolejno na chłopaka siedzącego obok niej, trzy osoby siedzące jeszcze ławkę wcześniej, które teraz kierowały się w naszą stronę i dziewczynę ze środkowego rzędu, która trzymała w rękach swoje rzeczy i rzuciła je na stół po drugiej stronie Michaela.

-Ładnie to się tak spóźniać –zapytała go, po czym zwróciła się do mnie z uśmiechem –jestem Katherine.

-Jessamine idzie z nami na pizzę –wtrąciła Alice.

-Cool –odezwał się Jade albo Nataniel.

-Dziękuje za zaproszenie –powiedziałam trochę za cicho, co spowodowało ich śmiech.

-Nie musisz się nas bać –odezwał się ten sam chłopak.

-Za to możesz bać się Debry –dodał Matt.

Wszyscy parsknęli głośnym śmiechem, więc i ja się zaśmiałam. Alice usiadła na swojej ławce, to samo zrobił Matt tak, że ich ramiona się stykały. Z drugiej strony Alice usiadła Gwendoline, zostawiając trochę więcej przestrzeni. Na ławce Michaela usiedli Jade i Nataniel, więc ten przesunął się bliżej mnie, jednak wciąż pozostaliśmy na krzesłach. Katherine również usadowiła się na ławce. Za to Oliver wyszedł z lekko obrażoną miną. Widząc to Alice dała Mattowi kuksańca w bok, ten po zrozumieniu aluzji poszedł do uciekiniera.

-Nie wiem, co go dzisiaj ugryzło –powiedziała Alice, jednak niezbyt przekonująco.

sobota, 1 czerwca 2013

Prolog

Dziewczyna podbiegła do chłopaka pewnie idącego przed nią. Złapała go za nadgarstek i zatrzymała. Zniecierpliwiony spojrzał w jej błękitne oczy, które były pełne obaw. Odłożył swoje uczucia na bok i uśmiechnął się do niej czuło. Stali naprzeciwko siebie w całkiem pustym szkolnym korytarzu.

-Alexander, boję się –wyszeptała po chwili.

-Przecież to nie pierwszy raz –powiedział spokojnym głosem.

-Ale pierwszy raz bez ciebie –wyraźnie wymówiła dwa ostatnie słowa.

-Poradzisz sobie –zapewnił.

Puściła jego nadgarstek, a on znów pewnie ruszył przed siebie. Dziewczyna stała tak jeszcze chwilę, po czym nieśmiało ruszyła za nim. Musiała chwilę podbiec, by go dogonić. Zatrzymali się dopiero gdy Alexander zapukał do drzwi z napisem "sekretariat". Szybko usłyszeli zwykłe "proszę". Chłopak nacisnął klamkę i wszedł do środka, a dziewczyna trzymała się krok za nim. W jej oczach wciąż był strach.

-Dzień dobry, szukamy gabinetu dyrektorki.

-Ach, rodzeństwo Marks, czyż nie?

-Dokładnie –powiedział z uśmiechem.

-Miło mi powitać w szkole nowych uczniów. Niestety dyrektorka nie może was przyjąć. Oto wasze plany lekcji i plan szkoły. Mam nadzieję, że szybko się odnajdziecie. Zajrzyjcie tu po lekcjach –powiedziała doskonale wyuczoną formułkę.

-Dziękujemy –powiedział chłopak.

Alexander wziął cztery kartki i szybko wycofali się z pomieszczenia. Stali na korytarzu patrząc na siebie, ale po chwili dziewczyna spuściła wzrok. Widząc to chłopak dał jej lekkiego kuksańca w bok. Ta skrzywiła się lekko, znów patrząc mu w oczy. Zauważyła w nich ostrzeżenie. Wiedziała, że nie jest tak cierpliwy jak ona. Przewrócił oczami, co uznała za dobry znak. Uśmiechnęła się nieśmiało, a on wręczył jej plan lekcji klasy pierwszej b. Ta szkoła była mała, tylko dwie klasy po około szesnaście osób na rocznik. Poprzednio chodzili do klasy e liczącej trzydzieści osób. Westchnęła, co poskutkowało kolejnym kuksańcem.

-Przestań –powiedziała lekko oburzona, nie lubiła tego.

On tylko wzruszył ramionami, udając, że nie ma pojęcia o czym mówi. Razem przeanalizowali plan szkoły, po czym dostała go dziewczyna. Alexander nigdy nie miał problemów z nawiązywaniem nowych znajomości, więc było bardziej prawdopodobne, że nie zostanie sam na przerwie. Chłopak odszedł, a dziewczyna odprowadziła go wzrokiem. Znów westchnęła i wlepiła wzrok w podłogę, teraz mogła tak stać do woli. Kiedy jednak zdecydowała się ruszyć do klasy, ktoś na nią wpadł.


Ode mnie: Na dziś to tyle. Mam nadzieję, że się podobało.
xoxo ~ Rose Petal