czwartek, 31 października 2013

Czwartek

Cześć,

Tak, macie rację, że dziś nie jest poniedziałek, a post jest. Czemu? Bo mój kolego sprawił, że mam całkiem dobry nastrój. Niestety nie aż tak dobry by dodać kolejny odcinek. Za to mam pewien pomysł. Poznaliście już Lenę i w sumie to miałam plan już na dobre zostawić jej postać, ale mam pewien pomysł. Co wy na to, żebym napisała odcinek w stylu vintage? Taki powrót do przeszłości? To się chyba retrospekcja nazywa...

Komentujcie polecajcie i do obserwatorów się dodawajcie. ;*

xoxo ~ Rose

poniedziałek, 28 października 2013

Odcinek 23

Warunek Lucifera cz. 6

Moje przemyślenia na temat tego jak powinien do mnie mówić, a jak nie, musiałam jednak odłożyć na później. Wróciłam myślami do lekcji tańca, która mnie czekała. Prawdę mówiąc, pogodziłam się już z myślą o jazzie. Fakt, różnił się od mojego ukochanego baletu, ale nie aż tak, jak dajmy na to popping, locking czy inne dziwactwo.

-Tańczysz balet, tak -upewniła się tancerka.

-Tak -odpowiedział za mnie Lucifer.

-A jak długo?

-Dziewięć lat -odpowiedziałam szybko.

Pokiwała głową, przetwarzając informację. Odwróciłam się w stronę lustra, patrząc w swoje oczy. Nie wyglądałam na zbyt szczęśliwą. Michael na pewno by to zrozumiał, ale nie miałam ochoty na uszczypliwe uwagi ze strony Lucifera. Zmusiłam się do ułożenia ust w coś, co chociaż w minimalnym stopniu przypominało uśmiech. Niezbyt dobrze mi to wyszło, ale przestałam wyglądać na aż tak przygnębioną.

Podskoczyłam, gdy usłyszałam trzaskające drzwi. Obróciłam się i  z niemałą satysfakcją odkryłam, że chłopak wyszedł.

-To co, gotowa?

Nieśmiało pokiwałam głową. Wciąż nie wiedziałam, czego się spodziewać. Puściła muzykę, ale nie rozpoznałam gatunku. Nie wiem, czemu skojarzyła mi się z Ameryką Środkową. Rozgrzewka była trochę bardziej męcząca, ale nie powiedziałabym, że byłam po niej padnięta.

-Mogę się dowiedzieć, jaki gatunek tańczysz?

-Jasne. Właściwie dziwię się, że Luc Ci tego jeszcze nie powiedział. Powinien był, bo dancehall to nie tylko kroki i "kręcenie tyłkiem". Dancehall to energia i, chcąc nie chcąc, jego historia.

Wpatrywałam się w nią ciekawym wzrokiem. W pamięci miałam bardzo podobne słowa z mojej pierwszej lekcji baletu. Pokochałam go. Poznałam jego historię. Czy tak mogło być z każdym gatunkiem?

Właściwie całą lekcję Lena uczyła mnie jednej choreografii. Wciąż robiłam coś nie tak. Moje ciało tak przyzwyczajone do baletu wyglądało wręcz komicznie, tańcząc coś, co powstało na ulicy. Nie potrafiłam zrozumieć, czemu traktuję to jako coś gorszego. Przecież i to wymagało licznych godzin pracy, nauki kroków i poznawania historii. Mimo tego nie potrafiłam przestać porównywać komicznego dancehallu do wyrafinowanego baletu. Chciałam to powstrzymać, ale nie mogłam. Dobrze, że przynajmniej nie czułam się lepsza od Leny, bo tego moje serce by już nie zniosło. Co innego ludzie, a co innego gatunek tańca, który jest moją pasją. Miałam ochotę stamtąd wybiec, ale obawiałam się, że złamię w ten sposób umowę z Luciferem, a jeśli to zrobię, będę mogła pożegnać się z karierą primabaleriny.

Po skończonej lekcji podziękowałam i zanim Lucifer zdążył wrócić do salki, byłam już w szatni. Wzięłam szybki, zimny prysznic. Za godzinę zajęcia baletu. Nie mogę przecież przyjść na nie, wyglądając jak mops. Związałam włosy w ciasny kok i ubrałam się. Lucifer musiał tu jakoś wejść, bo zamiast ciepłych płaskich butów znalazłam szpilki. Wepchnęłam strój do torby i wzięłam szpilki w rękę. Byłam na niego trochę zła, ale nie do końca wiedziałam o co. Otworzyłam drzwi do szatni. Stał przed nimi, czekając na mnie.

-Czemu nie założysz butów?

-Oddaj mi te drugie. Nie chcę znów marznąć.

Pokręcił głową rozczarowany, ale oddał mi buty. Wziął ode mnie wszystkie rzeczy i ruszył w stronę windy. Myślałam, że będzie w humorze na rozmowę, ale on nie odezwał się ani słowem, aż do momentu, kiedy siedzieliśmy w samochodzie, patrząc na siebie nawzajem.

-Masz rzucić balet -oświadczył spokojnie.

-Słucham?!

-Chcę, abyś rzuciła balet i przyrzekła mi, że już nigdy więcej nie będziesz tańczyć.

-Żartujesz?! Błagam, powiedz, że to żart -mój głos się łamał, nie potrafiłam nad sobą zapanować.

Lucifer odpalił silnik, kręcąc przecząco głową. Odsunęłam jak najdalej od niego, chociaż pasy nie pozostawiały za dużo miejsca. Zapatrzyłam się za okno. Przestraszyłam się, gdy samochód ruszył.

-Obiecałaś, pamiętasz?

-Zrobiłam to, by dalej móc tańczyć -wrzasnęłam, przenosząc wściekłe i zarazem zrozpaczone spojrzenie.

-Uspokój się, Jess. Zachowujesz się jak dziecko.

Nie mogłam uwierzyć w to, co mówił. Po kilku sekundach uzmysłowiłam sobie, że po moich policzkach spływają łzy, rozmazując mój makijaż. Prawdę mówiąc, nie obchodziło mnie to. Jak chłopak, który przecież tak mi się podobał, mógł żądać ode mnie czegoś takiego? Rozumiałam narażanie mnie na kontuzję podczas durnego dancehallu, zrozumiałam nic nieznaczący pocałunek, katowanie moich nóg szpilkami, ale nie porzucenie pasji.

-Chcę się zobaczyć z Michaelem -wyszeptałam niepewna swojego głosu.

Lucifer nie odezwał się. Zastanawiałam się, czy w ogóle mnie usłyszał, ale czy to miało jakąkolwiek różnicę? Oparłam głowę o szybę, by przeszedł ból. Nie byłam pewna, którego chciałam się pozbyć - tego okropnego kłucia w sercu, czy pulsowania w skroniach. Wiem, że nie pomogło. Byłam na niego wściekła, ale nie potrafiłam odepchnąć za daleko mojego zauroczenia nim. Mogłam przewidzieć, że zawieranie paktu z diabłem to nie najlepszy plan.

Ku mojemu zdziwieniu zatrzymaliśmy się przed domem aniołów. Przy furtce stał Michael. Wysiadłam z samochodu, jeszcze zanim Lucifer wyłączył silnik. Przeskoczyłam zaspę śnieżną i znalazłam się w ciepłych ramionach Michaela. Płakałam i nie potrafiłam nic z tym zrobić. Chłonęłam ciepło jego ciała, a zapach wody kolońskiej wypełnił moje nozdrza. Cholernie bałam się otworzyć oczy. Miałam nadzieję, że będę mogła tak zostać już na zawsze. Poczułam na ramieniu czyjąś dłoń. Zostałam brutalnie odciągnięta od anioła. Bałam się otworzyć oczy.

-Tak się kończy przyprowadzanie ludzi do domu -powiedział pewny głos Lucifera.

Ktoś objął mnie w pasie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam delikatne rysy Michaela. Delikatnie ciągnął mnie w stronę domu w ślad za Diabłem. Znów poczułam się jak porcelanowa lalka. Chwilę później siedzieliśmy w salonie. Wtulałam się w ramię anioła, a on delikatnie głaskał mnie po plecach.

-Co kazałeś jej zrobić -zapytał Michael.

Lucifer zaśmiał się krótko i opowiedział mu całą historię, powtarzając wszystko, co mu powiedziałam.

poniedziałek, 21 października 2013

Odcinek 22

Warunek Lucifera cz. 5

-Można tu zostać na zawsze -zapytałam zdziwiona.

-Tak -odpowiedział krótko, a ton jego wypowiedzi jasno dawał do zrozumienia, że nie ma ochoty drążyć tematu.

Postanowiłam spełnić jego niemą prośbę i nie wypytywać bardziej natarczywie. Skoro nie chciał o tym mówić, to pewnie miał ku temu jakiś powód. Zanim odeszliśmy, wyjął z samochodu szpilki, które nosiłam przez resztę dnia. Windą dojechaliśmy do przestronnego holu. Przez duże szklane drzwi widziałam ludzi spacerujących ulicą. Diabeł podszedł do recepcji. Pani siedząca za ladą chyba go znała, bo uśmiechnęła się na jego widok. Na ścianie za kobietą widniało duże logo jakiejś szkoły tańca nowoczesnego. Zapatrzyłam się w szklane drzwi, przez co znów nie słuchałam chłopaka. Ulicą przechodziła matka z dzieckiem na rękach, którą próbowała dogonić znacznie młodsza kobieta pchająca wózek. Przechodziło też kilku starszych mężczyzn w garniturach. Rozmawiali o czymś zawzięcie. Do środka weszła grupka dziewczyn, pewnie w moim wieku. Jedną z nich nawet kojarzyłam ze szkoły, ale tylko z twarzy. Zupełnie nie wiedziałam, jak może mieć na imię. Rzuciła zwykłe "cześć" w stronę Lucifera, ale on ją zignorował. Odpowiedziałam jej, by nie wyszła głupio przed koleżankami. Uśmiechnęły się do mnie delikatnie. Kiedy zniknęły w windzie, mój wzrok wrócił do świata za szklanymi drzwiami. Jakiś student uprawiał jogging, albo może uciekał przed dziewczyną, która biegła tuż za nim. Fajnie byłoby kiedyś tak po prostu biec przed siebie. Póki mieszkałam ze swoim rodzeństwem, nie miałam na to czasu. Chociaż to raczej była wina baletu.

Z zamyślenia wyrwał mnie uścisk Lucifera, który, chwytając mnie za łokieć, pociągnął mnie do windy. Po guziku, który wcisnął, domyśliłam się, że będziemy chwilkę jechać. Na czerwono podświetliła się "6".

-Co robimy w szkole tańca?

-Chcę cię przekonać do porzucenia baletu -oświadczył.

-Mam iść na lekcje tańca nowoczesnego -zapytałam zdziwiona.

-Właśnie tak.

Przewróciłam oczami. Dobrze, że przynajmniej nie każe mi porzucić baletu. Ciekawe, jaki gatunek dla mnie wybrał. Zanim zdążyłam zapytać, dojechaliśmy na szóste piętro. Drzwi otworzyły się, a na ścianie widniały nazwy dwóch podobnych do siebie gatunków. "jazz, modern jazz", głosił napis na białym tle. Zaśmiałam się. Nie chciałam wysiadać z windy, ale chłopak i tak mnie z niej wyciągnął.

-Nie mam stroju -oświadczyłam.

-Masz -powiedział, wskazując na moją torbę z rzeczami na balet, która była przewieszona przez jego ramię.

Wepchnął mi ją do ręki, a potem wyjął z kieszeni dwie plastikowe karty. Jedną dla uczestnika zajęć i drugą dla obserwatora. Chciałam mu wyrwać tę drugą, ale mi się nie udało. Zaprowadził mnie do damskiej przebieralni i uśmiechnął się triumfalnie.

-Widzimy się za piętnaście minut na sali -już chciał odejść, ale nagle jakby sobie o czymś przypomniał. -Nie martw się, mam kamerę, żebyś miała jakąś pamiątkę.

Westchnęłam i schowałam się w szatni. Obiecałam mu to wszystko, więc obietnicy dotrzymam. Przebrałam się. Dla dobra mojego baletu powinnam przyjść na trening, który zaczyna się za dwie godziny, wypoczęta. Z drugiej strony coś w środku mówiło mi, ze nawet jeśli obiecam sobie, że trochę odpuszczę, nie dotrzymam tej obietnicy. Lucifer miał na mnie dziwny wpływ. Do tej pory prawdopodobnie nawet gdybym w nocy nie przystała na jego warunek i tak spełniłabym jego dzisiejsze życzenia. No może oprócz tego z wyjściem w środku zimy w szpilkach. Swoją drogą ciekawe, po co on je tu przyniósł. Spojrzałam na swoje stopy, na których teraz były baletki.

Przebrana wyszłam z szatni. Musiałam pomylić drzwi, bo znalazłam się w długim korytarzu, z którego było kilka wyjść, podpisanych kolejnymi literami alfabetu. Rozejrzałam się wokoło, ale chyba byłam tu sama. Przeszłam się kawałek w prawą stronę i powoli zaczęłam wątpić, że powinnam się znaleźć właśnie tu. Odwróciłam się w stronę, z której przyszłam i zdałam sobie sprawę, że już nawet nie wiem, którędy tu weszłam. Nagle usłyszałam za swoimi plecami głos Lucifera. Spojrzałam w tamtą stronę.

-Już myślałem, że się rozmyśliłaś.

-A ja myślałam, że mamy umowę.

Podszedł do mnie i chciał mnie przytulić, ale ja go wyminęłam. W głowie miałam jego zapewnienie, że wciąż jesteśmy tylko przyjaciółmi. Postanowiłam pokazać mu, na co mnie stać. Weszłam w pierwsze otwarte drzwi. Sala była całkiem duża. Jedna ściana pokryta była w całości lustrem. O jedną z pomalowanych na beżowo ścian opierała się młoda kobieta, patrząc na mnie ciekawskim wzrokiem. Miała brązowe, związane z tyłu głowy, długie włosy i oczy tego samego koloru. Ubrana była w czarne legginsy do kostek, trampki i luźny szary top.

-Jesteś Jessamine, prawda?

-Tak, ale może pani mówić na mnie Jess.

-Och, jaka tam pani. Wystarczy Lena.

-Dobrze -powiedziałam nieco speszona.

Lucifer spróbował objąć mnie od tyłu, ale znów mu uciekłam, podchodząc do lustra. Rozpuściłam koka i szybko zamieniłam go w warkocz.

-Naprawdę kazałeś mi się przenieść na to piętro tylko z powodu imienia Jess -zapytała tancerka.

-Nie, chyba nie tylko dlatego -odpowiedział Lucifer, śmiejąc się cicho.

-To pani nie uczy jazzu?

-Znowu pani -zapytała, przewracając oczami. -A co do twojego pytania to nie uczę jazzu.

-Luc -powiedziałam z wyrzutem, posyłając mu mordercze spojrzenie.

-Słodko wyglądasz, jak się złościsz, skarbie.

Czułam, jak moje policzki robią się czerwone, ale nie umiałam nad tym zapanować. Czułam się taka dziwnie szczęśliwa, a jednocześnie coś kuło mnie w sercu.
Nie powinien tak do mnie mówić.
Nie potrafiłam mu o tym powiedzieć.
Bałam się, że już więcej się tak do mnie nie zwróci.

poniedziałek, 14 października 2013

Odcinek 21

O jejku.. przepraszam, że tak późno... zapomniałam, że dziś poniedziałek. :c

Warunek Lucifera cz. 4

Lucifer wyprowadził mnie ze schowka, uważając, żebym się o nic nie potknęła. Liczyłam na to, że puści moją dłoń, jak wyjdziemy na korytarz, ale on wciąż ją trzymał. Zaprowadził mnie przed moją szafkę.

-Ubieraj się, zmywamy się stąd.

-Ale..

-Za chwilę wrócę -powiedział i pocałował mnie w policzek.

Chwiałam go zatrzymać, ale nie mogłam krzyczeć. Na korytarzu była idealna cisza, a ja się bałam, że ktoś mnie znajdzie. Szybko założyłam płaszcz. Diabeł przyszedł z powrotem, kiedy zakładałam czapkę. Uśmiechnął się do mnie. Spojrzał na moje buty i zaśmiał się krótko. Wyciągnął rękę w moją stronę, bez zastanowienia złapałam ją. Pobiegliśmy w stronę wyjścia. Chyba mieliśmy szczęście, bo jedyną osobą, którą minęliśmy, była woźna.

Samochód Lucifera był zaparkowany tuż przy drzwiach. Chłopak podszedł do niego i otworzył przede mną drzwi. Po chwili oboje siedzieliśmy w środku, patrząc na siebie nawzajem. Miałam ochotę wyciągnąć rękę w jego stronę, przyciągnąć go i pocałować, ale chłopak nacisnął na gaz, ruszając z piskiem opon. Kiedyś pewnie zganiłabym go za tak jawne zwracanie na nas uwagi, ale teraz nie obchodziło mnie to. Ważny był tylko on i jego brat. Przez tą całą szopkę z chowaniem się w schowku na miotły zapomniałam o Michaelu. Ciekawe, co on teraz robi.

Głupio się czułam, myśląc ciągle o jednym z braci Gray, będąc z drugim. Najlepiej było mieć ich obu w zasięgu wzroku, ale wtedy ich obecność stawała się przytłaczająca. Gdyby tylko Lucifer był przy swoim bracie taki sam jak wtedy, gdy jesteśmy sami. Teraz był zapatrzony w drogę przed sobą, ale kiedy zauważył, że na niego patrzę, odwrócił się w moją stronę i uśmiechnął. Nie wiem, czemu znów pomyślałam o swoim śnie. Cholerny motocykl. Jakby czytając w moich myślach, chłopak poprosił, bym opowiedziała mu swój sen.

-Śniło mi się, że trafiłam do nieba.

Diabeł zaśmiał się i spojrzał na mnie, sądząc chyba, że żartuję. Po chwili zrozumiał, jak bardzo się pomylił. Jego wzrok wrócił na drogę. Skręciliśmy w pierwszy zakręt. Ulica była jednokierunkowa z powodu parkingu, który zajmował cały drugi pas. Chłopak zaparkował na pierwszym wolnym miejscu.

-Przejdziemy się -oświadczył Lucifer.

Wyjął kluczyk ze stacyjki i wsunął do kieszeni kurtki. Wysiadł z samochodu i szybko go okrążył, by otworzyć mi drzwi. Jego dżentelmeńskie zachowanie zaczynało mnie powoli denerwować, ale starałam się tego nie okazywać. Rozumiem otworzyć mi raz drzwi, albo dwa, ale bez przesady. Skinęłam głową w podziękowaniu.

Diabeł zabrał mnie na spacer nad Tamizę. Nie rozmawialiśmy. Moje myśli uciekały do Michaela, więc nawet jeśli mój towarzysz mnie o coś pytał, to pewnie czuł się, jakby rozmawiał ze ścianą. Poczułam jego uścisk na ramieniu. Spojrzałam w jego stronę. Miał zawiedziony wzrok.

-Nie słuchałaś mnie, prawda?

-Prawda -przyznałam i zrobiło mi się głupio.

Przyciągnął mnie do sobie, obejmując w talii. Było naprawdę zimno, nie ma co się dziwić: był w końcu środek lata. Lata, które było w Australii. Niestety w Londynie na dobre rozgościła się zima. Gdy był tak blisko, nie mogłam się na niczym skupić. Czułam zapach jego wody kolońskiej. Poczułam jego wargi na policzku i wyrwałam mu się.

-Co tak właściwie jest między nami?

-Jesteśmy znajomymi, którzy na jeden dzień bawią się w pana i służącą, a jak zabawa im się spodoba, to będą razem mieszkać.

Spojrzałam na niego z wyrzutem, a on tylko wzruszył ramionami. Odwróciłam wzrok zawiedziona. Staliśmy dokładnie naprzeciwko London Eye. Wyglądało trochę śmiesznie na tle oprószonych śniegiem budynków. Wiatr zawiał lekko, a ja znów poczułam zapach jego wody kolońskiej. Położyłam dłonie na barierce, strzepując z niej białe płatki. Zakładanie szpilek w taki mróz to był z pewnością zły pomysł. Odwróciłam się przodem do chłopaka, zostawiając diabelski młyn za plecami.

-Wracajmy -poprosiłam.

Lucifer nie odpowiedział od razu. Zdawał się błądzić gdzieś myślami. Jego wzrok utkwiony był to na moich butach, to gdzieś za moimi plecami. Oparłam się plecami o barierkę. Lucifer popatrzył mi w oczy. Miał przerażający wzrok. Nigdy nie wiedziałam, czego mogę się po nim spodziewać.

-Trafiłaś do nieba, tak?

Jego pytanie zaskoczyło mnie tak bardzo, że z początku nie wiedziałam nawet, o co pyta. Kiedy przypomniałam sobie powód, który spowodował naszą wysiadkę z ogrzewanego samochodu, pokiwałam głową twierdząco.

-A mówiłaś, że śniło ci się, że już nigdy nie zobaczysz się z osobą, w której się zakochałaś?

Nie chciałam mu odpowiadać, ale wolałam mu się nie podkładać. Znów za odpowiedź musiał mu wystarczyć delikatny ruch głową i bardziej wymruczane niż wypowiedziane "mhm".

-Wy, ludzie, przecież wszyscy kiedyś trafią do nieba -powiedział tonem, który wskazywał, jakby ta rozmowa powoli zaczynała go nudzić.

-Ty nie -wyszeptałam. -Prawda?

Spojrzał na mnie pustym wzrokiem. Pokręcił głową z dezaprobatą. Mimo tego wziął mnie delikatnie pod ramię i zaprowadził z powrotem do samochodu. Kiedy wsiadałam podał mi botki z futerkiem w środku. Podczas drogi zmieniłam buty i odechciało mi się wracać do domu. Tęskno wyglądałam za okno, kiedy mijaliśmy kolejne przecznice. Okazało się jednak, że Lucifer nie zamierza wracać do domu. Naszym celem okazał się być parking podziemny, umiejscowiony pod jakimś wysokim budynkiem. Po zatrzymaniu samochodu chłopak spojrzał na mnie z dotąd nieznanym mi uśmiechem. Pociągnęłam za klamkę i pierwszy raz, podróżując z braćmi Gray, udało mi się wysiąść samej.

-Chcę cię zabrać w jeszcze jedno miejsce przed baletem -powiedział zamyślony, jedną ręką opierając się o samochód.

-Lucifer, czy istnieje sposób, byś wrócił do nieba?

-Tak, ale już prędzej zdecydowałbym się na zatrzymanie ciebie tutaj.

poniedziałek, 7 października 2013

Special

Kolejne kilkanaście odcinków za nami (a właściwie za mną, bo chyba piszę bloga sama dla siebie - też was kocham *-*) i z tej właśnie okazji kolejny special. Może wam się wydawać nieco dziwny, bo w końcu jeszcze nawet nie znacie pięknej brązowowłosej dziewczyny, ale nie martwcie się, pojawi się już w 23 odcinku!
Poza tym mam jeszcze jedną sprawę. Na wzór dziewczyny, dzięki której zaczęłam pisać tego bloga, będę dodawać jednego posta tygodniowo i tak, aż skończę sezon. Wczoraj zrobiłam ankietę i od dziś macie dwa tygodnie na wybranie dnia tygodnia, który wam najbardziej pasuje.

xoxo
Rose


Dancehall i stary młody znajomy

Siedziałam na ziemi po porannym treningu. Patrzyłam w lustro zmęczonym wzrokiem. Dziewczyny naprawdę się dziś nie obijały. Moje brązowe włosy wyglądały na wyjątkowo nieułożenie. Rozpuściłam je i na nowo związałam w kucyka. Szkoda, że blond ombre, które miałam jeszcze tydzień temu, teraz stało się prawie niewidoczne. Pasowało mi. Będę musiała pomyśleć nad ponownym pójściem do fryzjera, ale najpierw przydałoby się zarobić na czynsz. Coś się wymyśli. Wzruszyłam ramionami i to samo zrobiło moje odbicie w lustrze. Mój oddech już dawno się wyrównał, ale serce wciąż biło trochę za szybko. Położyłam się na ziemi, żeby dosięgnąć do odtwarzacza i puściłam sobie muzykę. Głośne reggae nigdy mi nie przeszkadzało. Gdybym tylko miała więcej siły, pewnie wstałabym i zaczęła tańczyć, ale nie miałam na to energii. Dawno nie byłam tak zmęczona. Najbardziej przerażające było to, że za piętnaście minut zaczynają się kolejne zajęcia, ale za to po nich już koniec. Dobrze, że to grupa początkująca, bo te dziewczyny to się po dziesięciu minutach zmęczą. Roześmiałam się cicho i zmusiłam do wstania.

Podeszłam do swojej torby, która leżała przy odtwarzaczu. Wyjęłam z niej butelkę wody i wzięłam łyka. Kiedy ją odkładałam, mój telefon zaczął dzwonić. Westchnęłam i zaczęłam go szukać. Zaśmiałam się, widząc kto dzwoni. Tyle czasu już nie rozmawialiśmy... Odebrałam.

-No, w końcu -odezwał się znajomy głos w słuchawce.

-No cześć -odpowiedziałam. -Co u ciebie? Dawno cię tu nie widziałam, już nie lubisz widoku trzęsących się tyłeczków?

-Dalej uczysz -zapytał, ignorując moje wcześniejsze pytania.

-Tak, bo co?

-Masz czas za godzinę albo półtorej?

-Raczej za półtorej.

-Mam taką nietypową prośbę.

-Chcesz, żebym się z tobą przespała -zapytałam pół żartem.

-Fajne masz o mnie zdanie.

-Sam do tego doprowadziłeś, chyba jeszcze nie zapomniałeś, co?

-Widzę, że oboje trochę się zmieniliśmy.

-Najwyraźniej. No, więc co to za prośba?

Przez kolejne dwie minuty opowiadał mi o swojej cudownej znajomej, której posypało się życie. Odniosłam wrażenie, że połowę z tego sobie wymyślił. To było wręcz śmieszne, a jego uwagi do tego, gdzie ma się odbyć ta lekcja, wręcz przekomiczne. Mimo tego zgodziłam się na prywatną lekcję dla tej dziewczyny. Cóż, jego pieniądze nie były gorsze od innych. Nasza rozmowa, nie wliczając jego opowieści o tej dziewczynie idealnej, była raczej krótka co w sumie mnie ucieszyło.

Wróciłam do słuchania muzyki i picia wody, a po dwóch piosenkach przyszły dziewczyny na zajęcia. Nie bardzo miałam ochotę prowadzić tę lekcję, to była głupota zgadzać się na prowadzenie dwóch godzin pod rząd. Będę musiała to jakoś odkręcić.

Na początku zajęć nie mogłam skupić się na tańcu, ale na szczęście układ był prosty i dobrze mi znany. Cały czas wspominałam chwile spędzone z tym chłopakiem. To było tak dawno... Jeszcze chodziłam do liceum, a on był o rok starszy. Kręcił wtedy z jakąś małolatą. Ciekawe, ile ona teraz ma lat. Pewnie jakoś z siedemnaście. Czyli jest w wieku tej, o której tyle paplał. Wciąż woli dużo młodsze. Ciekawe, ile jeszcze będzie przez niego płakało. Co jak co, ale do związków to on sie raczej nie nadaje. Biedna dziewczyna.

Przez kolejne pół godziny starałam się skupić na swojej pracy. Jednak błędów w krokach dziewczyn było tyle, że nie miałam nawet siły ich wszystkich poprawiać. Mówić jak do ściany, że w tej choreografii Skip To My Lou [Rose szpani się, że zna jeden dancehallowy krok ;)] zaczynamy z lewej nogi, a kończymy na prawej, żeby wyszła ósemka, a nie dziewiątka.

-Jeszcze raz -powiedziałam, puszczając piosenkę od nowa. -Pięć, sześć, siedem, osiem i ... nie! Lisa, zła noga.

Chwila, ona chyba nie jest Lisa... a zresztą, czy to ma jakieś znaczenie? Zaśmiałam się w myślach, by przypadkiem nie obrazić żadnej z obecnych dziś dziesięciu nastolatek. Och, oby ta koleżanka mojego starego znajomego była pilniejszą uczennicą, bo chyba nie wytrzymam kolejnej godziny z kimś, kto tak bardzo nie łapie. Coś za szybko się irytuję. Chyba naprawdę powinnam przełożyć tę godzinę na kiedy indziej, na przykład przed grupą zaawansowaną? To w sumie jest jakiś plan. Pokiwałam głową zadowolona ze swojego pomysłu, a dziewczyna, której przed chwilą zwróciłam uwagę, uśmiechnęła się lekko. Dancehall jest przecież po to, żeby się nim bawić, a nie być przeze mnie opierniczanym, prawda? Och, to nie ich wina przecież, że nie odróżniają prawej nogi od lewej.

-Chwila przerwy, a potem dam wam okazję do przećwiczenia Skip To My Lou w tjunie, którego nauczyłyście się w zeszłym tygodniu. Kogo nie było, niech udaje, że zna kroki.

Zaśmiałam się do dziewczyn, a one odwzajemniły mój śmiech. Poczekałam chwilę, aż napiją się wody i na nowo ustawią w szachownicę, po czym włączyłam piosenkę zespołu RDX, której tytuł był identyczny jak nazwa kroku - Skip To My Lou. Miło było patrzeć na roześmiane buzie, słuchać reggae i nic nie robić. Nawet jeśli czasem miałam dość tej pracy i nieźle dawała mi w kość, nawet jeśli nie miałam przez nią ochoty wstać z łóżka, nawet jeśli wciąż musiałam się martwić o pieniądze na czynsz to i tak w głębi serca kochałam ją nad wszystko inne. Może czasem wydawało mi się, że żałuję swojego wyboru, ale koniec końców nie zmieniłabym go. Dla mnie to właśnie jest miłość. Miłość do muzyki, tańca i kultury. Na ziemi istnieje chyba tylko jedna rzecz, którą kocham bardziej od Jamajki i na moje nieszczęście jest to nutella, ale przecież serce nie sługa. Och, dobrze, że wchodzę jeszcze w te legginsy, bo naprawdę je lubię.

Kiedy piosenka się skończyła, wywaliłam dziewczyny z sali i znów położyłam się na podłodze. Jeszcze tylko godzina z nową laseczką starego kumpla. Jak jej tam było? Jessica? Tak, chyba tak, a może jednak coś pokręciłam? Najwyżej. Zaśmiałam się do siebie. Zamknęłam oczy, a kiedy je otworzyłam, stał nade mną mój stary znajomy. Zamrugałam kilka razy. Nie mogę uwierzyć w to, co widzę! Minęło już przecież sześć lat! Jakim cudem można wciąż wyglądać tak samo? A może to jego młodszy brat? Co ja wymyślam! On nie miał brata, oprócz tego cichego chłopaka, który wiecznie był gdzieś w pobliżu.

-Boże, to naprawdę ty?

-Boże, to naprawdę ty -powtórzył piskliwym głosem.

-Dureń -skwitowałam.

Chyba mój stary młody znajomy nie był w dobrym humorze. Podniosłam się z ziemi. Podeszłam do ściany i oparłam się o nią. Poprawiłam włosy. Westchnęłam.

-Przypomnisz mi, jak ona miała na imię?

-Jessamine -odpowiedział ponuro.