To był tylko zły sen
Otworzyłam oczy. Moje serce biło niesamowicie szybko. Obrazy w mojej głowie zmieniały się niemal tak szybko jak w kalejdoskopie. Nieco zbyt energicznie wyskoczyłam w łóżka, bo zrobiło mi się słabo. Podparłam się komody i kilka razy zamrugałam oczami. Rozejrzałam się po pokoju, starając się przypomnieć, gdzie w ogóle jestem i jak się tu znalazłam, kiedy do środka wszedł Lucifer. Moje serce, o ile to było jeszcze możliwe, przyspieszyło. Czułam wręcz jak uderza w żebra. Nie myśląc za dużo, rzuciłam mu się w ramiona. Po chwili zaczęłam płakać. Zdziwiony chłopak objął mnie ramieniem. Nie mogłam przestać płakać. Nie wyobrażałam sobie, że nagle mógłby zniknąć z mojego życia po tym, jak je ocalił. Lucifer zaczął głaskać mnie po włosach, ale i to nie pomogło. Nagle odsunął mnie od siebie i mocno chwycił za nadgarstek, ciągnąc w stronę korytarza. Wszystkie wspomnienia wróciły. Gdyby nie bolesny uścisk chłopaka, pewnie przewróciłabym się. Moje łzy przestały spływać po policzkach w chwili, gdy doszliśmy do salonu. Na fotelu siedział Michael, uśmiechając się, jednak kiedy zobaczył moje potargane włosy i zaczerwienione oczy, mina mu zrzedła.
-Coś ty jej zrobił –zapytał brata.
-Nic. Poszedłem na górę, a ona zaczęła płakać.
Upadły anioł posadził mnie na kanapie, a sam usiadł na drugim fotelu naprzeciwko swojego brata. Obaj patrzyli na mnie pytającym wzrokiem. Wciąż przypominał mi się mój sen. Teraz już jedno wiedziałam na pewno. Wpadłam po uszy. Zakochałam się w Diable. Kiedyś zostaniemy rozdzieleni. Poczułam bolesne ukłucie w sercu. Ich wzrok stał się nieznośny. Schowałam twarz w dłonie i znów zaczęłam płakać. Nagle ktoś usiadł obok mnie. Poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Podniosłam wzrok, napotykając Michaela. Przyciągnął mnie do siebie delikatnie. Oparłam dłonie o jego tors, wtulając się w jego ciało. Lucifer wciąż się we mnie wpatrywał. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, kąciki jego ust drgnęły delikatnie. Zacisnęłam dłoń na koszulce anioła.
-Coś się stało, Jess? Chodzi o twoją rodzinę?
-Ja już nie mam rodziny –odpowiedziałam drżącym głosem, na co chłopak otworzył usta, by coś powiedzieć, więc szybko kontynuowałam. –Ale nie chodzi o nich. Miałam zły sen.
-Chcesz mi go opowiedzieć?
-Chyba nam –poprawił go Lucifer wyraźnie zaciekawiony sprawą.
-Chciałabym, ale nie mogę –powiedziałam smutna, starając się opanować drżący głos.
Chłopcy popatrzyli na mnie rozczarowani. Michael był wyraźnie zawiedziony i chyba nie wiedział co powinien teraz zrobić. Był tak inny od tego dziwnego aniołka z mojego snu.
-Nie martw się tak. To był tylko zły sen –powiedział w końcu i mocniej objął mnie ramieniem.
Rozkoszowałam się jego bliskością. Był tak idealnym przyjacielem. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy, ale Luciferowi chyba się to nie podobało, bo przerwał ją dość szybko.
-A wyspałaś się chociaż?
-Tak, masz bardzo wygodne łóżko –powiedziałam już normalnym głosem.
-No to chociaż tyle.
-A właściwie to która jest godzina?
Rozejrzałam się po pokoju – wszystkie okna były zasłonięte. Nie zobaczyłam żadnego zegarka. Bracia uśmiechnęli się do mnie delikatnie.
-Dochodzi czwarta nad ranem –powiedział w końcu Lucifer.
-Co?! Jest już tak późno?
-Chyba raczej tak wcześnie. Sądziliśmy, że będziesz spała nieco dłużej, ale skoro miałaś zły sen to wszystko jasne. Nie sądziłem, że dziewczyny w twoim wieku mogą się w nocy budzić z płaczem.
-Gdyby ci się śniło, że już nigdy nie zobaczysz osoby, którą kochasz, też byś się obudził –palnęłam i trochę za późno ugryzłam się w język. Powinnam bardziej uważać na słowa.
Michael popatrzył na mnie zdziwiony, a ja wlepiłam wzrok w podłogę. Nie mogę z nimi tyle przebywać. Lucifer nie powinien się dowiedzieć, że mi się podoba. Nagle wstał i usiadł obok mnie. Byłam teraz między dwoma aniołami. Dziwna aura, która zazwyczaj sprawiała, że czułam się przy nich bezpieczna, teraz mnie przytłaczała. No to świetnie. Nie dość, że się wypaplałam i nie wypuszczą mnie bez wyjaśnień, to jeszcze jestem zdana na ich łaskę, bo gdyby nie oni nie miałabym gdzie spać. Muszę szybko się stąd wyprowadzić i znaleźć pracę. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że muszę rzucić balet, bo już mnie na to nie stać. Nigdy nie dam rady tyle zarobić, a nawet jeśli to mi się uda, to już nie będę miała na to czasu. Porzucić pasję? To bolało bardziej niż wszystko inne. Moje oczy zasnuły się łzami.
-Więc kto ci się podoba –zapytał Lucifer zadziornie, ale ja już nie miałam nastroju na żarty.
-A co cię to w ogóle obchodzi –powiedziałam, próbując ukryć łzy.
Czy on nie mógł choć ten jeden raz odpuścić? Oczywiście, że nie! Cały Lucifer… Zerwałam się z kanapy i wybiegłam z pokoju. Dziwnym trafem udało mi się wybiec do ogródka, ale gdy tylko postawiłam nogę na werandzie, ktoś złapał mnie za ramię. Coś za często ostatnio wszyscy mnie zatrzymują. Obróciłam głowę. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Stał przede mną Michael z rozłożonymi skrzydłami. Wyglądały tak dostojnie. Były białe i miały dziwną poświatę. Cofnęłam się, czując się przez nie przytłoczona. Potknęłam się i spadłabym z werandy gdyby nie to, że Michael nagle złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie delikatnie. Odepchnęłam się od niego, łapiąc równowagę. Ich towarzystwo było bardzo męczące.
-Przepraszam, że za tobą poleciałem, ale nie chcę, żebyś o tej porze chodziła po mieście sama.
W jego głosie słyszałam żal. Jemu naprawdę było przykro. Tak bardzo się starał, bym czuła się tu jak u siebie, a jego brat to wszystko niszczył. Nie, to nie wina Lucifera. To ja wszystko niszczyłam. Osunęłam się na ziemię, opierając się barierki. Michael klęknął obok mojej zwiniętej w kłębek postaci. Przygryzłam język, nie chcąc wybuchnąć płaczem. Pokręciłam głową zła na siebie.
-Przepraszam, że zachowuję się jak małe dziecko –wyszeptałam, patrząc mu w oczy.
-Nie zachowujesz się jak małe dziecko, Jess. Dużo przeszłaś, masz prawo tak reagować na naszą natarczywość.
-Nie jesteście natarczywi. Ja… ja jestem ci chyba coś winna. Tak bardzo się o mnie troszczysz.
Chłopak uśmiechnął się tylko. Zwinął skrzydła, krzywiąc się trochę. Byłam coraz bardziej ciekawa jakie to uczucie: latać, mieć skrzydła, czy zwijać je. Chyba jest im ciężko ukrywać je tyle czasu. Zachowują się przecież jak normalni ludzie. Chodzą do szkoły, robią zakupy, gotują… chwila, czy oni na pewno to wszystko robią? Już chciałam zapytać o to Michaela, ale on odwrócił się do mnie tyłem i skierował się do domu.
-Jakbyś czegoś potrzebowała, to śmiało możesz zawołać któregoś z nas –rzucił, znikając za drzwiami.
"Kiedy naprawdę zapragniesz miłości - będzie ona czekać na ciebie." ~ Oscar Wilde
poniedziałek, 22 lipca 2013
niedziela, 21 lipca 2013
Odcinek 15
Część pierwsza: autostrada
Ciemne niebo. W oddali grzmoty. Delikatny deszczyk muskający moje odsłonięte policzki. Lekki wiatr wzmocniony przez rozpędzony motocykl, na którym siedziałam. Po bokach pola. Trzy puste pasy asfaltowej autostrady.
Zacisnęłam dłonie na kierownicy i mocniej przekręciłam gaz. Przygryzłam wargę podniecona. Spojrzałam po sobie. Byłam ubrana w czarną skórę, spod której widać było wyćwiekowany czarny stanik. Na nogach miałam opięte lateksowe legginsy. Czarne szpilki dodawały mi dobrych czternaście centymetrów. Rozpuszczone włosy powiewały na wietrze nieskrępowane przez kask. W lusterku odbijały się moje pomalowane na czerwono usta i doklejane rzęsy. Uśmiechnęłam się zadziornie.
Było tu jednak jeszcze coś. Wciąż czułam na sobie czyjś wzrok. Obejrzałam się i ujrzałam znajome czarne skrzydła, które tej ciemnej nocy zostały pozbawione swoich krwistych refleksów. Obserwowałam lecącego za mną Lucifera. Uśmiechnął się do mnie zawadiacko, a ja zapragnęłam się do niego przytulić. Podleciał bliżej, tak, że mogłam już poczuć jego ciepły oddech na karku. Dotknął mojej tali i usiadł za mną, zwijając skrzydła z cichym jękiem. Ciekawe jakie to uczucie…
Przytulił się do mnie mocno. Po chwili jednak odrobinę się odsunął i nałożył mi na uszy słuchawki. Po kilku pierwszych dźwiękach rozpoznałam piosenkę. Było to Lullaby Nickelbacka. Kąciki moich ust drgnęły delikatnie, unosząc się ku górze. Rozkoszowałam się jego ciepłem i lubianą piosenką.
Nagle jednak coś się zmieniło. Straciłam panowanie nad kierownicą. Lucifer puścił mnie i jakby zawisł w powietrzu. Motocykl przekrzywił się. Najpierw poczułam rwący ból w kolanie, które przejechało po asfalcie, a po chwili nie czułam już nic. Spadłam i uderzyłam karkiem w barierkę. Moja głowa odchyliła się pod dziwnym kątem, a oczy skierowały na poruszające się powoli skrzydła. Chłopak zbliżał się powoli. Nie mogłam oddychać. Łzy napłynęły mi do oczu. Diabeł kucnął obok mnie. Wziął moje bezwładne ciało tak delikatnie, jakby należało do porcelanowej lalki. Oparł moją głowę o swój nagi tors. Ostatnią rzeczą jaką poczułam, był zapach jego wody kolońskiej.
Część druga: ogród
Otworzyłam oczy i z niemałą ulgą odkryłam, że nie jestem już na ciemnej autostradzie. Na około mnie było tylko światło. Zamrugałam kilka razy i zobaczyłam piękny oblany światłem ogród. Siedziałam na huśtawce, której linki wydawały się nie mieć końca. Czarne szpilki zostały zamienione na beżowe koronkowe balerinki. Na sobie miałam delikatną pastelową sukienkę. Moje włosy, które jeszcze chwilę temu były potargane przez wiatr, teraz zostały spięte w kucyka. Wciąż unosiłam się to w górę, to w dół. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że ktoś delikatnie mnie od tyłu popycha. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Michaela.
Jego włosy były starannie ułożone. Ubrany był w szare spodnie i błękitną koszulę. Szary krawat luźno wisiał na jego szyi. W przeciwieństwie do skrzydeł Lucifera, te Michaela były złożone i całkowicie zakryte przez ubranie.
Rozejrzałam się po ogrodzie. Otaczały nas krzaki róż. Dominował pastelowy róż, ale nie zabrakło też niewinnej bieli. Trawa było równo skoszona i zadbana. Całość otoczona była żywopłotem. Liście delikatnie powiewały na wietrze, a płatki róż wypełniały powietrze słodkim zapachem. Zeskoczyłam z huśtawki, by dotknąć pięknych kwiatów. Gdy zaczęłam przyglądać się bardziej, wypatrywałam coraz to nowe rodzaje kwiatów posadzone w przemyślany sposób. Jedynym kolorem, którego mi brakowało, był czerwony. Zaczęłam tęsknić za widokiem skrzydeł Lucifera. Ich widok sprawiał, że czułam się bezpieczna. Mimowolnie zaczęłam zastanawiać się nad wyglądem skrzydeł Michaela. Ciekawe, co będę czuła, patrząc na nie… A może nigdy ich nie zobaczę?
Zaczęłam wzrokiem szukać wyjścia z ogrodu, ale żadnego nie zobaczyłam. Szybko podbiegłam do żywopłotu i dotknęłam delikatnych liści. Obeszłam całość na około jednak bez żadnego rezultatu. Znalazłam się w swoistym rodzaju więzienia. Z przerażeniem odkryłam również brak upadłego anioła, którego obecność zapewniała mi dziwne poczucie bezpieczeństwa.
-Gdzie ja jestem –zapytałam, patrząc na Michaela błagalnym wzrokiem.
-Jesteś w niebie –powiedział, uśmiechając się do mnie.
-A gdzie Lucifer?
-Upadłe anioły nie mają tu wstępu –w jego głosie była wyraźna pogarda.
Cofnęłam się o krok, a on w mgnieniu oka znalazł się obok mnie. Złapał mnie za nadgarstki, bezskutecznie próbowałam się wyrwać. Przyciągnął mnie do siebie. Wciąż wołałam Lucifera, ale Michael zakrył moje usta dłonią, co skutecznie stłumiło moje krzyki. Jakaś dziwna siła sprawiała, że stawałam się coraz bardziej spokojna. Naprawdę lubiłam tego chłopaka, ale nie podobało mi się, w jaki sposób na niego reagowałam.
-Czy jest szansa, że kiedykolwiek jeszcze go zobaczę?
-Niestety nie. Trafiłaś do nieba, stąd nie ma powrotu.
Te słowa bolały. Chciałam je wymazać, udawać, że nigdy nie padły, ale nie potrafiłam. Odbijały się jakby echem. Słyszałam je wciąż na nowo i na nowo. Gdyby nie podtrzymujący mnie za nadgarstki anioł, upadłabym na kolana. Chciałam to zrobić. Chciałam też się stąd wyrwać. Łzy popłynęły mi po policzkach, ale nie pozostały na nich długo z winy Michaela. Gdyby chociaż pozwolił mi płakać, byłoby mi łatwiej to jakoś wytrzymać. Może. Zaczęłam mu się wyrywać. W końcu mnie puścił. Upadłam na ziemię. Pozwoliłam sobie na płacz. Czułam na sobie wzrok chłopaka, ale dopiero gdy się odwróciłam, dotarło do mnie, jak przykro mu jest. On tylko chciał, bym była szczęśliwa. Niestety istniała tylko jedna osoba, która potrafiła podarować mi szczęście. Nawet nie wiem, gdzie on teraz jest…
Podniosłam się z ziemi i pozwoliłam sobie wpaść w ramiona Michaela. Stałam w nich tak długo, że gdy się od niego oderwałam, nie pamiętałam już swojego poprzedniego życia. Uśmiechnęłam się blado do przystojnego chłopaka, którego imię zgubiło się gdzieś za mgłą otaczającą moje wspomnienia. Usiadłam na huśtawce, uśmiechając się do niego. Nie wiedziałam, jak znalazłam się w tym pięknym ogrodzie, ale podobało mi się tu. Moją ostatnią pamiątką po zapomnianym życiu zostały dwa podłużne ślady na policzkach. Musiałam naprawdę długo płakać.
Ciemne niebo. W oddali grzmoty. Delikatny deszczyk muskający moje odsłonięte policzki. Lekki wiatr wzmocniony przez rozpędzony motocykl, na którym siedziałam. Po bokach pola. Trzy puste pasy asfaltowej autostrady.
Zacisnęłam dłonie na kierownicy i mocniej przekręciłam gaz. Przygryzłam wargę podniecona. Spojrzałam po sobie. Byłam ubrana w czarną skórę, spod której widać było wyćwiekowany czarny stanik. Na nogach miałam opięte lateksowe legginsy. Czarne szpilki dodawały mi dobrych czternaście centymetrów. Rozpuszczone włosy powiewały na wietrze nieskrępowane przez kask. W lusterku odbijały się moje pomalowane na czerwono usta i doklejane rzęsy. Uśmiechnęłam się zadziornie.
Było tu jednak jeszcze coś. Wciąż czułam na sobie czyjś wzrok. Obejrzałam się i ujrzałam znajome czarne skrzydła, które tej ciemnej nocy zostały pozbawione swoich krwistych refleksów. Obserwowałam lecącego za mną Lucifera. Uśmiechnął się do mnie zawadiacko, a ja zapragnęłam się do niego przytulić. Podleciał bliżej, tak, że mogłam już poczuć jego ciepły oddech na karku. Dotknął mojej tali i usiadł za mną, zwijając skrzydła z cichym jękiem. Ciekawe jakie to uczucie…
Przytulił się do mnie mocno. Po chwili jednak odrobinę się odsunął i nałożył mi na uszy słuchawki. Po kilku pierwszych dźwiękach rozpoznałam piosenkę. Było to Lullaby Nickelbacka. Kąciki moich ust drgnęły delikatnie, unosząc się ku górze. Rozkoszowałam się jego ciepłem i lubianą piosenką.
Nagle jednak coś się zmieniło. Straciłam panowanie nad kierownicą. Lucifer puścił mnie i jakby zawisł w powietrzu. Motocykl przekrzywił się. Najpierw poczułam rwący ból w kolanie, które przejechało po asfalcie, a po chwili nie czułam już nic. Spadłam i uderzyłam karkiem w barierkę. Moja głowa odchyliła się pod dziwnym kątem, a oczy skierowały na poruszające się powoli skrzydła. Chłopak zbliżał się powoli. Nie mogłam oddychać. Łzy napłynęły mi do oczu. Diabeł kucnął obok mnie. Wziął moje bezwładne ciało tak delikatnie, jakby należało do porcelanowej lalki. Oparł moją głowę o swój nagi tors. Ostatnią rzeczą jaką poczułam, był zapach jego wody kolońskiej.
Część druga: ogród
Otworzyłam oczy i z niemałą ulgą odkryłam, że nie jestem już na ciemnej autostradzie. Na około mnie było tylko światło. Zamrugałam kilka razy i zobaczyłam piękny oblany światłem ogród. Siedziałam na huśtawce, której linki wydawały się nie mieć końca. Czarne szpilki zostały zamienione na beżowe koronkowe balerinki. Na sobie miałam delikatną pastelową sukienkę. Moje włosy, które jeszcze chwilę temu były potargane przez wiatr, teraz zostały spięte w kucyka. Wciąż unosiłam się to w górę, to w dół. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że ktoś delikatnie mnie od tyłu popycha. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Michaela.
Jego włosy były starannie ułożone. Ubrany był w szare spodnie i błękitną koszulę. Szary krawat luźno wisiał na jego szyi. W przeciwieństwie do skrzydeł Lucifera, te Michaela były złożone i całkowicie zakryte przez ubranie.
Rozejrzałam się po ogrodzie. Otaczały nas krzaki róż. Dominował pastelowy róż, ale nie zabrakło też niewinnej bieli. Trawa było równo skoszona i zadbana. Całość otoczona była żywopłotem. Liście delikatnie powiewały na wietrze, a płatki róż wypełniały powietrze słodkim zapachem. Zeskoczyłam z huśtawki, by dotknąć pięknych kwiatów. Gdy zaczęłam przyglądać się bardziej, wypatrywałam coraz to nowe rodzaje kwiatów posadzone w przemyślany sposób. Jedynym kolorem, którego mi brakowało, był czerwony. Zaczęłam tęsknić za widokiem skrzydeł Lucifera. Ich widok sprawiał, że czułam się bezpieczna. Mimowolnie zaczęłam zastanawiać się nad wyglądem skrzydeł Michaela. Ciekawe, co będę czuła, patrząc na nie… A może nigdy ich nie zobaczę?
Zaczęłam wzrokiem szukać wyjścia z ogrodu, ale żadnego nie zobaczyłam. Szybko podbiegłam do żywopłotu i dotknęłam delikatnych liści. Obeszłam całość na około jednak bez żadnego rezultatu. Znalazłam się w swoistym rodzaju więzienia. Z przerażeniem odkryłam również brak upadłego anioła, którego obecność zapewniała mi dziwne poczucie bezpieczeństwa.
-Gdzie ja jestem –zapytałam, patrząc na Michaela błagalnym wzrokiem.
-Jesteś w niebie –powiedział, uśmiechając się do mnie.
-A gdzie Lucifer?
-Upadłe anioły nie mają tu wstępu –w jego głosie była wyraźna pogarda.
Cofnęłam się o krok, a on w mgnieniu oka znalazł się obok mnie. Złapał mnie za nadgarstki, bezskutecznie próbowałam się wyrwać. Przyciągnął mnie do siebie. Wciąż wołałam Lucifera, ale Michael zakrył moje usta dłonią, co skutecznie stłumiło moje krzyki. Jakaś dziwna siła sprawiała, że stawałam się coraz bardziej spokojna. Naprawdę lubiłam tego chłopaka, ale nie podobało mi się, w jaki sposób na niego reagowałam.
-Czy jest szansa, że kiedykolwiek jeszcze go zobaczę?
-Niestety nie. Trafiłaś do nieba, stąd nie ma powrotu.
Te słowa bolały. Chciałam je wymazać, udawać, że nigdy nie padły, ale nie potrafiłam. Odbijały się jakby echem. Słyszałam je wciąż na nowo i na nowo. Gdyby nie podtrzymujący mnie za nadgarstki anioł, upadłabym na kolana. Chciałam to zrobić. Chciałam też się stąd wyrwać. Łzy popłynęły mi po policzkach, ale nie pozostały na nich długo z winy Michaela. Gdyby chociaż pozwolił mi płakać, byłoby mi łatwiej to jakoś wytrzymać. Może. Zaczęłam mu się wyrywać. W końcu mnie puścił. Upadłam na ziemię. Pozwoliłam sobie na płacz. Czułam na sobie wzrok chłopaka, ale dopiero gdy się odwróciłam, dotarło do mnie, jak przykro mu jest. On tylko chciał, bym była szczęśliwa. Niestety istniała tylko jedna osoba, która potrafiła podarować mi szczęście. Nawet nie wiem, gdzie on teraz jest…
Podniosłam się z ziemi i pozwoliłam sobie wpaść w ramiona Michaela. Stałam w nich tak długo, że gdy się od niego oderwałam, nie pamiętałam już swojego poprzedniego życia. Uśmiechnęłam się blado do przystojnego chłopaka, którego imię zgubiło się gdzieś za mgłą otaczającą moje wspomnienia. Usiadłam na huśtawce, uśmiechając się do niego. Nie wiedziałam, jak znalazłam się w tym pięknym ogrodzie, ale podobało mi się tu. Moją ostatnią pamiątką po zapomnianym życiu zostały dwa podłużne ślady na policzkach. Musiałam naprawdę długo płakać.
sobota, 20 lipca 2013
Odcinek 14
Bracia Gray i ciemna sypialnia
-No to zabieram cię do siebie –oświadczył zadowolony.
Chciałam protestować, ale on mi nie pozwolił. Powiedział, że nie pozwoli mi zostać samej. Zapakował wszystko do swojego samochodu. Posadził mnie na siedzeniu pasażera, a kiedy i on był już na swoim miejscu, położył mi rękę na ramieniu, patrząc mi w oczy.
-Czemu tu przyjechałeś –zapytałam, nie mogąc pozbyć się płaczliwego głosu.
-Musiałem sprawdzić jak się trzymasz.
-Dziękuję –wyszeptałam.
-Drobiazg.
-Nie mów tak, bo to nieprawda.
Odwróciłam wzrok, kończąc naszą rozmowę. Mój smutny wzrok wlepiony był gdzieś w przestrzeń, ale nie starałam się nawet zapamiętać jak najwięcej szczegółów z naszej drogi, jak to miałam w zwyczaju. Może i mieszkałam tu już prawie miesiąc, lecz nigdy nie miałam dość czasu na zwyczajny spacer po okolicy. Zawsze cały mój czas poświęcałam baletowi. Nie miałam go nawet dla nielicznych przyjaciół, którzy ze mną wytrzymywali. Wyłapywałam nieliczne charakterystyczne punkty, takie jak „My Latte”. Jest to kawiarnia, o której kiedyś na przerwie rozmawiały dziewczyny z równoległej klasy. Kelnerki są tam przebrane za służące, co wprowadza tam niezwykle luźny klimat. Inną rzeczą, którą zauważyłam, był motocyklista ubrany cały na czarno. Przypominał mi kogoś, lecz zanim zdążyłam bardziej mu się przyjrzeć, wyminął nas i zniknął za zakrętem. Reszta drogi zmyła się w jedną mglistą całość. Po kilkunastu minutach, które mi wydawały się być całą wiecznością, dojechaliśmy. Nigdy nie zastanawiałam się, jak może wyglądać dom jakiegoś z moich kolegów, ani nawet nie marzyłam, jak połowa moich rówieśniczek, o odwiedzeniu go, a Michael zaproponował, bym zatrzymała się u niego. Wiedziałam, że nie będę mogła tu zostać zbyt długo, ale choćby miała to być tylko jedna noc, znaczyła dla mnie więcej niż wszystko, co dostałam od swoich biologicznych rodziców. Koleżanki się na mnie obraziły, moja siostra zginęła, a teraz straciłam także i ich. Jedyną osobą, która wciąż znosiła moje towarzystwo, był Michael. Popatrzył na mnie i uśmiechnął się. Wysiadł z samochodu. Już chciał otworzyć mi drzwi, gdy jego brat go uprzedził.
-Witaj, Jessamine –powiedział oficjalnym tonem.
Nie miałam ochoty się z nim droczyć, więc nie odpowiedziałam. Oparłam się o samochód i spuściłam wzrok. Michael już chciał zaprosić mnie do środka, ale Lucifer mu przerwał.
-Ktoś tu chyba jest nie w humorze –zażartował.
-Gdyby rodzice wyrzucili cię z domu, też byłbyś nie w humorze –wykrzyczałam.
Chciałam biec, ale silne dłonie Michaela znalazły się na moich ramionach. Przyciągnął mnie do siebie delikatnie, jakby bawił się lalką z porcelany. Delikatnie popchnął mnie do przodu. Podniosłam głowę i zaczęłam przyglądać się otoczeniu. Byliśmy na ulicy wypełnionej po brzegi typowymi dla Brytyjczyków dwupiętrowymi szeregowcami. Chłopak zaprowadził mnie do środka jednego z domów. Drzwi ozdobione były dwiema cyframi: 27. W jasnym holu była szafka z pustym wazonem. Michael zdjął mi kurtkę z ramion, wciąż uważając chyba, że jestem porcelanową lalką. O dziwo, nie denerwowało mnie to. Jego opiekuńcze zachowanie wprawiało mnie co prawda w zakłopotanie, a z moich policzków nie przestawały schodzić rumieńce, ale nie było w żaden sposób nachalne. Poprowadził mnie do salonu – pokoju, którego główne umeblowanie stanowiła sofa, dwa fotele (po jednym po obu stronach sofy), stoliczek do kawy oraz duży telewizor LCD. Nie było zbyt wielu ozdób. Chyba nie mieszkała tu żadna dziewczyna. Lucifer wszedł do pokoju. Zwinnie nas wyminął i wskoczył na fotel. Przeszłam kilka kroków, uwalniając się z objęć Michaela, i zmęczona opadłam na sofę.
-Masz ochotę na herbatę, Jess?
-Nie, dziękuję.
-Dobra, zapytam inaczej. Jaką herbatę wypijesz?
-Nie musisz, naprawdę.
-Może być czarna –zapytał cierpliwie.
-Tak, ale naprawdę nie trzeba.
Pokręcił głową jakby zdegustowany moją upartością i opuścił pokój. Chłopak z piekielnym imieniem przyglądał mi się zaciekawiony. Zdziwiłam się, że nie wstyd mu, że wywołał u mnie taki wybuch. Och, a może to ja powinnam się wstydzić za to, że nie potrafiłam utrzymać emocji na wodzach? Moje policzki się zaczerwieniły.
-Wiesz, Jess –zaczął niepodobnym do siebie tonem, -Michael bardzo się o ciebie martwił…
-Lucifer –dobiegło wołanie z innego pokoju.
Chłopak przewrócił oczyma, ale i tak udał się w tamtym kierunku. Oparłam głowę o poduszkę położoną z brzegu sofy, jednocześnie podkulając nogi. To był tak strasznie męczący dzień... Zamknęłam oczy i wytężyłam słuch, by wiedzieć, o czym rozmawiają bracia.
-Luc, posłuchaj, Jess naprawdę dużo przeszła…
-Tak, najpierw pokazałeś jej, jak umiera jej siostra, a potem prawie się przez ciebie zabiła –przerwał bratu Lucifer.
Miałam wrażenie, że nie powinnam tego usłyszeć. Wciąż ciężko mi było słuchać, jak ktoś mówił o tym. Na dodatek tak beztroskim tonem. Z moich policzków zniknęły rumieńce, a na ich miejsce wstąpiły łzy.
-Wiesz, że nie zrobiłem ani jednej z tych rzeczy celowo!
-Och, nie spinaj się tak, braciszku.
-Jessamine zamieszka z nami –oświadczył, chyba chcąc zakończyć dyskusję.
-Na jak długo?
-Nie wiem jeszcze –powiedział ciszej Michael.
Zamknęłam oczy. Będę im tu tylko przeszkadzać. Przecież fakt, że Lucifer nie protestuje, wcale nie musi oznaczać, że mu się to podoba. Na pewno nie ma nawet ochoty teraz na mnie patrzeć. Wszędzie jestem zbędna. Skuliłam się jeszcze bardziej, zaciskając powieki najmocniej jak umiałam. Oddychałam głośno, próbując powstrzymać płacz. Wszystko przez to, że jedyne wolne miejsce, wtedy na początku stycznia, było tuż za Alice. To od tego dnia wszystko zaczęło się walić i nagle zaczęłam wszystkim przeszkadzać. Ktoś okrył mnie kocem. Otworzyłam oczy. Nade mną pochylał się Lucifer w zwykłej białej koszulce, ale spodnie wciąż miał te same co w chwili, gdy uratował mi życie. Jego zmierzwione czarne włosy swobodnie opadały na twarz. Jego szare oczy wpatrzone były we mnie.
-Przepraszam, że cię obudziłem –wyszeptał dziwnie delikatnym tonem. –W sumie skoro już nie spisz, to może pokażę ci lepsze miejsce do spania.
Przytaknęłam i wstałam. Na początku lekko się zachwiałam, więc chłopak złapał mnie za łokieć na wypadek, gdybym miała się przewrócić. Diabeł poprowadził mnie schodami w na pierwsze piętro. Wyżej, jak się domyśliłam, był już tylko strych, bo schody zmieniły się w przyczepioną do ściany drabinę. Korytarz był pełen drzwi. Większość z nich była zwyczajna, lecz jedne się wyróżniały. Były czarne i miały zdobienia niczym z baroku – jednej z moich ulubionych od niedawna epok. Nieco się zdziwiłam, gdy chłopak otworzył właśnie je.
Pokój był raczej duży. Po jednej stronie stała wysoka do sufity szafa, a naprzeciwko biurko. Dalej dwuosobowe łóżko, regał wypełniony książkami o ciemnych grzbietach i komoda. Wszystkie meble były wykonane z czarnego drewna, panele na podłodze również były tego koloru. Ściany zostały pomalowane na przydymioną czerwień, która tworzyła z dywanem – rozciągniętym po obu stronach łóżka – ładną całość. Szare zasłony skutecznie zablokowały dostęp światła, którego jedynym źródłem stał się korytarz, z którego weszliśmy. Widziałam też zarys stojącej w kącie lampy z czerwonym kloszem oraz kilka czarnych świeczników ustawionych w równy rząd na komodzie, ale ani lampa, ani świeczki, nie były zapalone.
-Na razie połóż się w moim pokoju, później znajdziemy ci jakąś pościel i będziesz spała w pokoju gościnnym –oświadczył z lekkim zakłopotaniem w głosie.
Na moich policzkach pojawił się rumieniec, ale nie chciałam, by chłopak go zobaczył, więc postanowiłam mu się nie sprzeciwiać, po części też z obawy przed wprowadzeniem Lucifera w jeszcze większe zakłopotanie. Podeszłam do łóżka. Dopiero stając na dywanie, zdałam sobie sprawę jak mięciutki jest. Ręką delikatnie odsłoniłam zasłonkę, by obejrzeć świat na zewnątrz. Chłopak uśmiechnął się tylko. Podszedł do komody i zapalił jedną z wysokich białych świeczek. Opuściłam rękę, a świat za szybą stał się tak bardzo odległy. Usiadłam na brzegu łóżka. Lucifer zwinnie przeskoczył łóżko, by znaleźć się obok mnie.
-Słodkich snów –wyszeptał i zostawił mnie samą.
Chwilę patrzyłam w drzwi, spodziewając się, że chłopak wróci, jednak chyba nie miał tego w planach. Oparłam głowę na jego poduszce. Moje nozdrza wypełnił znajomy zapach jego wody kolońskiej. Obróciłam się na drugi bok. Nim usnęłam, obserwowałam spokojnie poruszający się płomień świeczki.
-No to zabieram cię do siebie –oświadczył zadowolony.
Chciałam protestować, ale on mi nie pozwolił. Powiedział, że nie pozwoli mi zostać samej. Zapakował wszystko do swojego samochodu. Posadził mnie na siedzeniu pasażera, a kiedy i on był już na swoim miejscu, położył mi rękę na ramieniu, patrząc mi w oczy.
-Czemu tu przyjechałeś –zapytałam, nie mogąc pozbyć się płaczliwego głosu.
-Musiałem sprawdzić jak się trzymasz.
-Dziękuję –wyszeptałam.
-Drobiazg.
-Nie mów tak, bo to nieprawda.
Odwróciłam wzrok, kończąc naszą rozmowę. Mój smutny wzrok wlepiony był gdzieś w przestrzeń, ale nie starałam się nawet zapamiętać jak najwięcej szczegółów z naszej drogi, jak to miałam w zwyczaju. Może i mieszkałam tu już prawie miesiąc, lecz nigdy nie miałam dość czasu na zwyczajny spacer po okolicy. Zawsze cały mój czas poświęcałam baletowi. Nie miałam go nawet dla nielicznych przyjaciół, którzy ze mną wytrzymywali. Wyłapywałam nieliczne charakterystyczne punkty, takie jak „My Latte”. Jest to kawiarnia, o której kiedyś na przerwie rozmawiały dziewczyny z równoległej klasy. Kelnerki są tam przebrane za służące, co wprowadza tam niezwykle luźny klimat. Inną rzeczą, którą zauważyłam, był motocyklista ubrany cały na czarno. Przypominał mi kogoś, lecz zanim zdążyłam bardziej mu się przyjrzeć, wyminął nas i zniknął za zakrętem. Reszta drogi zmyła się w jedną mglistą całość. Po kilkunastu minutach, które mi wydawały się być całą wiecznością, dojechaliśmy. Nigdy nie zastanawiałam się, jak może wyglądać dom jakiegoś z moich kolegów, ani nawet nie marzyłam, jak połowa moich rówieśniczek, o odwiedzeniu go, a Michael zaproponował, bym zatrzymała się u niego. Wiedziałam, że nie będę mogła tu zostać zbyt długo, ale choćby miała to być tylko jedna noc, znaczyła dla mnie więcej niż wszystko, co dostałam od swoich biologicznych rodziców. Koleżanki się na mnie obraziły, moja siostra zginęła, a teraz straciłam także i ich. Jedyną osobą, która wciąż znosiła moje towarzystwo, był Michael. Popatrzył na mnie i uśmiechnął się. Wysiadł z samochodu. Już chciał otworzyć mi drzwi, gdy jego brat go uprzedził.
-Witaj, Jessamine –powiedział oficjalnym tonem.
Nie miałam ochoty się z nim droczyć, więc nie odpowiedziałam. Oparłam się o samochód i spuściłam wzrok. Michael już chciał zaprosić mnie do środka, ale Lucifer mu przerwał.
-Ktoś tu chyba jest nie w humorze –zażartował.
-Gdyby rodzice wyrzucili cię z domu, też byłbyś nie w humorze –wykrzyczałam.
Chciałam biec, ale silne dłonie Michaela znalazły się na moich ramionach. Przyciągnął mnie do siebie delikatnie, jakby bawił się lalką z porcelany. Delikatnie popchnął mnie do przodu. Podniosłam głowę i zaczęłam przyglądać się otoczeniu. Byliśmy na ulicy wypełnionej po brzegi typowymi dla Brytyjczyków dwupiętrowymi szeregowcami. Chłopak zaprowadził mnie do środka jednego z domów. Drzwi ozdobione były dwiema cyframi: 27. W jasnym holu była szafka z pustym wazonem. Michael zdjął mi kurtkę z ramion, wciąż uważając chyba, że jestem porcelanową lalką. O dziwo, nie denerwowało mnie to. Jego opiekuńcze zachowanie wprawiało mnie co prawda w zakłopotanie, a z moich policzków nie przestawały schodzić rumieńce, ale nie było w żaden sposób nachalne. Poprowadził mnie do salonu – pokoju, którego główne umeblowanie stanowiła sofa, dwa fotele (po jednym po obu stronach sofy), stoliczek do kawy oraz duży telewizor LCD. Nie było zbyt wielu ozdób. Chyba nie mieszkała tu żadna dziewczyna. Lucifer wszedł do pokoju. Zwinnie nas wyminął i wskoczył na fotel. Przeszłam kilka kroków, uwalniając się z objęć Michaela, i zmęczona opadłam na sofę.
-Masz ochotę na herbatę, Jess?
-Nie, dziękuję.
-Dobra, zapytam inaczej. Jaką herbatę wypijesz?
-Nie musisz, naprawdę.
-Może być czarna –zapytał cierpliwie.
-Tak, ale naprawdę nie trzeba.
Pokręcił głową jakby zdegustowany moją upartością i opuścił pokój. Chłopak z piekielnym imieniem przyglądał mi się zaciekawiony. Zdziwiłam się, że nie wstyd mu, że wywołał u mnie taki wybuch. Och, a może to ja powinnam się wstydzić za to, że nie potrafiłam utrzymać emocji na wodzach? Moje policzki się zaczerwieniły.
-Wiesz, Jess –zaczął niepodobnym do siebie tonem, -Michael bardzo się o ciebie martwił…
-Lucifer –dobiegło wołanie z innego pokoju.
Chłopak przewrócił oczyma, ale i tak udał się w tamtym kierunku. Oparłam głowę o poduszkę położoną z brzegu sofy, jednocześnie podkulając nogi. To był tak strasznie męczący dzień... Zamknęłam oczy i wytężyłam słuch, by wiedzieć, o czym rozmawiają bracia.
-Luc, posłuchaj, Jess naprawdę dużo przeszła…
-Tak, najpierw pokazałeś jej, jak umiera jej siostra, a potem prawie się przez ciebie zabiła –przerwał bratu Lucifer.
Miałam wrażenie, że nie powinnam tego usłyszeć. Wciąż ciężko mi było słuchać, jak ktoś mówił o tym. Na dodatek tak beztroskim tonem. Z moich policzków zniknęły rumieńce, a na ich miejsce wstąpiły łzy.
-Wiesz, że nie zrobiłem ani jednej z tych rzeczy celowo!
-Och, nie spinaj się tak, braciszku.
-Jessamine zamieszka z nami –oświadczył, chyba chcąc zakończyć dyskusję.
-Na jak długo?
-Nie wiem jeszcze –powiedział ciszej Michael.
Zamknęłam oczy. Będę im tu tylko przeszkadzać. Przecież fakt, że Lucifer nie protestuje, wcale nie musi oznaczać, że mu się to podoba. Na pewno nie ma nawet ochoty teraz na mnie patrzeć. Wszędzie jestem zbędna. Skuliłam się jeszcze bardziej, zaciskając powieki najmocniej jak umiałam. Oddychałam głośno, próbując powstrzymać płacz. Wszystko przez to, że jedyne wolne miejsce, wtedy na początku stycznia, było tuż za Alice. To od tego dnia wszystko zaczęło się walić i nagle zaczęłam wszystkim przeszkadzać. Ktoś okrył mnie kocem. Otworzyłam oczy. Nade mną pochylał się Lucifer w zwykłej białej koszulce, ale spodnie wciąż miał te same co w chwili, gdy uratował mi życie. Jego zmierzwione czarne włosy swobodnie opadały na twarz. Jego szare oczy wpatrzone były we mnie.
-Przepraszam, że cię obudziłem –wyszeptał dziwnie delikatnym tonem. –W sumie skoro już nie spisz, to może pokażę ci lepsze miejsce do spania.
Przytaknęłam i wstałam. Na początku lekko się zachwiałam, więc chłopak złapał mnie za łokieć na wypadek, gdybym miała się przewrócić. Diabeł poprowadził mnie schodami w na pierwsze piętro. Wyżej, jak się domyśliłam, był już tylko strych, bo schody zmieniły się w przyczepioną do ściany drabinę. Korytarz był pełen drzwi. Większość z nich była zwyczajna, lecz jedne się wyróżniały. Były czarne i miały zdobienia niczym z baroku – jednej z moich ulubionych od niedawna epok. Nieco się zdziwiłam, gdy chłopak otworzył właśnie je.
Pokój był raczej duży. Po jednej stronie stała wysoka do sufity szafa, a naprzeciwko biurko. Dalej dwuosobowe łóżko, regał wypełniony książkami o ciemnych grzbietach i komoda. Wszystkie meble były wykonane z czarnego drewna, panele na podłodze również były tego koloru. Ściany zostały pomalowane na przydymioną czerwień, która tworzyła z dywanem – rozciągniętym po obu stronach łóżka – ładną całość. Szare zasłony skutecznie zablokowały dostęp światła, którego jedynym źródłem stał się korytarz, z którego weszliśmy. Widziałam też zarys stojącej w kącie lampy z czerwonym kloszem oraz kilka czarnych świeczników ustawionych w równy rząd na komodzie, ale ani lampa, ani świeczki, nie były zapalone.
-Na razie połóż się w moim pokoju, później znajdziemy ci jakąś pościel i będziesz spała w pokoju gościnnym –oświadczył z lekkim zakłopotaniem w głosie.
Na moich policzkach pojawił się rumieniec, ale nie chciałam, by chłopak go zobaczył, więc postanowiłam mu się nie sprzeciwiać, po części też z obawy przed wprowadzeniem Lucifera w jeszcze większe zakłopotanie. Podeszłam do łóżka. Dopiero stając na dywanie, zdałam sobie sprawę jak mięciutki jest. Ręką delikatnie odsłoniłam zasłonkę, by obejrzeć świat na zewnątrz. Chłopak uśmiechnął się tylko. Podszedł do komody i zapalił jedną z wysokich białych świeczek. Opuściłam rękę, a świat za szybą stał się tak bardzo odległy. Usiadłam na brzegu łóżka. Lucifer zwinnie przeskoczył łóżko, by znaleźć się obok mnie.
-Słodkich snów –wyszeptał i zostawił mnie samą.
Chwilę patrzyłam w drzwi, spodziewając się, że chłopak wróci, jednak chyba nie miał tego w planach. Oparłam głowę na jego poduszce. Moje nozdrza wypełnił znajomy zapach jego wody kolońskiej. Obróciłam się na drugi bok. Nim usnęłam, obserwowałam spokojnie poruszający się płomień świeczki.
piątek, 19 lipca 2013
Odcinek 13
Siemka,
Wracam po przerwie z kilkoma nowymi odcineczkami. Niestety nie jest ich za wiele, ale przynajmniej będziecie mieli co poczytać podczas wakacji. Mam nadzieję, że nie jesteście na mnie za bardzo źli za tak długą przerwę. Na pocieszenie dodam, że jutro oraz pojutrze również udostępnię po odcinku.
Miłego czytania,
xoxo Rose
Bezdomna
Moja pewność co do tego, że swoją głupotą zasłużyłam sobie na karę w postaci rozmowy z nimi, nagle uleciała. Obecność Michaela i jego niezwykła zdolność do ratowania mnie przed złem, zawsze dawały mi poczucie bezpieczeństwa. Stanie obok ludzi, którzy udawali, że jesteśmy sobie bliscy, było na swój sposób przerażające. Może nie byłoby to takie złe, gdyby chociaż im na mnie zależało, ale teraz jedyną rzeczą, o którą dbali, były pieniądze. Tych dwoje, którzy teraz stali przede mną jakby nic się nie stało, budziło we mnie odrazę. Odwróciłam wzrok. Wtedy dostałam pierwszą karę. Ojciec wymierzył mi policzek. Upadłam na ziemię.
-Dziwka –rzucił i poszedł do salonu.
-Przynosisz nam wstyd –dodała matka i ruszyła za ojcem.
Mój brat przyglądał się temu wszystkiemu. Pochwyciłam jego pełne bólu i pogardy spojrzenie. Wiem, że go zraniłam, ale ludzie popełniają błędy. On także się ode mnie odwrócił. Słyszałam jego kroki, coraz słabiej i słabiej, aż w końcu trzasnął drzwiami. Po moich policzkach spłynęły łzy. Uderzyłam pięścią w podłogę. Nie sądziłam, że mają mi tak mało do powiedzenia. Powoli podniosłam się, opierając o ścianę. Miałam nogi jak z waty, a policzek piekł. Ledwo oparłam się pokusie pójścia do kuchni po lód. Wróciłam do swojego pokoju, co chwilę potykając się. Przez łzy nie widziałam prawie nic. Zamknęłam oczy, próbując się uspokoić. W pokoju było ciemno, więc szybko usnęłam.
Obudził mnie dźwięk otwieranych drzwi. Do pokoju wszedł zdenerwowany ojciec. Obok drzwi rzucił dwie walizki i dużą czarną torbę w czerwone paski. Musiały przeszkadzać mu zasunięte zasłony, bo zerwał je energicznym ruchem i pchnął nimi o podłogę.
-Daj telefon –zażądał.
Bojąc się jego reakcji, potulnie podałam mu przedmiot. On wyjął z niego kartę i przełamał. Przygryzłam wargę, by nie zacząć płakać. W ustach poczułam gorzki smak krwi. Oddał mi bezużyteczny telefon.
-Portfel.
Wstałam z łóżka i wyjęłam z torebki portfel. Wyrwał mi go, nim zdążyłam się choćby obrócić. Wyjął kartę kredytową z jego nazwiskiem i ją również złamał. Zacisnęłam rękę na blacie biurka. Wepchnął mi kilka banknotów. Odłożył portfel na moją torebkę.
-Wynoś się stąd i nigdy nie wracaj. Nie jesteś już naszą córką.
Wychodząc trzasnął drzwiami. Przez moje ciało przeszedł zimny dreszcz. Miałam ochotę wybuchnąć płaczem, ale się powstrzymałam. Nie miałam pojęcia, gdzie mogę pójść. Wiedziałam tylko, że nie mogę tu już za długo zostać. Tak dużo bym dała, by Michael był tu ze mną. Wytarłam łzy i podeszłam do szafy. Patrząc na wszystkie stroje baletowe, dotarło do mnie, że tak właśnie wygląda koniec moich marzeń. Nie będzie mnie już stać na lekcje, co oznacza koniec treningów. Chyba, że dostałabym stypendium. Schowałam wszystkie ubrania, które nie zajęły nawet dwóch walizek. Do torby schowałam pękniętą ramkę, laptopa i inne drobiazgi leżące na biurku. Wyszłam z pokoju po swoje buty. Starałam się iść najciszej jak umiałam, ale wciąż cała się trzęsłam, co skutkowało ciągłym potykaniem się o własne nogi. Kiedy klęcząc zbierałam swoje buty z szafki, ktoś zadzwonił do domofonu. Alexander przyszedł otworzyć drzwi. Patrzyłam na niego błagalnym wzrokiem, ale on nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Nacisnął przycisk otwierający drzwi. Przekręcił klucz bardzo wolno, jakby uważał, by nie hałasować.
-Michael zaraz tu będzie –wyszeptał w moim kierunku. –Pomyłka –powiedział do rodziców. –Więcej nie zamierzam cię kryć, Jess.
W myślach błagałam go, by na mnie spojrzał, ale on udawał, że mnie tam wcale nie ma. Przełknęłam łzy i przyspieszyłam pakowanie butów. Kiedy tylko skończyłam, wymknęłam się na korytarz. Po kilku sekundach drzwi windy się otworzyły i wysiadł z niej Michael. Bez słowa rzuciłam mu się na szyję i wybuchłam płaczem. Chłopak od razu zaczął głaskać mnie po głowie, szepcząc bym się uspokoiła. Zacisnęłam palce na jego koszulce. Nie obchodziło mnie, po co tu przyjechał. Ważne było, że to zrobił i teraz o nic nie pytał. Staliśmy tak chwilę. Miałam plan mu powiedzieć, że ojciec wyrzucił mnie z domu, ale nie potrafiłam wydobyć z siebie ani słowa. Nagle drzwi za moimi plecami się otworzyły. Pokazał się w nich mój ojciec.
-A, póki twoje rzeczy tu są, nie masz prawa się z nikim spotykać –powiedział stanowczo. –A już na pewno nie z NIM.
Chwycił mnie za przed ramię i oderwał od chłopaka, popychając na ziemię. Upadłam na progu. Twarz Michaela zdawała się nie przedstawiać żadnych emocji. Przerażało mnie to, choć czułam, że się o mnie martwi. Ojciec obrócił się do mnie i podniósł, znów boleśnie łapiąc za przedramię.
-Zrozumiałaś, szmato?
Obserwowałam dłoń Michaela zaciśniętą w pięść tak mocno, że jego kostki zrobiły się białe. Nie odpowiedziałam, co mój ojciec odebrał jako bunt. Wymierzył mi policzek, tym razem znacznie mocniej, jednocześnie puszczając. Po raz kolejny upadłam na ziemię. Skuliłam się i zaczęłam płakać. Czułam na sobie jego wzrok jeszcze zaledwie chwilę. Słyszałam trzaśnięcie drzwi. Poczułam na sobie rękę Michaela. Tym razem zamiast głaskać mnie po głowie, podniósł mnie delikatnie.
-Nie obchodzi mnie, co myśli o mnie twój ojciec…
-On już nie jest moim ojcem –powiedziałam zaskakująco drżącym głosem. –Wyrzucił mnie z domu i –wzięłam głębszy oddech, a on przytulił mnie tak mocno, że nie mogłam już nic powiedzieć.
Stałam tak, znów ściskając jego koszulkę. Wdychałam zapach jego koszulki, który działał na mnie tak uspokajająco. Poczułam jego usta na czubku głowy. Odepchnęłam go delikatnie.
-Ja… muszę się … spakować –wyszeptałam.
-Pomogę ci –powiedział uspokajającym głosem, na co ja mocno pokręciłam głową. –A mogę chociaż tu na ciebie poczekać?
Nie potrafiłam nic powiedzieć. Pokiwałam delikatnie głową i zmusiłam się do uśmiechu. Policzek bardzo piekł, ale zacisnęłam zęby i ostrożnie wróciłam do środka. Wszystkie buty zmieściły mi się w pozostałym miejscu w walizce. Szybko je zamknęłam i wyprowadziłam na korytarz. Michael musnął moje dłonie, odbierając je ode mnie. Przez moje ciało przeszedł dreszcz. Czasem towarzystwo tego chłopaka wprawiało mnie w dziwne zakłopotanie, ale teraz nawet nie było widać, jak moje policzki się różowią – i tak przez właściciela mieszkania, w którym wciąż zostało kilka moich rzeczy, były całe czerwone. Wróciłam tam i zwinnie upchnęłam wszystkie książki w wolnym miejscu w drugim kartonie z romansami, których było zdecydowanie najwięcej. Spróbowałam podnieść je, ale okazało się być za ciężkie. Już chciałam zacząć je ciągnąć, kiedy do pokoju wszedł mój brat.
-Pomogę ci, Jess, na zawsze zostaniesz moją siostrą i nic tego nie zmieni –powiedział smutnym głosem. –Nawet ojciec –dodał niewiarygodnie cicho.
Bez trudu podniósł pudełko, a po chwili wrócił po drugie, w którym były same romanse. Wzięłam torbę i ruszyłam za nim na korytarz. Pożegnaliśmy się jednak niezbyt czule. Michael położył mi dłoń na ramieniu.
-Masz gdzie spać?
-Nie –wyszeptałam zawstydzona, zdając sobie sprawę, że właśnie zostałam bezdomna.
Wracam po przerwie z kilkoma nowymi odcineczkami. Niestety nie jest ich za wiele, ale przynajmniej będziecie mieli co poczytać podczas wakacji. Mam nadzieję, że nie jesteście na mnie za bardzo źli za tak długą przerwę. Na pocieszenie dodam, że jutro oraz pojutrze również udostępnię po odcinku.
Miłego czytania,
xoxo Rose
Bezdomna
Moja pewność co do tego, że swoją głupotą zasłużyłam sobie na karę w postaci rozmowy z nimi, nagle uleciała. Obecność Michaela i jego niezwykła zdolność do ratowania mnie przed złem, zawsze dawały mi poczucie bezpieczeństwa. Stanie obok ludzi, którzy udawali, że jesteśmy sobie bliscy, było na swój sposób przerażające. Może nie byłoby to takie złe, gdyby chociaż im na mnie zależało, ale teraz jedyną rzeczą, o którą dbali, były pieniądze. Tych dwoje, którzy teraz stali przede mną jakby nic się nie stało, budziło we mnie odrazę. Odwróciłam wzrok. Wtedy dostałam pierwszą karę. Ojciec wymierzył mi policzek. Upadłam na ziemię.
-Dziwka –rzucił i poszedł do salonu.
-Przynosisz nam wstyd –dodała matka i ruszyła za ojcem.
Mój brat przyglądał się temu wszystkiemu. Pochwyciłam jego pełne bólu i pogardy spojrzenie. Wiem, że go zraniłam, ale ludzie popełniają błędy. On także się ode mnie odwrócił. Słyszałam jego kroki, coraz słabiej i słabiej, aż w końcu trzasnął drzwiami. Po moich policzkach spłynęły łzy. Uderzyłam pięścią w podłogę. Nie sądziłam, że mają mi tak mało do powiedzenia. Powoli podniosłam się, opierając o ścianę. Miałam nogi jak z waty, a policzek piekł. Ledwo oparłam się pokusie pójścia do kuchni po lód. Wróciłam do swojego pokoju, co chwilę potykając się. Przez łzy nie widziałam prawie nic. Zamknęłam oczy, próbując się uspokoić. W pokoju było ciemno, więc szybko usnęłam.
Obudził mnie dźwięk otwieranych drzwi. Do pokoju wszedł zdenerwowany ojciec. Obok drzwi rzucił dwie walizki i dużą czarną torbę w czerwone paski. Musiały przeszkadzać mu zasunięte zasłony, bo zerwał je energicznym ruchem i pchnął nimi o podłogę.
-Daj telefon –zażądał.
Bojąc się jego reakcji, potulnie podałam mu przedmiot. On wyjął z niego kartę i przełamał. Przygryzłam wargę, by nie zacząć płakać. W ustach poczułam gorzki smak krwi. Oddał mi bezużyteczny telefon.
-Portfel.
Wstałam z łóżka i wyjęłam z torebki portfel. Wyrwał mi go, nim zdążyłam się choćby obrócić. Wyjął kartę kredytową z jego nazwiskiem i ją również złamał. Zacisnęłam rękę na blacie biurka. Wepchnął mi kilka banknotów. Odłożył portfel na moją torebkę.
-Wynoś się stąd i nigdy nie wracaj. Nie jesteś już naszą córką.
Wychodząc trzasnął drzwiami. Przez moje ciało przeszedł zimny dreszcz. Miałam ochotę wybuchnąć płaczem, ale się powstrzymałam. Nie miałam pojęcia, gdzie mogę pójść. Wiedziałam tylko, że nie mogę tu już za długo zostać. Tak dużo bym dała, by Michael był tu ze mną. Wytarłam łzy i podeszłam do szafy. Patrząc na wszystkie stroje baletowe, dotarło do mnie, że tak właśnie wygląda koniec moich marzeń. Nie będzie mnie już stać na lekcje, co oznacza koniec treningów. Chyba, że dostałabym stypendium. Schowałam wszystkie ubrania, które nie zajęły nawet dwóch walizek. Do torby schowałam pękniętą ramkę, laptopa i inne drobiazgi leżące na biurku. Wyszłam z pokoju po swoje buty. Starałam się iść najciszej jak umiałam, ale wciąż cała się trzęsłam, co skutkowało ciągłym potykaniem się o własne nogi. Kiedy klęcząc zbierałam swoje buty z szafki, ktoś zadzwonił do domofonu. Alexander przyszedł otworzyć drzwi. Patrzyłam na niego błagalnym wzrokiem, ale on nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Nacisnął przycisk otwierający drzwi. Przekręcił klucz bardzo wolno, jakby uważał, by nie hałasować.
-Michael zaraz tu będzie –wyszeptał w moim kierunku. –Pomyłka –powiedział do rodziców. –Więcej nie zamierzam cię kryć, Jess.
W myślach błagałam go, by na mnie spojrzał, ale on udawał, że mnie tam wcale nie ma. Przełknęłam łzy i przyspieszyłam pakowanie butów. Kiedy tylko skończyłam, wymknęłam się na korytarz. Po kilku sekundach drzwi windy się otworzyły i wysiadł z niej Michael. Bez słowa rzuciłam mu się na szyję i wybuchłam płaczem. Chłopak od razu zaczął głaskać mnie po głowie, szepcząc bym się uspokoiła. Zacisnęłam palce na jego koszulce. Nie obchodziło mnie, po co tu przyjechał. Ważne było, że to zrobił i teraz o nic nie pytał. Staliśmy tak chwilę. Miałam plan mu powiedzieć, że ojciec wyrzucił mnie z domu, ale nie potrafiłam wydobyć z siebie ani słowa. Nagle drzwi za moimi plecami się otworzyły. Pokazał się w nich mój ojciec.
-A, póki twoje rzeczy tu są, nie masz prawa się z nikim spotykać –powiedział stanowczo. –A już na pewno nie z NIM.
Chwycił mnie za przed ramię i oderwał od chłopaka, popychając na ziemię. Upadłam na progu. Twarz Michaela zdawała się nie przedstawiać żadnych emocji. Przerażało mnie to, choć czułam, że się o mnie martwi. Ojciec obrócił się do mnie i podniósł, znów boleśnie łapiąc za przedramię.
-Zrozumiałaś, szmato?
Obserwowałam dłoń Michaela zaciśniętą w pięść tak mocno, że jego kostki zrobiły się białe. Nie odpowiedziałam, co mój ojciec odebrał jako bunt. Wymierzył mi policzek, tym razem znacznie mocniej, jednocześnie puszczając. Po raz kolejny upadłam na ziemię. Skuliłam się i zaczęłam płakać. Czułam na sobie jego wzrok jeszcze zaledwie chwilę. Słyszałam trzaśnięcie drzwi. Poczułam na sobie rękę Michaela. Tym razem zamiast głaskać mnie po głowie, podniósł mnie delikatnie.
-Nie obchodzi mnie, co myśli o mnie twój ojciec…
-On już nie jest moim ojcem –powiedziałam zaskakująco drżącym głosem. –Wyrzucił mnie z domu i –wzięłam głębszy oddech, a on przytulił mnie tak mocno, że nie mogłam już nic powiedzieć.
Stałam tak, znów ściskając jego koszulkę. Wdychałam zapach jego koszulki, który działał na mnie tak uspokajająco. Poczułam jego usta na czubku głowy. Odepchnęłam go delikatnie.
-Ja… muszę się … spakować –wyszeptałam.
-Pomogę ci –powiedział uspokajającym głosem, na co ja mocno pokręciłam głową. –A mogę chociaż tu na ciebie poczekać?
Nie potrafiłam nic powiedzieć. Pokiwałam delikatnie głową i zmusiłam się do uśmiechu. Policzek bardzo piekł, ale zacisnęłam zęby i ostrożnie wróciłam do środka. Wszystkie buty zmieściły mi się w pozostałym miejscu w walizce. Szybko je zamknęłam i wyprowadziłam na korytarz. Michael musnął moje dłonie, odbierając je ode mnie. Przez moje ciało przeszedł dreszcz. Czasem towarzystwo tego chłopaka wprawiało mnie w dziwne zakłopotanie, ale teraz nawet nie było widać, jak moje policzki się różowią – i tak przez właściciela mieszkania, w którym wciąż zostało kilka moich rzeczy, były całe czerwone. Wróciłam tam i zwinnie upchnęłam wszystkie książki w wolnym miejscu w drugim kartonie z romansami, których było zdecydowanie najwięcej. Spróbowałam podnieść je, ale okazało się być za ciężkie. Już chciałam zacząć je ciągnąć, kiedy do pokoju wszedł mój brat.
-Pomogę ci, Jess, na zawsze zostaniesz moją siostrą i nic tego nie zmieni –powiedział smutnym głosem. –Nawet ojciec –dodał niewiarygodnie cicho.
Bez trudu podniósł pudełko, a po chwili wrócił po drugie, w którym były same romanse. Wzięłam torbę i ruszyłam za nim na korytarz. Pożegnaliśmy się jednak niezbyt czule. Michael położył mi dłoń na ramieniu.
-Masz gdzie spać?
-Nie –wyszeptałam zawstydzona, zdając sobie sprawę, że właśnie zostałam bezdomna.
środa, 3 lipca 2013
Odcinek 12
Nie sądziłam, że uda mi się jeszcze coś napisać przed wyjazdem, ale jednak... miłego czytania.
Anioły istnieją
Chłopak odepchnął mnie delikatnie, trzymając mocno za ramiona. Jego spokój działał na mnie dziwnie kojąco. Uśmiechnął się do mnie czule. W jedną dłoń wziął kosmyk moich włosów, ale szybko je puścił. Na jego twarzy malowało się skupienie, a dołek na brodzie wydawał się być wyjątkowo uroczy. Zaczęłam się zastanawiać, o czym myśli, ale nie potrafiłam tego odgadnąć. Pokręcił tylko głową.
-Nie wybaczam -powiedział spokojnie.
Otworzyłam szerzej oczy i cofnęłam się o krok. To prawda, że mogłam go zranić, ale... Przecież tu przyszedł! A może chciał się pożegnać? Niepotrzebnie się do niego przytulałam. Och, głupia ja! Mam nadzieję, że kiedyś przestanę być tak wielką idiotką! Najpierw próbowałam się zabić, on mnie uratował, potem drugi raz, a on ciągle przy mnie był. Jestem ślepa czy jak? On jest tak idealny. Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale nie potrafiłam wypowiedzieć ani słowa.
-Co byś zrobiła, jakbym tak powiedział?
Na moich policzkach wyskoczyły rumieńce. A więc on tylko żartował? Co za idiotyczny pomysł! Chwyciłam swoją torbę, ale on zabrał mi ją delikatnie muskając palcami moją dłoń. Na kilka sekund zapomniałam o oddychaniu.
-Daj, pomogę ci, nie powinnaś się przemęczać.
-Jesteś na mnie zły -zapytałam.
-Nie, czemu?
-Sama nie wiem.
-Chodź, odwiozę cię do domu.
-Nie chcę tam wracać.
Chłopak przekrzywił głowę zdziwiony, a z rąk wypuścił torbę z moimi rzeczami. Zamrugał kilka razy. Wziął torbę z powrotem i ruszył w stronę wyjścia.
-I tak cię tam odwiozę -rzucił przez ramię, -i dopilnuję, żebyś spędziła noc u siebie w pokoju.
Zrezygnowałam z dalszych protestów i, nie czekając aż ktokolwiek pozwoli mi na opuszczenie budynku, poszłam za chłopakiem do jego samochodu. Był zaparkowany w jednej z bocznych uliczek niecałe trzy minuty drogi od szpitala. Położył moje rzeczy na tylnym siedzeniu i otworzył mi drzwi od strony pasażera. Kiedy wsiadłam, podbiegł do nas mój brat.
-Gdzie się wybieracie -zapytał lekko rozgniewanym głosem.
-Chciałem odwieźć ją do domu -powiedział szybko Michael.
-Już wystarczająco zająłeś się Jessamine. Już o raz za dużo próbowała się przy tobie zabić.
-To nie była jego wina -wtrąciłam.
-Poza tym ona nie potrzebuje szofera -powiedział, całkiem mnie ignorując. -Ona ma prawdziwą rodzinę.
-Co niby nazywasz prawdziwą rodziną -zapytałam ze łzami w oczach. -Rodziców, których ciągle nie ma? Naszą trójkę?
-Wypuść ją z samochodu -zażądał mój brat.
-Pozwól jej zdecydować, z kim chce jechać.
-Już raz pozwoliłem jej z tobą zostać. Próbowała się zabić.
-Mówiłam ci już, że to nie wina Michaela -krzyknęłam.
-Nie powinienem był ci na to pozwolić -powiedział Michael spokojnie.
-Nie powstrzymałbyś mnie -łzy pociekły po moich policzkach. -Proszę, jedźmy już stąd -powiedziałam błagalnym tonem.
-Wysiadaj, Jess.
-Nie -zaprotestowałam.
Michael usiadł na miejscu kierowcy i odpalił samochód. Alexander popatrzył na mnie. Jego oczy były ciemniejsze niż zwykle. Wyglądał, jakby zaraz miał się bić. Na jego twarzy malowała się determinacja, ale niestety tę walkę przegrał. Nie chciałam teraz wracać do domu. Już nigdy nie chciałam do niego wracać. Samochód ruszył. Szybko zostawiliśmy Alexandra za rogiem. Nie potrafiłam przestać płakać. Zrzuciłam buty i podciągnęłam nogi na siedzenie. Zakryłam twarz dłońmi, a czoło oparłam o kolana. Chciałam, by ta droga trwała wiecznie. Poczułam palce Michaela na ramieniu.
-Nie płacz, Jessamine.
Zatrzymał gdzieś samochód, a ja podniosłam wzrok. Staliśmy na jakimś parkingu. Prawdopodobnie gdzieś w połowie drogi między szpitalem, amoim mieszkaniem moich rodziców. Chłopak objął mnie ramieniem.
-To nie była twoja wina, że próbowałam przedawkować. Uratowałeś mi życie.
-Cii -powiedział głaskając mnie po włosach, najwyraźniej mój głos brzmiał bardziej rozpaczliwie, niż myślałam.
Staliśmy tak, dopóki odrobinę się nie uspokoiłam. Widać było, jak bardzo Michael się o mnie martwi. Nie potrafiłam tylko zrozumieć, czemu obwinia się o moją próbę samobójczą. Jak mogłam być tak głupia? Nigdy nawet nie pomyślałabym, że mam tyle odwagi.
Ruszył bardzo delikatnie, ale po chwili znów zaczęłam płakać. Nie miałam ochoty na rozmowy z rodzicami. Chciałam tu zostać z jedną z dwóch osób, którym ufałam. On się obwiniał, a ja tylko pogorszyłam wszystko płacząc. Wytarłam łzy wierzchem dłoni i założyłam buty. Spojrzałam na niego. Nie był zbyt podobny do swojego brata. Ciekawe, czy ... chwila, on też jest aniołem? Nie, przecież anioły nie istnieją. Ale Lucifer nim jest, więc jednak istnieją. To takie skomplikowane. Jeszcze godzinę temu byłam taka pewna, że nic poza nami nie ma na ziemi. Skoro istnieją anioły, to skąd się wzięły? A może on wcale nim nie jest?
-Mogę cię o coś zapytać -poprosiłam o pozwolenie drżącym głosem.
-Możesz, najwyżej nie odpowiem.
-Czy ty też jesteś aniołem?
Michael spojrzał na mnie przelotnie z uśmiechem na twarzy. Delikatnie pokiwał głową. Czyli on też jest aniołem... och, ciekawe, czy jego skrzydła są takie jak Lucifera. Zawsze myślałam, że skrzydła aniołów są białe, a nie czarne z czerwonymi refleksami. Tylko, że brat Michaela jest upadłym aniołem. Ciekawe, czy jest takich więcej. Tutaj mówi się o tylko jednym, ale czy naprawdę tylko jeden się postawił? Ten chłopak o diabelskim imieniu jest tak inny od Michaela. Nie wygląda, jakby się dogadywali. Chociaż może jak są sami, jest inaczej. Och, tak bardzo wolałabym zostać z nimi tam na dachu, niż teraz wracać do domu. Tam czeka mnie tylko milion niewygodnych pytań. Zasłużyłam sobie na to. Szkoda, że wplątałam w to Michaela, teraz moi rodzice muszą go nienawidzić, a to nie ma z nim nic wspólnego. Oni go nawet nie znają, mnie też nie znają. Zasłużyłam sobie na ich pytania. Odpowiem na nie grzecznie i mnie puszczą. Szkoda, że szybko o tym nie zapomną. Ja taka przecież nie jestem. Michael też taki nie jest.
Skręcił w kolejną ulicę i nagle znaleźliśmy się pod moim domem. Wzięłam głębszy oddech. Chłopak wysiadł, a potem pomógł mi i wziął moje rzeczy. Delikatnie popchnął mnie ramieniem w stronę wejścia do drapacza chmur. Razem doszliśmy aż pod drzwi mieszkania moich rodziców. Weszliśmy do środka. Przy drzwiach czekali już moi rodzice z dezaprobatą na twarzy. Kiedy zauważyli Michaela byli jeszcze bardziej źli. Chłopak położył rzeczy na ziemi.
-Ja już pójdę. Trzymaj się, Jessamine -powiedział bardzo spokojnie. -Do widzenia.
Po kilku sekundach nie było go już widać. Jedyna osoba, która potrafiła dodać mi otuchy, zniknęła za drzwiami windy. Wzięłam głęboki oddech. Zamknęłam za sobą drzwi do mieszkania. Atmosfera była ciężka i złowroga. Ich milczenie mnie dobijało.Włożyłam rękę do kieszeni i wyczułam delikatne piórko. Ledwo udało mi się powstrzymać uśmiech, który w tej sytuacji byłby tak bardzo niestosowny.
Anioły istnieją
Chłopak odepchnął mnie delikatnie, trzymając mocno za ramiona. Jego spokój działał na mnie dziwnie kojąco. Uśmiechnął się do mnie czule. W jedną dłoń wziął kosmyk moich włosów, ale szybko je puścił. Na jego twarzy malowało się skupienie, a dołek na brodzie wydawał się być wyjątkowo uroczy. Zaczęłam się zastanawiać, o czym myśli, ale nie potrafiłam tego odgadnąć. Pokręcił tylko głową.
-Nie wybaczam -powiedział spokojnie.
Otworzyłam szerzej oczy i cofnęłam się o krok. To prawda, że mogłam go zranić, ale... Przecież tu przyszedł! A może chciał się pożegnać? Niepotrzebnie się do niego przytulałam. Och, głupia ja! Mam nadzieję, że kiedyś przestanę być tak wielką idiotką! Najpierw próbowałam się zabić, on mnie uratował, potem drugi raz, a on ciągle przy mnie był. Jestem ślepa czy jak? On jest tak idealny. Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale nie potrafiłam wypowiedzieć ani słowa.
-Co byś zrobiła, jakbym tak powiedział?
Na moich policzkach wyskoczyły rumieńce. A więc on tylko żartował? Co za idiotyczny pomysł! Chwyciłam swoją torbę, ale on zabrał mi ją delikatnie muskając palcami moją dłoń. Na kilka sekund zapomniałam o oddychaniu.
-Daj, pomogę ci, nie powinnaś się przemęczać.
-Jesteś na mnie zły -zapytałam.
-Nie, czemu?
-Sama nie wiem.
-Chodź, odwiozę cię do domu.
-Nie chcę tam wracać.
Chłopak przekrzywił głowę zdziwiony, a z rąk wypuścił torbę z moimi rzeczami. Zamrugał kilka razy. Wziął torbę z powrotem i ruszył w stronę wyjścia.
-I tak cię tam odwiozę -rzucił przez ramię, -i dopilnuję, żebyś spędziła noc u siebie w pokoju.
Zrezygnowałam z dalszych protestów i, nie czekając aż ktokolwiek pozwoli mi na opuszczenie budynku, poszłam za chłopakiem do jego samochodu. Był zaparkowany w jednej z bocznych uliczek niecałe trzy minuty drogi od szpitala. Położył moje rzeczy na tylnym siedzeniu i otworzył mi drzwi od strony pasażera. Kiedy wsiadłam, podbiegł do nas mój brat.
-Gdzie się wybieracie -zapytał lekko rozgniewanym głosem.
-Chciałem odwieźć ją do domu -powiedział szybko Michael.
-Już wystarczająco zająłeś się Jessamine. Już o raz za dużo próbowała się przy tobie zabić.
-To nie była jego wina -wtrąciłam.
-Poza tym ona nie potrzebuje szofera -powiedział, całkiem mnie ignorując. -Ona ma prawdziwą rodzinę.
-Co niby nazywasz prawdziwą rodziną -zapytałam ze łzami w oczach. -Rodziców, których ciągle nie ma? Naszą trójkę?
-Wypuść ją z samochodu -zażądał mój brat.
-Pozwól jej zdecydować, z kim chce jechać.
-Już raz pozwoliłem jej z tobą zostać. Próbowała się zabić.
-Mówiłam ci już, że to nie wina Michaela -krzyknęłam.
-Nie powinienem był ci na to pozwolić -powiedział Michael spokojnie.
-Nie powstrzymałbyś mnie -łzy pociekły po moich policzkach. -Proszę, jedźmy już stąd -powiedziałam błagalnym tonem.
-Wysiadaj, Jess.
-Nie -zaprotestowałam.
Michael usiadł na miejscu kierowcy i odpalił samochód. Alexander popatrzył na mnie. Jego oczy były ciemniejsze niż zwykle. Wyglądał, jakby zaraz miał się bić. Na jego twarzy malowała się determinacja, ale niestety tę walkę przegrał. Nie chciałam teraz wracać do domu. Już nigdy nie chciałam do niego wracać. Samochód ruszył. Szybko zostawiliśmy Alexandra za rogiem. Nie potrafiłam przestać płakać. Zrzuciłam buty i podciągnęłam nogi na siedzenie. Zakryłam twarz dłońmi, a czoło oparłam o kolana. Chciałam, by ta droga trwała wiecznie. Poczułam palce Michaela na ramieniu.
-Nie płacz, Jessamine.
Zatrzymał gdzieś samochód, a ja podniosłam wzrok. Staliśmy na jakimś parkingu. Prawdopodobnie gdzieś w połowie drogi między szpitalem, a
-To nie była twoja wina, że próbowałam przedawkować. Uratowałeś mi życie.
-Cii -powiedział głaskając mnie po włosach, najwyraźniej mój głos brzmiał bardziej rozpaczliwie, niż myślałam.
Staliśmy tak, dopóki odrobinę się nie uspokoiłam. Widać było, jak bardzo Michael się o mnie martwi. Nie potrafiłam tylko zrozumieć, czemu obwinia się o moją próbę samobójczą. Jak mogłam być tak głupia? Nigdy nawet nie pomyślałabym, że mam tyle odwagi.
Ruszył bardzo delikatnie, ale po chwili znów zaczęłam płakać. Nie miałam ochoty na rozmowy z rodzicami. Chciałam tu zostać z jedną z dwóch osób, którym ufałam. On się obwiniał, a ja tylko pogorszyłam wszystko płacząc. Wytarłam łzy wierzchem dłoni i założyłam buty. Spojrzałam na niego. Nie był zbyt podobny do swojego brata. Ciekawe, czy ... chwila, on też jest aniołem? Nie, przecież anioły nie istnieją. Ale Lucifer nim jest, więc jednak istnieją. To takie skomplikowane. Jeszcze godzinę temu byłam taka pewna, że nic poza nami nie ma na ziemi. Skoro istnieją anioły, to skąd się wzięły? A może on wcale nim nie jest?
-Mogę cię o coś zapytać -poprosiłam o pozwolenie drżącym głosem.
-Możesz, najwyżej nie odpowiem.
-Czy ty też jesteś aniołem?
Michael spojrzał na mnie przelotnie z uśmiechem na twarzy. Delikatnie pokiwał głową. Czyli on też jest aniołem... och, ciekawe, czy jego skrzydła są takie jak Lucifera. Zawsze myślałam, że skrzydła aniołów są białe, a nie czarne z czerwonymi refleksami. Tylko, że brat Michaela jest upadłym aniołem. Ciekawe, czy jest takich więcej. Tutaj mówi się o tylko jednym, ale czy naprawdę tylko jeden się postawił? Ten chłopak o diabelskim imieniu jest tak inny od Michaela. Nie wygląda, jakby się dogadywali. Chociaż może jak są sami, jest inaczej. Och, tak bardzo wolałabym zostać z nimi tam na dachu, niż teraz wracać do domu. Tam czeka mnie tylko milion niewygodnych pytań. Zasłużyłam sobie na to. Szkoda, że wplątałam w to Michaela, teraz moi rodzice muszą go nienawidzić, a to nie ma z nim nic wspólnego. Oni go nawet nie znają, mnie też nie znają. Zasłużyłam sobie na ich pytania. Odpowiem na nie grzecznie i mnie puszczą. Szkoda, że szybko o tym nie zapomną. Ja taka przecież nie jestem. Michael też taki nie jest.
Skręcił w kolejną ulicę i nagle znaleźliśmy się pod moim domem. Wzięłam głębszy oddech. Chłopak wysiadł, a potem pomógł mi i wziął moje rzeczy. Delikatnie popchnął mnie ramieniem w stronę wejścia do drapacza chmur. Razem doszliśmy aż pod drzwi mieszkania moich rodziców. Weszliśmy do środka. Przy drzwiach czekali już moi rodzice z dezaprobatą na twarzy. Kiedy zauważyli Michaela byli jeszcze bardziej źli. Chłopak położył rzeczy na ziemi.
-Ja już pójdę. Trzymaj się, Jessamine -powiedział bardzo spokojnie. -Do widzenia.
Po kilku sekundach nie było go już widać. Jedyna osoba, która potrafiła dodać mi otuchy, zniknęła za drzwiami windy. Wzięłam głęboki oddech. Zamknęłam za sobą drzwi do mieszkania. Atmosfera była ciężka i złowroga. Ich milczenie mnie dobijało.Włożyłam rękę do kieszeni i wyczułam delikatne piórko. Ledwo udało mi się powstrzymać uśmiech, który w tej sytuacji byłby tak bardzo niestosowny.
Wakacyjna przerwa
Cześć,
Dziś znów z bezsensownym ogłoszeniem, które nikogo nie interesuje: wyjeżdżam na wakacje. Tak, tak wiem, że niby wszędzie jest internet i zapewne tam też będzie, ale to wakacje, a nie całodniowe siedzenie przed kompem. Może wrócę jakoś pod koniec lipca i na początku sierpnia, ale sama nie wiem. Po wakacjach mam nadzieję wrócić z głową pełną nowych pomysłów.
xoxo Rose
Dziś znów z bezsensownym ogłoszeniem, które nikogo nie interesuje: wyjeżdżam na wakacje. Tak, tak wiem, że niby wszędzie jest internet i zapewne tam też będzie, ale to wakacje, a nie całodniowe siedzenie przed kompem. Może wrócę jakoś pod koniec lipca i na początku sierpnia, ale sama nie wiem. Po wakacjach mam nadzieję wrócić z głową pełną nowych pomysłów.
xoxo Rose
wtorek, 2 lipca 2013
Odcinek 11
Nowa Jessamine
Lucifer skoczył za mną. Nie powinien był tego robić. Wyciągnął
rękę w moją stronę, więc mocno ją złapałam. To takie bez sensu. Biedny Michael, teraz i on straci rodzeństwo. Biedny Alexander straci drugą siostrę. Jaka ja
byłam głupia, powinnam była wcześniej o nim pomyśleć. Samolubna idiotka. Chłopak
przyciągnął mnie ku sobie, a ja oplotłam ręce na jego szyi. Bałam się.
Wtedy to zauważyłam. Nie spadaliśmy. Z pleców Lucifera
wyrastały duże czarnoczerwone pierzaste skrzydła. Nie mogłam uwierzyć własnym
oczom. Wiedziałam, że jest inny, ale nie mogłam uwierzyć, że na ziemi są ludzie
ze skrzydłami. W dodatku tak pięknymi. Wyprostowałam jedną rękę, by ich dotknąć.
Były tak cudownie miękkie.
Oddychałam głęboko wtulając się w Lucifera, który trzymał
mnie w ramionach. Zapach jego wody kolońskiej sprowadził mnie z powrotem na
ziemię. Nie zauważyłam nawet kiedy znów znaleźliśmy się na dachu. Był środek
zimy, a stał bez koszulki trzymając mnie w ramionach. Lucifer oddał mnie w
ramiona swojego brata.
-Idiota z ciebie –powiedział Michael.
Nie byłam pewna, o co dokładnie mu chodziło, ale zraniły mnie
te słowa. Przecież jego brat uratował mi życie. Lucifer odwrócił się do nas
tyłem, a ja delikatnie odepchnęłam się od Michaela. Patrzyłam chwilę na swojego
wybawcę. Stał w miejscu, z którego wypadłam patrząc w dół. Czyżby i on żałował,
że ocalił mi życie? Upadłam na kolana i schowałam twarz w dłonie. Po chwili
poczułam czyjąś dłoń na ramieniu, a potem ktoś pochylił się nade mną. Po raz
kolejny poczułam znajomy już zapach wody kolońskiej. Zaczął działać na mnie
dziwnie uspokajająco.
-Dziękuję, że uratowałeś mi życie –powiedziałam, starając się
zabrzmieć jak najpewniej.
-Nie ma sprawy –odpowiedział nonszalancko.
Podniósł mnie z ziemi. Skuliłam się w jego ramionach. On był tak
cudownym chłopakiem. Jak jego brat może robić mu wyrzuty o to, że mnie
uratował? Pogłaskał mnie po włosach. Moje policzki zaczęły płonąć. By to ukryć, skuliłam się jeszcze bardziej.
-Kim ty jesteś?
-Ach, chodzi ci o skrzydła, tak? Jestem upadłym aniołem, wy
go chyba nazywacie diabłem –powiedział dziwnie beztrosko.
Spojrzałam na niego zdziwionym wzrokiem. Przecież… Czyli to
wszystko jednak naprawdę istnieje? Przekrzywiłam głowę, niedowierzając.
Uśmiechnął się do mnie czule, co dodało mi odwagi.
-Nieprawda. Szatan nie uratowałby niczyjego życia.
Twarz chłopaka niemal od razu się zmieniła. Czyżbym
powiedziała coś nie tak? W końcu chyba nie codziennie ktoś mu zaprzecza. Tylko że wtedy raczej by nie zamilkł. Powinnam była się nie odzywać. Chyba czas
zostawić ich samych.
-Mógłbyś odstawić mnie na ziemię?
Oddaliłam się w stronę drzwi z nadzieją, że Lucifer pójdzie
za mną, ale on tylko odwrócił się do mnie tyłem. Może teraz i on zaczął
żałować, że mnie uratował? Michael ruszył za mną szybkim krokiem.
-Trafię sama.
-Jessamine, chciałbym z tobą porozmawiać.
-Ja z tobą też, ale myślę, że on –powiedziałam, wskazując na
Lucifera, -bardziej potrzebuje towarzystwa i to na pewno nie mojego.
Odwróciłam się do niego tyłem, ale on złapał mnie za ramię.
Uśmiechnęłam się delikatnie. Nikt nigdy nie chciał ze mną rozmawiać, a on chce
aż tak bardzo, że nie potrafi pozwolić mi odejść.
-Jessamine, proszę, nie zrób już nic głupiego, dobrze?
-Dobrze.
Puścił moje ramię. Zeszłam z dachu i wróciłam do swojej sali.
Tak jak myślałam, nikt nawet nie zauważył mojej nieobecności. Równie dobrze
mogłabym się zabić jak i wyjść do łazienki. Zaśmiałam się i położyłam na łóżku.
Na szczęście drugie wciąż stało puste. Patrzyłam pusto w zachmurzone niebo.
Przeczesałam włosy ręką, zostało mi w niej czarne piórko z czerwonymi
refleksami. Było równie piękne jak i całe jego skrzydła. Ciekawe jak ciężko
jest mu to chować. A może im? Nic o nich nie wiem. Może oni jednak nie są
braćmi? Diabeł jest przecież nieśmiertelny. Michael musiałby być drugim
diabłem, ale słyszałam tylko o jednym. Albo może jest aniołem. Ciekawe jak
wyglądają skrzydła anioła. Chyba nie powinny być tak mroczne jak te Lucifera.
Przeniosłam wzrok na sufit. Tu jest tak nudno. Mogłam zostać z nimi na dachu.
Nikt mnie przecież stamtąd nie wyrzucał.
Nagle drzwi sali się otworzyły. Zobaczyłam w nich Simona w
ubraniu szpitalnym. Przekrzywiłam głowę. Miał obwiązany bandażem nadgarstek.
Ciekawe, co mu się stało.
-Cześć, Jessamine –powiedział dziwnie wesoło.
-Cześć, Simon.
-Co tu robisz –dopytywał, siadając na swoim łóżku.
-Leżę –odpowiedziałam oschle, nie miałam ochoty z nim rozmawiać.
-Tak, tyle to sam widzę –zaśmiał się. –Pytałem raczej o to, czemu tu jesteś, ale jak nie chcesz to nie mów. Nie widziałem cię ostatnio w
szkole.
-Byłam chora.
-Ah.
-A ty? Czemu tu jesteś –zapytałam z czystej grzeczności, nie
mogę przecież wyjść na największego gbura.
-Graliśmy w kosza z twoim bratem i chyba złamałem sobie
nadgarstek.
-Z moim bratem?
-Tak, a co?
-Nic, myślałam, że będzie wolał siedzieć w domu.
-Coś się stało?
-Nie, nic takiego.
Odwróciłam wzrok, a chłopak przestał drążyć temat. Już żadne
z nas nie miało ochoty na rozmowę. Przewróciłam się na bok, by leżeć całkiem
tyłem do niego. Ktoś wszedł, ale nawet nie interesowało mnie kto.
-Cześć, Simon –powiedziała wesołym głosem jakaś dziewczyna.
-O, cześć, Debra.
Tajemnica rozwiązana. Nie wszedł nikt godny uwagi.
Przykleiłam głowę do poduszki, udając że zasnęłam. Jednak w dłoni nie
przestałam obracać pięknego piórka. Jedynej rzeczy, która przypominała mi o
tym, że komuś na mnie zależy.
-Już wiem, czemu Alex chodzi od dwóch dni taki przygnębiony –powiedziała
Debra.
Zaszeleściła jakimś papierem, a potem szelest stał się
głośniejszy co oznaczało, że jego źródło przeniosło się do rąk Simona.
-Jego siostra zginęła w wypadku. Piszą o nim na stronie
osiemnastej.
Odwróciłam się do nich gwałtownie. Zobaczyłam zdziwione
spojrzenie Debry i zawstydzenie na twarzy jej rozmówcy. Dziewczyna jeszcze
długo nie mogła uwierzyć, ale chłopak szybciej odzyskał zdolność myślenia.
Wyrwałam mu gazetę i przewróciłam na stronę osiemnastą. Wielkie zdjęcie
ciężarówki i plamy krwi.
-Przepraszam, że pytałem –powiedział Siomon. –Nie wiedziałem,
że… bardzo mi przykro.
-To już nieważne.
Wstałam, rzucając gazetą. Szybko zebrałam swoje rzeczy i
skierowałam się do recepcji. Nic im nie będzie, jak dadzą mi wypis godzinę
wcześniej niż mieli. Łzy pojawiły się na moich policzkach. Poczułam na ramieniu
czyjąś dłoń. Odwróciłam się i zobaczyłam zmartwionego Michaela. Och, głupia ja! On ciągle przy mnie był. Martwił się o mnie. Jak mogłam pomyśleć, że jego
wyrzuty dotyczyły uratowania mnie. Puściłam swoje rzeczy i przytuliłam się do
chłopaka.
-Przepraszam –wyszeptałam w jego koszulkę.
poniedziałek, 1 lipca 2013
Special
Jako że pierwsze 10 odcinków za nami, to teraz taki bonus od Luciferka. Mam nadzieję, że się spodoba - jeśli tak, to może kiedyś jeszcze coś takiego napiszę.
Postanowiłam zrobić z tego odcinka, który na początku nazywał się odcinkiem jedenastym special. Chyba każdy wie co to jest, więc nie będę tłumaczyć.
Przepraszam, że odrobinę krócej niż zwykle.
xoxo ~ Rose
Idiota
Postanowiłam zrobić z tego odcinka, który na początku nazywał się odcinkiem jedenastym special. Chyba każdy wie co to jest, więc nie będę tłumaczyć.
Przepraszam, że odrobinę krócej niż zwykle.
xoxo ~ Rose
Idiota
Nigdy nie znałem kogoś, kto miałby równie wielki talent do
wchodzenia w najmniej odpowiednim momencie, co mój brat. Ten idiota nigdy nie
myślał, że może ludzie czasem potrzebują porozmawiać sami. Na przykład teraz.
Dla niego liczy się on sam. No, teraz może jeszcze ona. Pora nauczyć go, że nie
zawsze jest mile widziany.
Podszedłem do dziewczyny, udając że nie zauważyłem obecności
Michaela. Położyłem dłonie na biodrach Jessamine. Ona obróciła się do mnie
gwałtownie i odepchnęła mocno. Wypadła za murek, który sięgał jej do kolan. Mój
brat podbiegł do krawędzi z dziwną miną. Pierwsza prawdziwa miłość mojego brata
spadała z dachu sześciopiętrowego budynku. Spadała przeze mnie. Zrzuciłem z
siebie kurtkę i t-shirt. Wyskoczyłem za dziewczyną, rozprostowując w locie
zesztywniałe skrzydła. Zdążyłem zamachać nimi kilkukrotnie, zanim nasze dłonie
się spotkały. Przyciągnąłem ją ku sobie, zawisając w powietrzu. Przerażona dziewczyna
oplotła ręce na mojej szyi. Przytuliłem ją i poczułem, jak bardzo się trzęsie.
Nie byłem pewny czy tak bardzo bała się tego, że spadała czy moich mrocznych
skrzydeł, ale skoro prawie zaczęła mnie dusić to raczej tego pierwszego. Powoli
zacząłem wznosić się do góry. Ułożyłem ją sobie wygodniej w ramionach.
Spojrzałem w górę. Napotkałem pełen dezaprobaty wzrok Michaela. Wylądowałem tuż
obok niego, podając mu kruchą istotkę.
-Idiota z ciebie –odezwał się, zabierając ją ode mnie.
Bez słowa odwróciłem się do niego tyłem. Czułem na sobie
wzrok dziewczyny. Może i lepiej, niech wie, kim jestem. Schowałem skrzydła i
zacząłem ubierać. Kiedy następnym razem będziemy się przeprowadzać, dobrze
byłoby wybrać jakiś ciepły kraj, a nie teraz musimy nosić zimowe kurtki, bo to
głupi Londyn. Jest tyle ładniejszych miast. Weźmy na przykład takie Sydney. Cały
rok jest ciepło, bo to przecież Australia. Jest też tyle do robienia! Mógłbym
kupić sobie deskę, udawać dziewiętnastolatka i cały dzień siedzieć na plaży.
Albo chociaż takie Los Angeles. Kolejne miejsce bez prawdziwej zimy. Cały rok
jeansy, podkoszulek, okulary i mnóstwo pięknych dziewczyn. Nie mam zielonego
pojęcia, czemu Michael uparł się akurat na to miasto. Nie mógł przecież
wiedzieć, że spotka tu Jessamine. On nigdy nawet nie powinien był jej spotkać.
To zupełnie nie w jego stylu. Ja to co innego. Mogę łamać serca, kogo tylko zechcę. Mogę kochać, kogo tylko chcę. Szkoda, że na razie nie spotkałem godnej
tego osoby.
Spojrzałem na dół. Nawet jeśli ktokolwiek mnie widział, to
uznają biednego człowieka za wariata i wyślą do psychiatryka, a tam to już nikt nie będzie go
słuchać. Odwróciłem się w stronę swojego brata. Nie trzymał już Jessamine w
ramionach. Biedna dziewczyna. Biedna, słodka i głupiutka. Podszedłem do siedzącej
na ziemi skulonej istotki.. Brat próbował mnie zatrzymać, ale odepchnąłem jego
rękę. To właśnie moja przewaga nad nim. On zawsze musi się kogoś słuchać. Ja
jestem wolny. Położyłem dłoń na ramieniu Jessamine, a potem pochyliłem się nad
nią.
-Dziękuję, że uratowałeś mi życie –powiedziała drżącym,
dziewczęcym i delikatnym głosem.
-Nie ma sprawy.
Podniosłem ją z ziemi. Po raz kolejny uderzyła mnie jej
kruchość. Ludzie to jednak zbyt delikatne istotki. Skuliła się w moich
ramionach. Więc jednak nie bała się mnie, zaufała mi.
Ciekawe, czemu mój brat postawił ją na ziemi. Pogłaskałem ją
po włosach. Były zadziwiająco miękkie. Od pierwszego dnia, kiedy ją zobaczyłam, podobały mi się.
-Kim ty jesteś?
-Ach, chodzi ci o skrzydła, tak? Jestem upadłym aniołem, wy
go chyba nazywacie diabłem -powiedziałem beztrosko.
Spotkałem jedno oburzone spojrzenie, a drugie pełne
zdziwienia. Niebieskie oczy dziewczyny szybko jednak zmieniły się w
niedowierzanie. Przekrzywiła delikatnie głowę i zaczęła mrugać jakby miała
wrażenie, że się przesłyszała. Uśmiechnąłem się do niej czule.
-Nieprawda –powiedziała cicho. -Szatan nie uratowałby
niczyjego życia.
Wzdrygnąłem się na słowo „szatan”. W jej ustach brzmiało tak
dziwnie i bardzo prawdziwie. Inaczej niż u innych. Niestety ona zdążyła zauważyć
zmianę mojego nastroju i posmutniała odrobinę.
-Mógłbyś odstawić mnie na ziemię?
Bez słowa spełniłem jej prośbę. Wolno zaczęła iść w kierunku
drzwi. Mój brat szybko ruszył za nią, ale ona zbyła go, mówiąc że sama trafi. Oddaliłem
się od nich. Stanąłem w miejscu, z którego wypadła. Mam nadzieję, że nie
wpadnie na pomysł powiedzenia komuś o swoim nowym odkryciu. Nie, ona nie jest
taka. Może i jest głupiutka, bo ludzie tacy są, ale na pewno nie jest głupia.
To tak duża różnica.
Mój brat stanął obok mnie. Zaczął coś do mnie mówić, ale nie
słuchałem go. Po chwili zamilkł, zdając sobie sprawę, że to co mówi całkiem mnie
nie interesuje. Czasem wydaje mi się być podobnym do ludzi. Przed oczami znów
stanął mi obraz spadającej Jessamine. Jej rozwiane blond włosy, przestraszone
niebieskie oczy, lekko zaróżowione usta. Dziewczyna w typie mojego brata.
Dziwne tylko, że wreszcie sobie na to pozwolił. Pilnował się przez tyle lat.
Czym ona różni się od wszystkich innych piękności tego nudnego świata?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)