poniedziałek, 18 listopada 2013

Odcinek 25

Tamtaratam! oto i jest ostatni odcinek 1 sezonu! Starałam się go zrobić troszkę dłuższym niż pozostałe, bo w końcu nie co tydzień kończę pewien rozdział w życiu Jess. Miłego czytania. c:

Poranek

Poprzedniego wieczoru usnęłam w ramionach Lucifera, a teraz obudziłam się w jego sypialni. Odwróciłam się na drugi bok. Obok mnie na kołdrze leżał ubrany Diabeł.

-Już się Aurora obudziła?

-Aurora potrzebuje pocałunku miłości, żeby się obudzić -wyszeptałam zaspanym głosem.

Chłopak podniósł się trochę i przesunął nade mnie. Zaczynałam lubić ten jego łobuzerski uśmiech. Lucifer powoli przysunął swoje usta do moich. Po raz pierwszy jego pocałunek nie był agresywny i natarczywy. Tym razem bardziej przypominał ten z Michaelem. Odsunął się ode mnie odrobinę.

-Pójdę ci zrobić śniadanie -wyszeptał i odsunął się ode mnie.

Odprowadziłam go wzrokiem do drzwi i wstałam z łóżka. Lekko chwiejąc się na nogach, dotarłam do swojego pokoju. Wyjęłam z szafy szare jeansy, czarny stanik typu bardotka i koszulę, mgiełkę tego samego koloru. Po drodze do mniejszej łazienki usłyszałam rozmowę braci, którzy prawdopodobnie byli razem w kuchni.

-Spaliście ze sobą -zapytał Michael.

-Nie będę jej dostarczał aż tylu wrażeń jednego dnia.

-Chyba jednak woli mnie -w głosie anioła słychać było niepodobne do niego poczucie wyższości.

-Michael, dobrze wiesz, że żaden człowiek ci się nie oprze, a teraz odsuń się, bo chciałbym jej zrobić śniadanie.

-Daj spokój, wiem, że i tobie się spodobała. Poza tym -dodał łagodniejszym tonem, -wczoraj dla ciebie również zrobiłaby wszystko, a ty tego nie wykorzystałeś? Ach, no tak, wszystko oprócz porzucenia baletu.

-Rzuciła go -zaskoczyło mnie, że w jego głosie nie było zadowolenia.

Nie chciałam słyszeć już więcej, więc schowałam się do łazienki. Miałam wrażenie, że pozamieniali się rolami. Dziś to zdecydowanie Michael próbował rozzłościć brata. Czyżbym przypadkiem poruszyła wczoraj zakazany temat o Lenie? Co się stało, to się nie odstanie. Poza tym to wyjątkowo nie ja miałam humor do zwierzeń lub zadawania niewygodnych pytań.Wzięłam szybki prysznic. Popsikałam się różaną mgiełką, rozczesałam włosy i umyłam zęby. Odniosłam piżamę do sypialni i zjechałam na dół po poręczy. Do kuchni weszłam z uśmiechem na twarzy, starając się ukrywać moją wścibską naturę. Nigdzie nie było Michaela. Pochyliłam się nad blatem, a Diabeł poczęstował mnie truskawką w białej czekoladzie. Uśmiechnęłam się do niego, wyciągając rękę po owoc, ale on pokręcił głową. Podniósł jedną z truskawek i spojrzał na mnie wyczekująco. Lekko rozchyliłam usta, a on wsunął mi do buzi truskawkę.

-Pycha -powiedziałam, kiedy już przełknęłam jedzenie.

Chłopak odłożył miseczkę z truskawkami obok talerza pełnego grzanek, na którym leżała też szklana miseczka z czymś podobnym do dżemu. On również nachylił się nad blatem i złożył na moich ustach ujmująco delikatny pocałunek. Szybko jednak odsunął się ode mnie. Odniosłam wrażenie, jakby specjalnie chciał mnie prowokować do rzucenia się mu na szyję. Postanowiłam nie dać mu tej satysfakcji. Usiadłam na stołku, a on podsunął mi talerz z jedzeniem.

-Co podać do picia?

-Herbaty, jeśli można.

-Jasne, że można, przecież mieszkamy w Anglii.

Zaśmiałam się i z apetytem zjadłam śniadanie. Spojrzałam wyczekująco na Lucifera.

-Chyba pora na poważną rozmowę z Michaelem.

Wstałam ze stołka, a Diabeł objął mnie ramieniem. Otworzył ukryte za lustrem drzwi. Zeszliśmy do piwnicy. Zdziwiłam się, czemu tam siedzi, ale postanowiłam zachować swoje pytanie na później.

-Och, to wy -zaczął Michael, siedząc na jednym ze starych krzeseł tam stojących.

Lucifer również usiadł, więc i ja poszłam w ich ślady. Anioł wahał się, czy zacząć rozmowę, więc jego brat postanowił mu pomóc.

-Rano byli tu Siódmi -wyszeptał.

-Jess -zwrócił się do mnie anioł, -nie wiem, ile czasu mi zostało, ale muszę cię przeprosić za wczoraj. A ciebie, bracie, za dziś rano.

-Daj spokój, przecież też wiem, jak anioły reagują na obecność Siódmych.

-Kim oni są -spytałam nagle, ale zanim dostałam odpowiedź, zadzwonił dzwonek do drzwi.

Lucifer wstał i poszedł schodami na górę. Przeniosłam swój wzrok na Michaela.

-Taka jakby policja. Złamałem zasady, manipulując tobą. Teraz zabiorą mnie do nieba.

-A potem -przerwałam mu drżącym głosem.

-Nie wiem. Może pozwolą mi wrócić.

-Ale przecież ja nie mam ci tego za złe -powiedziałam płaczliwym głosem.

Schody zatrzeszczały i pojawił się na nich Lucifer z kimś jeszcze. Dopiero po chwili rozpoznałam, że tą osobą jest Oliver. Już chciał coś powiedzieć, kiedy mnie zauważył. Wydawało mi się, że się rozzłościł.

-Musimy pogadać na osobności -powiedział, zatrzymując się w połowie schodów.

-Spokojnie, Jess wie.

-Jasne, mogłem się tego po was spodziewać -powiedział z dezaprobatą w głosie. -A więc, co oni robią w mieście?

-Przyszli po mnie.

Lucifer przysunął krzesło obok mojego i usiadł na nim. Wziął mnie za rękę. Coś mi podpowiadało, że w tej rozmowie nie ma dla mnie innej roli niż słuchacza. Na szczęście nie tylko ja wciąż milczałam.

-Co takiego im zrobiłeś?

-Zmanipulowałem człowiekiem.

Wystarczyła wymiana spojrzeń by wiedział, co się wczoraj stało między mną a Michaelem. Wyraz twarzy Olivera świadczył o tym, że spodziewał się zupełnie czegoś innego. Wziął jedno z krzeseł i usiadł na nim. Zaśmiał się krótko. Czułam, że w środku walczy sam ze sobą. Nie wiedziałam tylko o co. Chłopak oparł dłonie o uda i pokręcił głową. Stało się oczywiste, że gorączkowo nad czymś myślał. W końcu spojrzał mi w oczy. Jego spojrzenie mnie przeraziło. Poczułam się jak obiekt badawczy. Ścisnęłam dłoń Lucifera, a on posłał mi uśmiech. Poruszał wargami, mówiąc coś. Odczytałam to jako "przy mnie jesteś bezpieczna".

-Zabiorę Jess -oświadczył w końcu Oliver, -A tobie, Luciferze, radzę gdzieś dobrze się schować. Na twoim miejscu pojechałbym... hmm... dajmy na to do Compton. To dwie godziny drogi stąd. Mają tam jakąś stadninę, w której zapewne mógłbyś spędzić kilka nocy.

-Nie zostawię Jess -odparł szybko.

-Ze mną będzie bezpieczniejsza. Dziś Nate organizuje małą domówkę. Nikt nie będzie miał nic przeciwko, jeśli Jess przyjdzie, a potem przenocuje u mnie.

-Jess, zgódź się -odezwał się Michael. -Chcę, żebyś była bezpieczna.

-Ze mną też będzie -warknął Lucifer.

-Daj spokój. Uwierzę dopiero jak zabierzesz ją do piekła -powiedział z pogardą.

Przerażona spojrzałam na Lucifera.

-Spokojnie, Jess, ten kretyn tylko żartował.

-Kto tu jest kretynem? Nie ja chcę narażać bezbronną dziewczynę na zemstę Siódmych.

Dreszcz przeszedł mi po plecach, a Lucifer puścił moją dłoń i spuścił wzrok. Dobrze wiedziałam, ile kosztowała go ta decyzja. Nie potrafiłam jednak dalej siedzieć cicho. Wplotłam palce w czarne włosy Diabła. Przestało się dla mnie liczyć to, co działo się wokół. Martwiłam się o Michaela, ale bardziej bałam się, że już nigdy nie zobaczę Lucifera. Obaj bracia Gray wspólnie wywrócili mój świat do góry nogami, nie potrafiłam tak po prostu udawać, że nic się nie stało.

-Obiecaj mi, że jak to wszystko się skończy, odnajdziesz mnie -poprosiłam Diabła.

Posłał mi uśmiech, ale tym razem nie tak łobuzerski jak zwykle. Odsunęłam się od niego. Najwyraźniej tyle musi mi wystarczyć za pożegnanie. Podeszłam do Michaela i przytuliłam go.

-Żegnaj, Jess.

-Do zobaczenia, Michaelu.

Na jego twarzy zagościł ponury uśmiech. Olivier spojrzał na mnie.

-Spakuj się na kilka dni. Za pięć minut spotkamy się przy samochodzie.

Kiwnęłam głową i ruszyłam schodami w górę. Postanowiłam nie oglądać się na braci Gray. Za bardzo się bałam, że nie zdołam już zrobić ani kroku. Chwilę przed zamknięciem drzwi od piwnicy usłyszałam jeszcze chóralne "uważaj na nią". Szybko poszłam na górę i ze łzami w oczach spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, nie zapominając o zdjęciu w stłuczonej ramce. Kiedy zeszłam na dół z torbą na ramieniu, zobaczyłam w drzwiach sylwetkę Lucifera, a kilka sekund później zatrzaskujące się za nim drzwi. Nie musiałam długo czekać na Olivera. Chłopak wziął ode mnie torbę i zaprowadził do samochodu. Poczułam nieprzyjemne ukłucie w sercu. Czy tak miał wyglądać koniec mojej historii z braćmi Gray? Mogłam mieć tylko nadzieję, że nie.

poniedziałek, 4 listopada 2013

Odcinek 24

Dwie opowieści

Opowieść Michaela

-Zrezygnuj z baletu i dam ci spokój -powiedział na koniec.

-Ja to robię dla baletu, nie rozumiesz? Zgodziłam się tylko po to, by móc tańczyć -powiedziałam wściekła. -Nigdy nie robiłeś nic z miłości -spojrzałam mu w oczy. -O ja cież pierdzielę, ty naprawdę nigdy nic nie kochałeś.

Jego twarz przybrała wściekły wyraz. Przez chwilę myślałam, że mnie zabije, ale on tylko się odwrócił. Ostatnią rzeczą, którą widziałam, były jego rozkładające się czarne skrzydła. Chciałam za nim pobiec, ale Michael złapał mnie za przedramię i przyciągnął do siebie.

-Wróci -powiedział, starając się mnie uspokoić, -jednak zanim wróci, chciałbym żebyś się o czymś dowiedziała. Dotyczy to Leny. Kiedy kilka lat temu po raz pierwszy od dłuższego czasu postanowiliśmy zacząć wszystko od nowa w Londynie, poznaliśmy Lenę. Chodziła z nami do klasy w liceum. Można powiedzieć, że była raczej zagubiona i wpadła w złe towarzystwo. Spodobała się Luciferowi, więc dostałem dodatkowe zadanie, by jej pilnować. Przez chwilę była nawet w nim zakochana. Na koniec liceum mój brat postanowił dać jej tę sukienkę. Przyszła w niej na zakończenie roku.

Michael przerwał swoją opowieść. Podniósł ze stoliczka położoną zdjęciem do dołu ramkę i podał mi ją. Na zdjęciu były trzy osoby. Bracia Gray i Lena pomiędzy nimi. Spojrzałam na chłopaka, nie za bardzo rozumiejąc, o co chodzi.

-Nie powinniśmy tego robić, ale zaprzyjaźniliśmy się z nią. Mam też podstawy by przypuszczać, że między nią a moim bratem doszło do czegoś więcej. Miesiąc po zrobieniu zdjęcia pokłóciłem się z bratem o przyjaźń naszej trójki, a rozdarta i nieświadoma Lena stanęła po stronie Lucifera. Niebo postanowiło na jakiś czas dać mi zamiennika, bym mógł choć trochę odpocząć. Przebywanie na ziemi jest dla mnie męczące -dodał, patrząc mi w oczy. -Wtedy Lucifer pokłócił się z Leną i stał się bardziej buntowniczy. Mój zmiennik po prostu nie mógł dać sobie z nim rady.

-Kazali ci tu wrócić?

-Tak. Pół roku w Niebie i kolejne pół wieku na Ziemi. Jess, posłuchaj. Historia z Leną nie miała prawa się powtórzyć, a mimo to znów jest tak samo.

-Co masz na myśli?

Niepotrzebnie pytałam, dokładnie wiedziałam, co ma na myśli. Podparłam się o poręcz fotela. Splotłam palce i oparłam je o udo.

-Ciebie.

Michael podszedł do mnie i ostrożnie objął mnie ramieniem. Chciał coś powiedzieć, ale zamiast tego tylko mocno mnie przytulił. Miałam do niego tyle pytań... Czułam, że mam coraz mniej czasu. Anioł odsunął się ode mnie odrobinę.

-Muszę powiedzieć ci coś jeszcze. Zakochałem się w tobie.

-Wiem. Lucifer mi powiedział -wyszeptałam, patrząc w podłogę. Było mi zwyczajnie głupio, miałam wrażenie, że go zraniłam.

-Nie wiem, kiedy Siódmi się o tym dowiedzą, ale wiem, że nie zostało mi na Ziemi zbyt wiele czasu. Kiedyś wrócę, ale obawiam się, że ciebie już tu nie będzie -splótł nasze palce. -Anioły nie powinny być zdolne do takiego uczucia -powiedział smutnym głosem.

Miałam ochotę krzyczeć. Co ja najlepszego narobiłam? Rozkochałam w sobie nie tego brata co trzeba. Wszystko zaczęło się walić. Jak to możliwe, że Michaela może nagle zabraknąć? Jak można się aż tak do kogoś przywiązać w ciągu miesiąca? Do moich oczu napłynęły łzy. Przygryzłam wargę, by je powstrzymać, ale nic to nie dało.

-Wiem, że masz wiele pytań, ale najlepiej dla ciebie byłoby gdybyś o nas zapomniała -wyszeptał.

Moje serce zaczęło szybciej bić. Zarzuciłam ręce na szyję chłopaka i stanęłam na palcach. Nie chciałam, by jeszcze kiedykolwiek to powiedział. Nie bardzo wiedziałam, co powinnam zrobić. W książkach, które tak zawzięcie czytałam, zawsze w takich momentach się całowali. Chyba nie zaszkodzi spróbować. Przysunęłam wargi do ust chłopaka, jednak moja odwaga szybko się skończyła. Patrzyłam w jego oczy oddalone zaledwie kilka centymetrów od moich. Anioł położył dłonie na moich biodrach. Opuszki jego palców wsunęły się pod moją bluzkę i delikatnie muskały moją rozgrzaną skórę.

-Zmieniałaś się i mnie też -wyszeptał.

Jego wargi zetknęły się z moimi. Nie potrafiłam ocenić z czyjej inicjatywy. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, ile razy Michael się całował, ale odniosłam mylne wrażenie, że całował się już wiele razy. Był zdecydowanie lepszy od swojego brata. Delikatnie pieścił moje wargi. Oplotłam nogami jego biodra. Jedną ręką chłopak podtrzymywał moje pośladki, a druga powoli wędrowała do zapięcia mojego stanika.

Opowieść Lucifera

-Słuchaj, Jess, nie wiem, co między wami zaszło, ale możesz mi powiedzieć, gdzie podział się mój brat?

Siedziałam w salonie i czytałam książkę przy rozpalonym przez Michaela kominku, który dawał prawie tak rozkoszne ciepło jak jego obecność. Miałam wrażenie, że moje policzki również płoną.

-Poszedł po zakupy -powiedziałam, nie odrywając oczu od książki.

-Zrezygnowałaś już z baletu?

-Tak.

Chłopak podszedł do mnie. Wyrwawszy mi książkę odłożył ja na stoliczek. Jego ciekawe spojrzenie bacznie badało moją twarz. Palcami delikatnie dotknął moich policzków. Przeniósł dłonie niżej i oplótł nimi moją talię. Przyciągnął mnie do siebie. Z ciekawością przyglądałam się jego szarym oczom. Złożył na moich ustach jeden ze swoich agresywnych pocałunków. Oparłam dłonie o jego tors. Nagle chłopak popchnął mnie z powrotem na fotel.

-Całowałaś się z Michaelem, prawda?

Odwróciłam wzrok zawstydzona. Nie żałowałam tego, co zrobiłam, ale miałam nadzieję, że Lucifer nigdy się o tym nie dowie. Delikatnie pokiwałam głową, nie potrafiąc go okłamać. Chłopak usiadł na drugim fotelu. Pokręcił głową z tym swoim charakterystycznym łobuzerskim uśmieszkiem.

-Nie spodziewałem się tego po tobie, Jess. Wiesz, Lena też wykręcała mi różne śmieszne numery, ale nigdy nie z Michaelem -zaczął swoją opowieść Lucifer. -Chyba była bardziej zdecydowana od ciebie, złotko.

-Ale ja jestem zdecydowana -wyszeptałam.

Chłopak wstał i kucnął przed fotelem, na którym siedziałam. Jedną rękę oparł o mebel, a drugą położył na moim udzie, powoli wsuwając ją pod sukienkę, która teraz była odrobinę pognieciona.

-To którego z nas wolisz -zapytał, patrząc mi w oczy.

Moje serce boleśnie uderzało o żebra, a policzki płonęły. Spuściłam wzrok. Delikatnie zepchnęłam jego dłoń z mojego uda.

-Wiesz, Luc, ja byłam zdecydowana od zawsze. Nie wiem, co dziś we mnie wstąpiło.

-A ja wiem -powiedział, wracając na drugi fotel. -Michael cię wykorzystał -odparł beztrosko. -Żaden człowiek nie oprze się aniołowi, skarbie. Byłem głupi, że cię z nim samą zostawiłem.

-Zależy ci na mnie?

-Może. Mam wrażenie jakby historia z Leną się powtarzała, wiesz? Tylko ona mniej wiedziała, bo nie próbowała się zabić -puścił do mnie oczko. -Podobałem jej się i nie mogę powiedzieć, żeby nie było mi to na rękę. Była naprawdę piękna, tylko miała małe problemy z ćpaniem. Wtedy przyczepił się do nas Michael. Polubiła go, bo była człowiekiem. Aniołów nie da się nie lubić.

-Przecież Oliver nie lubi Michaela -powiedziałam, mając w pamięci pierwszy dzień szkoły.

-Wiesz, Jess, nie jesteśmy jedynymi aniołami. Znaczy Michael nie jest -poprawił się Lucifer.

Widziałam, że zrobiło mu się trochę przykro. Podeszłam do niego i usiadałam mu na kolanach. Chłopak objął mnie ramieniem, a jego palce, podobnie jak wcześniej Michaela, powędrowały pod moją bluzkę. Po moich plecach przeszedł dreszcz. Diabeł musiał to wyczuć, bo cofnął dłoń.

-Wracając do Michaela, to chyba podpadł Niebu, bo przyszli po niego Siódmi. Wtedy przysłali tu Olivera. Jak mam wybierać niańkę z nich dwóch, to już wolę tego, którego uważasz za mojego brata. Dlatego stałem się buntowniczy i ściągnąłem Michaela z powrotem. W międzyczasie między mną a Leną przestało się układać. Głównie przez to, że wtedy była już zakochana w jakimś człowieku. Wiesz, Jess, nigdy nie czułem do niej tego, co czuję do ciebie.

sobota, 2 listopada 2013

Sezon 2

Cześć,

Właśnie skończyłam pisać sezon 1 i zabieram się za sezon 2 uboższy o jednego bohatera... Jakiego? Przekonajcie się sami za dwa tygodnie! Tak, dobrze liczycie, sezon pierwszy zakończy się po 25 odcinkach i 2 specjalnych dodatkach. Pierwszy dodatek z drugiego sezonu myślę, że będzie przez was długo oczekiwany...

W zakładce "odcinki" możecie już przeczytać bardzo ogólne nazwy całych sezonów, które nie odnoszą się tylko do pory roku w opowiadaniu. Tak, wiosną Jessamine będzie musiała pogodzić się z kolejną stratą, tak więc mogę powiedzieć, że odrodzi się na nowo jako troszkę silniejsza.

Tak więc właśnie mój długi weekend mija mi na przywracaniu moim blogom życia. Prawdopodobnie z początkiem 2 sezonu na bloga zawita też nowy wygląd.

Po raz kolejny proszę o polecanie tego bloga, bo wciąż mam wrażenie, że piszę sama dla siebie, a to trochę samolubne, co nie?

xoxo ~ Rose