Warunek Lucifera cz. 3
Lekcja minęła szybko. Spakowałam swoje książki i skierowałam się na korytarz. Chciałam iść pod kolejną klasę, ale ktoś złapał mnie za nadgarstek i pociągnął w przeciwną stronę. Zobaczyłam przed sobą Alice. Szła wyjątkowo szybko. Rozejrzałam się za sobą i dowiedziałam się, czemu idzie tak szybko. Chciała zgubić swoją paczkę. Matt stał przy drzwiach, rozmawiając z Gwendoline i wyraźnie kogoś szukał. Tylko jedna osoba nie stała gdzieś w pobliżu - uciekająca Alice. Ruszyłam za nią szybszym krokiem. Puściła mój nadgarstek, więc przepychając się przez jakąś pierwszą klasę, musiałam porządnie się skupić, żeby nie zgubić z oczu jej kitka. Pokonałyśmy kilka zakrętów, aż w końcu Alice znalazła jakiś w mirę spokojny kąt w tej szkole.
-Chodzisz z Luciferem?
-Nie, już mówiłam.
-Wybacz, musiałam się upewnić. A co do tej historii z Oliverem to było tak, że pod koniec gimnazjum chodził z Naomi, wiesz, tą, co chodzi ze mną na balet. Wtedy się przyjaźniłyśmy. Ale tu się wszystko zmieniło. Ona zakochała się w Luciferze i zerwała z Olim. Słuchaj, Jess, wiem, że bierzesz udział w tym castingu do "Dziadka do orzechów". Musisz ją pokonać. Ona musi dostać za swoje.
-Czy Oliver był kiedyś inny?
-Był, zanim zaczął z nią chodzić.
-Dzięki, że mi to opowiedziałaś.
-Byłam ci to winna.
Spojrzałam na nią zdziwiona, ale ona tylko odwróciła się i odeszła. Chciałam zacząć ją gonić, kiedy Lucifer do mnie podszedł. Jego dłonie znalazły się na moich biodrach. Przyciągnął mnie do siebie. Jego łobuzerski uśmiech dodawał mu uroku. Chciałam mu się wyrwać, ale słuchanie go cały dzień oznacza też nie stawianie mu się. Pamiętaj, Jess, robisz to dla baletu.
-Wyglądasz pięknie.
-Mówiłeś to już.
-Wyglądasz bardzo seksownie -poprawił się, przejeżdżając palcem po konturze mojej twarzy.
Oparłam się plecami o zimną ścianę, by choć trochę się od niego odsunąć, ale to nic nie dało. Jedną ręką oparł się o ścianę i przysunął swoje usta do mojego ucha. Czułam jego ciepły oddech na policzku i uspokajający zapach wody kolońskiej, której używał chyba codziennie, od kiedy się poznaliśmy.
-Czy aby nie przesadzasz -zapytałam najciszej, jak umiałam.
-Nie, dziś jesteś moja i muszę to dobrze wykorzystać -wyszeptał mi prosto do ucha. -A tak właściwie, o której kończysz balet?
-Nie wiem, pewnie o 18, a co?
-Muszę zaplanować nam wieczór.
-Gdzie ty chcesz mnie zabrać -zapytałam drżącym głosem.
-Na randkę.
Ciarki przeszły mi po plecach. Chciałam się odezwać, ale zamiast tego tylko kiwnęłam głową jak potulne zwierzątko. Nie mogłam uwierzyć, że to, o czym marzyłam i jednocześnie to, czego tak się bałam, będzie wynikiem jakiegoś chorego układu. Biedny Michael. Tyle spraw mnie zastanawia. Chciałam o nie zapytać Lucifera, ale nie potrafiłam nic powiedzieć. Czułam się, jakbym w gardle miała wielką kulę tłumiącą cały dźwięk. Zacisnęłam dłoń w pięść i oparłam o tors Diabła. Chłopak pogłaskał mnie po włosach. Po moim ciele rozeszło się przyjemne ciepło. Jego obecność dawała mi poczucie bezpieczeństwa. Nie powinna. Ten chłopak jest tak nieobliczalny. Bardzo się u niego zadłużyłam. Uratował mi życie. Nigdy nie dostanę szansy, żeby mu się odwdzięczyć. Nie chcę takiej szansy. Ciarki mnie przeszły na samą myśl o tym, że coś mogłoby mu się stać. Chciałam się do niego przytulić, upewnić się, że jego serce wciąż bije, ale powstrzymałam się. Zapewne i bez tego wyglądaliśmy dość podejrzanie.
-Wszystko w porządku, Jessi -zapytał, przechylając głowę. -Masz dziwną minę.
Spojrzałam mu w oczy i zamrugałam kilka razy. Czy wszystko jest w porządku? Nie, oczywiście, że nie! Chłopak moich marzeń właśnie zaprosił mnie na randkę! Nie, chwila, on oświadczył, że idziemy na randkę. Cóż, pierwsza wersja chyba była lepsza, ale trudno. Randka to randka, czyż nie? To głupie. On wymaga ode mnie czegoś, co i tak bym chętnie zrobiła.
-Twoja mina jest teraz jeszcze dziwniejsza -stwierdził, odsuwając się ode mnie odrobinę. -Nad czym tak myślisz, Jessi?
-Zastanawiałam się czy randka, na którą trzeba się zgodzić to wciąż randka.
Chłopak zaśmiał się, co przyciągnęło kilka ciekawskich spojrzeń. Wierzchem dłoni pogłaskał mnie po policzku.
-A co, kochanie, chciałabyś grać nieprzystępną -zapytał i zaczął się bawić kosmykiem moich włosów, który wypadł z koka.
-Nie, nie o to mi chodziło -powiedziałam szybko i zaczęłam niekontrolowanie machać rękoma.
Diabeł znów się zaśmiał i złapał mnie za nadgarstki. Pociągnął mnie do siebie. Moje przedramiona opierały się teraz o jego umięśniony tors.
-Pocałuj mnie, moja głupiutka dziewczyno.
-Co?
-Pocałuj mnie.
Patrzyłam na niego szeroko otwartymi oczami. Na korytarzu wciąż kręciło się kilka osób. Panicznie zaczęłam wymyślać jakąkolwiek wymówkę. Moje rozmyślenia przerwał dzwoniący dzwonek. Korytarz w ciągu kilkunastu sekund zrobił się zupełnie pusty. Chłopak wciąż mocno mnie trzymał. Torba zsunęła mi się z ramienia. Diabeł lekko podirytowany wrócił ją na miejsce. Złapał mnie za podbródek.
-Coś czuję, że tego nie zrobisz -wyszeptał.
Schylił się i mnie pocałował. Jego język zaczął pieścić moje wargi. Przeniosłam uwolnione z jego uścisku ręce na jego szyję, a on mocno objął mnie w pasie. Całował natarczywie, ale podobało mi się to. W pewnym momencie nagle przestał. Już chciałam zapytać czemu, ale on zakrył moje rozgrzane usta dłonią. Teraz i ja usłyszałam zbliżające się kroki. Mocno chwycił mnie za łokieć i pociągnął w stronę pierwszych drzwi, które były drzwiami do schowka na miotły. Zamknął je za nami. Lucifer postanowił nie włączać pojedynczej, zwisającej z sufitu żarówki, więc po odcięciu jedynego źródła światła, zrobiło się tu zupełnie ciemno. Mimo tego chłopak orientował się tym niewielkim pomieszczeniu idealnie. Zaprowadził mnie do któregoś kąta i pociągnął w dół. Kucnęłam, opierając się o ścianę. Puścił mój łokieć. Szybko jednak odnalazłam jego dłoń i splotłam nasze palce. Chłopak odnalazł w ciemności moje usta i zaczął mnie całować. Tym razem jeszcze bardziej natarczywie. Jedną ręką położył na moim udzie, a drugą podparł się ściany za moimi plecami. Tym razem nie strząsnęłam jego ręki. Odsunął się ode mnie o kilka centymetrów, kończąc pocałunek, ale nie zabierając ręki. Drzwi otworzyły się i ktoś zapalił niczym nieokrytą żarówkę. Byliśmy schowani za jakąś prowizoryczną półką z jakimiś bzdetami. Światło mocno raziło mnie w oczy, więc przymknęłam powieki. Przykucnięci trwaliśmy w totalnej ciszy, dopóki drzwi na nowo się nie zamknęły. Chłopak szybko znów położył dłoń na moich ustach. Najwyraźniej ze strachu, że zaraz wybuchnę śmiechem. Gdyby nie jego ręka, pewnie bym to zrobiła.
"Kiedy naprawdę zapragniesz miłości - będzie ona czekać na ciebie." ~ Oscar Wilde
czwartek, 26 września 2013
środa, 25 września 2013
Odcinek 19
Na koniec jakiś długi dialog wyszedł, ale niech już tak będzie.
Warunek Lucifera cz. 2
Zwinnie zgarnęłam swoje rzeczy i wyskoczyłam z samochodu, zanim Lucifer wyłączył silnik. Pobiegłam w stronę szkoły. Mogłam się nie odzywać. Kretynka.
-Jess, poczekaj -krzyknął za mną, kiedy otwierałam drzwi szkoły.
Wygodniej było udawać, że go nie słyszałam. Chciałam dalej biec, ale w szpilkach było to niemożliwe. Po drodze do szafki zaczęłam zdejmować ubranie wierzchnie. Przy szafce czekała mnie niezbyt miła niespodzianka. Po jednej stronie stała naburmuszona Alice, a po drugiej wydzierający się Alexander. Otworzyłam szafkę, zasłaniając im widok na siebie nawzajem. Nie witając się z nimi, zaczęłam wkładać rzeczy do środka. Zatrzasnęłam szafkę i już chciałam odejść, kiedy oboje złapali mnie za nadgarstki.
-Puśćcie mnie, nie jestem zabawką -wydarłam się.
-Jess, uspokój się -zaczął Alexander tonem starszego brata.
-Ej, chwila, ja pierwsza -odparła wciąż nadąsana Alice.
-Puśćcie mnie i odczepcie się ode mnie.
Wyrwałam im swoje nadgarstki, a oni spojrzeli na mnie nieco zdziwieni. Alice zdziwiła się jeszcze bardziej, kiedy zdała sobie sprawę z tego, w co jestem ubrana. Cofnęłam się o krok w tył i ktoś objął mnie delikatnie ramieniem.
-Cześć, Jessamine -zaczął spokojnym głosem Michael. -Jakoś się minęliśmy dziś rano.
Odwróciłam się w jego stronę i posłałam mu promienny uśmiech.
-Cześć.
Odsunął się ode mnie kawałek, oglądając mój ubiór. Pokręcił głową, jakby nie wierząc w to, co zobaczył. Spojrzałam na niego zaciekawiona.
-Wyglądasz pięknie, ale nie wierzę, że kazał ci ubrać akurat to. Przepraszam, ale muszę z nim pogadać. Zobaczymy się na literaturze.
-Jakie rano i kto kazał ci to założyć -naskoczył na mnie Alexander.
-Daj mi spokój.
Przewróciłam oczami i zaczęłam iść w przeciwnym kierunku. Nie obchodziło mnie, co ma mi do powiedzenia. Może wczoraj, kiedy bałam się, że nie będę miała gdzie spać, pragnęłam jego towarzystwa, ale nie teraz kiedy wiem, że mam na kogo liczyć. Wtedy w domu nie wstawił się za mną, ani nawet nie pomógł wstać. Wpuścił Michaela, ale mi łaska i tak by wszedł. Ktoś znów próbował mnie złapać, ale szybko strząsnęłam dłoń tej osoby. Zaczęłam biec do klasy w nadziei, że jeszcze przed rozpoczęciem lekcji uda mi się porozmawiać z Michaelem, ale niestety nie było go w sali. Za to Alice czekała już na mnie, siedząc na mojej ławce.
-Nie pozwolę ci mnie ignorować -obruszyła się.
-A co się zmieniło od naszej kłótni w szatni?
-Całkiem sporo -powiedziała już spokojnym głosem. -Właściwie to chciałabym cię przeprosić za to, co mówiłam w szatni po balecie. Chciałam też cię zapytać, czy nie chciałabyś, no wiesz...
-Wyjść gdzieś z nami -dokończył za nią Matt.
Uśmiechnęłam się do nich i pokiwałam głową. Matt uściskał mnie przyjaźnie, a do sali wszedł Michael. Oliver, który do tej pory się nie odzywał, postanowił wreszcie coś powiedzieć.
-Boże, znów on.
-Oli, daj spokój -upomniała go Alice i dała mu kuksańca w bok.
-Wiesz, Oliver, nie wyglądasz na takiego, który aż tak ocenia po pozorach -warknęłam, próbując bronić przyjaciela.
-Jess, daj spokój, nie znasz go.
-Znam go lepiej niż ty -warknęłam i wzięłam swoją torbę.
Zaczęłam iść do wyjścia, po drodze mijając się z Michaelem. Przyjaciel próbował mnie zatrzymać, ale nie pozwoliłam mu się złapać. Wychodząc z klasy, omal nie wpadłam na Lucifera. Upuściłam torbę, którą Diabeł złapał, zanim jeszcze do końca upadła. Podał mi ją. Kiedy ją od niego brałam, nasze dłonie na chwilę się musnęły. Moje ciało przeszył przyjemny dreszcz.
-Masz tam wrócić -wyszeptał.
-Lucifer...
-I zostać tam do końca lekcji -dokończył. -Pamiętasz, co mi obiecałaś?
Delikatnie pokiwałam głową. Ktoś ze środka mnie zawołał. Instynktownie obróciłam się w tamtą stronę. Cała klasa patrzyła na nas ciekawskim wzrokiem, tylko Michael siedział przy oknie i tęskno wyglądał na zewnątrz. Jak mogłam być tak ślepa i wcześniej nie zauważyć, że mu się podobam? Gdybym wiedziała, na pewno nie zgodziłabym się u nich mieszkać.
-Jessi?
-Tak?
-Zobaczymy się na następnej przerwie -powiedział i pocałował mnie w policzek. -A, i jeszcze jedno, diabłom też się podobasz.
Odwrócił się i odszedł. Może to i lepiej, bo na moich policzkach pojawiły się rumieńce. Kiedy wróciłam do środka, wszyscy patrzyli na mnie zaskoczeni. Usiadłam obok Michaela. Wyjęłam swoje książki z torby. Chciałam porozmawiać z aniołem, ale Oliver odezwał się do mnie pierwszy.
-Czyżbyś chodziła z Luciferkiem?
-Nie nazywaj go tak -syknęłam.
-Więc nie zaprzeczasz?
Spojrzenie Olivera było potworne, ale gorsze było to, że Michael zgarnął swoje rzeczy i wyszedł. Miałam ochotę wstać i za nim pobiec, ale nie mogłam. Odprowadziłam go wzrokiem aż do drzwi. Miałam nadzieję, że się zatrzyma, że wróci tu i uda, że nic się nie stało. Spojrzałam wściekła na Olivera.
-Nie, nie chodzę z nim.
-Ta, jasne.
-Oli, daj spokój -Alice znów go upomniała.
-Nie jesteś moją matką, żeby mi mówić, kiedy mam odpuścić.
-Co cię ugryzło -wtrącił się Matt. -To nic złego, że z nim rozmawia -dodał, lecz niezbyt przekonująco, widać wciąż miał uraz do Lucifera po ich bójce.
-Matt ma rację, Oli -wtrącił się Jade. -Ostatnio o wszystko się wściekasz. Nawet dziewczyny to zauważyły.
-Chyba trzeba być ślepym, żeby tego nie zauważyć -dodała rudowłosa Gwendoline, siadając na miejscu Michaela.
-Serio? Nie zauważyłem -zripostował Oliver i poprawił swoją brązową grzywkę.
-Na początku roku nic nie miałeś do Lucifera, ani tym bardziej do Michaela, coś się zmieniło -zapytała zaciekawiona Katherine.
-Bardzo dużo. Chyba o czymś zapominasz.
Dziewczyna zaśmiała się krótko i pokręciła głową zrezygnowana. Alice położyła dłoń na jej ramieniu, dając jej znać, że doskonale ją rozumie.
-Wiesz, stary -zaczął Nataniel, -to było oczywiste, że zerwiecie. W gimnazjum też się ciągle kochała w kimś innym -powiedział, nie potrafiąc ukryć uśmiechu.
-Do nich lepiej pasuje -dodał Jade, również się uśmiechając.
-Ale kto -zapytałam, gubiąc wątek.
Wszyscy spojrzeli na mnie, jakby zapomnieli, że wciąż siedzę z nimi.
-No Naomi -wyjaśnił Matt, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-Co właściwie się stało -zapytałam.
Wszyscy spojrzeli po sobie, jakby zastanawiając się, czy mogą mi o tym powiedzieć, ale przed decyzją uratował ich dzwonek. Wszyscy szybko się rozeszli, zostawiając mnie samą w ostatniej ławce pod oknem.
wtorek, 24 września 2013
Odcinek 18
Warunek Lucifera cz. 1
Rano obudził mnie męski głos.
Rano obudził mnie męski głos.
-Jess, wstawaj już, bo się spóźnimy.
Kiedy otworzyłam oczy stał nade mną Lucifer. Popatrzyłam na niego lekko zdziwiona. Przetarłam oczy i kiedy wyszłam z łóżka, zdałam sobie sprawę, że wciąż jestem ubrana w to, co nosiłam cały poprzedni dzień. Dziwne, że w nocy mi to nie przeszkadzało. Jak przez mgłę pamiętałam całą naszą rozmowę. Jednak gdy zobaczyłam trzymane przez Diabła rzeczy, przypomniałam sobie wszystko.
-Chcesz, żebym to założyła -upewniłam się.
-Właśnie tak -powiedział, podając mi ubrania. -Masz jeszcze jakieś pytania?
-Właściwie to tak. Czy mogę dziś iść na lekcję baletu?
-Ale pójdę tam z tobą. A, i jeszcze jedno. Robienie wszystkiego, o co proszę, oznacza również odpowiadanie na wszystkie moje pytania -oświadczył i wyszedł.
Położyłam złożone ubranie na łóżku i podeszłam do jednej ze swoich walizek. Szybko odszukałam w niej kosmetyczkę. Na brzegu łóżka leżał ręcznik, pewnie Michael go tu przyniósł. Wzięłam wszystkie rzeczy i poszłam do mniejszej łazienki. Słyszałam głosy braci z dołu. Zamknęłam drzwi i wskoczyłam pod prysznic, po drodze rzucając wszystkie swoje rzeczy na podłogę. Wzięłam szybki prysznic, podczas którego udało mi się ochlapać pół łazienki, zapominając wcześniej wyjąć mydło z kosmetyczki. Owinęłam się w ręcznik i stanęłam przed lustrem. Włosy, które teraz miały lekko mokre końcówki, upięłam w luźny kok, zostawiając z przodu dwa pasemka. Spojrzałam na leżące na ziemi ubranie. Cóż, w końcu i tak będę musiała je założyć. Podniosłam je z ziemi i zanim zdążyłam przyjrzeć się sukience, mój wzrok utkwił na białych koronkowych stringach z błękitnymi kokardkami po bokach. On naprawdę chce, żebym to założyła? Przewróciłam oczami, cóż zrobić - umowa to umowa. Ubrałam je, a potem i stanik do kompletu. Swoją drogą ciekawe, skąd znał mój rozmiar. Spojrzałam na siebie, po czym uświadomiłam sobie, że to przecież oczywiste. Zdziwiłam się jednak, że leżał aż tak dobrze. Podniosłam z ziemi sukienkę. Była błękitna. Może nieco zbyt zwiewana i za mało poważna do szkoły, ale z pewnością bardzo ładna. Nie miała ramiączek, a w talii była przewiązana dużą kremową wstążką z kokardą z przodu. Kończyła się kawałek nad kolanami. Kiedy się obróciłam zafalowała delikatnie. Ciekawe, skąd ją ma. Schyliłam się do kosmetyczki i szybko nałożyłam podkład, a na niego puder i trochę różu. Rzęsy pokryłam czarną maskarą, a usta bladoróżowym błyszczykiem. Poskładałam wszystkie rzeczy i wróciłam do pokoju. Idąc korytarzem, słyszałam głosy braci dochodzące z dołu, ale tym razem rozmawiali znacznie ciszej.
Będąc już u siebie, a raczej w swoim tymczasowym pokoju wzięłam torbę i wrzuciłam do niej wszystkie rzeczy potrzebne do szkoły i na lekcję baletu. Właśnie chowałam puenty, kiedy do pokoju wszedł Lucifer.
-Chyba sobie żartujesz, że pójdziesz z tą torbą?
Podszedł do mnie i objął mnie jedną ręką w talii. Zaczęło mi się robić gorąco, a miejsca w których nasze ciała się stykały wręcz parzyły. Na karku czułam jego oddech. Wokół roztaczał się zapach jego wody kolońskiej. Położył przede mną brązową torebkę vintage i mniejszy worek, prawdopodobnie na rzeczy do baletu, do kompletu, beżowe szpilki i sweterek tego samego koloru.
-Chcesz, żebym skręciła sobie kostkę tydzień przed castingiem -zapytałam cicho.
-Oczywiście, że nie chcę, żebyś zrobiła sobie jakąkolwiek krzywdę -wyszeptał mi prosto do ucha. -Czekam na ciebie na dole.
Odsunął się powoli i wyszedł. Przez chwilę jeszcze stałam jak sparaliżowana. Zamrugałam kilka razy i spróbowałam się uspokoić. Kiedy w końcu mi się to udało, szybko przepakowałam swoje rzeczy. Ubrałam sweterek i szpilki. Postanowiłam zanieść swoje rzeczy na dół. Schodząc po schodach, zobaczyłam zamykającego za sobą drzwi wyjściowe Michaela. Czyli zostałam sama z Diabłem. Położyłam torby na ostatnim schodku. Poszłam do kuchni i zobaczyłam Lucifera wyjmującego na blat czysty bandaż. Odwrócił się i uśmiechnął się do mnie.
-Pięknie wyglądasz -powiedział.
-Dziękuję -wyszeptałam nieprzyzwyczajona do komplementów.
-Chodź tu, zobaczymy, jak tam się ma twoja ręka.
Podeszłam do chłopaka, który delikatnie złapał mój nadgarstek. Powoli zaczął odwiązywać bandaż, pod którym była gaza. Zaczął ją powoli odrywać. Bolało, czyli musiała przykleić się do rany. Kiedy skończył, zobaczyłam skaleczenie, które było mniejsze niż mi się wydawało. Nie miało nawet dwóch centymetrów. Podniósł ze stołu wacik, który był czymś nasączony.
-Co robisz?
-Chyba przydałoby się, żeby ktoś ci to przemył.
Nie lubiłam tej części. Spróbowałam wyrwać mu rękę, ale tylko złapał ją mocniej. Spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem, a on odłożył wacik. Palcami wolnej ręki delikatnie pogładził mnie po policzku.
-Obiecuję, że będę delikatny -wyszeptał.
Na nowo podniósł wacik i delikatnie przyłożył do mojej rany. Zaczęła szczypać. Zamknęłam oczy. Przygryzłam delikatnie wargę. Czułam, ze chłopak cofnął swoją dłoń, ale druga wciąż mocno trzymała mój nadgarstek. Znów poczułam szczypanie, tym razem mocniejsze. Mocniej przygryzłam wargę i poczułam w ustach smak krwi. Diabeł odsunął swoją dłoń i puścił mój nadgarstek. Otworzyłam oczy. Chłopak wycinał kawałek gazy. Potem na nowo wziął moją dłoń, ale teraz znacznie delikatniej. Przyłożył lekko wilgotny kawałek gazy do mojej dłoni i obwiązał bandażem. Na nadgarstku zrobił kokardkę. Dopiero kiedy skończył, spojrzał mi w oczy.
-Jesteś naprawdę ładna, Jess -powiedział i minął mnie, wychodząc z kuchni.
Stałam chwilę, nie wiedząc, co zrobić, kiedy usłyszałam jak woła moje imię, po czym dodaje, że jak zaraz się nie ruszę, to będziemy spóźnieni. Poszłam do holu. Każdy mój krok powodował stukanie szpilek o podłogę, które roznosiło się echem po całym korytarzu. Przy drzwiach czekał na mnie Diabeł z damskim beżowym płaszczem w dłoniach. Na komodzie obok leżały brązowe rękawiczki, szalik i czapka. Pozwoliłam chłopakowi ubrać mnie, a potem zanieść moje rzeczy do samochodu. Wychodząc z domu aniołów, spodziewałam się zastać przed domem czerwony cadillac Michaela, ale nie było go nigdzie na około. Zdezorientowana stanęłam za furtką, czekając na Lucifera, który zamykał drzwi. Zdałam też sobie sprawę, że po raz pierwszy tej zimy jest mi zimno. Po chwili podszedł do mnie Diabeł. Zaśmiał się, widząc moją zdezorientowaną minę. Zaprowadził mnie do czarnego BMW. Otworzył mi drzwi od strony pasażera i gestem dłoni zaprosił do środka.
-Nie sądziłam, że w ten sposób wykorzystasz złożoną przeze mnie obietnicę -powiedziałam, wsiadając.
-To dopiero początek, Jessi - powiedział i zatrzasnął drzwi.
Obserwowałam jak okrąża samochód i wsiada z drugiej strony. Włączył nową płytę Adele, ale od razu przewinął do piosenki "One and only". Nie sądziłam, że słucha takiej muzyki. Muzyka pozwoliła mi zapomnieć o celu naszej podróży. Przejrzałam się w bocznym lusterku. Przez przygryzanie wargi zjadłam połowę błyszczyka.Wyjęłam go z torebki i poprawiłam sobie usta. Po schowaniu go z powrotem wlepiłam swój pusty wzrok w szybę. Zapowiadał się taki ekscytujący dzień, a zaczął się tak banalnie. Ot, niewygodna bielizna. Nie tego się spodziewałam. Chciałam, żeby było tak, tak inaczej. Może to jednak i lepiej, że na razie nie prosił o nic niezwykłego.
-Czemu tak cicho siedzisz -zapytał, stając na czerwonych światłach.
-Czekałam, aż ty się odezwiesz -powiedziałam, odwracając się do niego.
-Co myślisz o sukience -zapytał, kładąc rękę na moim udzie.
Jego dotyk jak zwykle podział na mnie paraliżująco. Był przyjemny i za każdym razem sprawiał, że po moim ciele rozchodziło się przyjemne ciepło. Mimo to zmusiłam się do strzepnięcia jego dłoni. W jego spojrzeniu pojawiło się udawane rozczarowanie. Odwróciłam wzrok, nie mogąc znieść tego spojrzenia. Samochód znów ruszył.
-Podobno twój sen nie był tak ciekawy, jak przypuszczał Michael.
-Możliwe -odpowiedziałam lakonicznie, by nie usłyszał drżenia w moim głosie.
-Czyli to nie w nim się zakochałaś -drążył temat Lucifer. -Szkoda, bo mój brat miał nadzieję, że coś pomiędzy wami zaiskrzy -ostatnie słowo wypowiedział wyjątkowo dokładnie.
-Ale jak to -dopytałam, nie dowierzając.
-Och, Jessi -zaczął, śmiejąc się cicho. -Wiesz, jesteś naprawdę pociągająca. Bądźmy szczerzy, podobasz się aniołom.
-A Diabłu -zapytałam bezmyślnie.
Chłopak spojrzał na mnie ciekawym wzrokiem. Wiedziałam, że ma ochotę zjechać gdzieś na bok, albo chociaż pojechać na około, ale szkoła była już za zakrętem. Chociaż tyle, ze nie palnęłam tego wcześniej.
-Być może -powiedział, parkując przed szkołą.
Będąc już u siebie, a raczej w swoim tymczasowym pokoju wzięłam torbę i wrzuciłam do niej wszystkie rzeczy potrzebne do szkoły i na lekcję baletu. Właśnie chowałam puenty, kiedy do pokoju wszedł Lucifer.
-Chyba sobie żartujesz, że pójdziesz z tą torbą?
Podszedł do mnie i objął mnie jedną ręką w talii. Zaczęło mi się robić gorąco, a miejsca w których nasze ciała się stykały wręcz parzyły. Na karku czułam jego oddech. Wokół roztaczał się zapach jego wody kolońskiej. Położył przede mną brązową torebkę vintage i mniejszy worek, prawdopodobnie na rzeczy do baletu, do kompletu, beżowe szpilki i sweterek tego samego koloru.
-Chcesz, żebym skręciła sobie kostkę tydzień przed castingiem -zapytałam cicho.
-Oczywiście, że nie chcę, żebyś zrobiła sobie jakąkolwiek krzywdę -wyszeptał mi prosto do ucha. -Czekam na ciebie na dole.
Odsunął się powoli i wyszedł. Przez chwilę jeszcze stałam jak sparaliżowana. Zamrugałam kilka razy i spróbowałam się uspokoić. Kiedy w końcu mi się to udało, szybko przepakowałam swoje rzeczy. Ubrałam sweterek i szpilki. Postanowiłam zanieść swoje rzeczy na dół. Schodząc po schodach, zobaczyłam zamykającego za sobą drzwi wyjściowe Michaela. Czyli zostałam sama z Diabłem. Położyłam torby na ostatnim schodku. Poszłam do kuchni i zobaczyłam Lucifera wyjmującego na blat czysty bandaż. Odwrócił się i uśmiechnął się do mnie.
-Pięknie wyglądasz -powiedział.
-Dziękuję -wyszeptałam nieprzyzwyczajona do komplementów.
-Chodź tu, zobaczymy, jak tam się ma twoja ręka.
Podeszłam do chłopaka, który delikatnie złapał mój nadgarstek. Powoli zaczął odwiązywać bandaż, pod którym była gaza. Zaczął ją powoli odrywać. Bolało, czyli musiała przykleić się do rany. Kiedy skończył, zobaczyłam skaleczenie, które było mniejsze niż mi się wydawało. Nie miało nawet dwóch centymetrów. Podniósł ze stołu wacik, który był czymś nasączony.
-Co robisz?
-Chyba przydałoby się, żeby ktoś ci to przemył.
Nie lubiłam tej części. Spróbowałam wyrwać mu rękę, ale tylko złapał ją mocniej. Spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem, a on odłożył wacik. Palcami wolnej ręki delikatnie pogładził mnie po policzku.
-Obiecuję, że będę delikatny -wyszeptał.
Na nowo podniósł wacik i delikatnie przyłożył do mojej rany. Zaczęła szczypać. Zamknęłam oczy. Przygryzłam delikatnie wargę. Czułam, ze chłopak cofnął swoją dłoń, ale druga wciąż mocno trzymała mój nadgarstek. Znów poczułam szczypanie, tym razem mocniejsze. Mocniej przygryzłam wargę i poczułam w ustach smak krwi. Diabeł odsunął swoją dłoń i puścił mój nadgarstek. Otworzyłam oczy. Chłopak wycinał kawałek gazy. Potem na nowo wziął moją dłoń, ale teraz znacznie delikatniej. Przyłożył lekko wilgotny kawałek gazy do mojej dłoni i obwiązał bandażem. Na nadgarstku zrobił kokardkę. Dopiero kiedy skończył, spojrzał mi w oczy.
-Jesteś naprawdę ładna, Jess -powiedział i minął mnie, wychodząc z kuchni.
Stałam chwilę, nie wiedząc, co zrobić, kiedy usłyszałam jak woła moje imię, po czym dodaje, że jak zaraz się nie ruszę, to będziemy spóźnieni. Poszłam do holu. Każdy mój krok powodował stukanie szpilek o podłogę, które roznosiło się echem po całym korytarzu. Przy drzwiach czekał na mnie Diabeł z damskim beżowym płaszczem w dłoniach. Na komodzie obok leżały brązowe rękawiczki, szalik i czapka. Pozwoliłam chłopakowi ubrać mnie, a potem zanieść moje rzeczy do samochodu. Wychodząc z domu aniołów, spodziewałam się zastać przed domem czerwony cadillac Michaela, ale nie było go nigdzie na około. Zdezorientowana stanęłam za furtką, czekając na Lucifera, który zamykał drzwi. Zdałam też sobie sprawę, że po raz pierwszy tej zimy jest mi zimno. Po chwili podszedł do mnie Diabeł. Zaśmiał się, widząc moją zdezorientowaną minę. Zaprowadził mnie do czarnego BMW. Otworzył mi drzwi od strony pasażera i gestem dłoni zaprosił do środka.
-Nie sądziłam, że w ten sposób wykorzystasz złożoną przeze mnie obietnicę -powiedziałam, wsiadając.
-To dopiero początek, Jessi - powiedział i zatrzasnął drzwi.
Obserwowałam jak okrąża samochód i wsiada z drugiej strony. Włączył nową płytę Adele, ale od razu przewinął do piosenki "One and only". Nie sądziłam, że słucha takiej muzyki. Muzyka pozwoliła mi zapomnieć o celu naszej podróży. Przejrzałam się w bocznym lusterku. Przez przygryzanie wargi zjadłam połowę błyszczyka.Wyjęłam go z torebki i poprawiłam sobie usta. Po schowaniu go z powrotem wlepiłam swój pusty wzrok w szybę. Zapowiadał się taki ekscytujący dzień, a zaczął się tak banalnie. Ot, niewygodna bielizna. Nie tego się spodziewałam. Chciałam, żeby było tak, tak inaczej. Może to jednak i lepiej, że na razie nie prosił o nic niezwykłego.
-Czemu tak cicho siedzisz -zapytał, stając na czerwonych światłach.
-Czekałam, aż ty się odezwiesz -powiedziałam, odwracając się do niego.
-Co myślisz o sukience -zapytał, kładąc rękę na moim udzie.
Jego dotyk jak zwykle podział na mnie paraliżująco. Był przyjemny i za każdym razem sprawiał, że po moim ciele rozchodziło się przyjemne ciepło. Mimo to zmusiłam się do strzepnięcia jego dłoni. W jego spojrzeniu pojawiło się udawane rozczarowanie. Odwróciłam wzrok, nie mogąc znieść tego spojrzenia. Samochód znów ruszył.
-Podobno twój sen nie był tak ciekawy, jak przypuszczał Michael.
-Możliwe -odpowiedziałam lakonicznie, by nie usłyszał drżenia w moim głosie.
-Czyli to nie w nim się zakochałaś -drążył temat Lucifer. -Szkoda, bo mój brat miał nadzieję, że coś pomiędzy wami zaiskrzy -ostatnie słowo wypowiedział wyjątkowo dokładnie.
-Ale jak to -dopytałam, nie dowierzając.
-Och, Jessi -zaczął, śmiejąc się cicho. -Wiesz, jesteś naprawdę pociągająca. Bądźmy szczerzy, podobasz się aniołom.
-A Diabłu -zapytałam bezmyślnie.
Chłopak spojrzał na mnie ciekawym wzrokiem. Wiedziałam, że ma ochotę zjechać gdzieś na bok, albo chociaż pojechać na około, ale szkoła była już za zakrętem. Chociaż tyle, ze nie palnęłam tego wcześniej.
-Być może -powiedział, parkując przed szkołą.
poniedziałek, 23 września 2013
Odcinek 17
Stanąć na nogi
Chwilę patrzyłam za chłopakiem pustym wzrokiem. Chłopakiem? On jest aniołem! Mieszkam z dwoma aniołami. Moja siostra zmarła, ba, sama omal się nie zabiłam. Nie mam kasy i muszę zrezygnować z mojej jedynej prawdziwej pasji. Gdyby nie Michael byłabym bezdomna. Muszę wreszcie przestać się nad sobą użalać. Może tu gdzieś jest jakaś szkoła baletowa z internatem? Ciekawe, jak ją opłacę. W życiu nie dostanę stypendium. Chyba, że wygrałabym casting do "Dziadka do orzechów". Nie wygram. Jestem osłabiona, po mojej jakże przemyślanej próbie samobójczej numer jeden, a na dodatek ominęłam całe trzy weekendowe dni castingów. Nie mogę zrezygnować z jedynej rzeczy, którą tak kocham. Zrobię to dla Rosemary. Jak Lucifer mógł żądać ode mnie, żebym zrezygnowała z mojej pasji? Nikt nie ma prawa mnie o to prosić. Nawet chłopak, który jest dla mnie tak ważny.
Wytarłam z policzków łzy, które zostały już ostatnią pozostałością po moim koszmarze. Wróciłam do salonu, bracia rozmawiali ze sobą. Michael siedział na kanapie, a Lucifer na fotelu. Kiedy mnie zauważyli, zamilkli. Obaj się uśmiechnęli, ale w zupełnie inny sposób. Uznałam to za pozwolenie, by tu zostać. Usiadłam na wolnym fotelu. Byłam trochę zdenerwowana. Założyłam nogę na nogę i oparłam na nich dłonie.
-Już nie będziesz płakać -zapytał zaczepnie Lucifer.
-Przestań, Luc -wtrącił Michael, zanim zdążyłam coś powiedzieć.
Bracia patrzyli na siebie przez chwilę, ale nie chciałam, by trwała ona za długo. Bałam się, że niedługo nie będę w stanie ich o to poprosić.
-Czy mogę liczyć na waszą pomoc?
-Na jego na pewno -burknął Diabeł.
-Możesz -powiedział Michael i odwrócił się do brata.
-Zamierzasz dalej chodzić na lekcje baletu -zainteresował się Szatan.
-Nie zrezygnuję z jedynej rzeczy, którą kocham.
-A propos miłości to może opowiesz nam ten straszny sen -drążył temat.
-Nie -odpowiedziałam, starając się zachować spokój, ale przez to zabrzmiałam trochę gburowato.
Nie podobało mi się to, że nie potrafię się dogadać z chłopakiem, który uratował mi życie. Z chłopakiem, który mi się podobał. Chociaż może to i lepiej. Nasz związek i tak nie miałby przyszłości. Wzięłam głębszy oddech, żeby się nie rozpłakać. Chyba lepiej będzie, jeśli na razie odstawię miłość na dalszy plan. Powinnam się skupić na mojej pasji i zdobyciu stypendium.
-Trzymasz się, Jess -zapytał Michael wyraźnie zmartwiony.
Spojrzałam po rodzeństwie. Chłopak z czarno-czerwonymi skrzydłami patrzył na mnie triumfalnym wzrokiem, a z jego ust nie schodził łobuzerski uśmiech - dalej chciał się droczyć, a jego brat patrzył na mnie czule swoimi szarozielonymi oczami. Nagle zapragnęłam zobaczyć się z Alexandrem i z nim porozmawiać, ale nie mogłam tam wrócić. Nie miałam po co. Powinnam chociaż spróbować od teraz traktować go jako znajomego, a nie brata.
-Tak -odpowiedziałam niepewnie. -Czy mogę u was zostać, dopóki nie stanę na nogi -zapytałam, patrząc w podłogę.
-Jasne -zgodził się Michael i po chwili poczułam jego dłoń na ramieniu.
Wstałam i chciałam się do niego przytulić, ale powstrzymałam się, patrząc na Lucifera. To w końcu też i jego dom. Michael też na niego spojrzał.
-Możesz tu zostać nawet i na zawsze, ale mam jeden warunek.
Moje serce zaczęło szybciej bić. Co on znowu wymyślił? Zaczęłam się bać, co z pewnością zauważyli obaj bracia. Ten stojący obok mnie ostrożnie objął mnie ramieniem, zupełnie jakby nagle znów zaczął mnie postrzegać jako porcelanową laleczkę. Odsunęłam się od przyjaciela, posyłając mu nieśmiały uśmiech. Lucifer, widząc ten gest, podszedł bliżej mnie i zaczął mi się przypatrywać.
-Skończyła się moja taryfa ulgowa?
Chłopak zaśmiał się i przytaknął. Znów byłam pomiędzy nimi. Jednak teraz nie czułam się przytłoczona. Mój początkowy strach zamienił się w piekące ciepło, które zaczęło powoli rozchodzić się po moim ciele. Spojrzałam na niego wyzywająco. Michaelowi chyba nie bardzo podobało się to dziwne napięcie, które razem z Luciferem zbudowaliśmy, bo pierwszy postanowił się odezwać.
-W takim razie i ja mam jeden warunek.
-Zaczynam się was bać.
Bracia roześmiali się na moje słowa, a Michael objął mnie lekko ramieniem. Oparłam o niego głowę. Spojrzałam pytająco na Lucifera, chcąc poznać jego warunek jako pierwszy.
-Przez jeden dzień będziesz robiła wszystko, czego sobie zażyczę.
-Mam zawrzeć pakt z Diabłem -zapytałam, uśmiechając się delikatnie.
-Mniej więcej.
-Lucifer, daj spokój -wtrącił się Michael. -Nie możesz prosić ją o coś takiego!
-A jaki jest twój warunek, braciszku -zapytał kpiąco.
-Chcę, żebyś opowiedziała mi swój sen -poprosił anioł.
Jeżeli przystanę na oba warunki dowiedzą się, że kocham Lucifera, z którym będę musiała spędzić cały dzień w roli służki, ale po pierwsze to jedyny sposób, abym mogła wciąż robić to, co kocham. Po drugie nie mam gdzie iść. Po trzecie nie mam nic do stracenia.
-Zgadzam się na oba warunki-odezwałam się, zanim Lucifer zdążył odpowiedzieć coś swojemu bratu.
Michael spojrzał na mnie pełen obaw i z ledwo dostrzegalną ciekawością, ale wytrzymałam jego spojrzenie. Mam nadzieję, że nie będę żałowała swojej decyzji.
-Więc od teraz, aż do wieczora robisz, co tylko będę chciał -zaproponował Lucifer.
-Na to wygląda -odpowiedziałam.
Wyciągnął do mnie rękę, a ja ją ścisnęłam. Zaśmiał się, a po nim i Michael. Coś czuję, że ich wewnętrzne żarty będą mnie denerwować przez długi czas.
-Powinniście tu powiesić jakiś zegar, znów nie wiem, która godzina.
-Zbliża się czwarta nad ranem.
-Powinnaś się jeszcze przespać -dodał Lucifer.
Spojrzałam pytająco na Michaela, spodziewając się, że od razu poprosi mnie o opowiedzenie mu, co mi się śniło, ale tylko pokręcił głową.
-Skoro tego chcesz -odwróciłam się, ale po kilku krokach znów zatrzymałam się.
-Pokażę ci pokój gościnny -zaproponował Michael. -Zanieśliśmy tam już twoje rzeczy.
Lucifer odprowadził nas ciekawym wzrokiem. Właśnie ten wzrok dał mi do zrozumienia, że Michael chce mieć moją historię na własność. Poczułam się z tą myślą trochę lepiej. Opowiedzenie mojego snu przyjacielowi będzie z pewnością łatwiejsze niż głównemu bohaterowi moich fantazji.
Znów weszliśmy po tych samych schodach. Anioł pokazywał mi na kolejne drzwi i tłumaczył, co się za nimi kryje. Tym razem wydawało mi się, że jest ich jakby mniej niż poprzednio. Pierwsze drzwi na prawo prowadziły do mniejszego salonu. Drugie do pokoju Michaela, a trzecie do pokoju Lucifera. Na końcu korytarza była duża łazienka, a obok niej pokój gościnny, który od tej pory stał się moim pokojem. Kolejne drzwi prowadziły do biblioteko-gabinetu, a ostatnie do mniejszej łazienki.
Kiedy przekroczyłam próg pokoju, w którym miałam zamieszkać, poczułam się dziwnie znajomo. Na podłodze leżały moje pudła i walizki, a na prostej szafeczce obok łóżka leżała potłuczona ramka ze zdjęciem. Uśmiechnęłam się delikatnie. Rozejrzałam się po pokoju. Kolor ścian był trudny do rozszyfrowania, bo każda wydawała się być inna, od kawy z mlekiem, aż po czekoladę. Umeblowania nie można było nazwać wyszukanym, ale zdecydowanie wyglądało na funkcjonalne. Stała tu szafa z szufladami i regał z kilkoma książkami, których tytułów nie znałam. Pewnie za dnia pokój wyglądał znacznie ładniej, ponieważ teraz duże okno było osłonięte ciężkimi zasłonami, które przypominały mi o starym domu. Spojrzałam na swoją dłoń, która wciąż była owinięta bandażem, po mojej wpadce ze szkłem.
Michael usiadł z brzegu łóżka. Usiadłam obok niego i podciągnęłam nogi na górę. Spojrzałam mu w oczy. Oczywiste było, że chce, bym opowiedziała mu swój sen. Skrzyżowałam nogi. Palce jednej dłoni wbiłam w pościel. Michael, widząc to, wziął mnie delikatnie za rękę. Przez chwilę zastanawiałam się nad wymyśleniem szybko innego snu, ale kłamstwo było bezsensowne. Prędzej czy później i tak się dowie. Opowiedziałam mu dokładnie cały sen. Kiedy przeszłam do części o nim, puścił moją dłoń, a jego wzrok stał się smutny. Kiedy skończyłam, mój głos się trząsł i ledwo powstrzymywałam łzy.
-A więc zakochałaś się w Luciferze -zapytał cicho.
Chciałam coś powiedzieć, ale za bardzo się bałam, że nie będę już w stanie powstrzymywać łez. Pokiwałam tylko głową. Michael wstał i skierował się do drzwi.
-Poproszę Lucifera, żeby rano zmienił ci bandaż. Dobranoc -rzucił, mijając próg.
Było mi głupio, że nie potrafiłam mu nawet odpowiedzieć, ani tym bardziej pocieszyć. Nie potrafiłam zrozumieć jego nagłej zmiany nastroju. Może to miało związek z tym, co Lucifer mówił na dachu?
Przyłożyłam głowę do pachnącej poduszki. Wiedziałam, że Michael wrócił na dół. Nawet piętro wyżej słyszałam, jak się kłócą. Anioł próbował przekonać Diabła, że mój sen nie był tak ciekawy. Byłam mu za to wdzięczna.
Wtedy, zanim zasnęłam, na pewno nie żałowałam swojej decyzji. Nawet gdybym miała inne wyjście, podjęłabym właśnie taką decyzję. Na samą myśl o nadchodzącym dniu stawałam się podekscytowana. Zmieniłam się, to pewne. Jessamine z Glasgow z całą pewnością zrobiłaby wszystko, byleby uniknąć paktu z Diabłem.
Chwilę patrzyłam za chłopakiem pustym wzrokiem. Chłopakiem? On jest aniołem! Mieszkam z dwoma aniołami. Moja siostra zmarła, ba, sama omal się nie zabiłam. Nie mam kasy i muszę zrezygnować z mojej jedynej prawdziwej pasji. Gdyby nie Michael byłabym bezdomna. Muszę wreszcie przestać się nad sobą użalać. Może tu gdzieś jest jakaś szkoła baletowa z internatem? Ciekawe, jak ją opłacę. W życiu nie dostanę stypendium. Chyba, że wygrałabym casting do "Dziadka do orzechów". Nie wygram. Jestem osłabiona, po mojej jakże przemyślanej próbie samobójczej numer jeden, a na dodatek ominęłam całe trzy weekendowe dni castingów. Nie mogę zrezygnować z jedynej rzeczy, którą tak kocham. Zrobię to dla Rosemary. Jak Lucifer mógł żądać ode mnie, żebym zrezygnowała z mojej pasji? Nikt nie ma prawa mnie o to prosić. Nawet chłopak, który jest dla mnie tak ważny.
Wytarłam z policzków łzy, które zostały już ostatnią pozostałością po moim koszmarze. Wróciłam do salonu, bracia rozmawiali ze sobą. Michael siedział na kanapie, a Lucifer na fotelu. Kiedy mnie zauważyli, zamilkli. Obaj się uśmiechnęli, ale w zupełnie inny sposób. Uznałam to za pozwolenie, by tu zostać. Usiadłam na wolnym fotelu. Byłam trochę zdenerwowana. Założyłam nogę na nogę i oparłam na nich dłonie.
-Już nie będziesz płakać -zapytał zaczepnie Lucifer.
-Przestań, Luc -wtrącił Michael, zanim zdążyłam coś powiedzieć.
Bracia patrzyli na siebie przez chwilę, ale nie chciałam, by trwała ona za długo. Bałam się, że niedługo nie będę w stanie ich o to poprosić.
-Czy mogę liczyć na waszą pomoc?
-Na jego na pewno -burknął Diabeł.
-Możesz -powiedział Michael i odwrócił się do brata.
-Zamierzasz dalej chodzić na lekcje baletu -zainteresował się Szatan.
-Nie zrezygnuję z jedynej rzeczy, którą kocham.
-A propos miłości to może opowiesz nam ten straszny sen -drążył temat.
-Nie -odpowiedziałam, starając się zachować spokój, ale przez to zabrzmiałam trochę gburowato.
Nie podobało mi się to, że nie potrafię się dogadać z chłopakiem, który uratował mi życie. Z chłopakiem, który mi się podobał. Chociaż może to i lepiej. Nasz związek i tak nie miałby przyszłości. Wzięłam głębszy oddech, żeby się nie rozpłakać. Chyba lepiej będzie, jeśli na razie odstawię miłość na dalszy plan. Powinnam się skupić na mojej pasji i zdobyciu stypendium.
-Trzymasz się, Jess -zapytał Michael wyraźnie zmartwiony.
Spojrzałam po rodzeństwie. Chłopak z czarno-czerwonymi skrzydłami patrzył na mnie triumfalnym wzrokiem, a z jego ust nie schodził łobuzerski uśmiech - dalej chciał się droczyć, a jego brat patrzył na mnie czule swoimi szarozielonymi oczami. Nagle zapragnęłam zobaczyć się z Alexandrem i z nim porozmawiać, ale nie mogłam tam wrócić. Nie miałam po co. Powinnam chociaż spróbować od teraz traktować go jako znajomego, a nie brata.
-Tak -odpowiedziałam niepewnie. -Czy mogę u was zostać, dopóki nie stanę na nogi -zapytałam, patrząc w podłogę.
-Jasne -zgodził się Michael i po chwili poczułam jego dłoń na ramieniu.
Wstałam i chciałam się do niego przytulić, ale powstrzymałam się, patrząc na Lucifera. To w końcu też i jego dom. Michael też na niego spojrzał.
-Możesz tu zostać nawet i na zawsze, ale mam jeden warunek.
Moje serce zaczęło szybciej bić. Co on znowu wymyślił? Zaczęłam się bać, co z pewnością zauważyli obaj bracia. Ten stojący obok mnie ostrożnie objął mnie ramieniem, zupełnie jakby nagle znów zaczął mnie postrzegać jako porcelanową laleczkę. Odsunęłam się od przyjaciela, posyłając mu nieśmiały uśmiech. Lucifer, widząc ten gest, podszedł bliżej mnie i zaczął mi się przypatrywać.
-Skończyła się moja taryfa ulgowa?
Chłopak zaśmiał się i przytaknął. Znów byłam pomiędzy nimi. Jednak teraz nie czułam się przytłoczona. Mój początkowy strach zamienił się w piekące ciepło, które zaczęło powoli rozchodzić się po moim ciele. Spojrzałam na niego wyzywająco. Michaelowi chyba nie bardzo podobało się to dziwne napięcie, które razem z Luciferem zbudowaliśmy, bo pierwszy postanowił się odezwać.
-W takim razie i ja mam jeden warunek.
-Zaczynam się was bać.
Bracia roześmiali się na moje słowa, a Michael objął mnie lekko ramieniem. Oparłam o niego głowę. Spojrzałam pytająco na Lucifera, chcąc poznać jego warunek jako pierwszy.
-Przez jeden dzień będziesz robiła wszystko, czego sobie zażyczę.
-Mam zawrzeć pakt z Diabłem -zapytałam, uśmiechając się delikatnie.
-Mniej więcej.
-Lucifer, daj spokój -wtrącił się Michael. -Nie możesz prosić ją o coś takiego!
-A jaki jest twój warunek, braciszku -zapytał kpiąco.
-Chcę, żebyś opowiedziała mi swój sen -poprosił anioł.
Jeżeli przystanę na oba warunki dowiedzą się, że kocham Lucifera, z którym będę musiała spędzić cały dzień w roli służki, ale po pierwsze to jedyny sposób, abym mogła wciąż robić to, co kocham. Po drugie nie mam gdzie iść. Po trzecie nie mam nic do stracenia.
-Zgadzam się na oba warunki-odezwałam się, zanim Lucifer zdążył odpowiedzieć coś swojemu bratu.
Michael spojrzał na mnie pełen obaw i z ledwo dostrzegalną ciekawością, ale wytrzymałam jego spojrzenie. Mam nadzieję, że nie będę żałowała swojej decyzji.
-Więc od teraz, aż do wieczora robisz, co tylko będę chciał -zaproponował Lucifer.
-Na to wygląda -odpowiedziałam.
Wyciągnął do mnie rękę, a ja ją ścisnęłam. Zaśmiał się, a po nim i Michael. Coś czuję, że ich wewnętrzne żarty będą mnie denerwować przez długi czas.
-Powinniście tu powiesić jakiś zegar, znów nie wiem, która godzina.
-Zbliża się czwarta nad ranem.
-Powinnaś się jeszcze przespać -dodał Lucifer.
Spojrzałam pytająco na Michaela, spodziewając się, że od razu poprosi mnie o opowiedzenie mu, co mi się śniło, ale tylko pokręcił głową.
-Skoro tego chcesz -odwróciłam się, ale po kilku krokach znów zatrzymałam się.
-Pokażę ci pokój gościnny -zaproponował Michael. -Zanieśliśmy tam już twoje rzeczy.
Lucifer odprowadził nas ciekawym wzrokiem. Właśnie ten wzrok dał mi do zrozumienia, że Michael chce mieć moją historię na własność. Poczułam się z tą myślą trochę lepiej. Opowiedzenie mojego snu przyjacielowi będzie z pewnością łatwiejsze niż głównemu bohaterowi moich fantazji.
Znów weszliśmy po tych samych schodach. Anioł pokazywał mi na kolejne drzwi i tłumaczył, co się za nimi kryje. Tym razem wydawało mi się, że jest ich jakby mniej niż poprzednio. Pierwsze drzwi na prawo prowadziły do mniejszego salonu. Drugie do pokoju Michaela, a trzecie do pokoju Lucifera. Na końcu korytarza była duża łazienka, a obok niej pokój gościnny, który od tej pory stał się moim pokojem. Kolejne drzwi prowadziły do biblioteko-gabinetu, a ostatnie do mniejszej łazienki.
Kiedy przekroczyłam próg pokoju, w którym miałam zamieszkać, poczułam się dziwnie znajomo. Na podłodze leżały moje pudła i walizki, a na prostej szafeczce obok łóżka leżała potłuczona ramka ze zdjęciem. Uśmiechnęłam się delikatnie. Rozejrzałam się po pokoju. Kolor ścian był trudny do rozszyfrowania, bo każda wydawała się być inna, od kawy z mlekiem, aż po czekoladę. Umeblowania nie można było nazwać wyszukanym, ale zdecydowanie wyglądało na funkcjonalne. Stała tu szafa z szufladami i regał z kilkoma książkami, których tytułów nie znałam. Pewnie za dnia pokój wyglądał znacznie ładniej, ponieważ teraz duże okno było osłonięte ciężkimi zasłonami, które przypominały mi o starym domu. Spojrzałam na swoją dłoń, która wciąż była owinięta bandażem, po mojej wpadce ze szkłem.
Michael usiadł z brzegu łóżka. Usiadłam obok niego i podciągnęłam nogi na górę. Spojrzałam mu w oczy. Oczywiste było, że chce, bym opowiedziała mu swój sen. Skrzyżowałam nogi. Palce jednej dłoni wbiłam w pościel. Michael, widząc to, wziął mnie delikatnie za rękę. Przez chwilę zastanawiałam się nad wymyśleniem szybko innego snu, ale kłamstwo było bezsensowne. Prędzej czy później i tak się dowie. Opowiedziałam mu dokładnie cały sen. Kiedy przeszłam do części o nim, puścił moją dłoń, a jego wzrok stał się smutny. Kiedy skończyłam, mój głos się trząsł i ledwo powstrzymywałam łzy.
-A więc zakochałaś się w Luciferze -zapytał cicho.
Chciałam coś powiedzieć, ale za bardzo się bałam, że nie będę już w stanie powstrzymywać łez. Pokiwałam tylko głową. Michael wstał i skierował się do drzwi.
-Poproszę Lucifera, żeby rano zmienił ci bandaż. Dobranoc -rzucił, mijając próg.
Było mi głupio, że nie potrafiłam mu nawet odpowiedzieć, ani tym bardziej pocieszyć. Nie potrafiłam zrozumieć jego nagłej zmiany nastroju. Może to miało związek z tym, co Lucifer mówił na dachu?
Przyłożyłam głowę do pachnącej poduszki. Wiedziałam, że Michael wrócił na dół. Nawet piętro wyżej słyszałam, jak się kłócą. Anioł próbował przekonać Diabła, że mój sen nie był tak ciekawy. Byłam mu za to wdzięczna.
Wtedy, zanim zasnęłam, na pewno nie żałowałam swojej decyzji. Nawet gdybym miała inne wyjście, podjęłabym właśnie taką decyzję. Na samą myśl o nadchodzącym dniu stawałam się podekscytowana. Zmieniłam się, to pewne. Jessamine z Glasgow z całą pewnością zrobiłaby wszystko, byleby uniknąć paktu z Diabłem.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)