poniedziałek, 18 listopada 2013

Odcinek 25

Tamtaratam! oto i jest ostatni odcinek 1 sezonu! Starałam się go zrobić troszkę dłuższym niż pozostałe, bo w końcu nie co tydzień kończę pewien rozdział w życiu Jess. Miłego czytania. c:

Poranek

Poprzedniego wieczoru usnęłam w ramionach Lucifera, a teraz obudziłam się w jego sypialni. Odwróciłam się na drugi bok. Obok mnie na kołdrze leżał ubrany Diabeł.

-Już się Aurora obudziła?

-Aurora potrzebuje pocałunku miłości, żeby się obudzić -wyszeptałam zaspanym głosem.

Chłopak podniósł się trochę i przesunął nade mnie. Zaczynałam lubić ten jego łobuzerski uśmiech. Lucifer powoli przysunął swoje usta do moich. Po raz pierwszy jego pocałunek nie był agresywny i natarczywy. Tym razem bardziej przypominał ten z Michaelem. Odsunął się ode mnie odrobinę.

-Pójdę ci zrobić śniadanie -wyszeptał i odsunął się ode mnie.

Odprowadziłam go wzrokiem do drzwi i wstałam z łóżka. Lekko chwiejąc się na nogach, dotarłam do swojego pokoju. Wyjęłam z szafy szare jeansy, czarny stanik typu bardotka i koszulę, mgiełkę tego samego koloru. Po drodze do mniejszej łazienki usłyszałam rozmowę braci, którzy prawdopodobnie byli razem w kuchni.

-Spaliście ze sobą -zapytał Michael.

-Nie będę jej dostarczał aż tylu wrażeń jednego dnia.

-Chyba jednak woli mnie -w głosie anioła słychać było niepodobne do niego poczucie wyższości.

-Michael, dobrze wiesz, że żaden człowiek ci się nie oprze, a teraz odsuń się, bo chciałbym jej zrobić śniadanie.

-Daj spokój, wiem, że i tobie się spodobała. Poza tym -dodał łagodniejszym tonem, -wczoraj dla ciebie również zrobiłaby wszystko, a ty tego nie wykorzystałeś? Ach, no tak, wszystko oprócz porzucenia baletu.

-Rzuciła go -zaskoczyło mnie, że w jego głosie nie było zadowolenia.

Nie chciałam słyszeć już więcej, więc schowałam się do łazienki. Miałam wrażenie, że pozamieniali się rolami. Dziś to zdecydowanie Michael próbował rozzłościć brata. Czyżbym przypadkiem poruszyła wczoraj zakazany temat o Lenie? Co się stało, to się nie odstanie. Poza tym to wyjątkowo nie ja miałam humor do zwierzeń lub zadawania niewygodnych pytań.Wzięłam szybki prysznic. Popsikałam się różaną mgiełką, rozczesałam włosy i umyłam zęby. Odniosłam piżamę do sypialni i zjechałam na dół po poręczy. Do kuchni weszłam z uśmiechem na twarzy, starając się ukrywać moją wścibską naturę. Nigdzie nie było Michaela. Pochyliłam się nad blatem, a Diabeł poczęstował mnie truskawką w białej czekoladzie. Uśmiechnęłam się do niego, wyciągając rękę po owoc, ale on pokręcił głową. Podniósł jedną z truskawek i spojrzał na mnie wyczekująco. Lekko rozchyliłam usta, a on wsunął mi do buzi truskawkę.

-Pycha -powiedziałam, kiedy już przełknęłam jedzenie.

Chłopak odłożył miseczkę z truskawkami obok talerza pełnego grzanek, na którym leżała też szklana miseczka z czymś podobnym do dżemu. On również nachylił się nad blatem i złożył na moich ustach ujmująco delikatny pocałunek. Szybko jednak odsunął się ode mnie. Odniosłam wrażenie, jakby specjalnie chciał mnie prowokować do rzucenia się mu na szyję. Postanowiłam nie dać mu tej satysfakcji. Usiadłam na stołku, a on podsunął mi talerz z jedzeniem.

-Co podać do picia?

-Herbaty, jeśli można.

-Jasne, że można, przecież mieszkamy w Anglii.

Zaśmiałam się i z apetytem zjadłam śniadanie. Spojrzałam wyczekująco na Lucifera.

-Chyba pora na poważną rozmowę z Michaelem.

Wstałam ze stołka, a Diabeł objął mnie ramieniem. Otworzył ukryte za lustrem drzwi. Zeszliśmy do piwnicy. Zdziwiłam się, czemu tam siedzi, ale postanowiłam zachować swoje pytanie na później.

-Och, to wy -zaczął Michael, siedząc na jednym ze starych krzeseł tam stojących.

Lucifer również usiadł, więc i ja poszłam w ich ślady. Anioł wahał się, czy zacząć rozmowę, więc jego brat postanowił mu pomóc.

-Rano byli tu Siódmi -wyszeptał.

-Jess -zwrócił się do mnie anioł, -nie wiem, ile czasu mi zostało, ale muszę cię przeprosić za wczoraj. A ciebie, bracie, za dziś rano.

-Daj spokój, przecież też wiem, jak anioły reagują na obecność Siódmych.

-Kim oni są -spytałam nagle, ale zanim dostałam odpowiedź, zadzwonił dzwonek do drzwi.

Lucifer wstał i poszedł schodami na górę. Przeniosłam swój wzrok na Michaela.

-Taka jakby policja. Złamałem zasady, manipulując tobą. Teraz zabiorą mnie do nieba.

-A potem -przerwałam mu drżącym głosem.

-Nie wiem. Może pozwolą mi wrócić.

-Ale przecież ja nie mam ci tego za złe -powiedziałam płaczliwym głosem.

Schody zatrzeszczały i pojawił się na nich Lucifer z kimś jeszcze. Dopiero po chwili rozpoznałam, że tą osobą jest Oliver. Już chciał coś powiedzieć, kiedy mnie zauważył. Wydawało mi się, że się rozzłościł.

-Musimy pogadać na osobności -powiedział, zatrzymując się w połowie schodów.

-Spokojnie, Jess wie.

-Jasne, mogłem się tego po was spodziewać -powiedział z dezaprobatą w głosie. -A więc, co oni robią w mieście?

-Przyszli po mnie.

Lucifer przysunął krzesło obok mojego i usiadł na nim. Wziął mnie za rękę. Coś mi podpowiadało, że w tej rozmowie nie ma dla mnie innej roli niż słuchacza. Na szczęście nie tylko ja wciąż milczałam.

-Co takiego im zrobiłeś?

-Zmanipulowałem człowiekiem.

Wystarczyła wymiana spojrzeń by wiedział, co się wczoraj stało między mną a Michaelem. Wyraz twarzy Olivera świadczył o tym, że spodziewał się zupełnie czegoś innego. Wziął jedno z krzeseł i usiadł na nim. Zaśmiał się krótko. Czułam, że w środku walczy sam ze sobą. Nie wiedziałam tylko o co. Chłopak oparł dłonie o uda i pokręcił głową. Stało się oczywiste, że gorączkowo nad czymś myślał. W końcu spojrzał mi w oczy. Jego spojrzenie mnie przeraziło. Poczułam się jak obiekt badawczy. Ścisnęłam dłoń Lucifera, a on posłał mi uśmiech. Poruszał wargami, mówiąc coś. Odczytałam to jako "przy mnie jesteś bezpieczna".

-Zabiorę Jess -oświadczył w końcu Oliver, -A tobie, Luciferze, radzę gdzieś dobrze się schować. Na twoim miejscu pojechałbym... hmm... dajmy na to do Compton. To dwie godziny drogi stąd. Mają tam jakąś stadninę, w której zapewne mógłbyś spędzić kilka nocy.

-Nie zostawię Jess -odparł szybko.

-Ze mną będzie bezpieczniejsza. Dziś Nate organizuje małą domówkę. Nikt nie będzie miał nic przeciwko, jeśli Jess przyjdzie, a potem przenocuje u mnie.

-Jess, zgódź się -odezwał się Michael. -Chcę, żebyś była bezpieczna.

-Ze mną też będzie -warknął Lucifer.

-Daj spokój. Uwierzę dopiero jak zabierzesz ją do piekła -powiedział z pogardą.

Przerażona spojrzałam na Lucifera.

-Spokojnie, Jess, ten kretyn tylko żartował.

-Kto tu jest kretynem? Nie ja chcę narażać bezbronną dziewczynę na zemstę Siódmych.

Dreszcz przeszedł mi po plecach, a Lucifer puścił moją dłoń i spuścił wzrok. Dobrze wiedziałam, ile kosztowała go ta decyzja. Nie potrafiłam jednak dalej siedzieć cicho. Wplotłam palce w czarne włosy Diabła. Przestało się dla mnie liczyć to, co działo się wokół. Martwiłam się o Michaela, ale bardziej bałam się, że już nigdy nie zobaczę Lucifera. Obaj bracia Gray wspólnie wywrócili mój świat do góry nogami, nie potrafiłam tak po prostu udawać, że nic się nie stało.

-Obiecaj mi, że jak to wszystko się skończy, odnajdziesz mnie -poprosiłam Diabła.

Posłał mi uśmiech, ale tym razem nie tak łobuzerski jak zwykle. Odsunęłam się od niego. Najwyraźniej tyle musi mi wystarczyć za pożegnanie. Podeszłam do Michaela i przytuliłam go.

-Żegnaj, Jess.

-Do zobaczenia, Michaelu.

Na jego twarzy zagościł ponury uśmiech. Olivier spojrzał na mnie.

-Spakuj się na kilka dni. Za pięć minut spotkamy się przy samochodzie.

Kiwnęłam głową i ruszyłam schodami w górę. Postanowiłam nie oglądać się na braci Gray. Za bardzo się bałam, że nie zdołam już zrobić ani kroku. Chwilę przed zamknięciem drzwi od piwnicy usłyszałam jeszcze chóralne "uważaj na nią". Szybko poszłam na górę i ze łzami w oczach spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, nie zapominając o zdjęciu w stłuczonej ramce. Kiedy zeszłam na dół z torbą na ramieniu, zobaczyłam w drzwiach sylwetkę Lucifera, a kilka sekund później zatrzaskujące się za nim drzwi. Nie musiałam długo czekać na Olivera. Chłopak wziął ode mnie torbę i zaprowadził do samochodu. Poczułam nieprzyjemne ukłucie w sercu. Czy tak miał wyglądać koniec mojej historii z braćmi Gray? Mogłam mieć tylko nadzieję, że nie.

poniedziałek, 4 listopada 2013

Odcinek 24

Dwie opowieści

Opowieść Michaela

-Zrezygnuj z baletu i dam ci spokój -powiedział na koniec.

-Ja to robię dla baletu, nie rozumiesz? Zgodziłam się tylko po to, by móc tańczyć -powiedziałam wściekła. -Nigdy nie robiłeś nic z miłości -spojrzałam mu w oczy. -O ja cież pierdzielę, ty naprawdę nigdy nic nie kochałeś.

Jego twarz przybrała wściekły wyraz. Przez chwilę myślałam, że mnie zabije, ale on tylko się odwrócił. Ostatnią rzeczą, którą widziałam, były jego rozkładające się czarne skrzydła. Chciałam za nim pobiec, ale Michael złapał mnie za przedramię i przyciągnął do siebie.

-Wróci -powiedział, starając się mnie uspokoić, -jednak zanim wróci, chciałbym żebyś się o czymś dowiedziała. Dotyczy to Leny. Kiedy kilka lat temu po raz pierwszy od dłuższego czasu postanowiliśmy zacząć wszystko od nowa w Londynie, poznaliśmy Lenę. Chodziła z nami do klasy w liceum. Można powiedzieć, że była raczej zagubiona i wpadła w złe towarzystwo. Spodobała się Luciferowi, więc dostałem dodatkowe zadanie, by jej pilnować. Przez chwilę była nawet w nim zakochana. Na koniec liceum mój brat postanowił dać jej tę sukienkę. Przyszła w niej na zakończenie roku.

Michael przerwał swoją opowieść. Podniósł ze stoliczka położoną zdjęciem do dołu ramkę i podał mi ją. Na zdjęciu były trzy osoby. Bracia Gray i Lena pomiędzy nimi. Spojrzałam na chłopaka, nie za bardzo rozumiejąc, o co chodzi.

-Nie powinniśmy tego robić, ale zaprzyjaźniliśmy się z nią. Mam też podstawy by przypuszczać, że między nią a moim bratem doszło do czegoś więcej. Miesiąc po zrobieniu zdjęcia pokłóciłem się z bratem o przyjaźń naszej trójki, a rozdarta i nieświadoma Lena stanęła po stronie Lucifera. Niebo postanowiło na jakiś czas dać mi zamiennika, bym mógł choć trochę odpocząć. Przebywanie na ziemi jest dla mnie męczące -dodał, patrząc mi w oczy. -Wtedy Lucifer pokłócił się z Leną i stał się bardziej buntowniczy. Mój zmiennik po prostu nie mógł dać sobie z nim rady.

-Kazali ci tu wrócić?

-Tak. Pół roku w Niebie i kolejne pół wieku na Ziemi. Jess, posłuchaj. Historia z Leną nie miała prawa się powtórzyć, a mimo to znów jest tak samo.

-Co masz na myśli?

Niepotrzebnie pytałam, dokładnie wiedziałam, co ma na myśli. Podparłam się o poręcz fotela. Splotłam palce i oparłam je o udo.

-Ciebie.

Michael podszedł do mnie i ostrożnie objął mnie ramieniem. Chciał coś powiedzieć, ale zamiast tego tylko mocno mnie przytulił. Miałam do niego tyle pytań... Czułam, że mam coraz mniej czasu. Anioł odsunął się ode mnie odrobinę.

-Muszę powiedzieć ci coś jeszcze. Zakochałem się w tobie.

-Wiem. Lucifer mi powiedział -wyszeptałam, patrząc w podłogę. Było mi zwyczajnie głupio, miałam wrażenie, że go zraniłam.

-Nie wiem, kiedy Siódmi się o tym dowiedzą, ale wiem, że nie zostało mi na Ziemi zbyt wiele czasu. Kiedyś wrócę, ale obawiam się, że ciebie już tu nie będzie -splótł nasze palce. -Anioły nie powinny być zdolne do takiego uczucia -powiedział smutnym głosem.

Miałam ochotę krzyczeć. Co ja najlepszego narobiłam? Rozkochałam w sobie nie tego brata co trzeba. Wszystko zaczęło się walić. Jak to możliwe, że Michaela może nagle zabraknąć? Jak można się aż tak do kogoś przywiązać w ciągu miesiąca? Do moich oczu napłynęły łzy. Przygryzłam wargę, by je powstrzymać, ale nic to nie dało.

-Wiem, że masz wiele pytań, ale najlepiej dla ciebie byłoby gdybyś o nas zapomniała -wyszeptał.

Moje serce zaczęło szybciej bić. Zarzuciłam ręce na szyję chłopaka i stanęłam na palcach. Nie chciałam, by jeszcze kiedykolwiek to powiedział. Nie bardzo wiedziałam, co powinnam zrobić. W książkach, które tak zawzięcie czytałam, zawsze w takich momentach się całowali. Chyba nie zaszkodzi spróbować. Przysunęłam wargi do ust chłopaka, jednak moja odwaga szybko się skończyła. Patrzyłam w jego oczy oddalone zaledwie kilka centymetrów od moich. Anioł położył dłonie na moich biodrach. Opuszki jego palców wsunęły się pod moją bluzkę i delikatnie muskały moją rozgrzaną skórę.

-Zmieniałaś się i mnie też -wyszeptał.

Jego wargi zetknęły się z moimi. Nie potrafiłam ocenić z czyjej inicjatywy. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, ile razy Michael się całował, ale odniosłam mylne wrażenie, że całował się już wiele razy. Był zdecydowanie lepszy od swojego brata. Delikatnie pieścił moje wargi. Oplotłam nogami jego biodra. Jedną ręką chłopak podtrzymywał moje pośladki, a druga powoli wędrowała do zapięcia mojego stanika.

Opowieść Lucifera

-Słuchaj, Jess, nie wiem, co między wami zaszło, ale możesz mi powiedzieć, gdzie podział się mój brat?

Siedziałam w salonie i czytałam książkę przy rozpalonym przez Michaela kominku, który dawał prawie tak rozkoszne ciepło jak jego obecność. Miałam wrażenie, że moje policzki również płoną.

-Poszedł po zakupy -powiedziałam, nie odrywając oczu od książki.

-Zrezygnowałaś już z baletu?

-Tak.

Chłopak podszedł do mnie. Wyrwawszy mi książkę odłożył ja na stoliczek. Jego ciekawe spojrzenie bacznie badało moją twarz. Palcami delikatnie dotknął moich policzków. Przeniósł dłonie niżej i oplótł nimi moją talię. Przyciągnął mnie do siebie. Z ciekawością przyglądałam się jego szarym oczom. Złożył na moich ustach jeden ze swoich agresywnych pocałunków. Oparłam dłonie o jego tors. Nagle chłopak popchnął mnie z powrotem na fotel.

-Całowałaś się z Michaelem, prawda?

Odwróciłam wzrok zawstydzona. Nie żałowałam tego, co zrobiłam, ale miałam nadzieję, że Lucifer nigdy się o tym nie dowie. Delikatnie pokiwałam głową, nie potrafiąc go okłamać. Chłopak usiadł na drugim fotelu. Pokręcił głową z tym swoim charakterystycznym łobuzerskim uśmieszkiem.

-Nie spodziewałem się tego po tobie, Jess. Wiesz, Lena też wykręcała mi różne śmieszne numery, ale nigdy nie z Michaelem -zaczął swoją opowieść Lucifer. -Chyba była bardziej zdecydowana od ciebie, złotko.

-Ale ja jestem zdecydowana -wyszeptałam.

Chłopak wstał i kucnął przed fotelem, na którym siedziałam. Jedną rękę oparł o mebel, a drugą położył na moim udzie, powoli wsuwając ją pod sukienkę, która teraz była odrobinę pognieciona.

-To którego z nas wolisz -zapytał, patrząc mi w oczy.

Moje serce boleśnie uderzało o żebra, a policzki płonęły. Spuściłam wzrok. Delikatnie zepchnęłam jego dłoń z mojego uda.

-Wiesz, Luc, ja byłam zdecydowana od zawsze. Nie wiem, co dziś we mnie wstąpiło.

-A ja wiem -powiedział, wracając na drugi fotel. -Michael cię wykorzystał -odparł beztrosko. -Żaden człowiek nie oprze się aniołowi, skarbie. Byłem głupi, że cię z nim samą zostawiłem.

-Zależy ci na mnie?

-Może. Mam wrażenie jakby historia z Leną się powtarzała, wiesz? Tylko ona mniej wiedziała, bo nie próbowała się zabić -puścił do mnie oczko. -Podobałem jej się i nie mogę powiedzieć, żeby nie było mi to na rękę. Była naprawdę piękna, tylko miała małe problemy z ćpaniem. Wtedy przyczepił się do nas Michael. Polubiła go, bo była człowiekiem. Aniołów nie da się nie lubić.

-Przecież Oliver nie lubi Michaela -powiedziałam, mając w pamięci pierwszy dzień szkoły.

-Wiesz, Jess, nie jesteśmy jedynymi aniołami. Znaczy Michael nie jest -poprawił się Lucifer.

Widziałam, że zrobiło mu się trochę przykro. Podeszłam do niego i usiadałam mu na kolanach. Chłopak objął mnie ramieniem, a jego palce, podobnie jak wcześniej Michaela, powędrowały pod moją bluzkę. Po moich plecach przeszedł dreszcz. Diabeł musiał to wyczuć, bo cofnął dłoń.

-Wracając do Michaela, to chyba podpadł Niebu, bo przyszli po niego Siódmi. Wtedy przysłali tu Olivera. Jak mam wybierać niańkę z nich dwóch, to już wolę tego, którego uważasz za mojego brata. Dlatego stałem się buntowniczy i ściągnąłem Michaela z powrotem. W międzyczasie między mną a Leną przestało się układać. Głównie przez to, że wtedy była już zakochana w jakimś człowieku. Wiesz, Jess, nigdy nie czułem do niej tego, co czuję do ciebie.

sobota, 2 listopada 2013

Sezon 2

Cześć,

Właśnie skończyłam pisać sezon 1 i zabieram się za sezon 2 uboższy o jednego bohatera... Jakiego? Przekonajcie się sami za dwa tygodnie! Tak, dobrze liczycie, sezon pierwszy zakończy się po 25 odcinkach i 2 specjalnych dodatkach. Pierwszy dodatek z drugiego sezonu myślę, że będzie przez was długo oczekiwany...

W zakładce "odcinki" możecie już przeczytać bardzo ogólne nazwy całych sezonów, które nie odnoszą się tylko do pory roku w opowiadaniu. Tak, wiosną Jessamine będzie musiała pogodzić się z kolejną stratą, tak więc mogę powiedzieć, że odrodzi się na nowo jako troszkę silniejsza.

Tak więc właśnie mój długi weekend mija mi na przywracaniu moim blogom życia. Prawdopodobnie z początkiem 2 sezonu na bloga zawita też nowy wygląd.

Po raz kolejny proszę o polecanie tego bloga, bo wciąż mam wrażenie, że piszę sama dla siebie, a to trochę samolubne, co nie?

xoxo ~ Rose

czwartek, 31 października 2013

Czwartek

Cześć,

Tak, macie rację, że dziś nie jest poniedziałek, a post jest. Czemu? Bo mój kolego sprawił, że mam całkiem dobry nastrój. Niestety nie aż tak dobry by dodać kolejny odcinek. Za to mam pewien pomysł. Poznaliście już Lenę i w sumie to miałam plan już na dobre zostawić jej postać, ale mam pewien pomysł. Co wy na to, żebym napisała odcinek w stylu vintage? Taki powrót do przeszłości? To się chyba retrospekcja nazywa...

Komentujcie polecajcie i do obserwatorów się dodawajcie. ;*

xoxo ~ Rose

poniedziałek, 28 października 2013

Odcinek 23

Warunek Lucifera cz. 6

Moje przemyślenia na temat tego jak powinien do mnie mówić, a jak nie, musiałam jednak odłożyć na później. Wróciłam myślami do lekcji tańca, która mnie czekała. Prawdę mówiąc, pogodziłam się już z myślą o jazzie. Fakt, różnił się od mojego ukochanego baletu, ale nie aż tak, jak dajmy na to popping, locking czy inne dziwactwo.

-Tańczysz balet, tak -upewniła się tancerka.

-Tak -odpowiedział za mnie Lucifer.

-A jak długo?

-Dziewięć lat -odpowiedziałam szybko.

Pokiwała głową, przetwarzając informację. Odwróciłam się w stronę lustra, patrząc w swoje oczy. Nie wyglądałam na zbyt szczęśliwą. Michael na pewno by to zrozumiał, ale nie miałam ochoty na uszczypliwe uwagi ze strony Lucifera. Zmusiłam się do ułożenia ust w coś, co chociaż w minimalnym stopniu przypominało uśmiech. Niezbyt dobrze mi to wyszło, ale przestałam wyglądać na aż tak przygnębioną.

Podskoczyłam, gdy usłyszałam trzaskające drzwi. Obróciłam się i  z niemałą satysfakcją odkryłam, że chłopak wyszedł.

-To co, gotowa?

Nieśmiało pokiwałam głową. Wciąż nie wiedziałam, czego się spodziewać. Puściła muzykę, ale nie rozpoznałam gatunku. Nie wiem, czemu skojarzyła mi się z Ameryką Środkową. Rozgrzewka była trochę bardziej męcząca, ale nie powiedziałabym, że byłam po niej padnięta.

-Mogę się dowiedzieć, jaki gatunek tańczysz?

-Jasne. Właściwie dziwię się, że Luc Ci tego jeszcze nie powiedział. Powinien był, bo dancehall to nie tylko kroki i "kręcenie tyłkiem". Dancehall to energia i, chcąc nie chcąc, jego historia.

Wpatrywałam się w nią ciekawym wzrokiem. W pamięci miałam bardzo podobne słowa z mojej pierwszej lekcji baletu. Pokochałam go. Poznałam jego historię. Czy tak mogło być z każdym gatunkiem?

Właściwie całą lekcję Lena uczyła mnie jednej choreografii. Wciąż robiłam coś nie tak. Moje ciało tak przyzwyczajone do baletu wyglądało wręcz komicznie, tańcząc coś, co powstało na ulicy. Nie potrafiłam zrozumieć, czemu traktuję to jako coś gorszego. Przecież i to wymagało licznych godzin pracy, nauki kroków i poznawania historii. Mimo tego nie potrafiłam przestać porównywać komicznego dancehallu do wyrafinowanego baletu. Chciałam to powstrzymać, ale nie mogłam. Dobrze, że przynajmniej nie czułam się lepsza od Leny, bo tego moje serce by już nie zniosło. Co innego ludzie, a co innego gatunek tańca, który jest moją pasją. Miałam ochotę stamtąd wybiec, ale obawiałam się, że złamię w ten sposób umowę z Luciferem, a jeśli to zrobię, będę mogła pożegnać się z karierą primabaleriny.

Po skończonej lekcji podziękowałam i zanim Lucifer zdążył wrócić do salki, byłam już w szatni. Wzięłam szybki, zimny prysznic. Za godzinę zajęcia baletu. Nie mogę przecież przyjść na nie, wyglądając jak mops. Związałam włosy w ciasny kok i ubrałam się. Lucifer musiał tu jakoś wejść, bo zamiast ciepłych płaskich butów znalazłam szpilki. Wepchnęłam strój do torby i wzięłam szpilki w rękę. Byłam na niego trochę zła, ale nie do końca wiedziałam o co. Otworzyłam drzwi do szatni. Stał przed nimi, czekając na mnie.

-Czemu nie założysz butów?

-Oddaj mi te drugie. Nie chcę znów marznąć.

Pokręcił głową rozczarowany, ale oddał mi buty. Wziął ode mnie wszystkie rzeczy i ruszył w stronę windy. Myślałam, że będzie w humorze na rozmowę, ale on nie odezwał się ani słowem, aż do momentu, kiedy siedzieliśmy w samochodzie, patrząc na siebie nawzajem.

-Masz rzucić balet -oświadczył spokojnie.

-Słucham?!

-Chcę, abyś rzuciła balet i przyrzekła mi, że już nigdy więcej nie będziesz tańczyć.

-Żartujesz?! Błagam, powiedz, że to żart -mój głos się łamał, nie potrafiłam nad sobą zapanować.

Lucifer odpalił silnik, kręcąc przecząco głową. Odsunęłam jak najdalej od niego, chociaż pasy nie pozostawiały za dużo miejsca. Zapatrzyłam się za okno. Przestraszyłam się, gdy samochód ruszył.

-Obiecałaś, pamiętasz?

-Zrobiłam to, by dalej móc tańczyć -wrzasnęłam, przenosząc wściekłe i zarazem zrozpaczone spojrzenie.

-Uspokój się, Jess. Zachowujesz się jak dziecko.

Nie mogłam uwierzyć w to, co mówił. Po kilku sekundach uzmysłowiłam sobie, że po moich policzkach spływają łzy, rozmazując mój makijaż. Prawdę mówiąc, nie obchodziło mnie to. Jak chłopak, który przecież tak mi się podobał, mógł żądać ode mnie czegoś takiego? Rozumiałam narażanie mnie na kontuzję podczas durnego dancehallu, zrozumiałam nic nieznaczący pocałunek, katowanie moich nóg szpilkami, ale nie porzucenie pasji.

-Chcę się zobaczyć z Michaelem -wyszeptałam niepewna swojego głosu.

Lucifer nie odezwał się. Zastanawiałam się, czy w ogóle mnie usłyszał, ale czy to miało jakąkolwiek różnicę? Oparłam głowę o szybę, by przeszedł ból. Nie byłam pewna, którego chciałam się pozbyć - tego okropnego kłucia w sercu, czy pulsowania w skroniach. Wiem, że nie pomogło. Byłam na niego wściekła, ale nie potrafiłam odepchnąć za daleko mojego zauroczenia nim. Mogłam przewidzieć, że zawieranie paktu z diabłem to nie najlepszy plan.

Ku mojemu zdziwieniu zatrzymaliśmy się przed domem aniołów. Przy furtce stał Michael. Wysiadłam z samochodu, jeszcze zanim Lucifer wyłączył silnik. Przeskoczyłam zaspę śnieżną i znalazłam się w ciepłych ramionach Michaela. Płakałam i nie potrafiłam nic z tym zrobić. Chłonęłam ciepło jego ciała, a zapach wody kolońskiej wypełnił moje nozdrza. Cholernie bałam się otworzyć oczy. Miałam nadzieję, że będę mogła tak zostać już na zawsze. Poczułam na ramieniu czyjąś dłoń. Zostałam brutalnie odciągnięta od anioła. Bałam się otworzyć oczy.

-Tak się kończy przyprowadzanie ludzi do domu -powiedział pewny głos Lucifera.

Ktoś objął mnie w pasie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam delikatne rysy Michaela. Delikatnie ciągnął mnie w stronę domu w ślad za Diabłem. Znów poczułam się jak porcelanowa lalka. Chwilę później siedzieliśmy w salonie. Wtulałam się w ramię anioła, a on delikatnie głaskał mnie po plecach.

-Co kazałeś jej zrobić -zapytał Michael.

Lucifer zaśmiał się krótko i opowiedział mu całą historię, powtarzając wszystko, co mu powiedziałam.

poniedziałek, 21 października 2013

Odcinek 22

Warunek Lucifera cz. 5

-Można tu zostać na zawsze -zapytałam zdziwiona.

-Tak -odpowiedział krótko, a ton jego wypowiedzi jasno dawał do zrozumienia, że nie ma ochoty drążyć tematu.

Postanowiłam spełnić jego niemą prośbę i nie wypytywać bardziej natarczywie. Skoro nie chciał o tym mówić, to pewnie miał ku temu jakiś powód. Zanim odeszliśmy, wyjął z samochodu szpilki, które nosiłam przez resztę dnia. Windą dojechaliśmy do przestronnego holu. Przez duże szklane drzwi widziałam ludzi spacerujących ulicą. Diabeł podszedł do recepcji. Pani siedząca za ladą chyba go znała, bo uśmiechnęła się na jego widok. Na ścianie za kobietą widniało duże logo jakiejś szkoły tańca nowoczesnego. Zapatrzyłam się w szklane drzwi, przez co znów nie słuchałam chłopaka. Ulicą przechodziła matka z dzieckiem na rękach, którą próbowała dogonić znacznie młodsza kobieta pchająca wózek. Przechodziło też kilku starszych mężczyzn w garniturach. Rozmawiali o czymś zawzięcie. Do środka weszła grupka dziewczyn, pewnie w moim wieku. Jedną z nich nawet kojarzyłam ze szkoły, ale tylko z twarzy. Zupełnie nie wiedziałam, jak może mieć na imię. Rzuciła zwykłe "cześć" w stronę Lucifera, ale on ją zignorował. Odpowiedziałam jej, by nie wyszła głupio przed koleżankami. Uśmiechnęły się do mnie delikatnie. Kiedy zniknęły w windzie, mój wzrok wrócił do świata za szklanymi drzwiami. Jakiś student uprawiał jogging, albo może uciekał przed dziewczyną, która biegła tuż za nim. Fajnie byłoby kiedyś tak po prostu biec przed siebie. Póki mieszkałam ze swoim rodzeństwem, nie miałam na to czasu. Chociaż to raczej była wina baletu.

Z zamyślenia wyrwał mnie uścisk Lucifera, który, chwytając mnie za łokieć, pociągnął mnie do windy. Po guziku, który wcisnął, domyśliłam się, że będziemy chwilkę jechać. Na czerwono podświetliła się "6".

-Co robimy w szkole tańca?

-Chcę cię przekonać do porzucenia baletu -oświadczył.

-Mam iść na lekcje tańca nowoczesnego -zapytałam zdziwiona.

-Właśnie tak.

Przewróciłam oczami. Dobrze, że przynajmniej nie każe mi porzucić baletu. Ciekawe, jaki gatunek dla mnie wybrał. Zanim zdążyłam zapytać, dojechaliśmy na szóste piętro. Drzwi otworzyły się, a na ścianie widniały nazwy dwóch podobnych do siebie gatunków. "jazz, modern jazz", głosił napis na białym tle. Zaśmiałam się. Nie chciałam wysiadać z windy, ale chłopak i tak mnie z niej wyciągnął.

-Nie mam stroju -oświadczyłam.

-Masz -powiedział, wskazując na moją torbę z rzeczami na balet, która była przewieszona przez jego ramię.

Wepchnął mi ją do ręki, a potem wyjął z kieszeni dwie plastikowe karty. Jedną dla uczestnika zajęć i drugą dla obserwatora. Chciałam mu wyrwać tę drugą, ale mi się nie udało. Zaprowadził mnie do damskiej przebieralni i uśmiechnął się triumfalnie.

-Widzimy się za piętnaście minut na sali -już chciał odejść, ale nagle jakby sobie o czymś przypomniał. -Nie martw się, mam kamerę, żebyś miała jakąś pamiątkę.

Westchnęłam i schowałam się w szatni. Obiecałam mu to wszystko, więc obietnicy dotrzymam. Przebrałam się. Dla dobra mojego baletu powinnam przyjść na trening, który zaczyna się za dwie godziny, wypoczęta. Z drugiej strony coś w środku mówiło mi, ze nawet jeśli obiecam sobie, że trochę odpuszczę, nie dotrzymam tej obietnicy. Lucifer miał na mnie dziwny wpływ. Do tej pory prawdopodobnie nawet gdybym w nocy nie przystała na jego warunek i tak spełniłabym jego dzisiejsze życzenia. No może oprócz tego z wyjściem w środku zimy w szpilkach. Swoją drogą ciekawe, po co on je tu przyniósł. Spojrzałam na swoje stopy, na których teraz były baletki.

Przebrana wyszłam z szatni. Musiałam pomylić drzwi, bo znalazłam się w długim korytarzu, z którego było kilka wyjść, podpisanych kolejnymi literami alfabetu. Rozejrzałam się wokoło, ale chyba byłam tu sama. Przeszłam się kawałek w prawą stronę i powoli zaczęłam wątpić, że powinnam się znaleźć właśnie tu. Odwróciłam się w stronę, z której przyszłam i zdałam sobie sprawę, że już nawet nie wiem, którędy tu weszłam. Nagle usłyszałam za swoimi plecami głos Lucifera. Spojrzałam w tamtą stronę.

-Już myślałem, że się rozmyśliłaś.

-A ja myślałam, że mamy umowę.

Podszedł do mnie i chciał mnie przytulić, ale ja go wyminęłam. W głowie miałam jego zapewnienie, że wciąż jesteśmy tylko przyjaciółmi. Postanowiłam pokazać mu, na co mnie stać. Weszłam w pierwsze otwarte drzwi. Sala była całkiem duża. Jedna ściana pokryta była w całości lustrem. O jedną z pomalowanych na beżowo ścian opierała się młoda kobieta, patrząc na mnie ciekawskim wzrokiem. Miała brązowe, związane z tyłu głowy, długie włosy i oczy tego samego koloru. Ubrana była w czarne legginsy do kostek, trampki i luźny szary top.

-Jesteś Jessamine, prawda?

-Tak, ale może pani mówić na mnie Jess.

-Och, jaka tam pani. Wystarczy Lena.

-Dobrze -powiedziałam nieco speszona.

Lucifer spróbował objąć mnie od tyłu, ale znów mu uciekłam, podchodząc do lustra. Rozpuściłam koka i szybko zamieniłam go w warkocz.

-Naprawdę kazałeś mi się przenieść na to piętro tylko z powodu imienia Jess -zapytała tancerka.

-Nie, chyba nie tylko dlatego -odpowiedział Lucifer, śmiejąc się cicho.

-To pani nie uczy jazzu?

-Znowu pani -zapytała, przewracając oczami. -A co do twojego pytania to nie uczę jazzu.

-Luc -powiedziałam z wyrzutem, posyłając mu mordercze spojrzenie.

-Słodko wyglądasz, jak się złościsz, skarbie.

Czułam, jak moje policzki robią się czerwone, ale nie umiałam nad tym zapanować. Czułam się taka dziwnie szczęśliwa, a jednocześnie coś kuło mnie w sercu.
Nie powinien tak do mnie mówić.
Nie potrafiłam mu o tym powiedzieć.
Bałam się, że już więcej się tak do mnie nie zwróci.

poniedziałek, 14 października 2013

Odcinek 21

O jejku.. przepraszam, że tak późno... zapomniałam, że dziś poniedziałek. :c

Warunek Lucifera cz. 4

Lucifer wyprowadził mnie ze schowka, uważając, żebym się o nic nie potknęła. Liczyłam na to, że puści moją dłoń, jak wyjdziemy na korytarz, ale on wciąż ją trzymał. Zaprowadził mnie przed moją szafkę.

-Ubieraj się, zmywamy się stąd.

-Ale..

-Za chwilę wrócę -powiedział i pocałował mnie w policzek.

Chwiałam go zatrzymać, ale nie mogłam krzyczeć. Na korytarzu była idealna cisza, a ja się bałam, że ktoś mnie znajdzie. Szybko założyłam płaszcz. Diabeł przyszedł z powrotem, kiedy zakładałam czapkę. Uśmiechnął się do mnie. Spojrzał na moje buty i zaśmiał się krótko. Wyciągnął rękę w moją stronę, bez zastanowienia złapałam ją. Pobiegliśmy w stronę wyjścia. Chyba mieliśmy szczęście, bo jedyną osobą, którą minęliśmy, była woźna.

Samochód Lucifera był zaparkowany tuż przy drzwiach. Chłopak podszedł do niego i otworzył przede mną drzwi. Po chwili oboje siedzieliśmy w środku, patrząc na siebie nawzajem. Miałam ochotę wyciągnąć rękę w jego stronę, przyciągnąć go i pocałować, ale chłopak nacisnął na gaz, ruszając z piskiem opon. Kiedyś pewnie zganiłabym go za tak jawne zwracanie na nas uwagi, ale teraz nie obchodziło mnie to. Ważny był tylko on i jego brat. Przez tą całą szopkę z chowaniem się w schowku na miotły zapomniałam o Michaelu. Ciekawe, co on teraz robi.

Głupio się czułam, myśląc ciągle o jednym z braci Gray, będąc z drugim. Najlepiej było mieć ich obu w zasięgu wzroku, ale wtedy ich obecność stawała się przytłaczająca. Gdyby tylko Lucifer był przy swoim bracie taki sam jak wtedy, gdy jesteśmy sami. Teraz był zapatrzony w drogę przed sobą, ale kiedy zauważył, że na niego patrzę, odwrócił się w moją stronę i uśmiechnął. Nie wiem, czemu znów pomyślałam o swoim śnie. Cholerny motocykl. Jakby czytając w moich myślach, chłopak poprosił, bym opowiedziała mu swój sen.

-Śniło mi się, że trafiłam do nieba.

Diabeł zaśmiał się i spojrzał na mnie, sądząc chyba, że żartuję. Po chwili zrozumiał, jak bardzo się pomylił. Jego wzrok wrócił na drogę. Skręciliśmy w pierwszy zakręt. Ulica była jednokierunkowa z powodu parkingu, który zajmował cały drugi pas. Chłopak zaparkował na pierwszym wolnym miejscu.

-Przejdziemy się -oświadczył Lucifer.

Wyjął kluczyk ze stacyjki i wsunął do kieszeni kurtki. Wysiadł z samochodu i szybko go okrążył, by otworzyć mi drzwi. Jego dżentelmeńskie zachowanie zaczynało mnie powoli denerwować, ale starałam się tego nie okazywać. Rozumiem otworzyć mi raz drzwi, albo dwa, ale bez przesady. Skinęłam głową w podziękowaniu.

Diabeł zabrał mnie na spacer nad Tamizę. Nie rozmawialiśmy. Moje myśli uciekały do Michaela, więc nawet jeśli mój towarzysz mnie o coś pytał, to pewnie czuł się, jakby rozmawiał ze ścianą. Poczułam jego uścisk na ramieniu. Spojrzałam w jego stronę. Miał zawiedziony wzrok.

-Nie słuchałaś mnie, prawda?

-Prawda -przyznałam i zrobiło mi się głupio.

Przyciągnął mnie do sobie, obejmując w talii. Było naprawdę zimno, nie ma co się dziwić: był w końcu środek lata. Lata, które było w Australii. Niestety w Londynie na dobre rozgościła się zima. Gdy był tak blisko, nie mogłam się na niczym skupić. Czułam zapach jego wody kolońskiej. Poczułam jego wargi na policzku i wyrwałam mu się.

-Co tak właściwie jest między nami?

-Jesteśmy znajomymi, którzy na jeden dzień bawią się w pana i służącą, a jak zabawa im się spodoba, to będą razem mieszkać.

Spojrzałam na niego z wyrzutem, a on tylko wzruszył ramionami. Odwróciłam wzrok zawiedziona. Staliśmy dokładnie naprzeciwko London Eye. Wyglądało trochę śmiesznie na tle oprószonych śniegiem budynków. Wiatr zawiał lekko, a ja znów poczułam zapach jego wody kolońskiej. Położyłam dłonie na barierce, strzepując z niej białe płatki. Zakładanie szpilek w taki mróz to był z pewnością zły pomysł. Odwróciłam się przodem do chłopaka, zostawiając diabelski młyn za plecami.

-Wracajmy -poprosiłam.

Lucifer nie odpowiedział od razu. Zdawał się błądzić gdzieś myślami. Jego wzrok utkwiony był to na moich butach, to gdzieś za moimi plecami. Oparłam się plecami o barierkę. Lucifer popatrzył mi w oczy. Miał przerażający wzrok. Nigdy nie wiedziałam, czego mogę się po nim spodziewać.

-Trafiłaś do nieba, tak?

Jego pytanie zaskoczyło mnie tak bardzo, że z początku nie wiedziałam nawet, o co pyta. Kiedy przypomniałam sobie powód, który spowodował naszą wysiadkę z ogrzewanego samochodu, pokiwałam głową twierdząco.

-A mówiłaś, że śniło ci się, że już nigdy nie zobaczysz się z osobą, w której się zakochałaś?

Nie chciałam mu odpowiadać, ale wolałam mu się nie podkładać. Znów za odpowiedź musiał mu wystarczyć delikatny ruch głową i bardziej wymruczane niż wypowiedziane "mhm".

-Wy, ludzie, przecież wszyscy kiedyś trafią do nieba -powiedział tonem, który wskazywał, jakby ta rozmowa powoli zaczynała go nudzić.

-Ty nie -wyszeptałam. -Prawda?

Spojrzał na mnie pustym wzrokiem. Pokręcił głową z dezaprobatą. Mimo tego wziął mnie delikatnie pod ramię i zaprowadził z powrotem do samochodu. Kiedy wsiadałam podał mi botki z futerkiem w środku. Podczas drogi zmieniłam buty i odechciało mi się wracać do domu. Tęskno wyglądałam za okno, kiedy mijaliśmy kolejne przecznice. Okazało się jednak, że Lucifer nie zamierza wracać do domu. Naszym celem okazał się być parking podziemny, umiejscowiony pod jakimś wysokim budynkiem. Po zatrzymaniu samochodu chłopak spojrzał na mnie z dotąd nieznanym mi uśmiechem. Pociągnęłam za klamkę i pierwszy raz, podróżując z braćmi Gray, udało mi się wysiąść samej.

-Chcę cię zabrać w jeszcze jedno miejsce przed baletem -powiedział zamyślony, jedną ręką opierając się o samochód.

-Lucifer, czy istnieje sposób, byś wrócił do nieba?

-Tak, ale już prędzej zdecydowałbym się na zatrzymanie ciebie tutaj.

poniedziałek, 7 października 2013

Special

Kolejne kilkanaście odcinków za nami (a właściwie za mną, bo chyba piszę bloga sama dla siebie - też was kocham *-*) i z tej właśnie okazji kolejny special. Może wam się wydawać nieco dziwny, bo w końcu jeszcze nawet nie znacie pięknej brązowowłosej dziewczyny, ale nie martwcie się, pojawi się już w 23 odcinku!
Poza tym mam jeszcze jedną sprawę. Na wzór dziewczyny, dzięki której zaczęłam pisać tego bloga, będę dodawać jednego posta tygodniowo i tak, aż skończę sezon. Wczoraj zrobiłam ankietę i od dziś macie dwa tygodnie na wybranie dnia tygodnia, który wam najbardziej pasuje.

xoxo
Rose


Dancehall i stary młody znajomy

Siedziałam na ziemi po porannym treningu. Patrzyłam w lustro zmęczonym wzrokiem. Dziewczyny naprawdę się dziś nie obijały. Moje brązowe włosy wyglądały na wyjątkowo nieułożenie. Rozpuściłam je i na nowo związałam w kucyka. Szkoda, że blond ombre, które miałam jeszcze tydzień temu, teraz stało się prawie niewidoczne. Pasowało mi. Będę musiała pomyśleć nad ponownym pójściem do fryzjera, ale najpierw przydałoby się zarobić na czynsz. Coś się wymyśli. Wzruszyłam ramionami i to samo zrobiło moje odbicie w lustrze. Mój oddech już dawno się wyrównał, ale serce wciąż biło trochę za szybko. Położyłam się na ziemi, żeby dosięgnąć do odtwarzacza i puściłam sobie muzykę. Głośne reggae nigdy mi nie przeszkadzało. Gdybym tylko miała więcej siły, pewnie wstałabym i zaczęła tańczyć, ale nie miałam na to energii. Dawno nie byłam tak zmęczona. Najbardziej przerażające było to, że za piętnaście minut zaczynają się kolejne zajęcia, ale za to po nich już koniec. Dobrze, że to grupa początkująca, bo te dziewczyny to się po dziesięciu minutach zmęczą. Roześmiałam się cicho i zmusiłam do wstania.

Podeszłam do swojej torby, która leżała przy odtwarzaczu. Wyjęłam z niej butelkę wody i wzięłam łyka. Kiedy ją odkładałam, mój telefon zaczął dzwonić. Westchnęłam i zaczęłam go szukać. Zaśmiałam się, widząc kto dzwoni. Tyle czasu już nie rozmawialiśmy... Odebrałam.

-No, w końcu -odezwał się znajomy głos w słuchawce.

-No cześć -odpowiedziałam. -Co u ciebie? Dawno cię tu nie widziałam, już nie lubisz widoku trzęsących się tyłeczków?

-Dalej uczysz -zapytał, ignorując moje wcześniejsze pytania.

-Tak, bo co?

-Masz czas za godzinę albo półtorej?

-Raczej za półtorej.

-Mam taką nietypową prośbę.

-Chcesz, żebym się z tobą przespała -zapytałam pół żartem.

-Fajne masz o mnie zdanie.

-Sam do tego doprowadziłeś, chyba jeszcze nie zapomniałeś, co?

-Widzę, że oboje trochę się zmieniliśmy.

-Najwyraźniej. No, więc co to za prośba?

Przez kolejne dwie minuty opowiadał mi o swojej cudownej znajomej, której posypało się życie. Odniosłam wrażenie, że połowę z tego sobie wymyślił. To było wręcz śmieszne, a jego uwagi do tego, gdzie ma się odbyć ta lekcja, wręcz przekomiczne. Mimo tego zgodziłam się na prywatną lekcję dla tej dziewczyny. Cóż, jego pieniądze nie były gorsze od innych. Nasza rozmowa, nie wliczając jego opowieści o tej dziewczynie idealnej, była raczej krótka co w sumie mnie ucieszyło.

Wróciłam do słuchania muzyki i picia wody, a po dwóch piosenkach przyszły dziewczyny na zajęcia. Nie bardzo miałam ochotę prowadzić tę lekcję, to była głupota zgadzać się na prowadzenie dwóch godzin pod rząd. Będę musiała to jakoś odkręcić.

Na początku zajęć nie mogłam skupić się na tańcu, ale na szczęście układ był prosty i dobrze mi znany. Cały czas wspominałam chwile spędzone z tym chłopakiem. To było tak dawno... Jeszcze chodziłam do liceum, a on był o rok starszy. Kręcił wtedy z jakąś małolatą. Ciekawe, ile ona teraz ma lat. Pewnie jakoś z siedemnaście. Czyli jest w wieku tej, o której tyle paplał. Wciąż woli dużo młodsze. Ciekawe, ile jeszcze będzie przez niego płakało. Co jak co, ale do związków to on sie raczej nie nadaje. Biedna dziewczyna.

Przez kolejne pół godziny starałam się skupić na swojej pracy. Jednak błędów w krokach dziewczyn było tyle, że nie miałam nawet siły ich wszystkich poprawiać. Mówić jak do ściany, że w tej choreografii Skip To My Lou [Rose szpani się, że zna jeden dancehallowy krok ;)] zaczynamy z lewej nogi, a kończymy na prawej, żeby wyszła ósemka, a nie dziewiątka.

-Jeszcze raz -powiedziałam, puszczając piosenkę od nowa. -Pięć, sześć, siedem, osiem i ... nie! Lisa, zła noga.

Chwila, ona chyba nie jest Lisa... a zresztą, czy to ma jakieś znaczenie? Zaśmiałam się w myślach, by przypadkiem nie obrazić żadnej z obecnych dziś dziesięciu nastolatek. Och, oby ta koleżanka mojego starego znajomego była pilniejszą uczennicą, bo chyba nie wytrzymam kolejnej godziny z kimś, kto tak bardzo nie łapie. Coś za szybko się irytuję. Chyba naprawdę powinnam przełożyć tę godzinę na kiedy indziej, na przykład przed grupą zaawansowaną? To w sumie jest jakiś plan. Pokiwałam głową zadowolona ze swojego pomysłu, a dziewczyna, której przed chwilą zwróciłam uwagę, uśmiechnęła się lekko. Dancehall jest przecież po to, żeby się nim bawić, a nie być przeze mnie opierniczanym, prawda? Och, to nie ich wina przecież, że nie odróżniają prawej nogi od lewej.

-Chwila przerwy, a potem dam wam okazję do przećwiczenia Skip To My Lou w tjunie, którego nauczyłyście się w zeszłym tygodniu. Kogo nie było, niech udaje, że zna kroki.

Zaśmiałam się do dziewczyn, a one odwzajemniły mój śmiech. Poczekałam chwilę, aż napiją się wody i na nowo ustawią w szachownicę, po czym włączyłam piosenkę zespołu RDX, której tytuł był identyczny jak nazwa kroku - Skip To My Lou. Miło było patrzeć na roześmiane buzie, słuchać reggae i nic nie robić. Nawet jeśli czasem miałam dość tej pracy i nieźle dawała mi w kość, nawet jeśli nie miałam przez nią ochoty wstać z łóżka, nawet jeśli wciąż musiałam się martwić o pieniądze na czynsz to i tak w głębi serca kochałam ją nad wszystko inne. Może czasem wydawało mi się, że żałuję swojego wyboru, ale koniec końców nie zmieniłabym go. Dla mnie to właśnie jest miłość. Miłość do muzyki, tańca i kultury. Na ziemi istnieje chyba tylko jedna rzecz, którą kocham bardziej od Jamajki i na moje nieszczęście jest to nutella, ale przecież serce nie sługa. Och, dobrze, że wchodzę jeszcze w te legginsy, bo naprawdę je lubię.

Kiedy piosenka się skończyła, wywaliłam dziewczyny z sali i znów położyłam się na podłodze. Jeszcze tylko godzina z nową laseczką starego kumpla. Jak jej tam było? Jessica? Tak, chyba tak, a może jednak coś pokręciłam? Najwyżej. Zaśmiałam się do siebie. Zamknęłam oczy, a kiedy je otworzyłam, stał nade mną mój stary znajomy. Zamrugałam kilka razy. Nie mogę uwierzyć w to, co widzę! Minęło już przecież sześć lat! Jakim cudem można wciąż wyglądać tak samo? A może to jego młodszy brat? Co ja wymyślam! On nie miał brata, oprócz tego cichego chłopaka, który wiecznie był gdzieś w pobliżu.

-Boże, to naprawdę ty?

-Boże, to naprawdę ty -powtórzył piskliwym głosem.

-Dureń -skwitowałam.

Chyba mój stary młody znajomy nie był w dobrym humorze. Podniosłam się z ziemi. Podeszłam do ściany i oparłam się o nią. Poprawiłam włosy. Westchnęłam.

-Przypomnisz mi, jak ona miała na imię?

-Jessamine -odpowiedział ponuro.

czwartek, 26 września 2013

Odcinek 20

Warunek Lucifera cz. 3

Lekcja minęła szybko. Spakowałam swoje książki i skierowałam się na korytarz. Chciałam iść pod kolejną klasę, ale ktoś złapał mnie za nadgarstek i pociągnął w przeciwną stronę. Zobaczyłam przed sobą Alice. Szła wyjątkowo szybko. Rozejrzałam się za sobą i dowiedziałam się, czemu idzie tak szybko. Chciała zgubić swoją paczkę. Matt stał przy drzwiach, rozmawiając z Gwendoline i wyraźnie kogoś szukał. Tylko jedna osoba nie stała gdzieś w pobliżu - uciekająca Alice. Ruszyłam za nią szybszym krokiem. Puściła mój nadgarstek, więc przepychając się przez jakąś pierwszą klasę, musiałam porządnie się skupić, żeby nie zgubić z oczu jej kitka. Pokonałyśmy kilka zakrętów, aż w końcu Alice znalazła jakiś w mirę spokojny kąt w tej szkole.

-Chodzisz z Luciferem?

-Nie, już mówiłam.

-Wybacz, musiałam się upewnić. A co do tej historii z Oliverem to było tak, że pod koniec gimnazjum chodził z Naomi, wiesz, tą, co chodzi ze mną na balet. Wtedy się przyjaźniłyśmy. Ale tu się wszystko zmieniło. Ona zakochała się w Luciferze i zerwała z Olim. Słuchaj, Jess, wiem, że bierzesz udział w tym castingu do "Dziadka do orzechów". Musisz ją pokonać. Ona musi dostać za swoje.

-Czy Oliver był kiedyś inny?

-Był, zanim zaczął z nią chodzić.

-Dzięki, że mi to opowiedziałaś.

-Byłam ci to winna.

Spojrzałam na nią zdziwiona, ale ona tylko odwróciła się i odeszła. Chciałam zacząć ją gonić, kiedy Lucifer do mnie podszedł. Jego dłonie znalazły się na moich biodrach. Przyciągnął mnie do siebie. Jego łobuzerski uśmiech dodawał mu uroku. Chciałam mu się wyrwać, ale słuchanie go cały dzień oznacza też nie stawianie mu się. Pamiętaj, Jess, robisz to dla baletu.

-Wyglądasz pięknie.

-Mówiłeś to już.

-Wyglądasz bardzo seksownie -poprawił się, przejeżdżając palcem po konturze mojej twarzy.

Oparłam się plecami o zimną ścianę, by choć trochę się od niego odsunąć, ale to nic nie dało. Jedną ręką oparł się o ścianę i przysunął swoje usta do mojego ucha. Czułam jego ciepły oddech na policzku i uspokajający zapach wody kolońskiej, której używał chyba codziennie, od kiedy się poznaliśmy.

-Czy aby nie przesadzasz -zapytałam najciszej, jak umiałam.

-Nie, dziś jesteś moja i muszę to dobrze wykorzystać -wyszeptał mi prosto do ucha. -A tak właściwie, o której kończysz balet?

-Nie wiem, pewnie o 18, a co?

-Muszę zaplanować nam wieczór.

-Gdzie ty chcesz mnie zabrać -zapytałam drżącym głosem.

-Na randkę.

Ciarki przeszły mi po plecach.  Chciałam się odezwać, ale zamiast tego tylko kiwnęłam głową jak potulne zwierzątko. Nie mogłam uwierzyć, że to, o czym marzyłam i jednocześnie to, czego tak się bałam, będzie wynikiem jakiegoś chorego układu. Biedny Michael. Tyle spraw mnie zastanawia. Chciałam o nie zapytać Lucifera, ale nie potrafiłam nic powiedzieć. Czułam się, jakbym w gardle miała wielką kulę tłumiącą cały dźwięk. Zacisnęłam dłoń w pięść i oparłam o tors Diabła. Chłopak pogłaskał mnie po włosach. Po moim ciele rozeszło się przyjemne ciepło. Jego obecność dawała mi poczucie bezpieczeństwa. Nie powinna. Ten chłopak jest tak nieobliczalny. Bardzo się u niego zadłużyłam. Uratował mi życie. Nigdy nie dostanę szansy, żeby mu się odwdzięczyć. Nie chcę takiej szansy. Ciarki mnie przeszły na samą myśl o tym, że coś mogłoby mu się stać. Chciałam się do niego przytulić, upewnić się, że jego serce wciąż bije, ale powstrzymałam się. Zapewne i bez tego wyglądaliśmy dość podejrzanie.

-Wszystko w porządku, Jessi -zapytał, przechylając głowę. -Masz dziwną minę.

Spojrzałam mu w oczy i zamrugałam kilka razy. Czy wszystko jest w porządku? Nie, oczywiście, że nie! Chłopak moich marzeń właśnie zaprosił mnie na randkę! Nie, chwila, on oświadczył, że idziemy na randkę. Cóż, pierwsza wersja chyba była lepsza, ale trudno. Randka to randka, czyż nie? To głupie. On wymaga ode mnie czegoś, co i tak bym chętnie zrobiła.

-Twoja mina jest teraz jeszcze dziwniejsza -stwierdził, odsuwając się ode mnie odrobinę. -Nad czym tak myślisz, Jessi?

-Zastanawiałam się czy randka, na którą trzeba się zgodzić to wciąż randka.

Chłopak zaśmiał się, co przyciągnęło kilka ciekawskich spojrzeń. Wierzchem dłoni pogłaskał mnie po policzku.

-A co, kochanie, chciałabyś grać nieprzystępną -zapytał i zaczął się bawić kosmykiem moich włosów, który wypadł z koka.

-Nie, nie o to mi chodziło -powiedziałam szybko i zaczęłam niekontrolowanie machać rękoma.

Diabeł znów się zaśmiał i złapał mnie za nadgarstki. Pociągnął mnie do siebie. Moje przedramiona opierały się teraz o jego umięśniony tors.

-Pocałuj mnie, moja głupiutka dziewczyno.

-Co?

-Pocałuj mnie.

Patrzyłam na niego szeroko otwartymi oczami. Na korytarzu wciąż kręciło się kilka osób. Panicznie zaczęłam wymyślać jakąkolwiek wymówkę. Moje rozmyślenia przerwał dzwoniący dzwonek. Korytarz w ciągu kilkunastu sekund zrobił się zupełnie pusty. Chłopak wciąż mocno mnie trzymał. Torba zsunęła mi się z ramienia. Diabeł lekko podirytowany wrócił ją na miejsce. Złapał mnie za podbródek.

-Coś czuję, że tego nie zrobisz -wyszeptał.

Schylił się i mnie pocałował. Jego język zaczął pieścić moje wargi. Przeniosłam uwolnione z jego uścisku ręce na jego szyję, a on mocno objął mnie w pasie. Całował natarczywie, ale podobało mi się to. W pewnym momencie nagle przestał. Już chciałam zapytać czemu, ale on zakrył moje rozgrzane usta dłonią. Teraz i ja usłyszałam zbliżające się kroki. Mocno chwycił mnie za łokieć i pociągnął w stronę pierwszych drzwi, które były drzwiami do schowka na miotły. Zamknął je za nami. Lucifer postanowił nie włączać pojedynczej, zwisającej z sufitu żarówki, więc po odcięciu jedynego źródła światła, zrobiło się tu zupełnie ciemno. Mimo tego chłopak orientował się tym niewielkim pomieszczeniu idealnie. Zaprowadził mnie do któregoś kąta i pociągnął w dół. Kucnęłam, opierając się o ścianę. Puścił mój łokieć. Szybko jednak odnalazłam jego dłoń i splotłam nasze palce. Chłopak odnalazł w ciemności moje usta i zaczął mnie całować. Tym razem jeszcze bardziej natarczywie. Jedną ręką położył na moim udzie, a drugą podparł się ściany za moimi plecami. Tym razem nie strząsnęłam jego ręki. Odsunął się ode mnie o kilka centymetrów, kończąc pocałunek, ale nie zabierając ręki. Drzwi otworzyły się i ktoś zapalił niczym nieokrytą żarówkę. Byliśmy schowani za jakąś prowizoryczną półką z jakimiś bzdetami. Światło mocno raziło mnie w oczy, więc przymknęłam powieki. Przykucnięci trwaliśmy w totalnej ciszy, dopóki drzwi na nowo się nie zamknęły. Chłopak szybko znów położył dłoń na moich ustach. Najwyraźniej ze strachu, że zaraz wybuchnę śmiechem. Gdyby nie jego ręka, pewnie bym to zrobiła.

środa, 25 września 2013

Odcinek 19

Przepraszam za tak długą (wakacyjną) przerwę, ale tak jakoś wyszło. Przy poprzednich dwóch postach nie dodałam komentarza, bo i po co? Ale teraz mam dla was mały gratis w postaci piosenki Florence + the Machine. Myślę, że ładnie pasuje do tego opowiadania.

Na koniec jakiś długi dialog wyszedł, ale niech już tak będzie.

Warunek Lucifera cz. 2

Zwinnie zgarnęłam swoje rzeczy i wyskoczyłam z samochodu, zanim Lucifer wyłączył silnik. Pobiegłam w stronę szkoły. Mogłam się nie odzywać. Kretynka.

-Jess, poczekaj -krzyknął za mną, kiedy otwierałam drzwi szkoły.

Wygodniej było udawać, że go nie słyszałam. Chciałam dalej biec, ale w szpilkach było to niemożliwe. Po drodze do szafki zaczęłam zdejmować ubranie wierzchnie. Przy szafce czekała mnie niezbyt miła niespodzianka. Po jednej stronie stała naburmuszona Alice, a po drugiej wydzierający się Alexander. Otworzyłam szafkę, zasłaniając im widok na siebie nawzajem. Nie witając się z nimi, zaczęłam wkładać rzeczy do środka. Zatrzasnęłam szafkę i już chciałam odejść, kiedy oboje złapali mnie za nadgarstki.

-Puśćcie mnie, nie jestem zabawką -wydarłam się.

-Jess, uspokój się -zaczął Alexander tonem starszego brata.

-Ej, chwila, ja pierwsza -odparła wciąż nadąsana Alice.

-Puśćcie mnie i odczepcie się ode mnie.

Wyrwałam im swoje nadgarstki, a oni spojrzeli na mnie nieco zdziwieni. Alice zdziwiła się jeszcze bardziej, kiedy zdała sobie sprawę z tego, w co jestem ubrana. Cofnęłam się o krok w tył i ktoś objął mnie delikatnie ramieniem.

-Cześć, Jessamine -zaczął spokojnym głosem Michael. -Jakoś się minęliśmy dziś rano.

Odwróciłam się w jego stronę i posłałam mu promienny uśmiech.

-Cześć.

Odsunął się ode mnie kawałek, oglądając mój ubiór. Pokręcił głową, jakby nie wierząc w to, co zobaczył. Spojrzałam na niego zaciekawiona.

-Wyglądasz pięknie, ale nie wierzę, że kazał ci ubrać akurat to. Przepraszam, ale muszę z nim pogadać. Zobaczymy się na literaturze.

-Jakie rano i kto kazał ci to założyć -naskoczył na mnie Alexander.

-Daj mi spokój.

Przewróciłam oczami i zaczęłam iść w przeciwnym kierunku. Nie obchodziło mnie, co ma mi do powiedzenia. Może wczoraj, kiedy bałam się, że nie będę miała gdzie spać, pragnęłam jego towarzystwa, ale nie teraz kiedy wiem, że mam na kogo liczyć. Wtedy w domu nie wstawił się za mną, ani nawet nie pomógł wstać. Wpuścił Michaela, ale mi łaska i tak by wszedł. Ktoś znów próbował mnie złapać, ale szybko strząsnęłam dłoń tej osoby. Zaczęłam biec do klasy w nadziei, że jeszcze przed rozpoczęciem lekcji uda mi się porozmawiać z Michaelem, ale niestety nie było go w sali. Za to Alice czekała już na mnie, siedząc na mojej ławce.

-Nie pozwolę ci mnie ignorować -obruszyła się.

-A co się zmieniło od naszej kłótni w szatni?

-Całkiem sporo -powiedziała już spokojnym głosem. -Właściwie to chciałabym cię przeprosić za to, co mówiłam w szatni po balecie. Chciałam też cię zapytać, czy nie chciałabyś, no wiesz...

-Wyjść gdzieś z nami -dokończył za nią Matt.

Uśmiechnęłam się do nich i pokiwałam głową. Matt uściskał mnie przyjaźnie, a do sali wszedł Michael. Oliver, który do tej pory się nie odzywał, postanowił wreszcie coś powiedzieć.

-Boże, znów on.

-Oli, daj spokój -upomniała go Alice i dała mu kuksańca w bok.

-Wiesz, Oliver, nie wyglądasz na takiego, który aż tak ocenia po pozorach -warknęłam, próbując bronić przyjaciela.

-Jess, daj spokój, nie znasz go.

-Znam go lepiej niż ty -warknęłam i wzięłam swoją torbę.

Zaczęłam iść do wyjścia, po drodze mijając się z Michaelem. Przyjaciel próbował mnie zatrzymać, ale nie pozwoliłam mu się złapać. Wychodząc z klasy, omal nie wpadłam na Lucifera. Upuściłam torbę, którą Diabeł złapał, zanim jeszcze do końca upadła. Podał mi ją. Kiedy ją od niego brałam, nasze dłonie na chwilę się musnęły. Moje ciało przeszył przyjemny dreszcz.

-Masz tam wrócić -wyszeptał.

-Lucifer...

-I zostać tam do końca lekcji -dokończył. -Pamiętasz, co mi obiecałaś?

Delikatnie pokiwałam głową. Ktoś ze środka mnie zawołał. Instynktownie obróciłam się w tamtą stronę. Cała klasa patrzyła na nas ciekawskim wzrokiem, tylko Michael siedział przy oknie i tęskno wyglądał na zewnątrz. Jak mogłam być tak ślepa i wcześniej nie zauważyć, że mu się podobam? Gdybym wiedziała, na pewno nie zgodziłabym się u nich mieszkać.

-Jessi?

-Tak?

-Zobaczymy się na następnej przerwie -powiedział i pocałował mnie w policzek. -A, i jeszcze jedno, diabłom też się podobasz.

Odwrócił się i odszedł. Może to i lepiej, bo na moich policzkach pojawiły się rumieńce. Kiedy wróciłam do środka, wszyscy patrzyli na mnie zaskoczeni. Usiadłam obok Michaela. Wyjęłam swoje książki z torby. Chciałam porozmawiać z aniołem, ale Oliver odezwał się do mnie pierwszy.

-Czyżbyś chodziła z Luciferkiem?

-Nie nazywaj go tak -syknęłam.

-Więc nie zaprzeczasz?

Spojrzenie Olivera było potworne, ale gorsze było to, że Michael zgarnął swoje rzeczy i wyszedł. Miałam ochotę wstać i za nim pobiec, ale nie mogłam. Odprowadziłam go wzrokiem aż do drzwi. Miałam nadzieję, że się zatrzyma, że wróci tu i uda, że nic się nie stało. Spojrzałam wściekła na Olivera.

-Nie, nie chodzę z nim.

-Ta, jasne.

-Oli, daj spokój -Alice znów go upomniała.

-Nie jesteś moją matką, żeby mi mówić, kiedy mam odpuścić.

-Co cię ugryzło -wtrącił się Matt. -To nic złego, że z nim rozmawia -dodał, lecz niezbyt przekonująco, widać wciąż miał uraz do Lucifera po ich bójce.

-Matt ma rację, Oli -wtrącił się Jade. -Ostatnio o wszystko się wściekasz. Nawet dziewczyny to zauważyły.

-Chyba trzeba być ślepym, żeby tego nie zauważyć -dodała rudowłosa Gwendoline, siadając na miejscu Michaela.

-Serio? Nie zauważyłem -zripostował Oliver i poprawił swoją brązową grzywkę.

-Na początku roku nic nie miałeś do Lucifera, ani tym bardziej do Michaela, coś się zmieniło -zapytała zaciekawiona Katherine.

-Bardzo dużo. Chyba o czymś zapominasz.

Dziewczyna zaśmiała się krótko i pokręciła głową zrezygnowana. Alice położyła dłoń na jej ramieniu, dając jej znać, że doskonale ją rozumie.

-Wiesz, stary -zaczął Nataniel, -to było oczywiste, że zerwiecie. W gimnazjum też się ciągle kochała w kimś innym -powiedział, nie potrafiąc ukryć uśmiechu.

-Do nich lepiej pasuje -dodał Jade, również się uśmiechając.

-Ale kto -zapytałam, gubiąc wątek.

Wszyscy spojrzeli na mnie, jakby zapomnieli, że wciąż siedzę z nimi.

-No Naomi -wyjaśnił Matt, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.

-Co właściwie się stało -zapytałam.

Wszyscy spojrzeli po sobie, jakby zastanawiając się, czy mogą mi o tym powiedzieć, ale przed decyzją uratował ich dzwonek. Wszyscy szybko się rozeszli, zostawiając mnie samą w ostatniej ławce pod oknem.

wtorek, 24 września 2013

Odcinek 18

Warunek Lucifera cz. 1

Rano obudził mnie męski głos.

-Jess, wstawaj już, bo się spóźnimy.

Kiedy otworzyłam oczy stał nade mną Lucifer. Popatrzyłam na niego lekko zdziwiona. Przetarłam oczy i kiedy wyszłam z łóżka, zdałam sobie sprawę, że wciąż jestem ubrana w to, co nosiłam cały poprzedni dzień. Dziwne, że w nocy mi to nie przeszkadzało. Jak przez mgłę pamiętałam całą naszą rozmowę. Jednak gdy zobaczyłam trzymane przez Diabła rzeczy, przypomniałam sobie wszystko.

-Chcesz, żebym to założyła -upewniłam się.

-Właśnie tak -powiedział, podając mi ubrania. -Masz jeszcze jakieś pytania?

-Właściwie to tak. Czy mogę dziś iść na lekcję baletu?

-Ale pójdę tam z tobą. A, i jeszcze jedno. Robienie wszystkiego, o co proszę, oznacza również odpowiadanie na wszystkie moje pytania -oświadczył i wyszedł.

Położyłam złożone ubranie na łóżku i podeszłam do jednej ze swoich walizek. Szybko odszukałam w niej kosmetyczkę. Na brzegu łóżka leżał ręcznik, pewnie Michael go tu przyniósł. Wzięłam wszystkie rzeczy i poszłam do mniejszej łazienki. Słyszałam głosy braci z dołu. Zamknęłam drzwi i wskoczyłam pod prysznic, po drodze rzucając wszystkie swoje rzeczy na podłogę. Wzięłam szybki prysznic, podczas którego udało mi się ochlapać pół łazienki, zapominając wcześniej wyjąć mydło z kosmetyczki. Owinęłam się w ręcznik i stanęłam przed lustrem. Włosy, które teraz miały lekko mokre końcówki, upięłam w luźny kok, zostawiając z przodu dwa pasemka. Spojrzałam na leżące na ziemi ubranie. Cóż, w końcu i tak będę musiała je założyć. Podniosłam je z ziemi i zanim zdążyłam przyjrzeć się sukience, mój wzrok utkwił na białych koronkowych stringach z błękitnymi kokardkami po bokach. On naprawdę chce, żebym to założyła? Przewróciłam oczami, cóż zrobić - umowa to umowa. Ubrałam je, a potem i stanik do kompletu. Swoją drogą ciekawe, skąd znał mój rozmiar. Spojrzałam na siebie, po czym uświadomiłam sobie, że to przecież oczywiste. Zdziwiłam się jednak, że leżał aż tak dobrze. Podniosłam z ziemi sukienkę. Była błękitna. Może nieco zbyt zwiewana i za mało poważna do szkoły, ale z pewnością bardzo ładna. Nie miała ramiączek, a w talii była przewiązana dużą kremową wstążką z kokardą z przodu. Kończyła się kawałek nad kolanami. Kiedy się obróciłam zafalowała delikatnie. Ciekawe, skąd ją ma. Schyliłam się do kosmetyczki i szybko nałożyłam podkład, a na niego puder i trochę różu. Rzęsy pokryłam czarną maskarą, a usta bladoróżowym błyszczykiem. Poskładałam wszystkie rzeczy i wróciłam do pokoju. Idąc korytarzem, słyszałam głosy braci dochodzące z dołu, ale tym razem rozmawiali znacznie ciszej.

Będąc już u siebie, a raczej w swoim tymczasowym pokoju wzięłam torbę i wrzuciłam do niej wszystkie rzeczy potrzebne do szkoły i na lekcję baletu. Właśnie chowałam puenty, kiedy do pokoju wszedł Lucifer.

-Chyba sobie żartujesz, że pójdziesz z tą torbą?

Podszedł do mnie i objął mnie jedną ręką w talii. Zaczęło mi się robić gorąco, a miejsca w których nasze ciała się stykały wręcz parzyły. Na karku czułam jego oddech. Wokół roztaczał się zapach jego wody kolońskiej. Położył przede mną brązową torebkę vintage i mniejszy worek, prawdopodobnie na rzeczy do baletu, do kompletu, beżowe szpilki i sweterek tego samego koloru.

-Chcesz, żebym skręciła sobie kostkę tydzień przed castingiem -zapytałam cicho.

-Oczywiście, że nie chcę, żebyś zrobiła sobie jakąkolwiek krzywdę -wyszeptał mi prosto do ucha. -Czekam na ciebie na dole.

Odsunął się powoli i wyszedł. Przez chwilę jeszcze stałam jak sparaliżowana. Zamrugałam kilka razy i spróbowałam się uspokoić. Kiedy w końcu mi się to udało, szybko przepakowałam swoje rzeczy. Ubrałam sweterek i szpilki. Postanowiłam zanieść swoje rzeczy na dół. Schodząc po schodach, zobaczyłam zamykającego za sobą drzwi wyjściowe Michaela. Czyli zostałam sama z Diabłem. Położyłam torby na ostatnim schodku. Poszłam do kuchni i zobaczyłam Lucifera wyjmującego na blat czysty bandaż. Odwrócił się i uśmiechnął się do mnie.

-Pięknie wyglądasz -powiedział.

-Dziękuję -wyszeptałam nieprzyzwyczajona do komplementów.

-Chodź tu, zobaczymy, jak tam się ma twoja ręka.

Podeszłam do chłopaka, który delikatnie złapał mój nadgarstek. Powoli zaczął odwiązywać bandaż, pod którym była gaza. Zaczął ją powoli odrywać. Bolało, czyli musiała przykleić się do rany. Kiedy skończył, zobaczyłam skaleczenie, które było mniejsze niż mi się wydawało. Nie miało nawet dwóch centymetrów. Podniósł ze stołu wacik, który był czymś nasączony.

-Co robisz?

-Chyba przydałoby się, żeby ktoś ci to przemył.

Nie lubiłam tej części. Spróbowałam wyrwać mu rękę, ale tylko złapał ją mocniej. Spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem, a on odłożył wacik. Palcami wolnej ręki delikatnie pogładził mnie po policzku.

-Obiecuję, że będę delikatny -wyszeptał.

Na nowo podniósł wacik i delikatnie przyłożył do mojej rany. Zaczęła szczypać. Zamknęłam oczy. Przygryzłam delikatnie wargę. Czułam, ze chłopak cofnął swoją dłoń, ale druga wciąż mocno trzymała mój nadgarstek. Znów poczułam szczypanie, tym razem mocniejsze. Mocniej przygryzłam wargę i poczułam w ustach smak krwi. Diabeł odsunął swoją dłoń i puścił mój nadgarstek. Otworzyłam oczy. Chłopak wycinał kawałek gazy. Potem na nowo wziął moją dłoń, ale teraz znacznie delikatniej. Przyłożył lekko wilgotny kawałek gazy do mojej dłoni i obwiązał bandażem. Na nadgarstku zrobił kokardkę. Dopiero kiedy skończył, spojrzał mi w oczy.

-Jesteś naprawdę ładna, Jess -powiedział i minął mnie, wychodząc z kuchni.

Stałam chwilę, nie wiedząc, co zrobić, kiedy usłyszałam jak woła moje imię, po czym dodaje, że jak zaraz się nie ruszę, to będziemy spóźnieni. Poszłam do holu. Każdy mój krok powodował stukanie szpilek o podłogę, które roznosiło się echem po całym korytarzu. Przy drzwiach czekał na mnie Diabeł z damskim beżowym płaszczem w dłoniach. Na komodzie obok leżały brązowe rękawiczki, szalik i czapka. Pozwoliłam chłopakowi ubrać mnie, a potem zanieść moje rzeczy do samochodu. Wychodząc z domu aniołów, spodziewałam się zastać przed domem czerwony cadillac Michaela, ale nie było go nigdzie na około. Zdezorientowana stanęłam za furtką, czekając na Lucifera, który zamykał drzwi. Zdałam też sobie sprawę, że po raz pierwszy tej zimy jest mi zimno. Po chwili podszedł do mnie Diabeł. Zaśmiał się, widząc moją zdezorientowaną minę. Zaprowadził mnie do czarnego BMW. Otworzył mi drzwi od strony pasażera i gestem dłoni zaprosił do środka.

-Nie sądziłam, że w ten sposób wykorzystasz złożoną przeze mnie obietnicę -powiedziałam, wsiadając.

-To dopiero początek, Jessi - powiedział i zatrzasnął drzwi.

Obserwowałam jak okrąża samochód i wsiada z drugiej strony. Włączył nową płytę Adele, ale od razu przewinął do piosenki "One and only". Nie sądziłam, że słucha takiej muzyki. Muzyka pozwoliła mi zapomnieć o celu naszej podróży. Przejrzałam się w bocznym lusterku. Przez przygryzanie wargi zjadłam połowę błyszczyka.Wyjęłam go z torebki i poprawiłam sobie usta. Po schowaniu go z powrotem wlepiłam swój pusty wzrok w szybę. Zapowiadał się taki ekscytujący dzień, a zaczął się tak banalnie. Ot, niewygodna bielizna. Nie tego się spodziewałam. Chciałam, żeby było tak, tak inaczej. Może to jednak i lepiej, że na razie nie prosił o nic niezwykłego.

-Czemu tak cicho siedzisz -zapytał, stając na czerwonych światłach.

-Czekałam, aż ty się odezwiesz -powiedziałam, odwracając się do niego.

-Co myślisz o sukience -zapytał, kładąc rękę na moim udzie.

Jego dotyk jak zwykle podział na mnie paraliżująco. Był przyjemny i za każdym razem sprawiał, że po moim ciele rozchodziło się przyjemne ciepło. Mimo to zmusiłam się do strzepnięcia jego dłoni. W jego spojrzeniu pojawiło się udawane rozczarowanie. Odwróciłam wzrok, nie mogąc znieść tego spojrzenia. Samochód znów ruszył.

-Podobno twój sen nie był tak ciekawy, jak przypuszczał Michael.

-Możliwe -odpowiedziałam lakonicznie, by nie usłyszał drżenia w moim głosie.

-Czyli to nie w nim się zakochałaś -drążył temat Lucifer. -Szkoda, bo mój brat miał nadzieję, że coś pomiędzy wami zaiskrzy -ostatnie słowo wypowiedział wyjątkowo dokładnie.

-Ale jak to -dopytałam, nie dowierzając.

-Och, Jessi -zaczął, śmiejąc się cicho. -Wiesz, jesteś naprawdę pociągająca. Bądźmy szczerzy, podobasz się aniołom.

-A Diabłu -zapytałam bezmyślnie.

Chłopak spojrzał na mnie ciekawym wzrokiem. Wiedziałam, że ma ochotę zjechać gdzieś na bok, albo chociaż pojechać na około, ale szkoła była już za zakrętem. Chociaż tyle, ze nie palnęłam tego wcześniej.

-Być może -powiedział, parkując przed szkołą.

poniedziałek, 23 września 2013

Odcinek 17

Stanąć na nogi

Chwilę patrzyłam za chłopakiem pustym wzrokiem. Chłopakiem? On jest aniołem! Mieszkam z dwoma aniołami. Moja siostra zmarła, ba, sama omal się nie zabiłam. Nie mam kasy i muszę zrezygnować z mojej jedynej prawdziwej pasji. Gdyby nie Michael byłabym bezdomna. Muszę wreszcie przestać się nad sobą użalać. Może tu gdzieś jest jakaś szkoła baletowa z internatem? Ciekawe, jak ją opłacę. W życiu nie dostanę stypendium. Chyba, że wygrałabym casting do "Dziadka do orzechów". Nie wygram. Jestem osłabiona, po mojej jakże przemyślanej próbie samobójczej numer jeden, a na dodatek ominęłam całe trzy weekendowe dni castingów. Nie mogę zrezygnować z jedynej rzeczy, którą tak kocham. Zrobię to dla Rosemary. Jak Lucifer mógł żądać ode mnie, żebym zrezygnowała z mojej pasji? Nikt nie ma prawa mnie o to prosić. Nawet chłopak, który jest dla mnie tak ważny.

Wytarłam z policzków łzy, które zostały już ostatnią pozostałością po moim koszmarze. Wróciłam do salonu, bracia rozmawiali ze sobą. Michael siedział na kanapie, a Lucifer na fotelu. Kiedy mnie zauważyli, zamilkli. Obaj się uśmiechnęli, ale w zupełnie inny sposób. Uznałam to za pozwolenie, by tu zostać. Usiadłam na wolnym fotelu. Byłam trochę zdenerwowana. Założyłam nogę na nogę i oparłam na nich dłonie.

-Już nie będziesz płakać -zapytał zaczepnie Lucifer.

-Przestań, Luc -wtrącił Michael, zanim zdążyłam coś powiedzieć.

Bracia patrzyli na siebie przez chwilę, ale nie chciałam, by trwała ona za długo. Bałam się, że niedługo nie będę w stanie ich o to poprosić.

-Czy mogę liczyć na waszą pomoc?

-Na jego na pewno -burknął Diabeł.

-Możesz -powiedział Michael i odwrócił się do brata.

-Zamierzasz dalej chodzić na lekcje baletu -zainteresował się Szatan.

-Nie zrezygnuję z jedynej rzeczy, którą kocham.

-A propos miłości to może opowiesz nam ten straszny sen -drążył temat.

-Nie -odpowiedziałam, starając się zachować spokój, ale przez to zabrzmiałam trochę gburowato.

Nie podobało mi się to, że nie potrafię się dogadać z chłopakiem, który uratował mi życie. Z chłopakiem, który mi się podobał. Chociaż może to i lepiej. Nasz związek i tak nie miałby przyszłości. Wzięłam głębszy oddech, żeby się nie rozpłakać. Chyba lepiej będzie, jeśli na razie odstawię miłość na dalszy plan. Powinnam się skupić na mojej pasji i zdobyciu stypendium.

-Trzymasz się, Jess -zapytał Michael wyraźnie zmartwiony.

Spojrzałam po rodzeństwie. Chłopak z czarno-czerwonymi skrzydłami patrzył na mnie triumfalnym wzrokiem, a z jego ust nie schodził łobuzerski uśmiech - dalej chciał się droczyć, a jego brat patrzył na mnie czule swoimi szarozielonymi oczami. Nagle zapragnęłam zobaczyć się z Alexandrem i z nim porozmawiać, ale nie mogłam tam wrócić. Nie miałam po co. Powinnam chociaż spróbować od teraz traktować go jako znajomego, a nie brata.

-Tak -odpowiedziałam niepewnie. -Czy mogę u was zostać, dopóki nie stanę na nogi -zapytałam, patrząc w podłogę.

-Jasne -zgodził się Michael i po chwili poczułam jego dłoń na ramieniu.

Wstałam i chciałam się do niego przytulić, ale powstrzymałam się, patrząc na Lucifera. To w końcu też i jego dom. Michael też na niego spojrzał.

-Możesz tu zostać nawet i na zawsze, ale mam jeden warunek.

Moje serce zaczęło szybciej bić. Co on znowu wymyślił? Zaczęłam się bać, co z pewnością zauważyli obaj bracia. Ten stojący obok mnie ostrożnie objął mnie ramieniem, zupełnie jakby nagle znów zaczął mnie postrzegać jako porcelanową laleczkę. Odsunęłam się od przyjaciela, posyłając mu nieśmiały uśmiech. Lucifer, widząc ten gest, podszedł bliżej mnie i zaczął mi się przypatrywać.

-Skończyła się moja taryfa ulgowa?

Chłopak zaśmiał się i przytaknął. Znów byłam pomiędzy nimi. Jednak teraz nie czułam się przytłoczona. Mój początkowy strach zamienił się w piekące ciepło, które zaczęło powoli rozchodzić się po moim ciele. Spojrzałam na niego wyzywająco. Michaelowi chyba nie bardzo podobało się to dziwne napięcie, które razem z Luciferem zbudowaliśmy, bo pierwszy postanowił się odezwać.

-W takim razie i ja mam jeden warunek.

-Zaczynam się was bać.

Bracia roześmiali się na moje słowa, a Michael objął mnie lekko ramieniem. Oparłam o niego głowę. Spojrzałam pytająco na Lucifera, chcąc poznać jego warunek jako pierwszy.

-Przez jeden dzień będziesz robiła wszystko, czego sobie zażyczę.

-Mam zawrzeć pakt z Diabłem -zapytałam, uśmiechając się delikatnie.

-Mniej więcej.

-Lucifer, daj spokój -wtrącił się Michael. -Nie możesz prosić ją o coś takiego!

-A jaki jest twój warunek, braciszku -zapytał kpiąco.

-Chcę, żebyś opowiedziała mi swój sen -poprosił anioł.

Jeżeli przystanę na oba warunki dowiedzą się, że kocham Lucifera, z którym będę musiała spędzić cały dzień w roli służki, ale po pierwsze to jedyny sposób, abym mogła wciąż robić to, co kocham. Po drugie nie mam gdzie iść. Po trzecie nie mam nic do stracenia.

-Zgadzam się na oba warunki-odezwałam się, zanim Lucifer zdążył odpowiedzieć coś swojemu bratu.

Michael spojrzał na mnie pełen obaw i z ledwo dostrzegalną ciekawością, ale wytrzymałam jego spojrzenie. Mam nadzieję, że nie będę żałowała swojej decyzji.

-Więc od teraz, aż do wieczora robisz, co tylko będę chciał -zaproponował Lucifer.

-Na to wygląda -odpowiedziałam.

Wyciągnął do mnie rękę, a ja ją ścisnęłam. Zaśmiał się, a po nim i Michael. Coś czuję, że ich wewnętrzne żarty będą mnie denerwować przez długi czas.

-Powinniście tu powiesić jakiś zegar, znów nie wiem, która godzina.

-Zbliża się czwarta nad ranem.

-Powinnaś się jeszcze przespać -dodał Lucifer.

Spojrzałam pytająco na Michaela, spodziewając się, że od razu poprosi mnie o opowiedzenie mu, co mi się śniło, ale tylko pokręcił głową.

-Skoro tego chcesz -odwróciłam się, ale po kilku krokach znów zatrzymałam się.

-Pokażę ci pokój gościnny -zaproponował Michael. -Zanieśliśmy tam już twoje rzeczy.

Lucifer odprowadził nas ciekawym wzrokiem. Właśnie ten wzrok dał mi do zrozumienia, że Michael chce mieć moją historię na własność. Poczułam się z tą myślą trochę lepiej. Opowiedzenie mojego snu przyjacielowi będzie z pewnością łatwiejsze niż głównemu bohaterowi moich fantazji.

Znów weszliśmy po tych samych schodach. Anioł pokazywał mi na kolejne drzwi i tłumaczył, co się za nimi kryje. Tym razem wydawało mi się, że jest ich jakby mniej niż poprzednio. Pierwsze drzwi na prawo prowadziły do mniejszego salonu. Drugie do pokoju Michaela, a trzecie do pokoju Lucifera. Na końcu korytarza była duża łazienka, a obok niej pokój gościnny, który od tej pory stał się moim pokojem. Kolejne drzwi prowadziły do biblioteko-gabinetu, a ostatnie do mniejszej łazienki.

Kiedy przekroczyłam próg pokoju, w którym miałam zamieszkać, poczułam się dziwnie znajomo. Na podłodze leżały moje pudła i walizki, a na prostej szafeczce obok łóżka leżała potłuczona ramka ze zdjęciem. Uśmiechnęłam się delikatnie. Rozejrzałam się po pokoju. Kolor ścian był trudny do rozszyfrowania, bo każda wydawała się być inna, od kawy z mlekiem, aż po czekoladę. Umeblowania nie można było nazwać wyszukanym, ale zdecydowanie wyglądało na funkcjonalne. Stała tu szafa z szufladami i regał z kilkoma książkami, których tytułów nie znałam. Pewnie za dnia pokój wyglądał znacznie ładniej, ponieważ teraz duże okno było osłonięte ciężkimi zasłonami, które przypominały mi o starym domu. Spojrzałam na swoją dłoń, która wciąż była owinięta bandażem, po mojej wpadce ze szkłem.

Michael usiadł z brzegu łóżka. Usiadłam obok niego i podciągnęłam nogi na górę. Spojrzałam mu w oczy. Oczywiste było, że chce, bym opowiedziała mu swój sen. Skrzyżowałam nogi. Palce jednej dłoni wbiłam w pościel. Michael, widząc to, wziął mnie delikatnie za rękę. Przez chwilę zastanawiałam się nad wymyśleniem szybko innego snu, ale kłamstwo było bezsensowne. Prędzej czy później i tak się dowie. Opowiedziałam mu dokładnie cały sen. Kiedy przeszłam do części o nim, puścił moją dłoń, a jego wzrok stał się smutny. Kiedy skończyłam, mój głos się trząsł i ledwo powstrzymywałam łzy.

-A więc zakochałaś się w Luciferze -zapytał cicho.

Chciałam coś powiedzieć, ale za bardzo się bałam, że nie będę już w stanie powstrzymywać łez. Pokiwałam tylko głową. Michael wstał i skierował się do drzwi.

-Poproszę Lucifera, żeby rano zmienił ci bandaż. Dobranoc -rzucił, mijając próg.

Było mi głupio, że nie potrafiłam mu nawet odpowiedzieć, ani tym bardziej pocieszyć. Nie potrafiłam zrozumieć jego nagłej zmiany nastroju. Może to miało związek z tym, co Lucifer mówił na dachu?

Przyłożyłam głowę do pachnącej poduszki. Wiedziałam, że Michael wrócił na dół. Nawet piętro wyżej słyszałam, jak się kłócą. Anioł próbował przekonać Diabła, że mój sen nie był tak ciekawy. Byłam mu za to wdzięczna.

Wtedy, zanim zasnęłam, na pewno nie żałowałam swojej decyzji. Nawet gdybym miała inne wyjście, podjęłabym właśnie taką decyzję. Na samą myśl o nadchodzącym dniu stawałam się podekscytowana. Zmieniłam się, to pewne. Jessamine z Glasgow z całą pewnością zrobiłaby wszystko, byleby uniknąć paktu z Diabłem.

poniedziałek, 22 lipca 2013

Odcinek 16

To był tylko zły sen

Otworzyłam oczy. Moje serce biło niesamowicie szybko. Obrazy w mojej głowie zmieniały się niemal tak szybko jak w kalejdoskopie. Nieco zbyt energicznie wyskoczyłam w łóżka, bo zrobiło mi się słabo. Podparłam się komody i kilka razy zamrugałam oczami. Rozejrzałam się po pokoju, starając się przypomnieć, gdzie w ogóle jestem i jak się tu znalazłam, kiedy do środka wszedł Lucifer. Moje serce, o ile to było jeszcze możliwe, przyspieszyło. Czułam wręcz jak uderza w żebra. Nie myśląc za dużo, rzuciłam mu się w ramiona. Po chwili zaczęłam płakać. Zdziwiony chłopak objął mnie ramieniem. Nie mogłam przestać płakać. Nie wyobrażałam sobie, że nagle mógłby zniknąć z mojego życia po tym, jak je ocalił. Lucifer zaczął głaskać mnie po włosach, ale i to nie pomogło. Nagle odsunął mnie od siebie i mocno chwycił za nadgarstek, ciągnąc w stronę korytarza. Wszystkie wspomnienia wróciły. Gdyby nie bolesny uścisk chłopaka, pewnie przewróciłabym się. Moje łzy przestały spływać po policzkach w chwili, gdy doszliśmy do salonu. Na fotelu siedział Michael, uśmiechając się, jednak kiedy zobaczył moje potargane włosy i zaczerwienione oczy, mina mu zrzedła.

-Coś ty jej zrobił –zapytał brata.

-Nic. Poszedłem na górę, a ona zaczęła płakać.

Upadły anioł posadził mnie na kanapie, a sam usiadł na drugim fotelu naprzeciwko swojego brata. Obaj patrzyli na mnie pytającym wzrokiem. Wciąż przypominał mi się mój sen. Teraz już jedno wiedziałam na pewno. Wpadłam po uszy. Zakochałam się w Diable. Kiedyś zostaniemy rozdzieleni. Poczułam bolesne ukłucie w sercu. Ich wzrok stał się nieznośny. Schowałam twarz w dłonie i znów zaczęłam płakać. Nagle ktoś usiadł obok mnie. Poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Podniosłam wzrok, napotykając Michaela. Przyciągnął mnie do siebie delikatnie. Oparłam dłonie o jego tors, wtulając się w jego ciało. Lucifer wciąż się we mnie wpatrywał. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, kąciki jego ust drgnęły delikatnie. Zacisnęłam dłoń na koszulce anioła.

-Coś się stało, Jess? Chodzi o twoją rodzinę?

-Ja już nie mam rodziny –odpowiedziałam drżącym głosem, na co chłopak otworzył usta, by coś powiedzieć, więc szybko kontynuowałam. –Ale nie chodzi o nich. Miałam zły sen.

-Chcesz mi go opowiedzieć?

-Chyba nam –poprawił go Lucifer wyraźnie zaciekawiony sprawą.

-Chciałabym, ale nie mogę –powiedziałam smutna, starając się opanować drżący głos.

Chłopcy popatrzyli na mnie rozczarowani. Michael był wyraźnie zawiedziony i chyba nie wiedział co powinien teraz zrobić. Był tak inny od tego dziwnego aniołka z mojego snu.

-Nie martw się tak. To był tylko zły sen –powiedział w końcu i mocniej objął mnie ramieniem.

Rozkoszowałam się jego bliskością. Był tak idealnym przyjacielem. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy, ale Luciferowi chyba się to nie podobało, bo przerwał ją dość szybko.

-A wyspałaś się chociaż?

-Tak, masz bardzo wygodne łóżko –powiedziałam już normalnym głosem.

-No to chociaż tyle.

-A właściwie to która jest godzina?

Rozejrzałam się po pokoju – wszystkie okna były zasłonięte. Nie zobaczyłam żadnego zegarka. Bracia uśmiechnęli się do mnie delikatnie.

-Dochodzi czwarta nad ranem –powiedział w końcu Lucifer.

-Co?! Jest już tak późno?

-Chyba raczej tak wcześnie. Sądziliśmy, że będziesz spała nieco dłużej, ale skoro miałaś zły sen to wszystko jasne. Nie sądziłem, że dziewczyny w twoim wieku mogą się w nocy budzić z płaczem.

-Gdyby ci się śniło, że już nigdy nie zobaczysz osoby, którą kochasz, też byś się obudził –palnęłam i trochę za późno ugryzłam się w język. Powinnam bardziej uważać na słowa.

Michael popatrzył na mnie zdziwiony, a ja wlepiłam wzrok w podłogę. Nie mogę z nimi tyle przebywać. Lucifer nie powinien się dowiedzieć, że mi się podoba. Nagle wstał i usiadł obok mnie. Byłam teraz między dwoma aniołami. Dziwna aura, która zazwyczaj sprawiała, że czułam się przy nich bezpieczna, teraz mnie przytłaczała. No to świetnie. Nie dość, że się wypaplałam i nie wypuszczą mnie bez wyjaśnień, to jeszcze jestem zdana na ich łaskę, bo gdyby nie oni nie miałabym gdzie spać. Muszę szybko się stąd wyprowadzić i znaleźć pracę. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że muszę rzucić balet, bo już mnie na to nie stać. Nigdy nie dam rady tyle zarobić, a nawet jeśli to mi się uda, to już nie będę miała na to czasu. Porzucić pasję? To bolało bardziej niż wszystko inne. Moje oczy zasnuły się łzami.

-Więc kto ci się podoba –zapytał Lucifer zadziornie, ale ja już nie miałam nastroju na żarty.

-A co cię to w ogóle obchodzi –powiedziałam, próbując ukryć łzy.

Czy on nie mógł choć ten jeden raz odpuścić? Oczywiście, że nie! Cały Lucifer… Zerwałam się z kanapy i wybiegłam z pokoju. Dziwnym trafem udało mi się wybiec do ogródka, ale gdy tylko postawiłam nogę na werandzie, ktoś złapał mnie za ramię. Coś za często ostatnio wszyscy mnie zatrzymują. Obróciłam głowę. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Stał przede mną Michael z rozłożonymi skrzydłami. Wyglądały tak dostojnie. Były białe i miały dziwną poświatę. Cofnęłam się, czując się przez nie przytłoczona. Potknęłam się i spadłabym z werandy gdyby nie to, że Michael nagle złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie delikatnie. Odepchnęłam się od niego, łapiąc równowagę. Ich towarzystwo było bardzo męczące.

-Przepraszam, że za tobą poleciałem, ale nie chcę, żebyś o tej porze chodziła po mieście sama.

W jego głosie słyszałam żal. Jemu naprawdę było przykro. Tak bardzo się starał, bym czuła się tu jak u siebie, a jego brat to wszystko niszczył. Nie, to nie wina Lucifera. To ja wszystko niszczyłam. Osunęłam się na ziemię, opierając się barierki. Michael klęknął obok mojej zwiniętej w kłębek postaci. Przygryzłam język, nie chcąc wybuchnąć płaczem. Pokręciłam głową zła na siebie.

-Przepraszam, że zachowuję się jak małe dziecko –wyszeptałam, patrząc mu w oczy.

-Nie zachowujesz się jak małe dziecko, Jess. Dużo przeszłaś, masz prawo tak reagować na naszą natarczywość.

-Nie jesteście natarczywi. Ja… ja jestem ci chyba coś winna. Tak bardzo się o mnie troszczysz.

Chłopak uśmiechnął się tylko. Zwinął skrzydła, krzywiąc się trochę. Byłam coraz bardziej ciekawa jakie to uczucie: latać, mieć skrzydła, czy zwijać je. Chyba jest im ciężko ukrywać je tyle czasu. Zachowują się przecież jak normalni ludzie. Chodzą do szkoły, robią zakupy, gotują… chwila, czy oni na pewno to wszystko robią? Już chciałam zapytać o to Michaela, ale on odwrócił się do mnie tyłem i skierował się do domu.

-Jakbyś czegoś potrzebowała, to śmiało możesz zawołać któregoś z nas –rzucił, znikając za drzwiami.

niedziela, 21 lipca 2013

Odcinek 15

Część pierwsza: autostrada

Ciemne niebo. W oddali grzmoty. Delikatny deszczyk muskający moje odsłonięte policzki. Lekki wiatr wzmocniony przez rozpędzony motocykl, na którym siedziałam. Po bokach pola. Trzy puste pasy asfaltowej autostrady.

Zacisnęłam dłonie na kierownicy i mocniej przekręciłam gaz. Przygryzłam wargę podniecona. Spojrzałam po sobie. Byłam ubrana w czarną skórę, spod której widać było wyćwiekowany czarny stanik. Na nogach miałam opięte lateksowe legginsy. Czarne szpilki dodawały mi dobrych czternaście centymetrów. Rozpuszczone włosy powiewały na wietrze nieskrępowane przez kask. W lusterku odbijały się moje pomalowane na czerwono usta i doklejane rzęsy. Uśmiechnęłam się zadziornie.

Było tu jednak jeszcze coś. Wciąż czułam na sobie czyjś wzrok. Obejrzałam się i ujrzałam znajome czarne skrzydła, które tej ciemnej nocy zostały pozbawione swoich krwistych refleksów. Obserwowałam lecącego za mną Lucifera. Uśmiechnął się do mnie zawadiacko, a ja zapragnęłam się do niego przytulić. Podleciał bliżej, tak, że mogłam już poczuć jego ciepły oddech na karku. Dotknął mojej tali i usiadł za mną, zwijając skrzydła z cichym jękiem. Ciekawe jakie to uczucie…

Przytulił się do mnie mocno. Po chwili jednak odrobinę się odsunął i nałożył mi na uszy słuchawki. Po kilku pierwszych dźwiękach rozpoznałam piosenkę. Było to Lullaby Nickelbacka. Kąciki moich ust drgnęły delikatnie, unosząc się ku górze. Rozkoszowałam się jego ciepłem i lubianą piosenką.

Nagle jednak coś się zmieniło. Straciłam panowanie nad kierownicą. Lucifer puścił mnie i jakby zawisł w powietrzu. Motocykl przekrzywił się. Najpierw poczułam rwący ból w kolanie, które przejechało po asfalcie, a po chwili nie czułam już nic. Spadłam i uderzyłam karkiem w barierkę. Moja głowa odchyliła się pod dziwnym kątem, a oczy skierowały na poruszające się powoli skrzydła. Chłopak zbliżał się powoli. Nie mogłam oddychać. Łzy napłynęły mi do oczu. Diabeł kucnął obok mnie. Wziął moje bezwładne ciało tak delikatnie, jakby należało do porcelanowej lalki. Oparł moją głowę o swój nagi tors. Ostatnią rzeczą jaką poczułam, był zapach jego wody kolońskiej.

Część druga: ogród

Otworzyłam oczy i z niemałą ulgą odkryłam, że nie jestem już na ciemnej autostradzie. Na około mnie było tylko światło. Zamrugałam kilka razy i zobaczyłam piękny oblany światłem ogród. Siedziałam na huśtawce, której linki wydawały się nie mieć końca. Czarne szpilki zostały zamienione na beżowe koronkowe balerinki. Na sobie miałam delikatną pastelową sukienkę. Moje włosy, które jeszcze chwilę temu były potargane przez wiatr, teraz zostały spięte w kucyka. Wciąż unosiłam się to w górę, to w dół. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że ktoś delikatnie mnie od tyłu popycha. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Michaela.

Jego włosy były starannie ułożone. Ubrany był w szare spodnie i błękitną koszulę. Szary krawat luźno wisiał na jego szyi. W przeciwieństwie do skrzydeł Lucifera, te Michaela były złożone i całkowicie zakryte przez ubranie.

Rozejrzałam się po ogrodzie. Otaczały nas krzaki róż. Dominował pastelowy róż, ale nie zabrakło też niewinnej bieli. Trawa było równo skoszona i zadbana. Całość otoczona była żywopłotem. Liście delikatnie powiewały na wietrze, a płatki róż wypełniały powietrze słodkim zapachem. Zeskoczyłam z huśtawki, by dotknąć pięknych kwiatów. Gdy zaczęłam przyglądać się bardziej, wypatrywałam coraz to nowe rodzaje kwiatów posadzone w przemyślany sposób. Jedynym kolorem, którego mi brakowało, był czerwony. Zaczęłam tęsknić za widokiem skrzydeł Lucifera. Ich widok sprawiał, że czułam się bezpieczna. Mimowolnie zaczęłam zastanawiać się nad wyglądem skrzydeł Michaela. Ciekawe, co będę czuła, patrząc na nie… A może nigdy ich nie zobaczę?

Zaczęłam wzrokiem szukać wyjścia z ogrodu, ale żadnego nie zobaczyłam. Szybko podbiegłam do żywopłotu i dotknęłam delikatnych liści. Obeszłam całość na około jednak bez żadnego rezultatu. Znalazłam się w swoistym rodzaju więzienia. Z przerażeniem odkryłam również brak upadłego anioła, którego obecność zapewniała mi dziwne poczucie bezpieczeństwa.

-Gdzie ja jestem –zapytałam, patrząc na Michaela błagalnym wzrokiem.

-Jesteś w niebie –powiedział, uśmiechając się do mnie.

-A gdzie Lucifer?

-Upadłe anioły nie mają tu wstępu –w jego głosie była wyraźna pogarda.

Cofnęłam się o krok, a on w mgnieniu oka znalazł się obok mnie. Złapał mnie za nadgarstki, bezskutecznie próbowałam się wyrwać. Przyciągnął mnie do siebie. Wciąż wołałam Lucifera, ale Michael zakrył moje usta dłonią, co skutecznie stłumiło moje krzyki. Jakaś dziwna siła sprawiała, że stawałam się coraz bardziej spokojna. Naprawdę lubiłam tego chłopaka, ale nie podobało mi się, w jaki sposób na niego reagowałam.

-Czy jest szansa, że kiedykolwiek jeszcze go zobaczę?

-Niestety nie. Trafiłaś do nieba, stąd nie ma powrotu.

Te słowa bolały. Chciałam je wymazać, udawać, że nigdy nie padły, ale nie potrafiłam. Odbijały się jakby echem. Słyszałam je wciąż na nowo i na nowo. Gdyby nie podtrzymujący mnie za nadgarstki anioł, upadłabym na kolana. Chciałam to zrobić. Chciałam też się stąd wyrwać. Łzy popłynęły mi po policzkach, ale nie pozostały na nich długo z winy Michaela. Gdyby chociaż pozwolił mi płakać, byłoby mi łatwiej to jakoś wytrzymać. Może. Zaczęłam mu się wyrywać. W końcu mnie puścił. Upadłam na ziemię. Pozwoliłam sobie na płacz. Czułam na sobie wzrok chłopaka, ale dopiero gdy się odwróciłam, dotarło do mnie, jak przykro mu jest. On tylko chciał, bym była szczęśliwa. Niestety istniała tylko jedna osoba, która potrafiła podarować mi szczęście. Nawet nie wiem, gdzie on teraz jest…

Podniosłam się z ziemi i pozwoliłam sobie wpaść w ramiona Michaela. Stałam w nich tak długo, że gdy się od niego oderwałam, nie pamiętałam już swojego poprzedniego życia. Uśmiechnęłam się blado do przystojnego chłopaka, którego imię zgubiło się gdzieś za mgłą otaczającą moje wspomnienia. Usiadłam na huśtawce, uśmiechając się do niego. Nie wiedziałam, jak znalazłam się w tym pięknym ogrodzie, ale podobało mi się tu. Moją ostatnią pamiątką po zapomnianym życiu zostały dwa podłużne ślady na policzkach. Musiałam naprawdę długo płakać.

sobota, 20 lipca 2013

Odcinek 14

Bracia Gray i ciemna sypialnia

-No to zabieram cię do siebie –oświadczył zadowolony.

Chciałam protestować, ale on mi nie pozwolił. Powiedział, że nie pozwoli mi zostać samej. Zapakował wszystko do swojego samochodu. Posadził mnie na siedzeniu pasażera, a kiedy i on był już na swoim miejscu, położył mi rękę na ramieniu, patrząc mi w oczy.

-Czemu tu przyjechałeś –zapytałam, nie mogąc pozbyć się płaczliwego głosu.

-Musiałem sprawdzić jak się trzymasz.

-Dziękuję –wyszeptałam.

-Drobiazg.

-Nie mów tak, bo to nieprawda.

Odwróciłam wzrok, kończąc naszą rozmowę. Mój smutny wzrok wlepiony był gdzieś w przestrzeń, ale nie starałam się nawet zapamiętać jak najwięcej szczegółów z naszej drogi, jak to miałam w zwyczaju. Może i mieszkałam tu już prawie miesiąc, lecz nigdy nie miałam dość czasu na zwyczajny spacer po okolicy. Zawsze cały mój czas poświęcałam baletowi. Nie miałam go nawet dla nielicznych przyjaciół, którzy ze mną wytrzymywali. Wyłapywałam nieliczne charakterystyczne punkty, takie jak „My Latte”. Jest to kawiarnia, o której kiedyś na przerwie rozmawiały dziewczyny z równoległej klasy. Kelnerki są tam przebrane za służące, co wprowadza tam niezwykle luźny klimat. Inną rzeczą, którą zauważyłam, był motocyklista ubrany cały na czarno. Przypominał mi kogoś, lecz zanim zdążyłam bardziej mu się przyjrzeć, wyminął nas i zniknął za zakrętem. Reszta drogi zmyła się w jedną mglistą całość. Po kilkunastu minutach, które mi wydawały się być całą wiecznością, dojechaliśmy. Nigdy nie zastanawiałam się, jak może wyglądać dom jakiegoś z moich kolegów, ani nawet nie marzyłam, jak połowa moich rówieśniczek, o odwiedzeniu go, a Michael zaproponował, bym zatrzymała się u niego. Wiedziałam, że nie będę mogła tu zostać zbyt długo, ale choćby miała to być tylko jedna noc, znaczyła dla mnie więcej niż wszystko, co dostałam od swoich biologicznych rodziców. Koleżanki się na mnie obraziły, moja siostra zginęła, a teraz straciłam także i ich. Jedyną osobą, która wciąż znosiła moje towarzystwo, był Michael. Popatrzył na mnie i uśmiechnął się. Wysiadł z samochodu. Już chciał otworzyć mi drzwi, gdy jego brat go uprzedził.

-Witaj, Jessamine –powiedział oficjalnym tonem.

Nie miałam ochoty się z nim droczyć, więc nie odpowiedziałam. Oparłam się o samochód i spuściłam wzrok. Michael już chciał zaprosić mnie do środka, ale Lucifer mu przerwał.

-Ktoś tu chyba jest nie w humorze –zażartował.

-Gdyby rodzice wyrzucili cię z domu, też byłbyś nie w humorze –wykrzyczałam.

Chciałam biec, ale silne dłonie Michaela znalazły się na moich ramionach. Przyciągnął mnie do siebie delikatnie, jakby bawił się lalką z porcelany. Delikatnie popchnął mnie do przodu. Podniosłam głowę i zaczęłam przyglądać się otoczeniu. Byliśmy na ulicy wypełnionej po brzegi typowymi dla Brytyjczyków dwupiętrowymi szeregowcami. Chłopak zaprowadził mnie do środka jednego z domów. Drzwi ozdobione były dwiema cyframi: 27. W jasnym holu była szafka z pustym wazonem. Michael zdjął mi kurtkę z ramion, wciąż uważając chyba, że jestem porcelanową lalką. O dziwo, nie denerwowało mnie to. Jego opiekuńcze zachowanie wprawiało mnie co prawda w zakłopotanie, a z moich policzków nie przestawały schodzić rumieńce, ale nie było w żaden sposób nachalne. Poprowadził mnie do salonu – pokoju, którego główne umeblowanie stanowiła sofa, dwa fotele (po jednym po obu stronach sofy), stoliczek do kawy oraz duży telewizor LCD. Nie było zbyt wielu ozdób. Chyba nie mieszkała tu żadna dziewczyna. Lucifer wszedł do pokoju. Zwinnie nas wyminął i wskoczył na fotel. Przeszłam kilka kroków, uwalniając się z objęć Michaela, i zmęczona opadłam na sofę.

-Masz ochotę na herbatę, Jess?

-Nie, dziękuję.

-Dobra, zapytam inaczej. Jaką herbatę wypijesz?

-Nie musisz, naprawdę.

-Może być czarna –zapytał cierpliwie.

-Tak, ale naprawdę nie trzeba.

Pokręcił głową jakby zdegustowany moją upartością i opuścił pokój. Chłopak z piekielnym imieniem przyglądał mi się zaciekawiony. Zdziwiłam się, że nie wstyd mu, że wywołał u mnie taki wybuch. Och, a może to ja powinnam się wstydzić za to, że nie potrafiłam utrzymać emocji na wodzach? Moje policzki się zaczerwieniły.

-Wiesz, Jess –zaczął niepodobnym do siebie tonem, -Michael bardzo się o ciebie martwił…

-Lucifer –dobiegło wołanie z innego pokoju.

Chłopak przewrócił oczyma, ale i tak udał się w tamtym kierunku. Oparłam głowę o poduszkę położoną z brzegu sofy, jednocześnie podkulając nogi. To był tak strasznie męczący dzień... Zamknęłam oczy i wytężyłam słuch, by wiedzieć, o czym rozmawiają bracia.

-Luc, posłuchaj, Jess naprawdę dużo przeszła…

-Tak, najpierw pokazałeś jej, jak umiera jej siostra, a potem prawie się przez ciebie zabiła –przerwał bratu Lucifer.

Miałam wrażenie, że nie powinnam tego usłyszeć. Wciąż ciężko mi było słuchać, jak ktoś mówił o tym. Na dodatek tak beztroskim tonem. Z moich policzków zniknęły rumieńce, a na ich miejsce wstąpiły łzy.

-Wiesz, że nie zrobiłem ani jednej z tych rzeczy celowo!

-Och, nie spinaj się tak, braciszku.

-Jessamine zamieszka z nami –oświadczył, chyba chcąc zakończyć dyskusję.

-Na jak długo?

-Nie wiem jeszcze –powiedział ciszej Michael.

Zamknęłam oczy. Będę im tu tylko przeszkadzać. Przecież fakt, że Lucifer nie protestuje, wcale nie musi oznaczać, że mu się to podoba. Na pewno nie ma nawet ochoty teraz na mnie patrzeć. Wszędzie jestem zbędna. Skuliłam się jeszcze bardziej, zaciskając powieki najmocniej jak umiałam. Oddychałam głośno, próbując powstrzymać płacz. Wszystko przez to, że jedyne wolne miejsce, wtedy na początku stycznia, było tuż za Alice. To od tego dnia wszystko zaczęło się walić i nagle zaczęłam wszystkim przeszkadzać. Ktoś okrył mnie kocem. Otworzyłam oczy. Nade mną pochylał się Lucifer w zwykłej białej koszulce, ale spodnie wciąż miał te same co w chwili, gdy uratował mi życie. Jego zmierzwione czarne włosy swobodnie opadały na twarz. Jego szare oczy wpatrzone były we mnie.

-Przepraszam, że cię obudziłem –wyszeptał dziwnie delikatnym tonem. –W sumie skoro już nie spisz, to może pokażę ci lepsze miejsce do spania.

Przytaknęłam i wstałam. Na początku lekko się zachwiałam, więc chłopak złapał mnie za łokieć na wypadek, gdybym miała się przewrócić. Diabeł poprowadził mnie schodami w na pierwsze piętro. Wyżej, jak się domyśliłam, był już tylko strych, bo schody zmieniły się w przyczepioną do ściany drabinę. Korytarz był pełen drzwi. Większość z nich była zwyczajna, lecz jedne się wyróżniały. Były czarne i miały zdobienia niczym z baroku – jednej z moich ulubionych od niedawna epok. Nieco się zdziwiłam, gdy chłopak otworzył właśnie je.

Pokój był raczej duży. Po jednej stronie stała wysoka do sufity szafa, a naprzeciwko biurko. Dalej dwuosobowe łóżko,  regał wypełniony książkami o ciemnych grzbietach i komoda. Wszystkie meble były wykonane z czarnego drewna, panele na podłodze również były tego koloru. Ściany zostały pomalowane na przydymioną czerwień, która tworzyła z dywanem – rozciągniętym po obu stronach łóżka – ładną całość. Szare zasłony skutecznie zablokowały dostęp światła, którego jedynym źródłem stał się korytarz, z którego weszliśmy. Widziałam też zarys stojącej w kącie lampy z czerwonym kloszem oraz kilka czarnych świeczników ustawionych w równy rząd na komodzie, ale ani lampa, ani świeczki, nie były zapalone.

-Na razie połóż się w moim pokoju, później znajdziemy ci jakąś pościel i będziesz spała w pokoju gościnnym –oświadczył z lekkim zakłopotaniem w głosie.

Na moich policzkach pojawił się rumieniec, ale nie chciałam, by chłopak go zobaczył, więc postanowiłam mu się nie sprzeciwiać, po części też z obawy przed wprowadzeniem Lucifera w jeszcze większe zakłopotanie. Podeszłam do łóżka. Dopiero stając na dywanie, zdałam sobie sprawę jak mięciutki jest. Ręką delikatnie odsłoniłam zasłonkę, by obejrzeć świat na zewnątrz. Chłopak uśmiechnął się tylko. Podszedł do komody i zapalił jedną z wysokich białych świeczek. Opuściłam rękę, a świat za szybą stał się tak bardzo odległy. Usiadłam na brzegu łóżka. Lucifer zwinnie przeskoczył łóżko, by znaleźć się obok mnie.

-Słodkich snów –wyszeptał i zostawił mnie samą.

Chwilę patrzyłam w drzwi, spodziewając się, że chłopak wróci, jednak chyba nie miał tego w planach. Oparłam głowę na jego poduszce. Moje nozdrza wypełnił znajomy zapach jego wody kolońskiej. Obróciłam się na drugi bok. Nim usnęłam, obserwowałam spokojnie poruszający się płomień świeczki.