Wracam po przerwie z kilkoma nowymi odcineczkami. Niestety nie jest ich za wiele, ale przynajmniej będziecie mieli co poczytać podczas wakacji. Mam nadzieję, że nie jesteście na mnie za bardzo źli za tak długą przerwę. Na pocieszenie dodam, że jutro oraz pojutrze również udostępnię po odcinku.
Miłego czytania,
xoxo Rose
Bezdomna
Moja pewność co do tego, że swoją głupotą zasłużyłam sobie na karę w postaci rozmowy z nimi, nagle uleciała. Obecność Michaela i jego niezwykła zdolność do ratowania mnie przed złem, zawsze dawały mi poczucie bezpieczeństwa. Stanie obok ludzi, którzy udawali, że jesteśmy sobie bliscy, było na swój sposób przerażające. Może nie byłoby to takie złe, gdyby chociaż im na mnie zależało, ale teraz jedyną rzeczą, o którą dbali, były pieniądze. Tych dwoje, którzy teraz stali przede mną jakby nic się nie stało, budziło we mnie odrazę. Odwróciłam wzrok. Wtedy dostałam pierwszą karę. Ojciec wymierzył mi policzek. Upadłam na ziemię.
-Dziwka –rzucił i poszedł do salonu.
-Przynosisz nam wstyd –dodała matka i ruszyła za ojcem.
Mój brat przyglądał się temu wszystkiemu. Pochwyciłam jego pełne bólu i pogardy spojrzenie. Wiem, że go zraniłam, ale ludzie popełniają błędy. On także się ode mnie odwrócił. Słyszałam jego kroki, coraz słabiej i słabiej, aż w końcu trzasnął drzwiami. Po moich policzkach spłynęły łzy. Uderzyłam pięścią w podłogę. Nie sądziłam, że mają mi tak mało do powiedzenia. Powoli podniosłam się, opierając o ścianę. Miałam nogi jak z waty, a policzek piekł. Ledwo oparłam się pokusie pójścia do kuchni po lód. Wróciłam do swojego pokoju, co chwilę potykając się. Przez łzy nie widziałam prawie nic. Zamknęłam oczy, próbując się uspokoić. W pokoju było ciemno, więc szybko usnęłam.
Obudził mnie dźwięk otwieranych drzwi. Do pokoju wszedł zdenerwowany ojciec. Obok drzwi rzucił dwie walizki i dużą czarną torbę w czerwone paski. Musiały przeszkadzać mu zasunięte zasłony, bo zerwał je energicznym ruchem i pchnął nimi o podłogę.
-Daj telefon –zażądał.
Bojąc się jego reakcji, potulnie podałam mu przedmiot. On wyjął z niego kartę i przełamał. Przygryzłam wargę, by nie zacząć płakać. W ustach poczułam gorzki smak krwi. Oddał mi bezużyteczny telefon.
-Portfel.
Wstałam z łóżka i wyjęłam z torebki portfel. Wyrwał mi go, nim zdążyłam się choćby obrócić. Wyjął kartę kredytową z jego nazwiskiem i ją również złamał. Zacisnęłam rękę na blacie biurka. Wepchnął mi kilka banknotów. Odłożył portfel na moją torebkę.
-Wynoś się stąd i nigdy nie wracaj. Nie jesteś już naszą córką.
Wychodząc trzasnął drzwiami. Przez moje ciało przeszedł zimny dreszcz. Miałam ochotę wybuchnąć płaczem, ale się powstrzymałam. Nie miałam pojęcia, gdzie mogę pójść. Wiedziałam tylko, że nie mogę tu już za długo zostać. Tak dużo bym dała, by Michael był tu ze mną. Wytarłam łzy i podeszłam do szafy. Patrząc na wszystkie stroje baletowe, dotarło do mnie, że tak właśnie wygląda koniec moich marzeń. Nie będzie mnie już stać na lekcje, co oznacza koniec treningów. Chyba, że dostałabym stypendium. Schowałam wszystkie ubrania, które nie zajęły nawet dwóch walizek. Do torby schowałam pękniętą ramkę, laptopa i inne drobiazgi leżące na biurku. Wyszłam z pokoju po swoje buty. Starałam się iść najciszej jak umiałam, ale wciąż cała się trzęsłam, co skutkowało ciągłym potykaniem się o własne nogi. Kiedy klęcząc zbierałam swoje buty z szafki, ktoś zadzwonił do domofonu. Alexander przyszedł otworzyć drzwi. Patrzyłam na niego błagalnym wzrokiem, ale on nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Nacisnął przycisk otwierający drzwi. Przekręcił klucz bardzo wolno, jakby uważał, by nie hałasować.
-Michael zaraz tu będzie –wyszeptał w moim kierunku. –Pomyłka –powiedział do rodziców. –Więcej nie zamierzam cię kryć, Jess.
W myślach błagałam go, by na mnie spojrzał, ale on udawał, że mnie tam wcale nie ma. Przełknęłam łzy i przyspieszyłam pakowanie butów. Kiedy tylko skończyłam, wymknęłam się na korytarz. Po kilku sekundach drzwi windy się otworzyły i wysiadł z niej Michael. Bez słowa rzuciłam mu się na szyję i wybuchłam płaczem. Chłopak od razu zaczął głaskać mnie po głowie, szepcząc bym się uspokoiła. Zacisnęłam palce na jego koszulce. Nie obchodziło mnie, po co tu przyjechał. Ważne było, że to zrobił i teraz o nic nie pytał. Staliśmy tak chwilę. Miałam plan mu powiedzieć, że ojciec wyrzucił mnie z domu, ale nie potrafiłam wydobyć z siebie ani słowa. Nagle drzwi za moimi plecami się otworzyły. Pokazał się w nich mój ojciec.
-A, póki twoje rzeczy tu są, nie masz prawa się z nikim spotykać –powiedział stanowczo. –A już na pewno nie z NIM.
Chwycił mnie za przed ramię i oderwał od chłopaka, popychając na ziemię. Upadłam na progu. Twarz Michaela zdawała się nie przedstawiać żadnych emocji. Przerażało mnie to, choć czułam, że się o mnie martwi. Ojciec obrócił się do mnie i podniósł, znów boleśnie łapiąc za przedramię.
-Zrozumiałaś, szmato?
Obserwowałam dłoń Michaela zaciśniętą w pięść tak mocno, że jego kostki zrobiły się białe. Nie odpowiedziałam, co mój ojciec odebrał jako bunt. Wymierzył mi policzek, tym razem znacznie mocniej, jednocześnie puszczając. Po raz kolejny upadłam na ziemię. Skuliłam się i zaczęłam płakać. Czułam na sobie jego wzrok jeszcze zaledwie chwilę. Słyszałam trzaśnięcie drzwi. Poczułam na sobie rękę Michaela. Tym razem zamiast głaskać mnie po głowie, podniósł mnie delikatnie.
-Nie obchodzi mnie, co myśli o mnie twój ojciec…
-On już nie jest moim ojcem –powiedziałam zaskakująco drżącym głosem. –Wyrzucił mnie z domu i –wzięłam głębszy oddech, a on przytulił mnie tak mocno, że nie mogłam już nic powiedzieć.
Stałam tak, znów ściskając jego koszulkę. Wdychałam zapach jego koszulki, który działał na mnie tak uspokajająco. Poczułam jego usta na czubku głowy. Odepchnęłam go delikatnie.
-Ja… muszę się … spakować –wyszeptałam.
-Pomogę ci –powiedział uspokajającym głosem, na co ja mocno pokręciłam głową. –A mogę chociaż tu na ciebie poczekać?
Nie potrafiłam nic powiedzieć. Pokiwałam delikatnie głową i zmusiłam się do uśmiechu. Policzek bardzo piekł, ale zacisnęłam zęby i ostrożnie wróciłam do środka. Wszystkie buty zmieściły mi się w pozostałym miejscu w walizce. Szybko je zamknęłam i wyprowadziłam na korytarz. Michael musnął moje dłonie, odbierając je ode mnie. Przez moje ciało przeszedł dreszcz. Czasem towarzystwo tego chłopaka wprawiało mnie w dziwne zakłopotanie, ale teraz nawet nie było widać, jak moje policzki się różowią – i tak przez właściciela mieszkania, w którym wciąż zostało kilka moich rzeczy, były całe czerwone. Wróciłam tam i zwinnie upchnęłam wszystkie książki w wolnym miejscu w drugim kartonie z romansami, których było zdecydowanie najwięcej. Spróbowałam podnieść je, ale okazało się być za ciężkie. Już chciałam zacząć je ciągnąć, kiedy do pokoju wszedł mój brat.
-Pomogę ci, Jess, na zawsze zostaniesz moją siostrą i nic tego nie zmieni –powiedział smutnym głosem. –Nawet ojciec –dodał niewiarygodnie cicho.
Bez trudu podniósł pudełko, a po chwili wrócił po drugie, w którym były same romanse. Wzięłam torbę i ruszyłam za nim na korytarz. Pożegnaliśmy się jednak niezbyt czule. Michael położył mi dłoń na ramieniu.
-Masz gdzie spać?
-Nie –wyszeptałam zawstydzona, zdając sobie sprawę, że właśnie zostałam bezdomna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz