sobota, 20 lipca 2013

Odcinek 14

Bracia Gray i ciemna sypialnia

-No to zabieram cię do siebie –oświadczył zadowolony.

Chciałam protestować, ale on mi nie pozwolił. Powiedział, że nie pozwoli mi zostać samej. Zapakował wszystko do swojego samochodu. Posadził mnie na siedzeniu pasażera, a kiedy i on był już na swoim miejscu, położył mi rękę na ramieniu, patrząc mi w oczy.

-Czemu tu przyjechałeś –zapytałam, nie mogąc pozbyć się płaczliwego głosu.

-Musiałem sprawdzić jak się trzymasz.

-Dziękuję –wyszeptałam.

-Drobiazg.

-Nie mów tak, bo to nieprawda.

Odwróciłam wzrok, kończąc naszą rozmowę. Mój smutny wzrok wlepiony był gdzieś w przestrzeń, ale nie starałam się nawet zapamiętać jak najwięcej szczegółów z naszej drogi, jak to miałam w zwyczaju. Może i mieszkałam tu już prawie miesiąc, lecz nigdy nie miałam dość czasu na zwyczajny spacer po okolicy. Zawsze cały mój czas poświęcałam baletowi. Nie miałam go nawet dla nielicznych przyjaciół, którzy ze mną wytrzymywali. Wyłapywałam nieliczne charakterystyczne punkty, takie jak „My Latte”. Jest to kawiarnia, o której kiedyś na przerwie rozmawiały dziewczyny z równoległej klasy. Kelnerki są tam przebrane za służące, co wprowadza tam niezwykle luźny klimat. Inną rzeczą, którą zauważyłam, był motocyklista ubrany cały na czarno. Przypominał mi kogoś, lecz zanim zdążyłam bardziej mu się przyjrzeć, wyminął nas i zniknął za zakrętem. Reszta drogi zmyła się w jedną mglistą całość. Po kilkunastu minutach, które mi wydawały się być całą wiecznością, dojechaliśmy. Nigdy nie zastanawiałam się, jak może wyglądać dom jakiegoś z moich kolegów, ani nawet nie marzyłam, jak połowa moich rówieśniczek, o odwiedzeniu go, a Michael zaproponował, bym zatrzymała się u niego. Wiedziałam, że nie będę mogła tu zostać zbyt długo, ale choćby miała to być tylko jedna noc, znaczyła dla mnie więcej niż wszystko, co dostałam od swoich biologicznych rodziców. Koleżanki się na mnie obraziły, moja siostra zginęła, a teraz straciłam także i ich. Jedyną osobą, która wciąż znosiła moje towarzystwo, był Michael. Popatrzył na mnie i uśmiechnął się. Wysiadł z samochodu. Już chciał otworzyć mi drzwi, gdy jego brat go uprzedził.

-Witaj, Jessamine –powiedział oficjalnym tonem.

Nie miałam ochoty się z nim droczyć, więc nie odpowiedziałam. Oparłam się o samochód i spuściłam wzrok. Michael już chciał zaprosić mnie do środka, ale Lucifer mu przerwał.

-Ktoś tu chyba jest nie w humorze –zażartował.

-Gdyby rodzice wyrzucili cię z domu, też byłbyś nie w humorze –wykrzyczałam.

Chciałam biec, ale silne dłonie Michaela znalazły się na moich ramionach. Przyciągnął mnie do siebie delikatnie, jakby bawił się lalką z porcelany. Delikatnie popchnął mnie do przodu. Podniosłam głowę i zaczęłam przyglądać się otoczeniu. Byliśmy na ulicy wypełnionej po brzegi typowymi dla Brytyjczyków dwupiętrowymi szeregowcami. Chłopak zaprowadził mnie do środka jednego z domów. Drzwi ozdobione były dwiema cyframi: 27. W jasnym holu była szafka z pustym wazonem. Michael zdjął mi kurtkę z ramion, wciąż uważając chyba, że jestem porcelanową lalką. O dziwo, nie denerwowało mnie to. Jego opiekuńcze zachowanie wprawiało mnie co prawda w zakłopotanie, a z moich policzków nie przestawały schodzić rumieńce, ale nie było w żaden sposób nachalne. Poprowadził mnie do salonu – pokoju, którego główne umeblowanie stanowiła sofa, dwa fotele (po jednym po obu stronach sofy), stoliczek do kawy oraz duży telewizor LCD. Nie było zbyt wielu ozdób. Chyba nie mieszkała tu żadna dziewczyna. Lucifer wszedł do pokoju. Zwinnie nas wyminął i wskoczył na fotel. Przeszłam kilka kroków, uwalniając się z objęć Michaela, i zmęczona opadłam na sofę.

-Masz ochotę na herbatę, Jess?

-Nie, dziękuję.

-Dobra, zapytam inaczej. Jaką herbatę wypijesz?

-Nie musisz, naprawdę.

-Może być czarna –zapytał cierpliwie.

-Tak, ale naprawdę nie trzeba.

Pokręcił głową jakby zdegustowany moją upartością i opuścił pokój. Chłopak z piekielnym imieniem przyglądał mi się zaciekawiony. Zdziwiłam się, że nie wstyd mu, że wywołał u mnie taki wybuch. Och, a może to ja powinnam się wstydzić za to, że nie potrafiłam utrzymać emocji na wodzach? Moje policzki się zaczerwieniły.

-Wiesz, Jess –zaczął niepodobnym do siebie tonem, -Michael bardzo się o ciebie martwił…

-Lucifer –dobiegło wołanie z innego pokoju.

Chłopak przewrócił oczyma, ale i tak udał się w tamtym kierunku. Oparłam głowę o poduszkę położoną z brzegu sofy, jednocześnie podkulając nogi. To był tak strasznie męczący dzień... Zamknęłam oczy i wytężyłam słuch, by wiedzieć, o czym rozmawiają bracia.

-Luc, posłuchaj, Jess naprawdę dużo przeszła…

-Tak, najpierw pokazałeś jej, jak umiera jej siostra, a potem prawie się przez ciebie zabiła –przerwał bratu Lucifer.

Miałam wrażenie, że nie powinnam tego usłyszeć. Wciąż ciężko mi było słuchać, jak ktoś mówił o tym. Na dodatek tak beztroskim tonem. Z moich policzków zniknęły rumieńce, a na ich miejsce wstąpiły łzy.

-Wiesz, że nie zrobiłem ani jednej z tych rzeczy celowo!

-Och, nie spinaj się tak, braciszku.

-Jessamine zamieszka z nami –oświadczył, chyba chcąc zakończyć dyskusję.

-Na jak długo?

-Nie wiem jeszcze –powiedział ciszej Michael.

Zamknęłam oczy. Będę im tu tylko przeszkadzać. Przecież fakt, że Lucifer nie protestuje, wcale nie musi oznaczać, że mu się to podoba. Na pewno nie ma nawet ochoty teraz na mnie patrzeć. Wszędzie jestem zbędna. Skuliłam się jeszcze bardziej, zaciskając powieki najmocniej jak umiałam. Oddychałam głośno, próbując powstrzymać płacz. Wszystko przez to, że jedyne wolne miejsce, wtedy na początku stycznia, było tuż za Alice. To od tego dnia wszystko zaczęło się walić i nagle zaczęłam wszystkim przeszkadzać. Ktoś okrył mnie kocem. Otworzyłam oczy. Nade mną pochylał się Lucifer w zwykłej białej koszulce, ale spodnie wciąż miał te same co w chwili, gdy uratował mi życie. Jego zmierzwione czarne włosy swobodnie opadały na twarz. Jego szare oczy wpatrzone były we mnie.

-Przepraszam, że cię obudziłem –wyszeptał dziwnie delikatnym tonem. –W sumie skoro już nie spisz, to może pokażę ci lepsze miejsce do spania.

Przytaknęłam i wstałam. Na początku lekko się zachwiałam, więc chłopak złapał mnie za łokieć na wypadek, gdybym miała się przewrócić. Diabeł poprowadził mnie schodami w na pierwsze piętro. Wyżej, jak się domyśliłam, był już tylko strych, bo schody zmieniły się w przyczepioną do ściany drabinę. Korytarz był pełen drzwi. Większość z nich była zwyczajna, lecz jedne się wyróżniały. Były czarne i miały zdobienia niczym z baroku – jednej z moich ulubionych od niedawna epok. Nieco się zdziwiłam, gdy chłopak otworzył właśnie je.

Pokój był raczej duży. Po jednej stronie stała wysoka do sufity szafa, a naprzeciwko biurko. Dalej dwuosobowe łóżko,  regał wypełniony książkami o ciemnych grzbietach i komoda. Wszystkie meble były wykonane z czarnego drewna, panele na podłodze również były tego koloru. Ściany zostały pomalowane na przydymioną czerwień, która tworzyła z dywanem – rozciągniętym po obu stronach łóżka – ładną całość. Szare zasłony skutecznie zablokowały dostęp światła, którego jedynym źródłem stał się korytarz, z którego weszliśmy. Widziałam też zarys stojącej w kącie lampy z czerwonym kloszem oraz kilka czarnych świeczników ustawionych w równy rząd na komodzie, ale ani lampa, ani świeczki, nie były zapalone.

-Na razie połóż się w moim pokoju, później znajdziemy ci jakąś pościel i będziesz spała w pokoju gościnnym –oświadczył z lekkim zakłopotaniem w głosie.

Na moich policzkach pojawił się rumieniec, ale nie chciałam, by chłopak go zobaczył, więc postanowiłam mu się nie sprzeciwiać, po części też z obawy przed wprowadzeniem Lucifera w jeszcze większe zakłopotanie. Podeszłam do łóżka. Dopiero stając na dywanie, zdałam sobie sprawę jak mięciutki jest. Ręką delikatnie odsłoniłam zasłonkę, by obejrzeć świat na zewnątrz. Chłopak uśmiechnął się tylko. Podszedł do komody i zapalił jedną z wysokich białych świeczek. Opuściłam rękę, a świat za szybą stał się tak bardzo odległy. Usiadłam na brzegu łóżka. Lucifer zwinnie przeskoczył łóżko, by znaleźć się obok mnie.

-Słodkich snów –wyszeptał i zostawił mnie samą.

Chwilę patrzyłam w drzwi, spodziewając się, że chłopak wróci, jednak chyba nie miał tego w planach. Oparłam głowę na jego poduszce. Moje nozdrza wypełnił znajomy zapach jego wody kolońskiej. Obróciłam się na drugi bok. Nim usnęłam, obserwowałam spokojnie poruszający się płomień świeczki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz