Ciemne niebo. W oddali grzmoty. Delikatny deszczyk muskający moje odsłonięte policzki. Lekki wiatr wzmocniony przez rozpędzony motocykl, na którym siedziałam. Po bokach pola. Trzy puste pasy asfaltowej autostrady.
Zacisnęłam dłonie na kierownicy i mocniej przekręciłam gaz. Przygryzłam wargę podniecona. Spojrzałam po sobie. Byłam ubrana w czarną skórę, spod której widać było wyćwiekowany czarny stanik. Na nogach miałam opięte lateksowe legginsy. Czarne szpilki dodawały mi dobrych czternaście centymetrów. Rozpuszczone włosy powiewały na wietrze nieskrępowane przez kask. W lusterku odbijały się moje pomalowane na czerwono usta i doklejane rzęsy. Uśmiechnęłam się zadziornie.
Było tu jednak jeszcze coś. Wciąż czułam na sobie czyjś wzrok. Obejrzałam się i ujrzałam znajome czarne skrzydła, które tej ciemnej nocy zostały pozbawione swoich krwistych refleksów. Obserwowałam lecącego za mną Lucifera. Uśmiechnął się do mnie zawadiacko, a ja zapragnęłam się do niego przytulić. Podleciał bliżej, tak, że mogłam już poczuć jego ciepły oddech na karku. Dotknął mojej tali i usiadł za mną, zwijając skrzydła z cichym jękiem. Ciekawe jakie to uczucie…
Przytulił się do mnie mocno. Po chwili jednak odrobinę się odsunął i nałożył mi na uszy słuchawki. Po kilku pierwszych dźwiękach rozpoznałam piosenkę. Było to Lullaby Nickelbacka. Kąciki moich ust drgnęły delikatnie, unosząc się ku górze. Rozkoszowałam się jego ciepłem i lubianą piosenką.
Nagle jednak coś się zmieniło. Straciłam panowanie nad kierownicą. Lucifer puścił mnie i jakby zawisł w powietrzu. Motocykl przekrzywił się. Najpierw poczułam rwący ból w kolanie, które przejechało po asfalcie, a po chwili nie czułam już nic. Spadłam i uderzyłam karkiem w barierkę. Moja głowa odchyliła się pod dziwnym kątem, a oczy skierowały na poruszające się powoli skrzydła. Chłopak zbliżał się powoli. Nie mogłam oddychać. Łzy napłynęły mi do oczu. Diabeł kucnął obok mnie. Wziął moje bezwładne ciało tak delikatnie, jakby należało do porcelanowej lalki. Oparł moją głowę o swój nagi tors. Ostatnią rzeczą jaką poczułam, był zapach jego wody kolońskiej.
Część druga: ogród
Otworzyłam oczy i z niemałą ulgą odkryłam, że nie jestem już na ciemnej autostradzie. Na około mnie było tylko światło. Zamrugałam kilka razy i zobaczyłam piękny oblany światłem ogród. Siedziałam na huśtawce, której linki wydawały się nie mieć końca. Czarne szpilki zostały zamienione na beżowe koronkowe balerinki. Na sobie miałam delikatną pastelową sukienkę. Moje włosy, które jeszcze chwilę temu były potargane przez wiatr, teraz zostały spięte w kucyka. Wciąż unosiłam się to w górę, to w dół. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że ktoś delikatnie mnie od tyłu popycha. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Michaela.
Jego włosy były starannie ułożone. Ubrany był w szare spodnie i błękitną koszulę. Szary krawat luźno wisiał na jego szyi. W przeciwieństwie do skrzydeł Lucifera, te Michaela były złożone i całkowicie zakryte przez ubranie.
Rozejrzałam się po ogrodzie. Otaczały nas krzaki róż. Dominował pastelowy róż, ale nie zabrakło też niewinnej bieli. Trawa było równo skoszona i zadbana. Całość otoczona była żywopłotem. Liście delikatnie powiewały na wietrze, a płatki róż wypełniały powietrze słodkim zapachem. Zeskoczyłam z huśtawki, by dotknąć pięknych kwiatów. Gdy zaczęłam przyglądać się bardziej, wypatrywałam coraz to nowe rodzaje kwiatów posadzone w przemyślany sposób. Jedynym kolorem, którego mi brakowało, był czerwony. Zaczęłam tęsknić za widokiem skrzydeł Lucifera. Ich widok sprawiał, że czułam się bezpieczna. Mimowolnie zaczęłam zastanawiać się nad wyglądem skrzydeł Michaela. Ciekawe, co będę czuła, patrząc na nie… A może nigdy ich nie zobaczę?
Zaczęłam wzrokiem szukać wyjścia z ogrodu, ale żadnego nie zobaczyłam. Szybko podbiegłam do żywopłotu i dotknęłam delikatnych liści. Obeszłam całość na około jednak bez żadnego rezultatu. Znalazłam się w swoistym rodzaju więzienia. Z przerażeniem odkryłam również brak upadłego anioła, którego obecność zapewniała mi dziwne poczucie bezpieczeństwa.
-Gdzie ja jestem –zapytałam, patrząc na Michaela błagalnym wzrokiem.
-Jesteś w niebie –powiedział, uśmiechając się do mnie.
-A gdzie Lucifer?
-Upadłe anioły nie mają tu wstępu –w jego głosie była wyraźna pogarda.
Cofnęłam się o krok, a on w mgnieniu oka znalazł się obok mnie. Złapał mnie za nadgarstki, bezskutecznie próbowałam się wyrwać. Przyciągnął mnie do siebie. Wciąż wołałam Lucifera, ale Michael zakrył moje usta dłonią, co skutecznie stłumiło moje krzyki. Jakaś dziwna siła sprawiała, że stawałam się coraz bardziej spokojna. Naprawdę lubiłam tego chłopaka, ale nie podobało mi się, w jaki sposób na niego reagowałam.
-Czy jest szansa, że kiedykolwiek jeszcze go zobaczę?
-Niestety nie. Trafiłaś do nieba, stąd nie ma powrotu.
Te słowa bolały. Chciałam je wymazać, udawać, że nigdy nie padły, ale nie potrafiłam. Odbijały się jakby echem. Słyszałam je wciąż na nowo i na nowo. Gdyby nie podtrzymujący mnie za nadgarstki anioł, upadłabym na kolana. Chciałam to zrobić. Chciałam też się stąd wyrwać. Łzy popłynęły mi po policzkach, ale nie pozostały na nich długo z winy Michaela. Gdyby chociaż pozwolił mi płakać, byłoby mi łatwiej to jakoś wytrzymać. Może. Zaczęłam mu się wyrywać. W końcu mnie puścił. Upadłam na ziemię. Pozwoliłam sobie na płacz. Czułam na sobie wzrok chłopaka, ale dopiero gdy się odwróciłam, dotarło do mnie, jak przykro mu jest. On tylko chciał, bym była szczęśliwa. Niestety istniała tylko jedna osoba, która potrafiła podarować mi szczęście. Nawet nie wiem, gdzie on teraz jest…
Podniosłam się z ziemi i pozwoliłam sobie wpaść w ramiona Michaela. Stałam w nich tak długo, że gdy się od niego oderwałam, nie pamiętałam już swojego poprzedniego życia. Uśmiechnęłam się blado do przystojnego chłopaka, którego imię zgubiło się gdzieś za mgłą otaczającą moje wspomnienia. Usiadłam na huśtawce, uśmiechając się do niego. Nie wiedziałam, jak znalazłam się w tym pięknym ogrodzie, ale podobało mi się tu. Moją ostatnią pamiątką po zapomnianym życiu zostały dwa podłużne ślady na policzkach. Musiałam naprawdę długo płakać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz