Warunek Lucifera cz. 6
Moje przemyślenia na temat tego jak powinien do mnie mówić, a jak nie, musiałam jednak odłożyć na później. Wróciłam myślami do lekcji tańca, która mnie czekała. Prawdę mówiąc, pogodziłam się już z myślą o jazzie. Fakt, różnił się od mojego ukochanego baletu, ale nie aż tak, jak dajmy na to popping, locking czy inne dziwactwo.
-Tańczysz balet, tak -upewniła się tancerka.
-Tak -odpowiedział za mnie Lucifer.
-A jak długo?
-Dziewięć lat -odpowiedziałam szybko.
Pokiwała głową, przetwarzając informację. Odwróciłam się w stronę lustra, patrząc w swoje oczy. Nie wyglądałam na zbyt szczęśliwą. Michael na pewno by to zrozumiał, ale nie miałam ochoty na uszczypliwe uwagi ze strony Lucifera. Zmusiłam się do ułożenia ust w coś, co chociaż w minimalnym stopniu przypominało uśmiech. Niezbyt dobrze mi to wyszło, ale przestałam wyglądać na aż tak przygnębioną.
Podskoczyłam, gdy usłyszałam trzaskające drzwi. Obróciłam się i z niemałą satysfakcją odkryłam, że chłopak wyszedł.
-To co, gotowa?
Nieśmiało pokiwałam głową. Wciąż nie wiedziałam, czego się spodziewać. Puściła muzykę, ale nie rozpoznałam gatunku. Nie wiem, czemu skojarzyła mi się z Ameryką Środkową. Rozgrzewka była trochę bardziej męcząca, ale nie powiedziałabym, że byłam po niej padnięta.
-Mogę się dowiedzieć, jaki gatunek tańczysz?
-Jasne. Właściwie dziwię się, że Luc Ci tego jeszcze nie powiedział. Powinien był, bo dancehall to nie tylko kroki i "kręcenie tyłkiem". Dancehall to energia i, chcąc nie chcąc, jego historia.
Wpatrywałam się w nią ciekawym wzrokiem. W pamięci miałam bardzo podobne słowa z mojej pierwszej lekcji baletu. Pokochałam go. Poznałam jego historię. Czy tak mogło być z każdym gatunkiem?
Właściwie całą lekcję Lena uczyła mnie jednej choreografii. Wciąż robiłam coś nie tak. Moje ciało tak przyzwyczajone do baletu wyglądało wręcz komicznie, tańcząc coś, co powstało na ulicy. Nie potrafiłam zrozumieć, czemu traktuję to jako coś gorszego. Przecież i to wymagało licznych godzin pracy, nauki kroków i poznawania historii. Mimo tego nie potrafiłam przestać porównywać komicznego dancehallu do wyrafinowanego baletu. Chciałam to powstrzymać, ale nie mogłam. Dobrze, że przynajmniej nie czułam się lepsza od Leny, bo tego moje serce by już nie zniosło. Co innego ludzie, a co innego gatunek tańca, który jest moją pasją. Miałam ochotę stamtąd wybiec, ale obawiałam się, że złamię w ten sposób umowę z Luciferem, a jeśli to zrobię, będę mogła pożegnać się z karierą primabaleriny.
Po skończonej lekcji podziękowałam i zanim Lucifer zdążył wrócić do salki, byłam już w szatni. Wzięłam szybki, zimny prysznic. Za godzinę zajęcia baletu. Nie mogę przecież przyjść na nie, wyglądając jak mops. Związałam włosy w ciasny kok i ubrałam się. Lucifer musiał tu jakoś wejść, bo zamiast ciepłych płaskich butów znalazłam szpilki. Wepchnęłam strój do torby i wzięłam szpilki w rękę. Byłam na niego trochę zła, ale nie do końca wiedziałam o co. Otworzyłam drzwi do szatni. Stał przed nimi, czekając na mnie.
-Czemu nie założysz butów?
-Oddaj mi te drugie. Nie chcę znów marznąć.
Pokręcił głową rozczarowany, ale oddał mi buty. Wziął ode mnie wszystkie rzeczy i ruszył w stronę windy. Myślałam, że będzie w humorze na rozmowę, ale on nie odezwał się ani słowem, aż do momentu, kiedy siedzieliśmy w samochodzie, patrząc na siebie nawzajem.
-Masz rzucić balet -oświadczył spokojnie.
-Słucham?!
-Chcę, abyś rzuciła balet i przyrzekła mi, że już nigdy więcej nie będziesz tańczyć.
-Żartujesz?! Błagam, powiedz, że to żart -mój głos się łamał, nie potrafiłam nad sobą zapanować.
Lucifer odpalił silnik, kręcąc przecząco głową. Odsunęłam jak najdalej od niego, chociaż pasy nie pozostawiały za dużo miejsca. Zapatrzyłam się za okno. Przestraszyłam się, gdy samochód ruszył.
-Obiecałaś, pamiętasz?
-Zrobiłam to, by dalej móc tańczyć -wrzasnęłam, przenosząc wściekłe i zarazem zrozpaczone spojrzenie.
-Uspokój się, Jess. Zachowujesz się jak dziecko.
Nie mogłam uwierzyć w to, co mówił. Po kilku sekundach uzmysłowiłam sobie, że po moich policzkach spływają łzy, rozmazując mój makijaż. Prawdę mówiąc, nie obchodziło mnie to. Jak chłopak, który przecież tak mi się podobał, mógł żądać ode mnie czegoś takiego? Rozumiałam narażanie mnie na kontuzję podczas durnego dancehallu, zrozumiałam nic nieznaczący pocałunek, katowanie moich nóg szpilkami, ale nie porzucenie pasji.
-Chcę się zobaczyć z Michaelem -wyszeptałam niepewna swojego głosu.
Lucifer nie odezwał się. Zastanawiałam się, czy w ogóle mnie usłyszał, ale czy to miało jakąkolwiek różnicę? Oparłam głowę o szybę, by przeszedł ból. Nie byłam pewna, którego chciałam się pozbyć - tego okropnego kłucia w sercu, czy pulsowania w skroniach. Wiem, że nie pomogło. Byłam na niego wściekła, ale nie potrafiłam odepchnąć za daleko mojego zauroczenia nim. Mogłam przewidzieć, że zawieranie paktu z diabłem to nie najlepszy plan.
Ku mojemu zdziwieniu zatrzymaliśmy się przed domem aniołów. Przy furtce stał Michael. Wysiadłam z samochodu, jeszcze zanim Lucifer wyłączył silnik. Przeskoczyłam zaspę śnieżną i znalazłam się w ciepłych ramionach Michaela. Płakałam i nie potrafiłam nic z tym zrobić. Chłonęłam ciepło jego ciała, a zapach wody kolońskiej wypełnił moje nozdrza. Cholernie bałam się otworzyć oczy. Miałam nadzieję, że będę mogła tak zostać już na zawsze. Poczułam na ramieniu czyjąś dłoń. Zostałam brutalnie odciągnięta od anioła. Bałam się otworzyć oczy.
-Tak się kończy przyprowadzanie ludzi do domu -powiedział pewny głos Lucifera.
Ktoś objął mnie w pasie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam delikatne rysy Michaela. Delikatnie ciągnął mnie w stronę domu w ślad za Diabłem. Znów poczułam się jak porcelanowa lalka. Chwilę później siedzieliśmy w salonie. Wtulałam się w ramię anioła, a on delikatnie głaskał mnie po plecach.
-Co kazałeś jej zrobić -zapytał Michael.
Lucifer zaśmiał się krótko i opowiedział mu całą historię, powtarzając wszystko, co mu powiedziałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz