Tamtaratam! oto i jest ostatni odcinek 1 sezonu! Starałam się go zrobić troszkę dłuższym niż pozostałe, bo w końcu nie co tydzień kończę pewien rozdział w życiu Jess. Miłego czytania. c:
Poranek
-Już się Aurora obudziła?
-Aurora potrzebuje pocałunku miłości, żeby się obudzić -wyszeptałam zaspanym głosem.
Chłopak podniósł się trochę i przesunął nade mnie. Zaczynałam lubić ten jego łobuzerski uśmiech. Lucifer powoli przysunął swoje usta do moich. Po raz pierwszy jego pocałunek nie był agresywny i natarczywy. Tym razem bardziej przypominał ten z Michaelem. Odsunął się ode mnie odrobinę.
-Pójdę ci zrobić śniadanie -wyszeptał i odsunął się ode mnie.
Odprowadziłam go wzrokiem do drzwi i wstałam z łóżka. Lekko chwiejąc się na nogach, dotarłam do swojego pokoju. Wyjęłam z szafy szare jeansy, czarny stanik typu bardotka i koszulę, mgiełkę tego samego koloru. Po drodze do mniejszej łazienki usłyszałam rozmowę braci, którzy prawdopodobnie byli razem w kuchni.
-Spaliście ze sobą -zapytał Michael.
-Nie będę jej dostarczał aż tylu wrażeń jednego dnia.
-Chyba jednak woli mnie -w głosie anioła słychać było niepodobne do niego poczucie wyższości.
-Michael, dobrze wiesz, że żaden człowiek ci się nie oprze, a teraz odsuń się, bo chciałbym jej zrobić śniadanie.
-Daj spokój, wiem, że i tobie się spodobała. Poza tym -dodał łagodniejszym tonem, -wczoraj dla ciebie również zrobiłaby wszystko, a ty tego nie wykorzystałeś? Ach, no tak, wszystko oprócz porzucenia baletu.
-Rzuciła go -zaskoczyło mnie, że w jego głosie nie było zadowolenia.
Nie chciałam słyszeć już więcej, więc schowałam się do łazienki. Miałam wrażenie, że pozamieniali się rolami. Dziś to zdecydowanie Michael próbował rozzłościć brata. Czyżbym przypadkiem poruszyła wczoraj zakazany temat o Lenie? Co się stało, to się nie odstanie. Poza tym to wyjątkowo nie ja miałam humor do zwierzeń lub zadawania niewygodnych pytań.Wzięłam szybki prysznic. Popsikałam się różaną mgiełką, rozczesałam włosy i umyłam zęby. Odniosłam piżamę do sypialni i zjechałam na dół po poręczy. Do kuchni weszłam z uśmiechem na twarzy, starając się ukrywać moją wścibską naturę. Nigdzie nie było Michaela. Pochyliłam się nad blatem, a Diabeł poczęstował mnie truskawką w białej czekoladzie. Uśmiechnęłam się do niego, wyciągając rękę po owoc, ale on pokręcił głową. Podniósł jedną z truskawek i spojrzał na mnie wyczekująco. Lekko rozchyliłam usta, a on wsunął mi do buzi truskawkę.
-Pycha -powiedziałam, kiedy już przełknęłam jedzenie.
Chłopak odłożył miseczkę z truskawkami obok talerza pełnego grzanek, na którym leżała też szklana miseczka z czymś podobnym do dżemu. On również nachylił się nad blatem i złożył na moich ustach ujmująco delikatny pocałunek. Szybko jednak odsunął się ode mnie. Odniosłam wrażenie, jakby specjalnie chciał mnie prowokować do rzucenia się mu na szyję. Postanowiłam nie dać mu tej satysfakcji. Usiadłam na stołku, a on podsunął mi talerz z jedzeniem.
-Co podać do picia?
-Herbaty, jeśli można.
-Jasne, że można, przecież mieszkamy w Anglii.
Zaśmiałam się i z apetytem zjadłam śniadanie. Spojrzałam wyczekująco na Lucifera.
-Chyba pora na poważną rozmowę z Michaelem.
Wstałam ze stołka, a Diabeł objął mnie ramieniem. Otworzył ukryte za lustrem drzwi. Zeszliśmy do piwnicy. Zdziwiłam się, czemu tam siedzi, ale postanowiłam zachować swoje pytanie na później.
-Och, to wy -zaczął Michael, siedząc na jednym ze starych krzeseł tam stojących.
Lucifer również usiadł, więc i ja poszłam w ich ślady. Anioł wahał się, czy zacząć rozmowę, więc jego brat postanowił mu pomóc.
-Rano byli tu Siódmi -wyszeptał.
-Jess -zwrócił się do mnie anioł, -nie wiem, ile czasu mi zostało, ale muszę cię przeprosić za wczoraj. A ciebie, bracie, za dziś rano.
-Daj spokój, przecież też wiem, jak anioły reagują na obecność Siódmych.
-Kim oni są -spytałam nagle, ale zanim dostałam odpowiedź, zadzwonił dzwonek do drzwi.
Lucifer wstał i poszedł schodami na górę. Przeniosłam swój wzrok na Michaela.
-Taka jakby policja. Złamałem zasady, manipulując tobą. Teraz zabiorą mnie do nieba.
-A potem -przerwałam mu drżącym głosem.
-Nie wiem. Może pozwolą mi wrócić.
-Ale przecież ja nie mam ci tego za złe -powiedziałam płaczliwym głosem.
Schody zatrzeszczały i pojawił się na nich Lucifer z kimś jeszcze. Dopiero po chwili rozpoznałam, że tą osobą jest Oliver. Już chciał coś powiedzieć, kiedy mnie zauważył. Wydawało mi się, że się rozzłościł.
-Musimy pogadać na osobności -powiedział, zatrzymując się w połowie schodów.
-Spokojnie, Jess wie.
-Jasne, mogłem się tego po was spodziewać -powiedział z dezaprobatą w głosie. -A więc, co oni robią w mieście?
-Przyszli po mnie.
Lucifer przysunął krzesło obok mojego i usiadł na nim. Wziął mnie za rękę. Coś mi podpowiadało, że w tej rozmowie nie ma dla mnie innej roli niż słuchacza. Na szczęście nie tylko ja wciąż milczałam.
-Co takiego im zrobiłeś?
-Zmanipulowałem człowiekiem.
Wystarczyła wymiana spojrzeń by wiedział, co się wczoraj stało między mną a Michaelem. Wyraz twarzy Olivera świadczył o tym, że spodziewał się zupełnie czegoś innego. Wziął jedno z krzeseł i usiadł na nim. Zaśmiał się krótko. Czułam, że w środku walczy sam ze sobą. Nie wiedziałam tylko o co. Chłopak oparł dłonie o uda i pokręcił głową. Stało się oczywiste, że gorączkowo nad czymś myślał. W końcu spojrzał mi w oczy. Jego spojrzenie mnie przeraziło. Poczułam się jak obiekt badawczy. Ścisnęłam dłoń Lucifera, a on posłał mi uśmiech. Poruszał wargami, mówiąc coś. Odczytałam to jako "przy mnie jesteś bezpieczna".
-Zabiorę Jess -oświadczył w końcu Oliver, -A tobie, Luciferze, radzę gdzieś dobrze się schować. Na twoim miejscu pojechałbym... hmm... dajmy na to do Compton. To dwie godziny drogi stąd. Mają tam jakąś stadninę, w której zapewne mógłbyś spędzić kilka nocy.
-Nie zostawię Jess -odparł szybko.
-Ze mną będzie bezpieczniejsza. Dziś Nate organizuje małą domówkę. Nikt nie będzie miał nic przeciwko, jeśli Jess przyjdzie, a potem przenocuje u mnie.
-Jess, zgódź się -odezwał się Michael. -Chcę, żebyś była bezpieczna.
-Ze mną też będzie -warknął Lucifer.
-Daj spokój. Uwierzę dopiero jak zabierzesz ją do piekła -powiedział z pogardą.
Przerażona spojrzałam na Lucifera.
-Spokojnie, Jess, ten kretyn tylko żartował.
-Kto tu jest kretynem? Nie ja chcę narażać bezbronną dziewczynę na zemstę Siódmych.
Dreszcz przeszedł mi po plecach, a Lucifer puścił moją dłoń i spuścił wzrok. Dobrze wiedziałam, ile kosztowała go ta decyzja. Nie potrafiłam jednak dalej siedzieć cicho. Wplotłam palce w czarne włosy Diabła. Przestało się dla mnie liczyć to, co działo się wokół. Martwiłam się o Michaela, ale bardziej bałam się, że już nigdy nie zobaczę Lucifera. Obaj bracia Gray wspólnie wywrócili mój świat do góry nogami, nie potrafiłam tak po prostu udawać, że nic się nie stało.
-Obiecaj mi, że jak to wszystko się skończy, odnajdziesz mnie -poprosiłam Diabła.
Posłał mi uśmiech, ale tym razem nie tak łobuzerski jak zwykle. Odsunęłam się od niego. Najwyraźniej tyle musi mi wystarczyć za pożegnanie. Podeszłam do Michaela i przytuliłam go.
-Żegnaj, Jess.
-Do zobaczenia, Michaelu.
Na jego twarzy zagościł ponury uśmiech. Olivier spojrzał na mnie.
-Spakuj się na kilka dni. Za pięć minut spotkamy się przy samochodzie.
Kiwnęłam głową i ruszyłam schodami w górę. Postanowiłam nie oglądać się na braci Gray. Za bardzo się bałam, że nie zdołam już zrobić ani kroku. Chwilę przed zamknięciem drzwi od piwnicy usłyszałam jeszcze chóralne "uważaj na nią". Szybko poszłam na górę i ze łzami w oczach spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, nie zapominając o zdjęciu w stłuczonej ramce. Kiedy zeszłam na dół z torbą na ramieniu, zobaczyłam w drzwiach sylwetkę Lucifera, a kilka sekund później zatrzaskujące się za nim drzwi. Nie musiałam długo czekać na Olivera. Chłopak wziął ode mnie torbę i zaprowadził do samochodu. Poczułam nieprzyjemne ukłucie w sercu. Czy tak miał wyglądać koniec mojej historii z braćmi Gray? Mogłam mieć tylko nadzieję, że nie.
-Och, to wy -zaczął Michael, siedząc na jednym ze starych krzeseł tam stojących.
Lucifer również usiadł, więc i ja poszłam w ich ślady. Anioł wahał się, czy zacząć rozmowę, więc jego brat postanowił mu pomóc.
-Rano byli tu Siódmi -wyszeptał.
-Jess -zwrócił się do mnie anioł, -nie wiem, ile czasu mi zostało, ale muszę cię przeprosić za wczoraj. A ciebie, bracie, za dziś rano.
-Daj spokój, przecież też wiem, jak anioły reagują na obecność Siódmych.
-Kim oni są -spytałam nagle, ale zanim dostałam odpowiedź, zadzwonił dzwonek do drzwi.
Lucifer wstał i poszedł schodami na górę. Przeniosłam swój wzrok na Michaela.
-Taka jakby policja. Złamałem zasady, manipulując tobą. Teraz zabiorą mnie do nieba.
-A potem -przerwałam mu drżącym głosem.
-Nie wiem. Może pozwolą mi wrócić.
-Ale przecież ja nie mam ci tego za złe -powiedziałam płaczliwym głosem.
Schody zatrzeszczały i pojawił się na nich Lucifer z kimś jeszcze. Dopiero po chwili rozpoznałam, że tą osobą jest Oliver. Już chciał coś powiedzieć, kiedy mnie zauważył. Wydawało mi się, że się rozzłościł.
-Musimy pogadać na osobności -powiedział, zatrzymując się w połowie schodów.
-Spokojnie, Jess wie.
-Jasne, mogłem się tego po was spodziewać -powiedział z dezaprobatą w głosie. -A więc, co oni robią w mieście?
-Przyszli po mnie.
Lucifer przysunął krzesło obok mojego i usiadł na nim. Wziął mnie za rękę. Coś mi podpowiadało, że w tej rozmowie nie ma dla mnie innej roli niż słuchacza. Na szczęście nie tylko ja wciąż milczałam.
-Co takiego im zrobiłeś?
-Zmanipulowałem człowiekiem.
Wystarczyła wymiana spojrzeń by wiedział, co się wczoraj stało między mną a Michaelem. Wyraz twarzy Olivera świadczył o tym, że spodziewał się zupełnie czegoś innego. Wziął jedno z krzeseł i usiadł na nim. Zaśmiał się krótko. Czułam, że w środku walczy sam ze sobą. Nie wiedziałam tylko o co. Chłopak oparł dłonie o uda i pokręcił głową. Stało się oczywiste, że gorączkowo nad czymś myślał. W końcu spojrzał mi w oczy. Jego spojrzenie mnie przeraziło. Poczułam się jak obiekt badawczy. Ścisnęłam dłoń Lucifera, a on posłał mi uśmiech. Poruszał wargami, mówiąc coś. Odczytałam to jako "przy mnie jesteś bezpieczna".
-Zabiorę Jess -oświadczył w końcu Oliver, -A tobie, Luciferze, radzę gdzieś dobrze się schować. Na twoim miejscu pojechałbym... hmm... dajmy na to do Compton. To dwie godziny drogi stąd. Mają tam jakąś stadninę, w której zapewne mógłbyś spędzić kilka nocy.
-Nie zostawię Jess -odparł szybko.
-Ze mną będzie bezpieczniejsza. Dziś Nate organizuje małą domówkę. Nikt nie będzie miał nic przeciwko, jeśli Jess przyjdzie, a potem przenocuje u mnie.
-Jess, zgódź się -odezwał się Michael. -Chcę, żebyś była bezpieczna.
-Ze mną też będzie -warknął Lucifer.
-Daj spokój. Uwierzę dopiero jak zabierzesz ją do piekła -powiedział z pogardą.
Przerażona spojrzałam na Lucifera.
-Spokojnie, Jess, ten kretyn tylko żartował.
-Kto tu jest kretynem? Nie ja chcę narażać bezbronną dziewczynę na zemstę Siódmych.
Dreszcz przeszedł mi po plecach, a Lucifer puścił moją dłoń i spuścił wzrok. Dobrze wiedziałam, ile kosztowała go ta decyzja. Nie potrafiłam jednak dalej siedzieć cicho. Wplotłam palce w czarne włosy Diabła. Przestało się dla mnie liczyć to, co działo się wokół. Martwiłam się o Michaela, ale bardziej bałam się, że już nigdy nie zobaczę Lucifera. Obaj bracia Gray wspólnie wywrócili mój świat do góry nogami, nie potrafiłam tak po prostu udawać, że nic się nie stało.
-Obiecaj mi, że jak to wszystko się skończy, odnajdziesz mnie -poprosiłam Diabła.
Posłał mi uśmiech, ale tym razem nie tak łobuzerski jak zwykle. Odsunęłam się od niego. Najwyraźniej tyle musi mi wystarczyć za pożegnanie. Podeszłam do Michaela i przytuliłam go.
-Żegnaj, Jess.
-Do zobaczenia, Michaelu.
Na jego twarzy zagościł ponury uśmiech. Olivier spojrzał na mnie.
-Spakuj się na kilka dni. Za pięć minut spotkamy się przy samochodzie.
Kiwnęłam głową i ruszyłam schodami w górę. Postanowiłam nie oglądać się na braci Gray. Za bardzo się bałam, że nie zdołam już zrobić ani kroku. Chwilę przed zamknięciem drzwi od piwnicy usłyszałam jeszcze chóralne "uważaj na nią". Szybko poszłam na górę i ze łzami w oczach spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, nie zapominając o zdjęciu w stłuczonej ramce. Kiedy zeszłam na dół z torbą na ramieniu, zobaczyłam w drzwiach sylwetkę Lucifera, a kilka sekund później zatrzaskujące się za nim drzwi. Nie musiałam długo czekać na Olivera. Chłopak wziął ode mnie torbę i zaprowadził do samochodu. Poczułam nieprzyjemne ukłucie w sercu. Czy tak miał wyglądać koniec mojej historii z braćmi Gray? Mogłam mieć tylko nadzieję, że nie.
Chóralne "uważaj na nią..."... Słodko. A w prawdziwym życiu nie byłoby nikogo, kto by się nią zainteresował. No, może jedna osoba, bo akurat była blisko i "dostępna". Jak miło.
OdpowiedzUsuńUwielbiam Twoje opowiadanie ! <3 Z niecierpliwością czekam na 2 sezon ^^
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Chelce