Zachwiałam się i przewróciłam na kolana. Nie powinnam była
tak stać na środku korytarza. Podniosłam głowę i zobaczyłam wyciągniętą w moją
stronę dłoń. Po chwili wahania skorzystałam z pomocy. Chłopak, który na mnie
wpadł, był całkiem przystojny i miał słodki dołek na brodzie.
-Przepraszam, nie powinnam tak stać na środku.
Chłopak lekko się zdziwił. Otrzepałam spodnie i znów na
niego spojrzałam, najwyraźniej uznał to za zachętę, bo zaczął mówić.
-To ja przepraszam, powinienem patrzeć dokąd biegnę –przyjrzał
mi się, po czym dodał –nie widziałem cię tu nigdy…
-Jestem nowa –powiedziałam szybko.
Kiwnął lekko głową. Spojrzałam na swój plan, by nie
przyglądać mu się zbyt natarczywie, a potem na plan szkoły. Znów musiał mnie
źle zrozumieć, bo zaoferował pomoc. Podałam mu swój plan, a on uśmiechnął się delikatnie i szybko mi go oddał.
-Chodzimy razem do klasy –wyjaśnił i zrobił minę, jakby
nagle sobie o czymś przypomniał. –Jestem Michael.
-Jessamine.
Uśmiechnął się urzekająco i ruszyliśmy korytarzem. Chłopak wyraźnie miał ochotę pogadać, ale ja wolałam milczeć. To pierwszy raz, kiedy nie
jestem w klasie z moim bratem, a na dodatek to środek pierwszej klasy. Starałam
się udawać zafascynowaną oglądaniem korytarzy, jednak tak naprawdę nie bardzo
mnie to interesowało. W każdej szkole są prawie takie same, podczas lekcji
puste, a na przerwach zatłoczone. Rozglądałam się więc naokoło, wciąż czując
na sobie jego spojrzenie.
-Masz jakieś rodzeństwo –zapytał kiedy doszliśmy do schodów.
-Młodszą siostrę i brata bliźniaka –odpowiedziałam automatycznie.
-Też mam bliźniaka –odpowiedział przyjaznym głosem. –Chodzi
do równoległej klasy –dodał.
-To tak jak mój.
-Skąd jesteście?
-Z Glasgow.
Mój ton był chyba nieco zbyt nie uprzejmy, bo chłopak
przestał zadawać pytania. Nie byłam przyzwyczajona do rozmów z kimkolwiek poza
moim rodzeństwem. Nikt nie chciał ze mną rozmawiać. Co innego z moim bratem, on
zawsze był tym popularnym, za którym wciąż ganiają dziewczyny. Nie było osoby,
która nie zaprosiłaby go na imprezę. Mnie nie zapraszał nikt. Nie przeszkadzało
mi to, przywykłam. W domu zazwyczaj spędzałam czas z siostrą, od kiedy mama dołączyła
do ojca i zaczęła pracować za granicą, to ja musiałam pilnować, by Rosemary odrobiła
lekcje czy powtórzyła do jakiejś klasówki. To prawda, że mogliśmy mieć wszystko,
ale szczerze mówiąc, zamiast gosposi, drogiego samochodu, czy gadżetów wolałabym,
żeby rodzice z nami mieszkali.
Nagle chłopak się zatrzymał i omal na niego nie wpadłam.
Uśmiechnął się przyjaźnie, otwierając drzwi. W klasie siedziało równo piętnaście
osób, pięć stolików po trzy osoby przy każdym i jeszcze jeden całkiem pusty z
tyłu klasy. Michael przeprosił za spóźnienie i usiadł przy nim. Ja podeszłam do
nauczycielki i dałam jej swoje wyniki nauczania. Ta podziękowała, kazała mi
usiąść na wolnym miejscu. Niezdarnie wepchnęła papiery do dziennika i wróciła
do tematu lekcji. Zgrabnie przedostałam się na swoje miejsce i usiadłam obok
jedynego znanego mi chłopaka. Położyłam przed sobą plan i patrzyłam się na
niego pusto. Po chwili Michael pokazał mi jeden z kwadracików, w którym widniał
napis "historia". Spojrzałam na tablicę, jednak ta była pusta. Kiwnęłam głową i wyjęłam z torby pusty zeszyt. Kiedy znów uniosłam wzrok, patrzył na mnie chłopak z wcześniejszej ławki.
-Jestem Matt –powiedział jak gdyby nauczycielki nie było w sali.
-Jessamine –przedstawiłam się.
-Miło mi cię poznać, jakbyś …
-Jakbyś potrzebowała kiedyś pomocy to on się poleca –dokończyła
dziewczyna siedząca obok niego, wciąż pisząc coś w zeszycie, kiedy skończyła
odwróciła się do mnie. –Jestem Alice.
Nauczycielka spojrzała w naszą stronę, ale nic nie
powiedziała. Wróciła do swojego biurka i odpaliła laptopa.
-Ona tak zawsze, już nie zwraca uwagi na to, co robimy –powiedziała
Alice prawie szeptem.
-Debra ją już do tego przyzwyczaiła –dodał Matt.
Oboje odwrócili się do przodu, a po chwili nauczycielka
zgasiła światło, by pokazać nam kilka slajdów. Po chwili Michael szturchnął
mnie delikatnie. Spojrzałam na niego, a on pokazał na dziewczynę, która
siedziała po drugiej stronie sali pod oknem. Rozmawiała nawet nie zwracając
uwagi na nauczycielkę. Zrozumiałam, że to właśnie ona musi być tą Debrą. Miała
podobne do mnie blond włosy. Nagle Matt znów odwrócił się do mnie, puszczając
mi oczko zostawił na mojej ławce liścik i wrócił do patrzenia na slajdy
nauczycielki. Powoli rozwinęłam karteczkę.
Do Jessamine i Michaela,
Po lekcjach idziemy na
pizze i może do kina, chcecie iść z nami?
Podałam liścik koledze z ławki. Dziwne, że wcześniej go nie
zaprosili, a może dopiero teraz to wymyślili. Michael napisał coś na liściku i
podał go Alice, a ona chłopakowi, którego imienia jeszcze nie znałam. Nie mógł
być zbyt zadowolony, bo rzucił Alice pełne wyrzutów spojrzenie. Wydawało mi
się, że ona nie zareagowała, ale jednak musiała coś zmienić, bo chłopak wziął
się za pisanie. Kiedy oddawał nam liścik przyglądał mi się oceniająco, mimo
tego miał ładne oczy. Odwróciłam wzrok. Spojrzałam na plan, a potem na zegarek.
Do dzwonka zostało 5 minut. Mój wzrok wrócił na kartkę. Następna była
matematyka. Ciekawe, z kim będę na niej siedzieć. Westchnęłam, mój strach znów
powrócił. Nie wiedziałam, czy mam ochotę poznawać jeszcze kogoś nowego.
Wolałabym siedzieć z Michaelem na każdej lekcji, ale to pewnie nie będzie
możliwe. Siedziałam tak patrząc w kartkę, aż do dzwonka. Kiedy chciałam zacząć
się pakować, Michael mnie powstrzymał.
-Nie ma pani od matmy, mamy zastępstwo z nią –wskazał na
nauczycielkę od historii.
Alice dokończyła coś pisać i odwróciła się do mnie. Na jej
twarzy widniał łobuzerski uśmieszek.
-Ciekawe, ile imion jesteś w stanie zapamiętać –zastanowiła się
na głos. –To jest Oliver, Jade, Nataniel, Gwendoline i Katherine.
Wskazywała kolejno na chłopaka siedzącego obok niej, trzy
osoby siedzące jeszcze ławkę wcześniej, które teraz kierowały się w naszą
stronę i dziewczynę ze środkowego rzędu, która trzymała w rękach swoje rzeczy i
rzuciła je na stół po drugiej stronie Michaela.
-Ładnie to się tak spóźniać –zapytała go, po czym zwróciła
się do mnie z uśmiechem –jestem Katherine.
-Jessamine idzie z nami na pizzę –wtrąciła Alice.
-Cool –odezwał się Jade albo Nataniel.
-Dziękuje za zaproszenie –powiedziałam trochę za cicho, co
spowodowało ich śmiech.
-Nie musisz się nas bać –odezwał się ten sam chłopak.
-Za to możesz bać się Debry –dodał Matt.
Wszyscy parsknęli głośnym śmiechem, więc i ja się zaśmiałam.
Alice usiadła na swojej ławce, to samo zrobił Matt tak, że ich ramiona się
stykały. Z drugiej strony Alice usiadła Gwendoline, zostawiając trochę więcej
przestrzeni. Na ławce Michaela usiedli Jade i Nataniel, więc ten przesunął się
bliżej mnie, jednak wciąż pozostaliśmy na krzesłach. Katherine również
usadowiła się na ławce. Za to Oliver wyszedł z lekko obrażoną miną. Widząc to
Alice dała Mattowi kuksańca w bok, ten po zrozumieniu aluzji poszedł do
uciekiniera.
-Nie wiem, co go dzisiaj ugryzło –powiedziała Alice, jednak
niezbyt przekonująco.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz