Doszłam do wniosku, że czas już pchnąć akcję do przodu. Chyba już kojarzycie bohaterów, więc pora byście zaczęli poznawać ich historię, a nie plan lekcji. Przepraszam, że pozwoliłam sobie na aż tyle opisów - od zawsze mam problem z ograniczaniem ich ilości. Próbowałam się ograniczać, ale nawet chcąc pchnąć akcję bardziej do przodu, częściej niż dialogów używam opisów. Mogę mieć tylko nadzieję, że Wam to nie przeszkadza.
Miłego czytania,
xoxo Rose
Ładne imię
Miłego czytania,
xoxo Rose
Ładne imię
Chwilę po wyjściu Alice położyłam się do łóżka i zgasiłam
lampkę nocną. Cieszyłam się z tak późnej godziny, bo przynajmniej nie było jak
zadzwonić do szkoły baletowej, w końcu o tej porze z pewnością nikogo już tam
nie było. Miałam ochotę z kimś porozmawiać, ale nie miałam pojęcia z kim. Po
chwili do pokoju weszła moja młodsza siostra.
-Śpisz już, Jess?
-Nie, nie. Chodź tu moja mała.
-Wiesz, że nie jestem mała –powiedziała oburzona.
-Tak wiem, Rose, w końcu masz już prawie 13 lat.
-No właśnie –powiedziała dumna. –Jess, kim była ta
dziewczyna?
-Moja koleżanka z klasy, przyszła pomóc mi z pracą domową.
Rosemary pokiwała głową zadowolona z mojej odpowiedzi.
Usiadła na brzegu mojego łóżka i przyglądała mi się. Po ciemku wyglądała na
znacznie starszą. Cienie na jej twarzy sprawiały, ze jej twarzy wydawała się
być smuklejsza. Czasem żałowałam, że jesteśmy od siebie tak różne. Teraz jedyną
rzeczą, z której byłam zadowolona, były różnice między nami i naszymi rodzicami.
Podparłam się na łokciach, by lepiej ją widzieć, ona także mi się przyglądała.
-Jess? Mogłabym urządzić tutaj urodziny?
-Jasne –powiedziałam z uśmiechem.
-Upiekłabyś swoje muffinki?
-Jeśli tylko chcesz.
-Chcę –powiedziała i powoli skierowała się do wyjścia.
–Dzięki, Jess.
-Podziękujesz po udanym przyjęciu –powiedziałam i się
zaśmiałam, a ze mną i Rosemary.
-Dobranoc, Jess.
-Dobranoc, Rose.
Przyłożyłam głowę do poduszki i od razu usnęłam. Nic mi się
nie śniło. To dobrze, bo nie lubię swoich snów. Są zbyt realistyczne. Raz mi
się śniło, że dostałam jedynkę z matmy i aż do śniadania naprawdę w to
wierzyłam. Dobrze, że jednak dostałam wtedy piątkę. Kiedy rano spojrzałam na
zegarek, była za pięć szósta. Powoli wstałam i wyłączyłam budzik w telefonie.
Wzięłam z krzesła naszykowane poprzedniego wieczora ubrania, w których skład
wchodziły szare jeansy, białe polo z logiem szkoły i czarny sweterek. Wślizgnęłam
się do łazienki. Upięłam włosy w luźny kok. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam
się. Po cichu poszłam do kuchni, by zrobić rodzeństwu śniadanie. Po kilku
minutach na stole stał duży talerz pełen kolorowych, od warzyw i ziół, kanapek.
Zawołałam rodzeństwo, stawiając obok kanapek dzbanek soku pomarańczowego. Kiedy
się wyprostowałam zobaczyłam uśmiechniętą Rosemary, a tuż za nią szedł jeszcze
lekko zaspany mój brat. Usiedliśmy, nie odzywając się do siebie. Cisza trwała do
końca śniadania, kiedy to przerwała ją moja młodsza siostra.
-Nie wiem, co założyć do mundurka.
Poszłam za nią do jej małego królestwa, a mój brat skoczył
do łazienki. Wybrałam mojej siostrze
grube białe rajstopy poprzecinane poziomymi, granatowymi pasami. Pasowały do
marynarskiego wyglądu całego mundurka. Oprócz nich wyjęłam z jej szafy
granatowy sweterek. Przez chwilę patrzyłam na swoją szyję, w końcu sięgnęłam
pod włosy i zdjęłam złoty wisiorek przedstawiający ster. Kiedy założyłam go na
szyję mojej siostrze, ta nie mogła w to uwierzyć. Bardzo rzadko go zdejmowałam,
często nawet z nim ćwiczyłam, choć nie było to zbyt wygodne. Prawie zawsze
schowany był pod ubraniem, ale mimo tego moje rodzeństwo wiedziało, że tam
jest.
-Od dziś należy do ciebie –oznajmiłam zadowolona.
Nie byłam zbyt sentymentalna. Ten wisiorek i moje książki
były wyjątkami. Wczorajszy wieczór z Alice podobał mi się. Będąc wciąż taka
sama, mogę tylko pomarzyć o powtórce. Czas się zmienić, a oddanie wisiorka
siostrze to chyba dobry pierwszy krok. Nie mówiąc już nic więcej, zostawiłam
Rosemary samą, by mogła w spokoju się spakować. Wyszłam na korytarz i
zobaczyłam mojego brata ubranego bardzo podobnie do mnie samej. On również miał
szare spodnie i białą koszulkę z logo szkoły. Dobrze, że przynajmniej buty
będziemy mieli różne. Zaśmiałam się do siebie. Wróciłam do łazienki i szybko
umyłam zęby. Nałożyłam tusz na rzęsy, a usta ozdobiłam lekko świecącym błyszczykiem
o wymownej nazwie „Einstein”. Moja mama przysłała mi go z jakiejś konferencji w
stolicy Polski albo gdzieś tam indziej. Miałam tak dużo kosmetyków od niej, że
ciężko mi było spamiętać. Na komputerze miałam ich listę z przypisem skąd jest,
bym w razie czego wiedziała kiedy i o co poprosić mamę. Kiedy wyszłam do
przedpokoju, moje rodzeństwo już tam stało. Rosemary szukała czegoś w
szufladzie, a Alexander szarpał się z butem. Zwinnie przecisnęłam się między
nimi. Oparłam się o ścianę i wsunęłam na stopy czarne botki, ubrałam płaszcz
tego samego koloru, a na szyi owinęłam długi szary szalik. Podniosłam z ziemi
torbę i worek ze strojem na wf. Po chwili wszyscy w trójkę byliśmy przy
samochodzie. Rosemary zajęła miejsce z tyłu, a obok niej znalazły się rzeczy moje
i Alexandra. Oboje usiedliśmy z przodu, z przyczyn oczywistych to on prowadził.
-Wiesz, Jess, powinnaś zrobić sobie prawko –zaczął, odpalając
auto.
-Wiem, też tak myślę. Muszę zapisać się na jakiś kurs.
Oczy mojego rodzeństwa skierowały się na mnie. Nie takiej
spodziewali się odpowiedzi. Pora zmienić wszystko. Uśmiechnęłam się delikatnie
w odpowiedzi na ich wielkie jak spodki oczy. W milczeniu dojechaliśmy do szkoły
Rosemary, gdzie odezwaliśmy się tylko kilkoma słowami sprowadzającymi się do
„miłego dnia”. Po chwili Alexander już nie wytrzymał.
-Zmieniłaś się, Jess –oświadczył coś, co dla mnie było już
oczywiste. –Najpierw klub muzyczny, potem zaprosiłaś Alice, śmiałaś się przy
kimś innym niż my, rano oddałaś Rose swój wisiorek, a teraz jeszcze to. Co się
stało?
-Wiesz, Alex, ja po prostu nie chcę, żeby wszystko było jak
dawniej. To mnie męczyło. Chcę mieć przyjaciół. Jeśli nie będę miała ich tu to
trudno, pewnie i tak niedługo się przeprowadzimy.
W moich ostatnich słowach było słychać żal, ale Alexander
nie skomentował tego, prawdę powiedziawszy, nie skomentował niczego. Spojrzałam
w boczne lusterko i poprawiłam włosy. Resztę drogi spędziłam wyglądając tęskno
za okno.
Na parkingu dla uczniów stało tylko kilka samochodów.
Najwyraźniej byliśmy dużo za wcześnie. Spojrzałam na zegarek, do lekcji było
jeszcze 25 minut. Wysiadłam, trochę się ociągając. Zarzuciłam torbę na ramię, a
w rękę wzięłam worek z rzeczami na wf. Musieliśmy jeszcze na chwilę wstąpić do
sekretariatu po kody do szafek, bo wczoraj zapomnieliśmy o nie poprosić.
Szliśmy w milczeniu prawie pustym korytarzem. Nikt nie zwracał na nas uwagi.
Alexander zapukał i wszedł, a ja zostałam, opierając się o ścianę. Kiedy wrócił, wręczył mi karteczkę z numerem szafki i kodem. Szybko znalazłam swoją szafkę, a
mój brat poszedł dalej szukać swojej, rzucając przez ramię „Miłego dnia, siostro”. Zdjęłam kurtkę i powiesiłam ją na wieszaczku. Do jednego z jej
rękawów włożyłam szalik. Z torby wyjęłam czarne Conversy i przebrałam buty.
Książki poukładałam równo w szafce i uśmiechnęłam się, zamykając ją.
Przestraszyłam się, widząc że ktoś stoi obok. Chłopak popatrzył na mnie
rozbawiony.
-Cześć, Jess –przywitał się.
-Cześć, nieznajomy –odpowiedziałam.
-Jestem Lucifer –przedstawił się.
Przekrzywiłam lekko głowę, zastanawiając się, czy sobie
żartuje, jednak jego twarz pozostała całkiem poważna. Popatrzyłam mu w oczy,
które były niezwykle głębokie. Chłopak uśmiechnął się do mnie, wyraźnie czekając, aż coś powiem.
-Ładne imię.
-Twoje też –odpowiedział szybko.
Dygnęłam delikatnie, chcąc podziękować, a on tylko się
zaśmiał. Cóż, przyzwyczajenie z baletu. Puściłam mu pytające spojrzenie.
-Trochę dziwny sposób dziękowania, ale mój brat miał rację mówiąc, że jesteś całkiem urocza.
Chłopak podniósł z ziemi rzeczy i odszedł, nie mówiąc nic
więcej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz