poniedziałek, 10 czerwca 2013

Odcinek 5

Cześć,

Doszłam do wniosku, że czas już pchnąć akcję do przodu. Chyba już kojarzycie bohaterów, więc pora byście zaczęli poznawać ich historię, a nie plan lekcji. Przepraszam, że pozwoliłam sobie na aż tyle opisów - od zawsze mam problem z ograniczaniem ich ilości. Próbowałam się ograniczać, ale nawet chcąc pchnąć akcję bardziej do przodu, częściej niż dialogów używam opisów. Mogę mieć tylko nadzieję, że Wam to nie przeszkadza.

Miłego czytania,
xoxo Rose


Ładne imię

Chwilę po wyjściu Alice położyłam się do łóżka i zgasiłam lampkę nocną. Cieszyłam się z tak późnej godziny, bo przynajmniej nie było jak zadzwonić do szkoły baletowej, w końcu o tej porze z pewnością nikogo już tam nie było. Miałam ochotę z kimś porozmawiać, ale nie miałam pojęcia z kim. Po chwili do pokoju weszła moja młodsza siostra.

-Śpisz już, Jess?

-Nie, nie. Chodź tu moja mała.

-Wiesz, że nie jestem mała –powiedziała oburzona.

-Tak wiem, Rose, w końcu masz już prawie 13 lat.

-No właśnie –powiedziała dumna. –Jess, kim była ta dziewczyna?

-Moja koleżanka z klasy, przyszła pomóc mi z pracą domową.

Rosemary pokiwała głową zadowolona z mojej odpowiedzi. Usiadła na brzegu mojego łóżka i przyglądała mi się. Po ciemku wyglądała na znacznie starszą. Cienie na jej twarzy sprawiały, ze jej twarzy wydawała się być smuklejsza. Czasem żałowałam, że jesteśmy od siebie tak różne. Teraz jedyną rzeczą, z której byłam zadowolona, były różnice między nami i naszymi rodzicami. Podparłam się na łokciach, by lepiej ją widzieć, ona także mi się przyglądała.

-Jess? Mogłabym urządzić tutaj urodziny?

-Jasne –powiedziałam z uśmiechem.

-Upiekłabyś swoje muffinki?

-Jeśli tylko chcesz.

-Chcę –powiedziała i powoli skierowała się do wyjścia. –Dzięki, Jess.

-Podziękujesz po udanym przyjęciu –powiedziałam i się zaśmiałam, a ze mną i Rosemary.

-Dobranoc, Jess.

-Dobranoc, Rose.

Przyłożyłam głowę do poduszki i od razu usnęłam. Nic mi się nie śniło. To dobrze, bo nie lubię swoich snów. Są zbyt realistyczne. Raz mi się śniło, że dostałam jedynkę z matmy i aż do śniadania naprawdę w to wierzyłam. Dobrze, że jednak dostałam wtedy piątkę. Kiedy rano spojrzałam na zegarek, była za pięć szósta. Powoli wstałam i wyłączyłam budzik w telefonie. Wzięłam z krzesła naszykowane poprzedniego wieczora ubrania, w których skład wchodziły szare jeansy, białe polo z logiem szkoły i czarny sweterek. Wślizgnęłam się do łazienki. Upięłam włosy w luźny kok. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się. Po cichu poszłam do kuchni, by zrobić rodzeństwu śniadanie. Po kilku minutach na stole stał duży talerz pełen kolorowych, od warzyw i ziół, kanapek. Zawołałam rodzeństwo, stawiając obok kanapek dzbanek soku pomarańczowego. Kiedy się wyprostowałam zobaczyłam uśmiechniętą Rosemary, a tuż za nią szedł jeszcze lekko zaspany mój brat. Usiedliśmy, nie odzywając się do siebie. Cisza trwała do końca śniadania, kiedy to przerwała ją moja młodsza siostra.

-Nie wiem, co założyć do mundurka.

Poszłam za nią do jej małego królestwa, a mój brat skoczył do łazienki.  Wybrałam mojej siostrze grube białe rajstopy poprzecinane poziomymi, granatowymi pasami. Pasowały do marynarskiego wyglądu całego mundurka. Oprócz nich wyjęłam z jej szafy granatowy sweterek. Przez chwilę patrzyłam na swoją szyję, w końcu sięgnęłam pod włosy i zdjęłam złoty wisiorek przedstawiający ster. Kiedy założyłam go na szyję mojej siostrze, ta nie mogła w to uwierzyć. Bardzo rzadko go zdejmowałam, często nawet z nim ćwiczyłam, choć nie było to zbyt wygodne. Prawie zawsze schowany był pod ubraniem, ale mimo tego moje rodzeństwo wiedziało, że tam jest.

-Od dziś należy do ciebie –oznajmiłam zadowolona.

Nie byłam zbyt sentymentalna. Ten wisiorek i moje książki były wyjątkami. Wczorajszy wieczór z Alice podobał mi się. Będąc wciąż taka sama, mogę tylko pomarzyć o powtórce. Czas się zmienić, a oddanie wisiorka siostrze to chyba dobry pierwszy krok. Nie mówiąc już nic więcej, zostawiłam Rosemary samą, by mogła w spokoju się spakować. Wyszłam na korytarz i zobaczyłam mojego brata ubranego bardzo podobnie do mnie samej. On również miał szare spodnie i białą koszulkę z logo szkoły. Dobrze, że przynajmniej buty będziemy mieli różne. Zaśmiałam się do siebie. Wróciłam do łazienki i szybko umyłam zęby. Nałożyłam tusz na rzęsy, a usta ozdobiłam lekko świecącym błyszczykiem o wymownej nazwie „Einstein”. Moja mama przysłała mi go z jakiejś konferencji w stolicy Polski albo gdzieś tam indziej. Miałam tak dużo kosmetyków od niej, że ciężko mi było spamiętać. Na komputerze miałam ich listę z przypisem skąd jest, bym w razie czego wiedziała kiedy i o co poprosić mamę. Kiedy wyszłam do przedpokoju, moje rodzeństwo już tam stało. Rosemary szukała czegoś w szufladzie, a Alexander szarpał się z butem. Zwinnie przecisnęłam się między nimi. Oparłam się o ścianę i wsunęłam na stopy czarne botki, ubrałam płaszcz tego samego koloru, a na szyi owinęłam długi szary szalik. Podniosłam z ziemi torbę i worek ze strojem na wf. Po chwili wszyscy w trójkę byliśmy przy samochodzie. Rosemary zajęła miejsce z tyłu, a obok niej znalazły się rzeczy moje i Alexandra. Oboje usiedliśmy z przodu, z przyczyn oczywistych to on prowadził.

-Wiesz, Jess, powinnaś zrobić sobie prawko –zaczął, odpalając auto.

-Wiem, też tak myślę. Muszę zapisać się na jakiś kurs.

Oczy mojego rodzeństwa skierowały się na mnie. Nie takiej spodziewali się odpowiedzi. Pora zmienić wszystko. Uśmiechnęłam się delikatnie w odpowiedzi na ich wielkie jak spodki oczy. W milczeniu dojechaliśmy do szkoły Rosemary, gdzie odezwaliśmy się tylko kilkoma słowami sprowadzającymi się do „miłego dnia”. Po chwili Alexander już nie wytrzymał.

-Zmieniłaś się, Jess –oświadczył coś, co dla mnie było już oczywiste. –Najpierw klub muzyczny, potem zaprosiłaś Alice, śmiałaś się przy kimś innym niż my, rano oddałaś Rose swój wisiorek, a teraz jeszcze to. Co się stało?

-Wiesz, Alex, ja po prostu nie chcę, żeby wszystko było jak dawniej. To mnie męczyło. Chcę mieć przyjaciół. Jeśli nie będę miała ich tu to trudno, pewnie i tak niedługo się przeprowadzimy.

W moich ostatnich słowach było słychać żal, ale Alexander nie skomentował tego, prawdę powiedziawszy, nie skomentował niczego. Spojrzałam w boczne lusterko i poprawiłam włosy. Resztę drogi spędziłam wyglądając tęskno za okno.

Na parkingu dla uczniów stało tylko kilka samochodów. Najwyraźniej byliśmy dużo za wcześnie. Spojrzałam na zegarek, do lekcji było jeszcze 25 minut. Wysiadłam, trochę się ociągając. Zarzuciłam torbę na ramię, a w rękę wzięłam worek z rzeczami na wf. Musieliśmy jeszcze na chwilę wstąpić do sekretariatu po kody do szafek, bo wczoraj zapomnieliśmy o nie poprosić. Szliśmy w milczeniu prawie pustym korytarzem. Nikt nie zwracał na nas uwagi. Alexander zapukał i wszedł, a ja zostałam, opierając się o ścianę. Kiedy wrócił, wręczył mi karteczkę z numerem szafki i kodem. Szybko znalazłam swoją szafkę, a mój brat poszedł dalej szukać swojej, rzucając przez ramię „Miłego dnia, siostro”. Zdjęłam kurtkę i powiesiłam ją na wieszaczku. Do jednego z jej rękawów włożyłam szalik. Z torby wyjęłam czarne Conversy i przebrałam buty. Książki poukładałam równo w szafce i uśmiechnęłam się, zamykając ją. Przestraszyłam się, widząc że ktoś stoi obok. Chłopak popatrzył na mnie rozbawiony.

-Cześć, Jess –przywitał się.

-Cześć, nieznajomy –odpowiedziałam.

-Jestem Lucifer –przedstawił się.

Przekrzywiłam lekko głowę, zastanawiając się, czy sobie żartuje, jednak jego twarz pozostała całkiem poważna. Popatrzyłam mu w oczy, które były niezwykle głębokie. Chłopak uśmiechnął się do mnie, wyraźnie czekając, aż coś powiem.

-Ładne imię.

-Twoje też –odpowiedział szybko.

Dygnęłam delikatnie, chcąc podziękować, a on tylko się zaśmiał. Cóż, przyzwyczajenie z baletu. Puściłam mu pytające spojrzenie.

-Trochę dziwny sposób dziękowania, ale mój brat miał rację mówiąc, że jesteś całkiem urocza.

Chłopak podniósł z ziemi rzeczy i odszedł, nie mówiąc nic więcej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz