Wybieram klub muzyczny
Weszłyśmy do sali po dzwonku. Martwiły mnie dwie rzeczy. Pierwsza, nigdzie nie było Michaela, jedynej osoba, która nic ode mnie nie chciała. On nie kazał mi wybierać. Może powinnam dodać "jeszcze"? Oby nie. Druga, czułam się tu bardzo nieswojo. Pracownia chemiczna była laboratorium, a nie klasą jak każda inna jak w mojej starej szkole w Glasgow. Na środku równolegle do siebie stały dwa długie marmurowe stoły, po dziewięć stołków przy każdym. Alice szybko zajęła swoje miejsce i z ulgą odkryłam, że obok niej, na końcu jednego ze stołów, są jeszcze dwa wolne miejsca. Oznaczało to, że jedno z nich jest zazwyczaj zajęte przez Michaela, czyli i na tej lekcji będę mogła koło niego siedzieć. Z nieznanych mi powodów ten fakt przyniósł mi ulgę. Chciałam podejść do nauczycielki, ale ta machnęła ręką bym usiadła. Kiedy Alice otworzyła podręcznik, odkryłam, że już przerobiłam ten dział. Wyjęłam zeszyt i wzięłam do ręki długopis. Postanowiłam się nie odzywać. Przynajmniej dostanę dobrą ocenę na sam początek. Uśmiechnęłam się do siebie.
Weszłyśmy do sali po dzwonku. Martwiły mnie dwie rzeczy. Pierwsza, nigdzie nie było Michaela, jedynej osoba, która nic ode mnie nie chciała. On nie kazał mi wybierać. Może powinnam dodać "jeszcze"? Oby nie. Druga, czułam się tu bardzo nieswojo. Pracownia chemiczna była laboratorium, a nie klasą jak każda inna jak w mojej starej szkole w Glasgow. Na środku równolegle do siebie stały dwa długie marmurowe stoły, po dziewięć stołków przy każdym. Alice szybko zajęła swoje miejsce i z ulgą odkryłam, że obok niej, na końcu jednego ze stołów, są jeszcze dwa wolne miejsca. Oznaczało to, że jedno z nich jest zazwyczaj zajęte przez Michaela, czyli i na tej lekcji będę mogła koło niego siedzieć. Z nieznanych mi powodów ten fakt przyniósł mi ulgę. Chciałam podejść do nauczycielki, ale ta machnęła ręką bym usiadła. Kiedy Alice otworzyła podręcznik, odkryłam, że już przerobiłam ten dział. Wyjęłam zeszyt i wzięłam do ręki długopis. Postanowiłam się nie odzywać. Przynajmniej dostanę dobrą ocenę na sam początek. Uśmiechnęłam się do siebie.
Resztę lekcji udawałam, że notuję. Alice cały czas patrzyła
na Matta, a on na nią. Między nimi z całą pewnością było coś więcej niż tylko
przyjaźń. Inne osoby z mojej ławki nie robiły nic niezwykłego. Zaskoczyło mnie
zachowanie Debry, bo było zupełnym przeciwieństwem tego, które
miałam okazję zobaczyć na historii.
Na przerwie dowiedziałam się, że kolejna lekcja to wf, a jako że
nie miałam stroju, pożegnałam się z nowymi znajomymi i zaczęłam szukać swojego brata.
Właściwie to miałam nadzieję na spotkanie z Michaelem, ale nigdzie go nie było.
No tak, przecież ludzie mają swoje sprawy. Po chwili znalazłam Alexandra, a
właściwie to on znalazł mnie. Byłam tak zamyślona, że go minęłam, na szczęście
on złapał mnie za łokieć.
-Och Alexander, wreszcie cię znalazłam –wypaliłam.
-Wiesz, nie wyglądało jakbyś mnie szukała, ale jak chcesz.
-Kiedy kończysz?
-Właściwie to za godzinę, ale nie mam po co iść na wf bez
stroju.
-To my mamy wf razem?
-Najwyraźniej –powiedział i wzruszył ramionami. –To jak, do
sekretariatu i do domu?
Zadowolona pokiwałam głową. Już nie opierałam się tak bardzo
przed pójściem tam. Alexander nie był tym zdziwiony, w końcu odstawiałam takie
cyrki za każdym razem, czyli mniej więcej co roku. Chyba powinnam na poważnie
rozważyć oduczenie się tego, muszę go strasznie męczyć. Zapukałam i tym razem
to ja weszłam pierwsza, a on pewnym krokiem za mną.
-Witam ponownie –powiedziała i od razu położyła przed nami
jakąś kartkę. –Przejrzyjcie listę i dołączcie do jakiegoś klubu.
Moje oczy zrobiły się większe. Lekko trzęsącą się ręką
podniosłam kartkę, a mój brat spoglądał mi przez ramię.
„Szkolne kluby:
Aktorski
Literacki
Muzyczny
Myśli politycznej
Przyrodniczy
Roboklub
Sportowy
Wolontariat”
-Ja zdecyduję się na klub sportowy –powiedział mój brat
zdecydowanie.
-Żeby dołączyć do klubu muzycznego trzeba umieć na
czymś grać?
-Można śpiewać lub po prostu pomagać im w organizacji –wyjaśniła
sekretarka.
-To ja wybieram klub muzyczny.
Teraz to oczy mojego brata zrobiły się jakby większe. Jak
tylko wyszliśmy powiedział, że nie spodziewałby się tego po mnie, ale ja nic nie
odpowiedziałam. To jedyny klub, z którego łatwo będzie się zwalniać, bo
przecież z zachrypniętym gardłem śpiewać nie będę mogła, a pani za pewne nawet
nie będzie chciała mnie słuchać. Szybkim krokiem podeszliśmy najpierw do szatni
po kurtki, a potem prosto do samochodu mojego brata, który został zaparkowany
przed szkołą. Mój brat miał prawo jazdy już prawie rok, rodzice starali się
namówić i mnie, ale im się nie udało. Teraz trochę tego żałowałam. Powinnam je
sobie zrobić, w końcu nie mogę wciąż prosić brata, by mnie wszędzie woził.
-I jak, Jess, znalazłaś już sobie szkołę baletową –zapytał mój
brat przerywając przyjemną ciszę.
-Jeszcze nie, popytam jutro znajomych.
-Och, to ty masz znajomych?
Zaśmiałam się, a potem i on. Chyba cieszył się z tego faktu
nawet bardziej niż ja. Droga zajęła nam nieco ponad dwadzieścia minut.
Alexander wjechał na podziemny parking i zostawił samochód na miejscu o numerze
12, właściwie na jednym z dwóch miejsc o tym numerze. Wynikało to z faktu, że
do każdego mieszkania należy dwa miejsca. Podeszliśmy do windy i wjechaliśmy na
jedenaste piętro. Weszliśmy do środka mieszkania z tym samym numerem, co miejsce
parkingowe. Rodzice wynajęli dla nas ośmiopokojowy apartament. Niestety nie był
za grosz przytulny. Wolałabym małe mieszkanko, w którym czułabym się jak u siebie,
a nie wielki apartament przypominający hotel. Jednak miał on kilka ważnych
plusów. Po pierwsze był on pełen światła. W salonie cała ściana była przeszklona
i siedząc na fotelu można było podziwiać panoramę Londynu co było drugim
plusem. Trzecim była możliwość przenocowania kogoś znajomego, bo jedna z czterech
sypialni siłą rzeczy pozostała wolna. Nie było w niej nawet rzeczy naszych
rodziców, chodź podobno tu mieszkali. Czwartym bardzo nowoczesny sprzęt, a
piątym dwa miejsca parkingowe. Rzuciłam torbę na ziemię, a chwilę później obok
niej znalazł się plecak mojego brata. Zdjęliśmy kurtki i buty. Alexander przeszedł
się po domu, a potem wykręcił jakiś numer. Dzwonił do naszej młodszej siostry,
która najwyraźniej jeszcze nie wróciła. Zawsze to robił po przeprowadzce. Bał
się, że się zgubi i do nas nie zadzwoni. Chyba zapomniał, że nie jest już
ośmioletnią dziewczynką. Czasem zachowywała się poważniej niż ja, choć ciężko
w to uwierzyć - bądź co bądź między nami są aż cztery lata różnicy. Skierowałam
się do kuchni, która właściwie była częścią salonu i wstawiłam wodę na makaron.
Mogliśmy coś zamówić, ale postanowiliśmy, że lepiej będzie jak od samego
początku podzielimy się tym obowiązkiem i nie będziemy pokazywać Rosemary, jak
można ułatwiać sobie życie zamawiając jedzenie. Ustaliliśmy zmieniać się co tydzień.
Pierwszy losowo wypadł na mnie. Po chwili mój brat wszedł do salonu.
-Jess, czemu klub muzyczny?
-Bo lubię śpiewać.
-Tak, to wiem, w końcu co wieczór, kiedy jesteś pod prysznicem, z Rosemary mamy darmowy koncert. Wiesz, może to nie taki zły wybór. A co do
Rosemary to pojadę po nią. Kończy zajęcia za niecałą godzinę.
-Och to nawet lepiej –powiedziałam wyłączając wodę. –Obiad
będzie na was czekał.
-Dzięki, siostro –powiedział i puścił mi oczko. –Wiesz,
cieszę się, że masz jakiś znajomych.
-Tak, ja też –odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz