poniedziałek, 3 czerwca 2013

Odcinek 2

Więcej ludzi

Przerwa szybko się skończyła, a Matt i Oliver nie wrócili. Michael nie był zbyt zadowolony z tego powodu. Postanowiłam choć na chwilę odciągnąć jego myśli od tej dwójki, więc zaczęłam pytać po kolei o imiona całej klasy, a on cierpliwie mi wszystkich wymieniał. Katherine nie była zbyt zadowolona z faktu, że mój, to znaczy nasz, kolega z ławki rozmawia tylko ze mną. Nie przeszkadzało mi to – przyzwyczaiłam się do niezbyt przychylnych spojrzeń, choć za każdym razem gdy zmieniałam szkołę, miałam nadzieję, że wszystko się zmieni. Niestety pozostawało takie samo. To nie chodziło o nich, a o mnie. Powinnam zmienić swoje nastawienie, jeżeli chcę, by coś się zmieniło, jednak nie potrafię. Chciałabym, żeby to wszystko było łatwiejsze.

Nagle drzwi do klasy się otworzyły. Oliver wszedł sam. Po chwili zauważyłam, że ma siniaka pod okiem. Nie spojrzał ani na mnie, ani na Michaela - jego wzrok wbił się w Alice. Coś było nie tak, a może wcale nie? Nikt nie wyglądał na zdziwionego. Dziwnie się czuję wśród tylu nowych ludzi. Michael wyglądał na skupionego, więc postanowiłam się nie odzywać. Chyba słuchał tego, co Oliver mówił do Alice. Zaczęłam bazgrać coś w zeszycie. Nie podobało mi się to, gdzie byłam. Wolałam starą szkołę. Chociaż może wcale nie... Przynajmniej byłam w niej jedną z trzydziestu, szarą myszką siedzącą z tyłu klasy z przeciętnymi ocenami. Nikt nigdy mnie o nic nie prosił i to mi się podobało. Przychodziłam do szkoły i z niej wychodziłam, nie zamieniając z nikim ani słowa, nawet nauczyciele przestali wołać mnie do tablicy, może dlatego, że im nie przeszkadzałam, a może dlatego, że i tak znałam odpowiedzi. Lubiłam tamto życie, było ciągle takie samo. Początki w nowym miejscu zawsze są trudne, ale te są wyjątkowo dziwne. Nigdy nie widziałam tak podzielonej klasy, a na dodatek już udało mi się wplątać w jedną z tych grupek. Chciałabym się wycofać, ale już chyba za późno.

Nie, nie jest za późno, nigdy nie jest za późno. Gdybym tylko naprawdę chciała. Wtedy czułam się samotna, a teraz chciałabym cofnąć czas. Ludzie boję się nieznanego. Chyba powinnam być odważniejsza. Alice podniosła się tak nagle, a aż podskoczyłam wystraszona. Nie ma to jak dobry początek bycia odważniejszą. Dziewczyna podeszła do nauczycielki, coś jej powiedziała i opuściła salę. Oliver przesunął się na miejsce Matta i odwrócił się do mnie przodem.

-Wyglądasz na przestraszoną –zaczął. –Wiesz, powinnaś się przyzwyczaić i mu za to podziękować –powiedział wskazując na Michaela. –W końcu to jego brat zaczął bójkę –dodał oskarżycielskim tonem. –Nie wiem, po co Alice go zaprosiła, jeżeli …

-Nie pójdę, o to się nie martw, doskonale wiem, co o mnie myślisz –przerwał mu mój kolega z ławki.

Oliver uśmiechnął się delikatnie i już miał wrócić na swoje miejsce, ale zatrzymał się w połowie ruchu jakby nagle sobie o czymś bardzo ważnym przypomniał.

-Ale wiesz, Jess, ty zawsze będziesz mile widziana –po raz pierwszy ktoś skrócił moje imię.

-Nie mogę przyjść. Nie dzisiaj, dopiero się przeprowadziliśmy i mam jeszcze parę spraw do załatwienia –skłamałam.

Bałam się dołączać do którejkolwiek z grupek. Przynajmniej nie na razie. Pójście z nimi na pizzę właśnie to by oznaczało, stałabym się jedną z nich, a przecież nawet ich nie znałam. Spojrzałam na tablicę i zaczęłam notować. Zdziwiony Oliver wrócił na swoje miejsce, a Michael odrobinę posmutniał, ale po chwili zagadała go Katherine. Dzwonek zadzwonił niespodziewanie szybko. Spakowałam swoje rzeczy, a kiedy chciałam zapytać Michaela, gdzie mamy następną lekcję, jego już nie było. Westchnęłam i rozejrzałam się wokoło. Wszyscy już wyszli. Podeszłam do nauczycielki i poprosiłam o pomoc w odnalezieniu odpowiedniej sali. Po drodze minęłam się z bratem, który, tak jak myślałam, znalazł już sobie przyjaciół. Uśmiechnęłam się delikatnie i wtedy podeszła do mnie Debra.

-Podoba ci się –zapytała z chytrym uśmieszkiem.

-Nie, to mój brat –wyjaśniłam.

-Przecież wiem, tylko żartowałam –zaśmiała się uroczo. -jestem Debra, a to Suzanne, Crystal i Naomi –wymieniła, wskazując dziewczyny stojące za nią, tylko jedną kojarzyłam z lekcji historii.

-Jestem Jessamine –przedstawiłam się po raz kolejny.

-Jakbyś chciała nam pomóc zaprzyjaźnić się z twoim bratem to śmiało, bo wiesz, Crystal jest bardzo nieśmiała.

Debra szturchnęła lekko dziewczynę z kolczykiem w nosie. Wszystkie zaczęły się śmiać, więc i ja się zaśmiałam. Dziewczyny spoglądały na siebie porozumiewawczo, po czym odezwała się Suzanne, dziewczyna, która na historii siedziała obok Debry.

-Wiesz, fajna jesteś, jakbyś chciała kiedyś poplotkować to śmiało wpadaj.

Wzięła moją rękę i długopisem nabazgrała mi na nadgarstku jakiś adres. Spojrzała na zegarek, a potem wszystkie odeszły w nieznanym mi kierunku. Odwróciłam się z powrotem w kierunku odpowiedniej sali. Kiedy doszłam na miejsce, Alice siedziała obok Matta, który trzymał ją za rękę. Miał lekko opuchnięty nos. Pewnie dlatego nie wrócił na lekcję. Kiedy mnie zobaczyła, poderwała się i podbiegła do mnie. Przez chwilę myślałam, że mnie stratuje, ale kiedy zobaczyła napis na ręce, od razu się zatrzymała.

-Debra –zapytała, a ja tylko pokiwałam głową. –Chodź –powiedziała stanowczo.

Rzuciłam torbę na ziemię i szybko się rozejrzałam. Nigdzie nie było Michaela. Poszłam za Alice. Okazało się, że chciała mi pokazać łazienkę. Stanęła przed szerokim lustrem, a ja obok niej, lekko zdziwiona brakiem obskurnego zapachu szkolnej toalety.

-Jesteś z nami albo z nimi. Nie możesz być obojętna. Decyduj.

Zdziwił mnie jej głos. Nie miała rozkazującego tonu, nie żądała też nic ode mnie. Po prostu to oświadczyła. Równie dobrze mogłaby powiedzieć, że wczoraj kupiła sobie nowe buty. Odruchowo spojrzałam w dół. Zasłoniłam usta, nie chcąc w takim momencie wybuchnąć śmiechem, ale okazało się to bezskuteczne. Alice zgromiła mnie wzrokiem.

-Co cię tak śmieszy?

-Mamy takie same trampki.

Dziewczyna spojrzała w dół i również zaczęła się śmiać. To był niezaprzeczalny fakt. Obie miałyśmy identyczne całkowicie czarne Conversy przed kostkę. Spojrzała na mnie i pociągnęła moją rękę w stronę zlewu.

-Jesteś z nami czy z nimi?

-Z wami –powiedziałam.

Zaczęłam zmywać długopisowy tatuaż. Czułam, że właśnie zyskałam nową przyjaciółkę. No cóż, Crystal będzie musiała sama poznać mojego brata. Swoją drogą ciekawe, o co im chodziło.


Nie chciałam wybierać, bo nie byłam na to gotowa, ale los zrobił to za mnie. Czasem chyba warto kierować się tymi małymi znakami. W końcu to wszystko i tak jest tymczasowe. Za rok, może półtorej, pewnie znów się przeprowadzimy. Muszę nauczyć się akceptować zmiany i podejmować decyzje. W końcu czasu nie da się poprosić o przerwę na myślenie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz