Przepraszam, że aż tyle musieliście czekać, ale chyba sami wiecie, co oznacza ostatni tydzień szkoły...
Pierwsza Próba
Płakałam, siedząc skulona na szpitalnej podłodze. Przede mną
stali Alexander i Michael, który był nieco zmieszany. Mój brat również nie czuł
się za dobrze, stojąc przy chłopaku, którego nie znał. Kiedy udało mi się
przełknąć łzy, poprosiłam Michaela, by zostawił nas samych. Pożegnał się, zapewniając że wszystko będzie dobrze. Kiedy tylko zniknął za rogiem, rzuciłam
się swojemu bratu na szyję, znów wybuchając płaczem. Alexander był znacznie
spokojniejszy, ale też stanowczy. Odepchnął mnie delikatnie i pociągnął za
nadgarstek w stronę samochodu. Nie odezwał się do mnie, jedynie pozwolił, bym
cały czas siedziała z podwiniętymi nogami i płakała. Kiedy tylko wróciliśmy do
domu, poszłam do pokoju. Nie potrafiłam nic zrobić. Czemu ktoś kazał mi to
oglądać? Czemu musiałam być świadkiem wypadku?
Słyszałam rozmowę telefoniczną. Padło słowo przeprowadzka.
Zaczęłam płakać jeszcze bardziej, choć właściwie bez większego powodu.
Zamknęłam oczy i zasnęłam. Kiedy się obudziłam, była już dziesiąta rano. Spałam
ponad 15 godzin. Usiadłam na podłodze, opierając się plecami o zimną ścianę. Jak
ktoś mógł zabrać kogoś tak niewinnego? Z salonu słyszałam strzępki rozmowy.
Rodzice przyjechali. Łzy napłynęły mi do oczu. Schowałam twarz w dłonie. Ktoś
otworzył drzwi do mojego pokoju, spojrzałam w tamtą stronę. Moja mama stała tam
cała ubrana w czerń.
-Chcę zostać sama –wyszeptałam.
Chciała coś powiedzieć, ale nie wiedziała co. Nie
dogadywałyśmy się. Wyszła, nie mówiąc ani słowa. Wieczorem tylko zapukała, ale
ja nie byłam w stanie nic powiedzieć. Zostawiła tackę z jedzeniem pod drzwiami.
Spędziłam w pokoju cały dzień, nic nie jedząc. Czułam się beznadziejnie. Jakby
nagle kawałek mojego życia po prostu zniknął. Było już późno. Podeszłam do
szafki przy łóżku i wzięłam do ręki ramkę ze zdjęciem. Zasnęłam, przytulając je
do piersi. Rano znów się dowiedziałam, że pod drzwiami czeka na mnie jedzenie i
że muszę coś zjeść. Zwlokłam się do drzwi, ale nie miałam odwagi ich otworzyć.
Bałam się świata. W jednej chwili go znienawidziłam. Zabrał mi moją malutką
siostrzyczkę na dzień przed jej trzynastymi urodzinami. Łzy spłynęły mi po
policzkach. Oparłam się o ścianę przy drzwiach i osunęłam się na podłogę.
Moje rozpaczanie przerwał odgłos otwieranych drzwi.
Spojrzałam w górę i zobaczyłam stojącego nade mną Michaela. Nie chciałam
niczyjego towarzystwa, ale mimo to nie byłam w stanie go wyrzucić za drzwi.
Wniósł do środka tackę z jedzeniem. Położył ją na biurku. Zamknął drzwi. W
pokoju na nowo zrobiło się ciemno, bo poprzedniego ranka, nie mogąc znieść widoku
słońca, zasłoniłam okno. Michael podszedł do niego i odsłonił kilka centymetrów, by mnie lepiej widzieć. Kucnął koło mnie.
-Powinnaś coś zjeść.
Pokręciłam przecząco głową i znów zaczęłam głośniej płakać.
Michael podniósł mnie z ziemi i położył na łóżku obok ramki. Wzięłam ją do ręki
i zacisnęłam na niej mocno palce. Usłyszałam trzask zamykanych drzwi, oznaczający że moi
rodzice właśnie wyszli. Zdenerwowana rzuciłam nią o ziemię. Michael stał
nieruchomo, a ja zerwałam się i zaczęłam pospiesznie zbierać z ziemi szkło.
Przypadkiem przecięłam sobie dłoń. Patrzyłam, jak krew ścieka na dywan. Poczułam
czyjś silny uścisk na ramieniu. Michael pociągnął mnie pospiesznie do kuchni i
zaczął szukać apteczki.
-Szafka po prawej –wyszeptałam zawstydzona.
Otworzył ją i zaczął przeglądać zawartość. A może powinnam
poszukać Rosemary? Na pewno czuje się zagubiona, tam po drugiej stronie. Tak
łatwo byłoby przedawkować. Przecież wystarczy je włożyć do ust i połknąć.
Chciałam wstać i tam iść, ale Michael przytrzymał mnie, opatrując mi rękę.
Patrzyłam na otwartą szafkę, zastanawiając się, co zadziała najszybciej. Kiedy
tylko chłopak skończył bandażować mi dłoń, podeszłam do szafki i wyjęłam
pierwsze z brzegu opakowanie. Wysypałam sobie tabletki na rękę i szybko
połknęłam, zanim chłopak ostatecznie uświadomił sobie, co zrobiłam.
-Coś ty zrobiła –zapytał krzycząc.
Spojrzałam na niego, ale nie byłam w stanie nic powiedzieć.
Wyrwał mi z dłoni pudełko, a ja wzięłam kolejne i znów połknęłam kilka
tabletek.
-Przestań –powiedział.
Chciałam sięgnąć po kolejne, ale on złapał mnie za ramię i
szybko odciągnął. Obejrzał opakowania.
-Ja nie chcę dalej żyć –krzyknęłam.
Zaczęłam biec, ale potknęłam się i upadłam. Chłopak podniósł
mnie. Zamknęłam oczy, przytulając się do niego. Zaczęłam płakać. Jak dobrze byłoby móc zasnąć w jego ramionach i już nigdy się nie obudzić. Czułam, że chłopak gdzieś mnie niesie, jednak nie miałam ochoty wiedzieć gdzie.
Kiedy otworzyłam oczy, Michael stał przed windą. Postawił mnie na ziemię i
nacisnął przycisk. Drzwi otworzyły się natychmiast. Pociągnął mnie za
nadgarstek. Zdziwiła mnie jego delikatność. Czego chłopak by nie zrobił, nigdy
nie był przy tym agresywny. Szkoda, że nie wiedział, jak bardzo to doceniałam.
-Co ty wyprawiasz –zapytał ze spokojnym wzrokiem, kiedy drzwi
się zamknęły.
-Chcę umrzeć.
-Czemu –odpowiedział zdziwiony.
-Po prostu.
Nie miałam ochoty się zwierzać. Poza tym nawet go nie
znałam. Drzwi otworzyły się, a chłopak znów pociągnął mnie za sobą. Znaleźliśmy
się na parterze. Okazało się, że przed blokiem stoi zaparkowany jego samochód. Zaprowadził
mnie do niego i pomógł wsiąść, a sam zajął miejsce kierowcy.
-Gdzie mnie zabierasz?
-Na pogotowie.
-Co? Czemu?
Mój głos drżał. Spróbowałam otworzyć drzwi, ale chłopak
zablokował je. No pięknie. Nie lubiłam lekarzy od dziecka. Nie miałam z nimi
ani jednego dobrego wspomnienia. Szpital zawsze kojarzył mi się z bólem i
samotnością.
-Jessamine, powinniśmy porozmawiać, ale nie dałaś mi wyboru.
Ruszył gwałtownie, a ja podkuliłam nogi i objęłam je rękoma.
Kiedy zatrzymaliśmy się na światłach, poczułam na sobie jego wzrok. Chciałam, by
zrobił cokolwiek, ale on nie ruszył się ani o milimetr. Za to samochód nieuchronnie
mknął do celu. Zacisnęłam powieki, chcąc by to wszystko się skończyło, ale tak
się nie stało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz