Kiedy mój brat wyszedł, wzięłam torbę i poszłam do
swojej sypialni. Położyłam ją obok biurka i zaczęłam przeglądać swoje nowe
książki. Tylko kilka było tego samego wydawnictwa, z którego korzystałam
poprzednio. Rodzeństwo wiedziało, że to ja najwięcej czytam, więc dostałam pokój
z największym regałem, który zajmował pół ściany. Na najniższej półce
postawiłam dwa kartonowe pudła pełne książek z gatunku teen romance. Lubiłam je
tak bardzo chyba tylko i wyłącznie dlatego że nigdy jeszcze nie byłam tak naprawdę
zakochana. W szkole nie rozglądałam się za chłopcami, po prostu mnie nie
interesowali. Na kolejnej półce były książki o balecie i jego historii, a obok
kilkanaście płyt z muzyką klasyczną. Jeszcze wyżej moje szkolne książki i
przeróżne słowniki. Na samej górze była pusta półka na książki, które dopiero
kupię. Nie lubiłam korzystać z biblioteki, a rodzicom nie przeszkadzało, że
wciąż kupowałam nowe książki. Pewnie by zaczęło, gdybym trzymała je na widoku,
ale póki były schowane, w moim pokoju wszystko było w porządku. Oprócz książek
nie miałam zbyt wielu swoich rzeczy. Wielka szafa wyglądała na bardzo pustą,
nawet po wyłożeniu w niej wszystkich moich ubrań. Nigdy nie byłam zbytnią
strojnisią. Prawdę powiedziawszy połowę mojej garderoby stanowiły stroje baletowe.
W Glasgow większość czasu spędzałam na treningach. Moje biurko było również
prawie puste. Przed wyjęciem rzeczy z torby były na nim tylko dwie rzeczy: laptop i jedyna w tym pokoju rzecz, która sprawiała, że był on mój – ramka ze
zdjęciem przedstawiającym mnie, mojego brata i moją siostrę bawiących się razem
w ogrodzie pełnym bzów. Do dziś go pamiętam. Obok stał jedyny dom, w którym
mieszkaliśmy dłużej niż dwa lata, właściwie mieszkaliśmy w nim całe moje
dzieciństwo zakończone odebraniem świadectwa szóstej klasy szkoły podstawowej.
Potem przeprowadzaliśmy się co roku. Podeszłam do zdjęcia i przytuliłam je do
siebie. Tak strasznie chciałabym cofnąć czas.
Usiadłam na łóżku i wzięłam na kolana laptopa. Kiedy weszłam
na Facebooka, zobaczyłam nieco ponad 20 nowych zaproszeń do znajomych. Na
szczęście większość z tych osób miała zdjęcia profilowe, dzięki czemu mogłam bez
trudu określić, czy faktycznie ich kojarzę. Zawsze fascynował mnie fenomen tak
łatwego odnajdywania mnie. Ja nigdy nie potrafiłam nikogo znaleźć. Może to
przez moją słabą pamięć do imion. Odłożyłam laptopa na bok, a z torby wyjęłam
plan lekcji. Podeszłam do półki i zdejmowałam po kolei książki do literatury
angielskiej, ekonomii i fizyki. Oprócz tych trzech przedmiotów miałam jeszcze
dwie lekcje: informatykę i wf. Położyłam wszystkie podręczniki na łóżko. Wzięłam
niewielki worek i podeszłam z nim do szafy. Szybko włożyłam do niego czarne
szorty i biały top, zawsze ćwiczyłam w takim komplecie. Przeszłam jeszcze
kilka kroków i zdjęłam z półki białe czyściutkie adidasy, które po chwili były
już wepchnięte do worka. Położyłam go obok szkolnej torby. Wróciłam na łóżko i
znów położyłam sobie na kolana laptopa. Weszłam na stronę szkoły i zaczęłam
szukać jakiejś informacji o klubach. Szybko dowiedziałam się, że muzyczny
spotyka się w każdą środę i czwartek, a sportowy w poniedziałki i wtorki.
Usłyszałam nieprzyjemny odgłos nowej wiadomości na Facebooku, którego
zapomniałam zamknąć. Przełączyłam zakładkę i okazało się, że to Alice.
Spojrzałam na zegarek. Była 12:40, czyli właśnie skończył się ich, to znaczy
nasz, wf.
„Oliver powiedział mi, że nie chciałaś iść z nami na pizzę.
:<
Mam nadzieję, że zbytnio Cię nie wystraszyliśmy.”
„Nie, nie. A mogłabym mieć do Ciebie prośbę?”
„Jasne, Jess, mogę jakoś pomóc?”
„Tak, bo nawet nie wiem, co jest zadane na jutro, ani na
jakich tematach jesteście… miałabyś czas do mnie wpaść mi pomóc?”
„Jasne, tylko że raczej pod wieczór, bo na razie jesteśmy w
knajpie, a za godzinę mam zajęcia.”
„Nie ma sprawy. Będę czekać.”
Podałam jej jeszcze swój adres, a ona napisała grzecznościową
formułkę, że żałuje mojej nieobecności w knajpie. Ciekawe co Alice trenuje, a
może to po prostu korki? Będę miała okazję zapytać. Odłożyłam laptopa. Wzięłam
kolorowe długopisy i zaczęłam kreślić po planie szkoły trasę na każdy dzień
tygodnia, uwzględniając zajęcia klubu muzycznego. Po skończeniu wepchnęłam go do
torebki. Dzień nie był szczególnie męczący, ale mi i tak chciało
się spać. Położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy. Nagle poczułam czyjąś dłoń
na swoim ramieniu. Gwałtownie wstałam. Mój brat uśmiechał się do mnie. Zgromiłam
go wzrokiem, a on tylko się zaśmiał. Musiałam przysnąć na co najmniej dwadzieścia
minut.
-Jadę po Rosemary –oznajmił. –Obiecałaś obiad, pamiętasz?
Nie czekając na odpowiedź wyszedł. Pokiwałam głową do
powietrza. Wstałam powoli, tak by nie zakręciło mi się w głowie. Poszłam do
kuchni, by zrobić obiad dla rodzeństwa. Zdecydowałam się na spaghetti, bo moja
młodsza siostra bardzo je lubiła. Kiedy przyszli, właśnie skończył się gotować
makaron. Po przytuleniu na powitanie usiedliśmy przy stole i zjedliśmy w ciszy.
Uprzedziłam rodzeństwo, że zaprosiłam koleżankę, by pomogła mi z lekcjami. Oni
przyjęli to z uśmiechem. Wróciłam do siebie. Chwilę patrzyłam w otwartą szafę, po czym zdecydowałam się poćwiczyć obroty, by nie wyjść z wprawy. Przebrałam
się w obcisłe body z doszytą spódniczką, legginsy i baletki. Poszłam szukać
odpowiedniego miejsca, ale niestety takiego nie znalazłam, bo albo na ziemi
były kafelki, albo nie było lustra. Potwornie denerwujące. Nie chciałam jednak
nic nie robić. Balet był moją największą i jedyną pasją, był moim życiem.
Oprócz niego i mojego rodzeństwa nie liczyło się nic. Zaczęłam się rozciągać.
Skłoniłam się do podłogi, bez problemu kładąc na ziemi całe dłonie. Wstałam
powoli. Chciałam rozciągać się dalej, ale zadzwonił dzwonek. Nie zwracając
uwagi na strój, pobiegłam otworzyć. W drzwiach stała Alice z dużą sportową torbą.
Przytuliła mnie na powitanie, a potem przyjrzała mi się dokładnie, kiedy ja
zamykałam za nią drzwi.
-Co tańczysz –zapytała.
-Balet –odpowiedziałam dumnie.
-Do jakiej szkoły się zapisałaś?
-Na razie żadnej. Czemu pytasz?
-Może pójdziemy do ciebie, bo twój brat odrobinę mnie
krępuje –powiedziała i się zaśmiała.
Obróciłam się i zauważyłam mojego brata patrzącego na nas.
Zarumieniłam się. Pokazałam mu ręką, by podszedł. Miał lekko nonszalancki chód.
-Alice to Alexander, mój brat –przedstawiłam go. –Możemy iść
do mnie.
Dziewczyna uśmiechnęła się i ruszyła za mną. Całą drogę
podziwiała przestronne wnętrze. Kiedy doszłyśmy do mojego pokoju bardzo się
zdziwiła. Dobrze wiedziałam czemu. Pokoje nastolatek były pełne różnych rzeczy,
a mój był pusty. Nie miałam prawie nic, a jednocześnie miałam wszystko co było
mi potrzebne. Alice położyła swoją torbę na ziemi. Usiadłyśmy obok siebie na
moim łóżku, które stało na samym środku pokoju.
-Jess, to twoje wszystkie rzeczy?
-Tak.
-Ale jak?
-Wiesz, często się przeprowadzamy i ciągłe pakowanie wszystkiego
było niewygodne –powiedziałam rysując palcem koła na pościeli.
-Och, zapomnij, że pytałam –powiedziała lekko
zdezorientowana.
Nagle wstała i podeszła do swojej torby. Podniosła ją z
ziemi i z powrotem usiadła obok mnie. Odsunęła jeden suwak i włożyła do środka rękę, szukając czegoś. Po chwili przestała ruszać ręką, a na jej twarzy pojawił się
uśmiech. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak bardzo jest ładna.
-Zastanawiałaś się, czemu pytałam o szkołę baletową –zaczęła i
wyciągnęła rękę z torby, w dłoni trzymała puentę.
Moje oczy zrobiły się większe. Uśmiechnęłam się. Tak dawno
nie uśmiechałam się szczerze, a teraz miałam ku temu prawdziwy powód.
Dziewczyna, która w ciągu godziny czy dwóch stała się moją przyjaciółką dzieli
też moją pasję.
-To jak Jess, podać ci numer?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz