środa, 5 czerwca 2013

Odcinek 4

Balet

Kiedy mój brat wyszedł, wzięłam torbę i poszłam do swojej sypialni. Położyłam ją obok biurka i zaczęłam przeglądać swoje nowe książki. Tylko kilka było tego samego wydawnictwa, z którego korzystałam poprzednio. Rodzeństwo wiedziało, że to ja najwięcej czytam, więc dostałam pokój z największym regałem, który zajmował pół ściany. Na najniższej półce postawiłam dwa kartonowe pudła pełne książek z gatunku teen romance. Lubiłam je tak bardzo chyba tylko i wyłącznie dlatego że nigdy jeszcze nie byłam tak naprawdę zakochana. W szkole nie rozglądałam się za chłopcami, po prostu mnie nie interesowali. Na kolejnej półce były książki o balecie i jego historii, a obok kilkanaście płyt z muzyką klasyczną. Jeszcze wyżej moje szkolne książki i przeróżne słowniki. Na samej górze była pusta półka na książki, które dopiero kupię. Nie lubiłam korzystać z biblioteki, a rodzicom nie przeszkadzało, że wciąż kupowałam nowe książki. Pewnie by zaczęło, gdybym trzymała je na widoku, ale póki były schowane, w moim pokoju wszystko było w porządku. Oprócz książek nie miałam zbyt wielu swoich rzeczy. Wielka szafa wyglądała na bardzo pustą, nawet po wyłożeniu w niej wszystkich moich ubrań. Nigdy nie byłam zbytnią strojnisią. Prawdę powiedziawszy połowę mojej garderoby stanowiły stroje baletowe. W Glasgow większość czasu spędzałam na treningach. Moje biurko było również prawie puste. Przed wyjęciem rzeczy z torby były na nim tylko dwie rzeczy: laptop i jedyna w tym pokoju rzecz, która sprawiała, że był on mój – ramka ze zdjęciem przedstawiającym mnie, mojego brata i moją siostrę bawiących się razem w ogrodzie pełnym bzów. Do dziś go pamiętam. Obok stał jedyny dom, w którym mieszkaliśmy dłużej niż dwa lata, właściwie mieszkaliśmy w nim całe moje dzieciństwo zakończone odebraniem świadectwa szóstej klasy szkoły podstawowej. Potem przeprowadzaliśmy się co roku. Podeszłam do zdjęcia i przytuliłam je do siebie. Tak strasznie chciałabym cofnąć czas.

Usiadłam na łóżku i wzięłam na kolana laptopa. Kiedy weszłam na Facebooka, zobaczyłam nieco ponad 20 nowych zaproszeń do znajomych. Na szczęście większość z tych osób miała zdjęcia profilowe, dzięki czemu mogłam bez trudu określić, czy faktycznie ich kojarzę. Zawsze fascynował mnie fenomen tak łatwego odnajdywania mnie. Ja nigdy nie potrafiłam nikogo znaleźć. Może to przez moją słabą pamięć do imion. Odłożyłam laptopa na bok, a z torby wyjęłam plan lekcji. Podeszłam do półki i zdejmowałam po kolei książki do literatury angielskiej, ekonomii i fizyki. Oprócz tych trzech przedmiotów miałam jeszcze dwie lekcje: informatykę i wf. Położyłam wszystkie podręczniki na łóżko. Wzięłam niewielki worek i podeszłam z nim do szafy. Szybko włożyłam do niego czarne szorty i biały top, zawsze ćwiczyłam w takim komplecie. Przeszłam jeszcze kilka kroków i zdjęłam z półki białe czyściutkie adidasy, które po chwili były już wepchnięte do worka. Położyłam go obok szkolnej torby. Wróciłam na łóżko i znów położyłam sobie na kolana laptopa. Weszłam na stronę szkoły i zaczęłam szukać jakiejś informacji o klubach. Szybko dowiedziałam się, że muzyczny spotyka się w każdą środę i czwartek, a sportowy w poniedziałki i wtorki. Usłyszałam nieprzyjemny odgłos nowej wiadomości na Facebooku, którego zapomniałam zamknąć. Przełączyłam zakładkę i okazało się, że to Alice. Spojrzałam na zegarek. Była 12:40, czyli właśnie skończył się ich, to znaczy nasz, wf.

„Oliver powiedział mi, że nie chciałaś iść z nami na pizzę. :<
Mam nadzieję, że zbytnio Cię nie wystraszyliśmy.”

„Nie, nie. A mogłabym mieć do Ciebie prośbę?”

„Jasne, Jess, mogę jakoś pomóc?”

„Tak, bo nawet nie wiem, co jest zadane na jutro, ani na jakich tematach jesteście… miałabyś czas do mnie wpaść mi pomóc?”

„Jasne, tylko że raczej pod wieczór, bo na razie jesteśmy w knajpie, a za godzinę mam zajęcia.”

„Nie ma sprawy. Będę czekać.”

Podałam jej jeszcze swój adres, a ona napisała grzecznościową formułkę, że żałuje mojej nieobecności w knajpie. Ciekawe co Alice trenuje, a może to po prostu korki? Będę miała okazję zapytać. Odłożyłam laptopa. Wzięłam kolorowe długopisy i zaczęłam kreślić po planie szkoły trasę na każdy dzień tygodnia, uwzględniając zajęcia klubu muzycznego. Po skończeniu wepchnęłam go do torebki. Dzień nie był szczególnie męczący, ale mi i tak chciało się spać. Położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy. Nagle poczułam czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Gwałtownie wstałam. Mój brat uśmiechał się do mnie. Zgromiłam go wzrokiem, a on tylko się zaśmiał. Musiałam przysnąć na co najmniej dwadzieścia minut.

-Jadę po Rosemary –oznajmił. –Obiecałaś obiad, pamiętasz?

Nie czekając na odpowiedź wyszedł. Pokiwałam głową do powietrza. Wstałam powoli, tak by nie zakręciło mi się w głowie. Poszłam do kuchni, by zrobić obiad dla rodzeństwa. Zdecydowałam się na spaghetti, bo moja młodsza siostra bardzo je lubiła. Kiedy przyszli, właśnie skończył się gotować makaron. Po przytuleniu na powitanie usiedliśmy przy stole i zjedliśmy w ciszy. Uprzedziłam rodzeństwo, że zaprosiłam koleżankę, by pomogła mi z lekcjami. Oni przyjęli to z uśmiechem. Wróciłam do siebie. Chwilę patrzyłam w otwartą szafę, po czym zdecydowałam się poćwiczyć obroty, by nie wyjść z wprawy. Przebrałam się w obcisłe body z doszytą spódniczką, legginsy i baletki. Poszłam szukać odpowiedniego miejsca, ale niestety takiego nie znalazłam, bo albo na ziemi były kafelki, albo nie było lustra. Potwornie denerwujące. Nie chciałam jednak nic nie robić. Balet był moją największą i jedyną pasją, był moim życiem. Oprócz niego i mojego rodzeństwa nie liczyło się nic. Zaczęłam się rozciągać. Skłoniłam się do podłogi, bez problemu kładąc na ziemi całe dłonie. Wstałam powoli. Chciałam rozciągać się dalej, ale zadzwonił dzwonek. Nie zwracając uwagi na strój, pobiegłam otworzyć. W drzwiach stała Alice z dużą sportową torbą. Przytuliła mnie na powitanie, a potem przyjrzała mi się dokładnie, kiedy ja zamykałam za nią drzwi.

-Co tańczysz –zapytała.

-Balet –odpowiedziałam dumnie.

-Do jakiej szkoły się zapisałaś?

-Na razie żadnej. Czemu pytasz?

-Może pójdziemy do ciebie, bo twój brat odrobinę mnie krępuje –powiedziała i się zaśmiała.

Obróciłam się i zauważyłam mojego brata patrzącego na nas. Zarumieniłam się. Pokazałam mu ręką, by podszedł. Miał lekko nonszalancki chód.

-Alice to Alexander, mój brat –przedstawiłam go. –Możemy iść do mnie.

Dziewczyna uśmiechnęła się i ruszyła za mną. Całą drogę podziwiała przestronne wnętrze. Kiedy doszłyśmy do mojego pokoju bardzo się zdziwiła. Dobrze wiedziałam czemu. Pokoje nastolatek były pełne różnych rzeczy, a mój był pusty. Nie miałam prawie nic, a jednocześnie miałam wszystko co było mi potrzebne. Alice położyła swoją torbę na ziemi. Usiadłyśmy obok siebie na moim łóżku, które stało na samym środku pokoju.

-Jess, to twoje wszystkie rzeczy?

-Tak.

-Ale jak?

-Wiesz, często się przeprowadzamy i ciągłe pakowanie wszystkiego było niewygodne –powiedziałam rysując palcem koła na pościeli.

-Och, zapomnij, że pytałam –powiedziała lekko zdezorientowana.

Nagle wstała i podeszła do swojej torby. Podniosła ją z ziemi i z powrotem usiadła obok mnie. Odsunęła jeden suwak i włożyła do środka rękę, szukając czegoś. Po chwili przestała ruszać ręką, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak bardzo jest ładna.

-Zastanawiałaś się, czemu pytałam o szkołę baletową –zaczęła i wyciągnęła rękę z torby, w dłoni trzymała puentę.

Moje oczy zrobiły się większe. Uśmiechnęłam się. Tak dawno nie uśmiechałam się szczerze, a teraz miałam ku temu prawdziwy powód. Dziewczyna, która w ciągu godziny czy dwóch stała się moją przyjaciółką dzieli też moją pasję.

-To jak Jess, podać ci numer?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz