Przepraszam, że w piątek nie napisałam, ale chyba ogólnie zacznę pisać rzadziej i zostanę przy weekendowych przerwach - są one wygodnie i dla mnie, i dla osób, które nie mają czasu tu zaglądać w tygodniu.
Jeśli wam się podoba to polecajcie znajomym, no chyba, że nie chcecie. c:
Miłego czytania,
xoxo Rose
Wypadek
-Cześć -przywitał się, jakby nic się nie stało.
Popatrzyłam na niego przez chwilę i znów odwróciłam wzrok. Wróciłam do pakowania swoich książek, udając że mi obojętne, czy stoi tuż obok mnie, czy na drugiej półkuli.
-Jessamine?
Moje pełne imię brzmiało tak dziwnie, że aż się wzdrygnęłam. Spojrzałam na niego smutnym wzrokiem.
-Coś się stało -zapytał czułym głosem.
-Nie, wszystko w porządku.
-Chciałbym, żebyś po szkole ze mną gdzieś poszła. Masz czas?
-Wiesz, Michael, chętnie bym to zrobiła, ale muszę coś załatwić.
-To zajmie chwilę, a potem pomogę ci to coś załatwić, jeśli tylko chcesz.
-No dobrze.
-To świetnie -powiedział i podniósł torbę z ziemi.
-Idziesz już?
Nie chciałam, by znów zniknął, ale nie chciałam też, by wiedział jak mi na nim zależy. Niby umówił się ze mną, ale przecież mógł mnie wystawić. Ciekawe, czemu ich nie było… A może zwyczajnie gdzieś wyjechali? Poza tym czy to ważne, czemu go nie było? Już nic nie ma znaczenia. Będzie lepiej dla niego, jak przestanie ze mną rozmawiać. Położył mi rękę na ramieniu, to niezbyt dobry początek do zakończenia naszej znajomości. Spojrzałam mu w oczy i zrozumiałam, że sama siebie próbuję oszukać. On był jedyną osobą, która nie miała do mnie o nic pretensji. Chyba, że jednak się mylę...
-A ty nie? Przecież był dzwonek -powiedział, udając, że nie zauważył mojego desperackiego tonu.
Westchnęłam. Szybko zamknęłam szafkę, wzięłam torbę i ruszyłam za chłopakiem. Dzień bardzo mi się dłużył. Byłam coraz bardziej ciekawa, co takiego chce mi pokazać, ale bałam się spytać. Na początku nie spytałam, bo nie chciałam wydać się zbyt ciekawska, a potem z każdą kolejną chwilą nasze milczenie było coraz mniej przyjemne. Gdy zadzwonił ostatni dzwonek, było wręcz nie do zniesienia. Wrócił po ponad trzech tygodniach i zamieniliśmy tylko kilka zdań. Wyszłam z sali, kierując się do szafki. Wpakowałam do niej wszystkie książki. Już chciałam iść szukać Michaela, kiedy ktoś złapał mnie za ramię.
-Cześć -powiedział łobuzerskim tonem.
Odwróciłam się i zobaczyłam Lucifera. Było w tym chłopaku coś, co mnie do niego przyciągało, co sprawiało, że nie mogłam przy nim powiedzieć ani słowa.
-Co tak na mnie patrzysz -zapytał.
Chciałam powiedzieć coś mądrego, jednak nie mogłam. Na szczęście nie musiałam, bo między nas wpakował się Michael.
-O, tu jesteś, Jessamine, wszędzie cię szukałem.
-To chyba normalne, że stoi przy swojej szafce -wtrącił Lucifer.
-O braciszku, nie zauważyłem cię wcześniej.
-A ja wolałbym nie widzieć ciebie.
Wziął rzeczy i oddalił się w stronę drzwi. Michael machnął ręką i uśmiechnął się w moją stronę.
-Rodzinna sprzeczka -wyjaśnił, choć dla mnie od dawna było to już oczywiste. -To co, idziemy?
Pokiwałam głową na znak zgody. Chłopak zaprowadził mnie najpierw na parking dla uczniów, a tam odnalazł odpowiedni samochód. Był to odrestaurowany stary czerwony cadillac. Ciężko będzie nas nie zauważyć, ale z drugiej strony wreszcie ktokolwiek mnie zauważy. Chłopak otworzył mi drzwi od strony pasażera. Na początku jechaliśmy w ciszy, jednak żadne z nas zbyt długo w niej nie wytrwało i odezwaliśmy się jednocześnie. Zaśmialiśmy się.
-Ty pierwsza.
-Chciałam tylko spytać, dokąd mnie zabierasz.
-Chcę cię zabrać na kawę.
-Co –zapytałam zdziwiona. –Znaczy nie mam nic przeciwko, ale…
-Ale miałaś nadzieję na coś lepszego? Przepraszam. Mogłem od razu powiedzieć o co chodzi, ale bałem się, że się nie zgodzisz.
-Zgodziłabym się –powiedziałam z uśmiechem. –Co chciałeś powiedzieć?
-Że pięknie wyglądasz.
-A tak na serio –zapytałam przez śmiech.
-Co tak ważnego musisz dziś zrobić?
-Zakupy.
-Koniecznie dziś?
-Tak, bo moja siostra wymarzyła sobie przyjęcie urodzinowe i zostałam jego organizatorką.
-Powinnaś więcej odpoczywać, bo w końcu masz casting w przyszłym tygodniu.
-Skąd o nim wiesz –chłopak nie wiedział co mi odpowiedzieć, więc dodałam –przecież nawet nie zdążyłam ci powiedzieć, że tańczę.
-Wiem –powiedział po chwili.
Chyba wahał się czy nie wymyślić jakiejś wymówki, więc drążenie tego tematu było całkowicie bezsensowne – pewnie by skłamał. Ludzie kłamią. Dojechaliśmy do jakiejś kawiarni i chłopak zamówił dwa napoje. Okazały się być mrożoną cafe latte z syropem karmelowym. Usiedliśmy przy jednym ze stolików i zaczęliśmy pić nasze kawy, co chwilę uśmiechając się do siebie. Nagle usłyszeliśmy krzyk, a po nim pisk opon. Za szybą mignęła mi twarz Rosemary wpadającej pod rozpędzoną ciężarówkę. Zerwałam się z krzesła, zahaczając ręką o kawę. Dźwięk tłuczonego szkła towarzyszył mi w wybieganiu z kawiarni. Pobiegłam do ulicy, ale zanim zeskoczyłam z krawężnika, ktoś złapał mnie za ramię. Patrzyłam jak osłupiała jak ludzie wybiegają na ulicę. Stojąc tak blisko, byłam już pewna, że ta mała leżąca na asfalcie osóbka to moja siostra. Ktoś zadzwonił po karetkę, a ktoś inny zaczął udzielać jej pierwszej pomocy. Wszystko mi się rozmazywało. Ktoś przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. Zaczęłam płakać w jego pachnące ubranie. Na chwilę puścił mnie, by okryć moje ramiona swoją bluzą. Nie mogłam powstrzymać łez. Usłyszałam dźwięk karetki.
-Proszę, zawieź mnie do szpitala –wyjąkałam łamiącym się głosem.
Michael pogładził mnie po ramieniu. Jeszcze chwilę staliśmy. Twarz miałam wtuloną w jego tors. Pobrudziłam mu koszulkę. Ratownicy położyli moją siostrę na noszach i zabrali do karetki. Kiedy ta ruszyła na sygnale, chłopak wziął mnie na ręce. Nie miałam siły się sprzeciwić. Objęłam jego szyję rękoma i płakałam coraz głośniej.
-Będzie dobrze- wyszeptał, wkładając mnie do samochodu, który był zaparkowany za rogiem.
Skuliłam się na siedzeniu, a on prowadził, jedną ręką wciąż gładząc moje ramię. Po chwili byliśmy przed szpitalem. Wysiadłam o własnych siłach, zanim on zdążył zgasić silnik. Pobiegłam do rejestracji. Kobieta nie miała oporów przed ujawnieniem mi drogi do mojej siostry, a właściwie, o czym miałam dowiedzieć się dopiero godzinę później, jej ciała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz