Każdą przerwę spędziłam u boku Alice i jej paczki. Matta,
jak i kilku innych osób nie było. Niestety wśród nieobecnych był też Michael.
Chciałam kogoś zapytać o chłopaka, którego spotkałam rano, jednak nie bardzo
wiedziałam kogo. Zagadałabym Alice, ale nie mogłam zrobić tego przy innych
dziewczynach. Nie potrafiłam się skupić, wciąż rozmyślałam nad znaczeniem jego
ostatniego zdania. Czyżby chłopak o imieniu diabła był bratem Michaela? On
przecież ma rodzeństwo w równoległej klasie, ale z drugiej strony ten
nieznajomy wcale nie musi chodzić do tej szkoły. Wczoraj chyba go nie
widziałam.
Na lekcjach również nie potrafiłam się skupić, jednak żaden z
nauczycieli tego nie zauważył, no prawie żaden. Na wf-ie grałyśmy w siatkówkę. To
jedyna lekcja, która aż tak różniła się od tych w mojej poprzedniej szkole.
Klasy były łączone, przez co było nas trochę mniej niż piętnaście, ale należy do
tego doliczyć kilka nieobecnych dziewczyn. Sala była jedna, podzielona na dwie
połowy. Na jednej z nich miały ćwiczyć dziewczyny, a na drugiej chłopcy. Na
początku usiadłam, jednak w końcu musiała nadejść chwila mojego wstania z ławki
„rezerwowych”. Stanęłam na środku. Nie przepadałam za siatkówką, zawsze bolały
mnie od niej ręce. Jakaś dziewczyna z mojej drużyny serwowała, ale trafiła w
siatkę. Ciekawe, w co lubi grać Michael. Pewnie bym to wiedziała, gdybym tylko
chciała go wczoraj słuchać. Mam nadzieję, że nowa Jessamine słuchałaby go.
Nagle dostałam piłką w głowę. Alice zwinnie przebiegła pod siatką i stanęła
przy mnie.
-Nic ci nie jest? Jess, powinnaś bardziej uważać przy serwach
Debry.
Podniosłam wzrok i za siatką zobaczyłam dziewczynę z wrednym
uśmieszkiem. Przyłożyłam palce do głowy, ale nie wyczułam guza, przynajmniej jeszcze nie.
-Nie, nic mi nie jest. Masz rację, następnym razem będę
bardziej uważać –wymamrotałam.
Alice puściła mi przyjazny uśmiech i wróciła na swoją
połowę. Spojrzałam na nauczycielkę, która była zdegustowana moją
nieostrożnością. Westchnęłam i spojrzałam na Debrę dokładnie wtedy, kiedy
kolejną piłkę skierowała prosto na mnie. Uderzyłam w nią ręką, jednak piłka
poleciała na stronę chłopców, którzy grali w koszykówkę i uderzyła jednego z
nich w głowę. Dopiero to prawdziwie obudziło mnie z transu. Szybko
przeskoczyłam prowizoryczne oddzielenie połówek sali i podeszłam do chłopaka,
którego uderzyłam. Musiał być z równoległej klasy, bo wcześniej go nie
widziałam. On tylko spojrzał na mnie zaciekawiony. Był ode mnie co najmniej o
głowę wyższy.
-Strasznie cię przepraszam, jestem dziś jakaś rozkojarzona.
-Widzę –powiedział śmiejąc się. –Nie ma sprawy. Jestem
Simon.
-Jessamine –przedstawiłam się.
Podaliśmy sobie dłonie i wróciliśmy do swoich zajęć. Nie
miałam ochoty dłużej ćwiczyć, więc wymówiłam się przed panią rozbolałą głową. Ta bez problemu dała mi kluczyk do szatni. Kiedy byłam w połowie
drogi, Alice mnie dogoniła. Miała surową minę.
-Jess, Simon to nie najlepszy pomysł.
-Co –zapytałam zdziwiona.
-Wiesz, on chodzi z Debrą albo przynajmniej ona chciałaby, żeby tak było.
Zaśmiałam się. Otworzyłam drzwi szatni. Alice stała przede
mną z miną domagającą się wyjaśnienia powodu mojego śmiechu.
-Alice, nie potrzebuję innych przyjaciół. Mam ciebie
–dziewczyna uśmiechnęła się na moje słowa.
-A spotkałaś już jakieś ciacho –zapytała, patrząc mi w oczy.
-Lucifer wydaje się być interesujący –powiedziałam, mając
nadzieję, że wyciągnę coś od niej.
-Lucifer? Wiesz, Jess –westchnęła. –On nie jest odpowiednim
celem –widząc malujące się na mojej twarzy niezrozumienie, kontynuowała. –On
jest nieco specyficzny.
-Zauważyłam –powiedziałam z uśmiechem. –On ma brata, prawda?
-No tak, przecież wczoraj na każdej lekcji siedziałaś obok
jego brata.
-Michael jest jego bratem?
-Nie wiedziałaś? Och, Jess. Lucifer wczoraj pobił się z
Mattem i Oliverem. Powiedz, że chociaż na to już wpadłaś.
Na chwilę zapadła niezręczna cisza. Cieszyłam się, że nie
zapytałam o niego przy innych dziewczynach. Podeszłam do swoich rzeczy i
zaczęłam się przebierać.
-Dzwoniłaś już do szkoły baletowej?
-Nie miałam jeszcze czasu, przecież wczoraj było późno
–westchnęłam.
-A co robisz po lekcjach?
-Nic.
-To chodź ze mną na trening. Zapytamy, czy możesz dołączyć i
zobaczymy, co będzie, okej?
-Możemy spróbować.
Nasza dalsza rozmowa była właściwie o niczym, ale i tak miło
nam się rozmawiało. Kiedy przyszły inne dziewczyny, nagle znalazłam się w
centrum uwagi. Debra obrażona szybko zabrała swoje rzeczy, ale jej koleżankom aż
tak się nie spieszyło. Zrozumiałam, chodziło o to, że uderzyłam Simona piłką
w głowę, ale powód nie był dla mnie tak ważny. Jedyne, co się teraz liczyło, to
dowód na moją zmianę. Uśmiechałam się uprzejmie i rozmawiałam z kilkoma
dziewczynami na raz. Wszystko było dla mnie takie nowe i cudowne. Zdziwiłam się, jakie to wszystko jest proste. Po chwili jednak Alice przypomniała mi o
przebieraniu się, dając mi lekkiego kuksańca w bok. Szybko wsunęłam spodnie i
założyłam bluzkę. Zwinęłam rzeczy i upchnęłam do worka. Kiedy skończyłam, Alice
pociągnęła mnie za nadgarstek w stronę drzwi.
-Do jutra –krzyknęłyśmy jednocześnie i zaczęłyśmy się śmiać.
Przed nami było kolejne zadanie – znaleźć szafkę mojego brata.
Jak wiadomo, chłopcy przebierają się szybciej, więc pewnie opuścił już szatnię.
Pobiegłyśmy do naszych szafek, które okazały się być obok siebie. Alice wyjęła
ze swojej sportową torbę, do której w pośpiechu zaczęła upychać książki. Ja nie
musiałam ich brać do domu, bo nauczyciele i tak zgodzili się dać mi dwa
tygodnie na zorientowanie się, więc nie było potrzeby się uczyć. Zmieniłam
buty, założyłam kurtkę, a potem szalik. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do brata.
Okazało się, że czeka na mnie na parkingu. Postanowiłam nie wspominać mu na
razie o dodatkowej pasażerce. Wybiegłyśmy ze szkoły i popędziłyśmy w jego
stronę.
-Cześć, Alex –powiedziałam i dałam mu buziaka w
policzek. –Zawieziesz nas do szkoły baletowej, prawda?
-To całkiem niedaleko –dodała Alice.
-Tylko najpierw muszę skoczyć do domu po strój –powiedziałam.
On tylko pokiwał głową, nie chcąc nam przerywać. Obie
usiadłyśmy z tyłu. A mój brat wciąż nie wsiadł. Popatrzyłam na niego zdziwiona.
-O co chodzi, Alex?
-Obiecałem Simonowi, że go odwiozę, bo to po drodze.
Alice popatrzyła na mnie zdziwiona, ale ja nic nie
powiedziałam. Po chwili chłopak, na którego czekaliśmy, wyszedł ze szkoły. Szkolny mundurek znacznie
mniej mu pasował niż strój sportowy, choć i w nim nie wyglądał najgorzej. Prawdopodobnie
lepiej nawet niż mój brat.
Nawet nie zauważyłam, kiedy zmienił się mój stosunek do płci
przeciwnej. Ominął mnie moment, w którym zaczęłam ich oceniać. Kolejna zmiana,
ale chyba na gorsze. Może one wcale nie były dobrym pomysłem. Wyjrzałam przez
okno i zobaczyłam kogoś stojącego w jednej z bocznych uliczek. Po chwili zdałam
sobie sprawę, że był to Lucifer. Westchnęłam, a Alice odebrała to chyba jako
oznakę niepewności dotyczącą lekcji baletu. Ścisnęła moją ręką, a ja
automatycznie się uśmiechnęłam. Miałam komu zaufać i na razie to wystarczyło.
Musiało wystarczyć.
Ode mnie: Nie wiem czy jutro napiszę, bo trochę się rozchorowałam, ale postaram się to zrobić. ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz